Unia Europejska, na wniosek Polskich Eurodeputowanych Pawła Zalewskiego i Pawła Kowala zniosła cła na ukraińskie towary(na samych Ukraińców też), a Ukraina nie zniosła sankcji na polskie mięso nałożone osiem lat temu.Pozdrawiam.
Wystąpiły takie okoliczności Co zaś do zniesienia przez Ukrainę sankcji na nasze mięso to nasz rząd obecny musi tego chcieć Jest premier jest minister gospodarki jest Prezydent jeżeli by nie mogli sami to zwracają się do Unii
Temat jest głębszy niż spór polityczny.Czesi czy Bułgarzy nie uchwalili poparcia dla sankcji wobec Rosji.Amerykanie zniszczyli Bałkany,Egipt, Irak, Libię, a teraz zrobili prowokację na Ukrainie, a nasi politycy z lewa i prawa bezkrytycznie to popierają,nie widząc ile przez to traci nasza gospodarka.Pozdrawiam.
Przecież to się kupy nie trzyma Ruskie wchodzą na Ukrainę zagarniają przemysł W cywilizowanym niby świecie takie rzeczy nie mogą mieć miejsca Bajki to kilkadziesiąt lat wstecz może by przeszły i to nie wszystkim Temat ruskie rozpoczęły od Gruzji Gdyby nie udało się zamordować Kaczyńskiego Dziś by nie było tematu Najpierw wybiera się sprzedajny rząd doprowadza państwo za pomocą korupcji do upadku gospodarczego i reszta z górki
Wojnę w 2008 roku zaczęła Gruzja,a fatyzm polityczny i nawiedzenie jest gorsze od działalności hitlera, mam mocną nadzieję, że pana to nie dotyczy. Kidy jest biednie we własnym kraju to pomaga się innym tak, aby nie doprowadzić do tragedii w swojej Ojczyźnie.Pozdrawiam.
[cytat]Przecież to się kupy nie trzyma Ruskie wchodzą na Ukrainę zagarniają przemysł W cywilizowanym niby świecie takie rzeczy nie mogą mieć miejsca Bajki to kilkadziesiąt lat wstecz może by przeszły i to nie wszystkim Temat ruskie rozpoczęły od Gruzji Gdyby nie udało się zamordować Kaczyńskiego Dziś by nie było tematu Najpierw wybiera się sprzedajny rząd doprowadza państwo za pomocą korupcji do upadku gospodarczego i reszta z górki [/cytat]Doradzam, aby o cywilizacji mówili ludzie ucywilizowani.
Działanie naszych niby przyjaciół USA zaprowadzi,nas w ślepy zaułek,dlaczego szukamy przyjaciół daleko, a wrogów blisko.Dlaczego Tusk i Kaczyński nie posłuchają mądrzejszych np.Waclawa Klausa,byłego prezydęta Czech.
Panie Kąkol pana bezgraniczna ufność i wiara w braci Kaczyńskich jest przerażająca. Świętej Pamięci L. Kaczyński proszę mi uwierzyć nie miał żadnego wpływu na politykę Putina i na to, czy będzie chciał tworzyć i przyłączać do Rosji następne tereny. Pan mnie rozśmiesza takim twierdzeniem. L. Kaczyński tyle dla niego znaczył ile teraz Pan dla Jarosława Kaczyńskiego, no nie przesadziłem, Putin wiedział o istnieniu kogoś takiego jak nasz Pan Prezydent, a Pan J. Kaczyński zapewne nie ma pojęcia, że ma tutaj w Zambrowie, takiego Kąkola. Pozdrawiam i życzę, aby Pan Jarek zaprosił na browarek [;-P]
Wy o tym nie chcecie wiedzieć wiedzieli władze wspomnianych prze zemnie krajów A co do Prezesa Kaczyńskiego to takich kąkoli ma bardzo dużo nie musi o nich wiedzieć Wystarczy że my dostrzegamy Jego dobre intencje do poprawy bytu w naszym kraju
Panie Kąkol, ja tutaj czegoś nie rozumiem, przynależy Pan do Partii PIS, a zachowuje się jak wieloletni członek SLD. Czy Pan przypadkiem nie zamienił tych partii. Pisanie i zwracanie się w tych czasach w formie "WY" jest co najmniej nie konwencjonalne. Za każdym razem, jak czytam Pana wpis, to odwracam się od komputera, aby zobaczyć, czy za mną nikt nie stoi i nie czyta, ale zaręczam nie ma tam nikogo. Jest późna noc, cala rodzina śpi, proszę pisać do mnie w liczbie pojedynczej. Pozdrawiam [;-P]
Ukraińce jak za dawnych lat palili ludzi żywcem w Odessie.Krzyczmy za Jarosławem Kaczyńskim sława uhrainie, hierojom sława.Wstyd, hańba.To przyszły premier?
