Nie żyje Adam Borejko, znany podróżnik pochodzący z Zambrowa. 49-latek zmarł w trakcie ekstremalnej wyprawy rowerowej na terenie Rosji. Informację o jego śmierci przekazały media w Jakucji oraz tamtejsze służby ratunkowe.
Do tragicznego zdarzenia doszło w miejscowości Chandyga w Republice Sacha. Jak informuje portal SakhaDay, zambrowianin realizował swoje marzenie o wyprawie do Jakucji. Podróż, do której przygotowywał się przez długi czas, rozpoczęła się w niedzielę 25 stycznia 2026 roku.
Adam Borejko postawił sobie ambitny cel: chciał dotrzeć rowerem z Jakucka do Ojmiakonu, miejscowości uznawanej za najzimniejsze na stałe zamieszkane miejsce na Ziemi, nazywane często "biegunem zimna". Trasa wyprawy miała liczyć łącznie 914 kilometrów. Podróżnik na bieżąco relacjonował swoje postępy w mediach społecznościowych. Pokazywał m.in. noclegi pod namiotem nad rzeką Leną oraz udział w tradycyjnych kąpielach z okazji święta Chrztu Pańskiego. 31 stycznia 2026 r. dotarł do wsi Chandyga.
Z dostępnych w mediach informacji wynika, że mężczyzna pokonał jednośladem ponad 400 kilometrów, poruszając się po trudnej, szutrowej nawierzchni. Po dotarciu do hotelu w Chandydze i zameldowaniu się w pokoju, 49-latek udał się na odpoczynek. Kilka godzin później został znaleziony martwy.
Według wstępnych ustaleń, śmierć nastąpiła po wyczerpującym wysiłku fizycznym, jakiego podjął się podróżnik w ekstremalnie trudnych warunkach klimatycznych. Dokładne przyczyny zgonu będą wyjaśniane przez lokalne służby.
O niesamowitych podróżach oraz kolejnych planach wyjazdowych Adam Borejko opowiadał mieszkańcom Zambrowa we wrześniu ubiegłego roku:
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kondolencje dla rodziny. Współczuję.
Adaś miał 52 lata a nie 49...
A mógł pracować po 8 godzin, stać pod blokiem pół dnia, pić żuberki, palić szlugi i dożyć 80 lat
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Głupota jechać rowerem tak daleko w takich warunkach.
Kondolencje dla rodziny. Współczuję.
Adaś miał 52 lata a nie 49...
A mógł pracować po 8 godzin, stać pod blokiem pół dnia, pić żuberki, palić szlugi i dożyć 80 lat