Dlaczego nikt się nie czepia Ministra Sikorskiego premiera Tuska przecież to oni przez ostatnie lata tworzyli politykę jedyne co potraficie to zmieniać temat Co do moich przynależności partyjnych to współczuję wyczucia .Poglądów nie musiałem nigdy zmieniać Wystarczy umieć słuchać i patrzeć kto dba o sprawy kraju w sposób rzetelny Znalazł się jeden odważny i uczciwy to został stracony
Ludzie. Pamiętajmy, iż głosować możemy nie tylko na PO lub PiS. Są inne partie z zupełnie innym, bardziej wolnościowym programem-jak np Kongres Nowej Prawicy.
Górnicy Donbasu(Ukraińcy, nie Rosjanie) idą na Kijów, będzie nowy Majdan,ciekawe czy nasi przywódce zrozumieją, że to przez ich wtrącanie.Głupia polityka tak Tuska jak i Kaczyńskiego przyczyniła się do destabilizacji Ukrainy i utraty Rosyjskiego rynku dla naszych towarów.Obydwaj opierają się na testamencie Giedroycia, a skutki tego są katastrofalne.Pozdrawiam.
[cytat]Ludzie. Pamiętajmy, iż głosować możemy nie tylko na PO lub PiS. Są inne partie z zupełnie innym, bardziej wolnościowym programem-jak np Kongres Nowej Prawicy.[/cytat]Masz rację,ale do głosowania ida głównie mohery.
Bardzo jestem ciekawy czy nasze kochane stacje telewizyjne pokażą "pałace" nowego prezydenta Ukrainy, a są one dużo bogatsze niż posiadłości byłego prezydenta Janukowycza. Janukowycz starał się utrzymać na Ukrainie status kwo czyli coś dla wszystkich i gdyby nie podżeganie Amerykanów to za Polską wschodnią granicą byłoby spokojnie, a tak mamy piekiełko, które i nam doskwiera.Oby jak najszybciej się skończyło. Pozdrawiam.
151_Ukraine.jpg
Aleksander Dugin, rosyjski ideolog eurazjatyzmu, w swojej analizie wytyka ukraińskim nacjonalistom naiwność i głupotę polegającą na wysługiwaniu się Zachodowi, który jest wrogi ideowo wszelkim ruchom narodowym. Dugin wskazuje na cztery błędy nacjonalistów, którzy obecnie przestali być potrzebni władzom w Kijowie. W zmian Dugin proponuje im pogodzenie się z Rosją i walkę z liberalnym Zachodem. Poniżej tekst artykułu Dugina:
Kiedy konflikt między Prawym Sektorem a proamerykańską juntą rysuje się coraz wyraźniej, warto przyjrzeć się bliżej ukraińskiemu nacjonalizmowi. Jest on zjawiskiem szerszym niż Prawy Sektor. Nacjonaliści mówią, że chcą niezależnej Ukrainy. Co to znaczy?
Są dwie siły ograniczające niezależność Ukrainy – Rosja i Stany Zjednoczone (plus Unia Europejska). USA są silniejsze, Rosja jest bliżej. Dla nacjonalistów ukraińskich logiczne byłoby przyjęcie założenia „Ani Waszyngton (Bruksela), ani Moskwa”. Co więcej, Waszyngton to liberalizm i kosmopolityzm (niekompatybilne z nacjonalizmem), małżeństwa gejów (niekompatybilne z tradycjonalizmem), ateizm i materializm (niekompatybilne z dążeniem do obrony tożsamości duchowej). Zatem USA i Unia Europejska to pierwszy i totalny wróg. Wcielenie świata nowoczesnego, Moderny, bunt przeciwko któremu jest istotą Trzeciej Drogi.
Moskwa postrzegana jest jako kolonialna, imperialna siła, będąca przeszkodą w rozwoju ukraińskiej tożsamości narodowej. Ale dzisiejsza Moskwa (Putin) to przynajmniej częściowo konserwatyzm i tradycjonalizm, antyamerykanizm i antyliberalizm. Dla ukraińskich nacjonalistów to niewątpliwie wróg, jednakże o drugorzędnym znaczeniu.
Dlatego żaden poważny nacjonalista ukraiński nie mógł popierać Euromajdanu. Takie zaangażowanie byłoby usprawiedliwione, gdyby Majdan wymierzony był w atlantyzm, liberalizm i Unię Europejską. Było jednak inaczej.
Nie uważam Rosji za przyjazną nacjonalizmowi ukraińskiemu. Historycznie był on siłą jej wrogą. Ale wobec hegemonii bieguna zachodniego (liberalne Stany Zjednoczone), nacjonalizm ukraiński jest Rosji potrzebny, aby wypchnąć z Ukrainy wpływy Zachodu i ocalić ją przed liberalizmem i atlantyzmem. Rosja na obecnym etapie nie popierająca tożsamości ukraińskiej, nie chce i nie może jej zwalczać. Walczymy dziś z amerykańską hegemonią, ze światem jednobiegunowym, a nie z Ukraińcami. Logiczne byłoby zatem, by ukraińscy nacjonaliści stanęli na początek po stronie Moskwy, pomogli w budowie wielobiegunowego świata i Eurazji, a następnie, już w ramach antyliberalnego i antyamerykańskiego projektu eurazjatyckiego, domagali się uznania swojej tożsamości.
Spójrzmy na Czeczenię. Dudajew i Basajew walczyli po stronie Zachodu i przeciwko Rosji o większą niezależność Czeczenii. Żadnemu z nich się nie udało. Nadeszli jednak Achmet Kadyrow (bohater Rosji i Eurazji) i jego syn Ramzan, którzy z pomocą i przyjaźnią Rosji osiągnęli to wszystko i znacznie więcej. Wśród narodów Rosji trudno dziś znaleźć naród o silniejszej tożsamości niż Czeczeni. Nie twierdzę, że zawsze tak będzie. Ale póki Rosja jest silna i zachowuje się przyjaźnie, tożsamość czeczeńska jest wzmacniana w naturalny i organiczny sposób.
Jeśli nacjonaliści ukraińscy – Prawy Sektor i inni – staną po stronie Rosji, będą także po stronie Heartlandu, tradycji i konserwatyzmu. Razem możemy obalić liberałów i amerykańskie marionetki. Ukraina stanie się częścią Unii Eurazjatyckiej, lecz dzięki zasługom jej bohaterów w walce z globalną zarazą (USA, globalizacją, liberalizmem, pedofilską UE itd.) najlepiej może rozwinąć się jej tożsamość. Wzmocnienie jej, stworzenie politycznego rdzenia narodu ukraińskiego doprowadzi na pewnym etapie do powrotu do historycznego dylematu – kto miał rację: Daniel Halicki, czy Aleksander Newski. Ale tylko w ten sposób było to możliwe. Inaczej jest nierealne. Ukraina nie będzie drugą Czeczenią.
Likwidacja Saszy Białego przez pronatowskich ukraińskich liberałów, wyrok na Jarosza i przyśpieszenie rozpędzania Prawego Sektora i innych grup nacjonalistycznych jest konsekwencją popełnionego przez nich błędu. Ukraiński nacjonalizm miał szansę tylko w ramach sojuszu z konserwatywną Rosją. Będąc przeciwko niej, sprowadził na siebie klęskę. Jego głównym wrogiem nie jest bowiem Moskwa, ale Waszyngton i jego kukiełki – stara histeryczka Tymoszenko, nie dotrzymujący obietnic narkoman Turczynow, nieumiejący się wysłowić przygłup Kliczko, godny pogardy oligarcha Kołomojski, drań Poroszenko czy Jaceniuk – liberał w okularach. Ta banda dziwolągów nie ma nic wspólnego z tradycjonalistycznymi tendencjami obecnymi w nacjonalizmie ukraińskim.
Nikt nie sprawi, że ukraińscy nacjonaliści pokochają Rosję. Mogą jej dalej nienawidzić, tak jak większość. Ale trzeba pomyśleć strategicznie: Ukraina obecnie rozpada się, władzę na niej przejmie syndyk tej masy upadłościowej. W tej sytuacji nie ma miejsca dla nacjonalistów ukraińskich. Chyba, że pozbędą się ich rzucając ich siły przeciwko Rosjanom, zabiją jak Muzyczkę albo zamkną w areszcie, jak przywódców Białego Młota.
Pierwszym błędem ukraińskich nacjonalistów było poparcie Euromajdanu. Powinni byli go rozpędzić i stworzyć Ukromajdan.
Drugi błąd – to uznanie junty złożonej z liberałów, atlantystów, degeneratów i żydowskich oligarchów. To po prostu wstyd. Wszystko bez jednego strzału.
Trzeci błąd: pokora wobec tych, którzy zaczęli strzelać. My, Rosjanie, mieliśmy wiele powodów by nienawidzić Saszy Białego. Ale odpowiedzialnych za jego śmierć proamerykańskich polityków nienawidzimy bardziej. Biały był wrogiem, który się nie krył, mówił to, co myślał. Ale Ashton, Nuland, Jaceniuk, Awakow, Turczynow i Tymoszenko – ci którzy go zabili – są stokroć bardziej niegodziwi i godni pogardy.
Ukraińscy nacjonaliści popełnią teraz czwarty błąd. Opuszczą swoich przywódców, rozproszą się i staną się niewolnikami oligarchów i liberałów, którzy wcielą ich do Gwardii Narodowej i poślą przeciwko Rosjanom, na wschód i południe Ukrainy. Po tym błędzie ukraiński nacjonalizm będzie zapomniany na długi czas.
Co można zrobić? Majdan wciąż może porzucić wspieranie junty proamerykańskich pachołków i wynieść do władzy prawdziwych nacjonalistów (prawo bowiem nie obowiązuje), zacząć działać w imię ukraińskich interesów narodowych a nie w interesie Waszyngtonu i globalnej oligarchii finansowej. Jakie są interesy narodowe? Mowa o nich na samym początku tekstu. To stworzenie niezależnej Ukrainy.
Strona główna
Aktualności
Opinie
Zdjęcia
INTERIA.PL na Ukrainie
Filmy
Pomoc
Komunikaty MSZ
Przywódczyni skrajnej prawicy: Podziwiam Władimira Putina
43 minuty temu
Przywódczyni francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen oświadczyła, że podziwia prezydenta Rosji Władimira Putina za nieustępliwość wobec politycznych nacisków z zagranicy. Dodała, że darzy szacunkiem kanclerz Niemiec Angelę Merkel.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-zamieszki-na-ukrainie/aktualnosci/news-przywodczyni-skrajnej-prawicy-podziwiam-wladimira-putina,nId,1435108?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Niemiecki dziennik cytuje przy tym premiera Słowacji Roberta Fico, który miał powiedzieć, że nie może sobie wyobrazić na terytorium jego kraju "stacjonowania zagranicznych wojsk lub baz ochrony rakietowej obsługiwanych przez obcych żołnierzy". Fico miał się przy tym powołać na doświadczenia inwazji Czechosłowacji przez wojska Układu Warszawskiego.
Jeszcze bardziej drastycznie zareagować miał czeski premier Bohuslav Sobotka. "Praga nie uważa, by aktualna sytuacja bezpieczeństwa wymagała zwiększonego zaangażowania NATO" - miał powiedzieć polityk i dodać, że jego zdaniem takie decyzje nie będą też konieczne w najbliższych latach. "Czechy nie należą do tych krajów, które wołają o większą obecność wojsk NATO w Europie i tak pozostanie również w przyszłości" - pisze dziennik o stanowisku czeskiego premiera.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/swiat/news-faz-czesi-i-slowacy-niezadowoleni-ze-slow-obamy-to-moze-zasz,nId,1438697#iwa_item=7&iwa_img=0&iwa_hash=24523&iwa_block=facts?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
W Czechach jest to możliwe bo u nich nie zrobili z okrągłego stołu kwadratu A Niemcy są na daną chwilę tak uzbrojeni że im lata czy u nich ktoś obcy stacjonuje czy też nie Złom do nas przekazują a za uzyskany budżet produkują nowoczesny sprzęt Sikorski na to mówi że zrobił interes życia dla naszego kraju
Proszę Pana tu nie chodzi o kwadraty czy romby, tylko o to, że Czesi nie zachorowali na moskala i robią interesy z Putinem, a my słuchamy odmóżdżonych Amerykanów i przez to kopiemy się we własny tyłek.Pozdrawiam.
bandera-marsz-kijow.jpg
„Nasze Słowo” nr 23(2965) z 8 czerwca 2014 roku zamieściło dwa artykułu, które zwróciły moją uwagę jako stałego czytelnika tego pisma i jako tego, który ponosi również w części koszty wydawnictwa tygodnika. Postaram się je z grubsza omówić. Oto interesujące mnie fragmenty:
„Pomorska Akademia w Słupsku jest jako kolejna wyższa szkoła, w której studiują cudzoziemcy, z poza Ukrainy. Jak mówi rektor Akademii prof. Roman Drozd [Ukrainiec, jawnie probanderowski historyk – przyp. AM], Akademia coraz bardziej wychodzi naprzeciw współpracy ze wschodnimi partnerami – wyższych szkół na Ukrainie, Białorusi i Rosji. Jednak najbardziej dynamicznie rozwija się współpraca z Ukrainą. W minionym semestrze w Pomorskiej Akademii uczyło się 6 ukraińskich studentów, tego roku – 33, a od października będzie aż ponad 100. Studentom zagwarantowane jest bezpłatne nauczanie i utrzymanie – wszystkie koszty bierze na siebie strona polska”.
Mam jednak zastrzeżenia. Czy nie należałoby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby własne? Tyle dzieci głodnych. Dorośli po studiach uciekają za granicę, mimo że „strona polska” poniosła wysokie koszty ich edukacji. Moje wnuczęta w 50 punktach procentowych (przepraszam, że używam słownictwa PAP) uczyły się w szkole prywatnej. Kosztowało to wiemy ile. Dla nich miejsca zabrakło w akademii państwowej. Dopiero gdy podjęły pracę znalazło się państwo, które wyciągnęło łapę po pieniądze. Naliczyło tego ponad 50 punktów procentowych wynagrodzenia. Konsekwentnie je zabiera.
Na utrzymanie studentów zagranicznych, nie koniecznie Ukraińców, pieniądze są. Czy w rewanżu Polska może na tych samych zasadach wysyłać na studia zagraniczne studentów polskich? Albo przeznaczać środki na studia Polaków ze Wschodu Tych zwykłych, nie dzieci dygnitarzy? Ja idąc do lekarza muszę najpierw sprawdzić zawartość portfela, mimo gwarancji konstytucyjnej o bezpłatnym lecznictwie. Mimo tego głośno będę krzyczał: wymiana studentów na studia zagraniczne jest konieczna!
Sprawa druga, która wzbudza emocje już w czasie czytania „Naszego Słowa”. Ukraińska mniejszość narodowa wystąpiła z wnioskiem, aby w Dobrym Mieście w pobliżu Olsztyna którejś z ulic lub placów dać imię „Bohaterów Kijowskiego Majdanu”.
„Dobre Miasto – pisze „Nasze Słowo” – utraciło swoją szansę być pierwszym w Europie miastem, które by upamiętniło poległych bohaterów kijowskiego Majdanu. Tego roku w maju olsztyński Oddział Ukraińskiej Mniejszości Narodowej w Polsce zwrócił się do Rady Miasta z propozycją nazwania jednej z ulic (albo placów) imieniem Bohaterów Kijowskiego Majdanu…”. Inicjatywę odrzucono. Pachnie to trochę Związkiem Sowieckim. Wszędzie i zawsze musiał być pierwszym. Aż przykro, że to się już skończyło, a było z tym dość wesoło, jednak nie wszędzie. W ukraińskiej mniejszości w Polsce jeszcze ta pamięć jest żywą. Miało by to być „ukłonem w stronę mniejszości ukraińskiej” – pisze „Nasze Słowo”.
Nie wiem, ubolewać czy się śmiać? Słusznie odpowiedział jeden z radnych miasta, trzeba najpierw ustalić – kto do tych bohaterów należy i z czyich rąk zginął? Ponadto trzeba najpierw rozliczyć ludobójstwo dokonane na ludności polskiej na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej przez OUN-UPA. Trzeba najpierw uhonorować 100 tys. zamordowanych Polaków. Wypowiedź ta wywołała burzę w umyśle sprawozdawcy. Zapomniał bowiem, jak tę sprawę traktował jeszcze w ubiegłym roku. Zapomniał o tym, jak potraktował Sejm polski za to, że nie potępił operacji „Wisła”, za to, że Sejm polski ludobójstwo chciał nazwać ludobójstwem. Pouczanie, że tylko Putin może zmienić lub prawidłowo nazwać wydarzenia na Majdanie kijowskim, to chyba tylko niesmaczny żart.
Nadanie imienia polskiej ulicy Bohaterów Kijowskiego Majdanu miałoby stanowić „ukłon w stronę mniejszości ukraińskiej”. Ile to już było ze strony polskiej takich ukłonów? Każdy z nich był wykorzystywany przeciwko Polsce. Dzisiaj, kiedy na Ukrainie trwa wojna o byt państwowy Polska wspomaga Ukrainę i moralnie i finansowo. I co? Zmian nie widzę. Najlepiej by było gdyby ten ukłon uczyniło „Nasze Słowo”. Byłby to pierwszy krok do prawdziwego pojednania. Zresztą bo ja wiem? Ja czuję się pojednany z Ukraińcami. Rozmawiam z nimi, składałem im wizyty, oni bywali u mnie. Teraz już nie mogę ich wizytować. Wiek i zdrowie mi na to nie pozwalają. Sądzę jednak że to niewielka grupa na czele z „Naszym Słowem” dąży do jątrzenia, bo im z tym jest dobrze. Na zakończenie dodam tylko: każdy stłumiony protest był niesłuszny. Tak, niesłuszny protest.
Ze swojej strony mam propozycję dla inicjatorów nadania jednej z ulic Dobrego Miasta imienia „Bohaterów Kijowskiego Majdanu”: W Przemyślu odbudowuje się Narodowy Dom. Wzorem innych miast polskich, gdzie jest np. Dom Nauczyciela, Dom Chłopa, kiedyś w Lublinie był Dom Żołnierza, (może i dzisiaj jest) – Narodowemu Domowi w Przemyślu nadać imię: DOM DOBREGO CZŁOWIEKA. W skrócie DeDeCe. Będzie to na pewno pierwszy przypadek w świecie, nie w Europie, jak wspominają ukraińscy mieszkańcy Dobrego Miasta. Każdy może czuć się zaszczyconym. Nie ma w tej nazwie ani bohaterów, ani ludobójców, ani ich ofiar. Jest tylko dobry człowiek, zastępujący wszystko. Warto pomyśleć! Jakie to proste, aż trudne do zrozumienia, a jeszcze trudniejsze do wykonania.
Czytając „Nasze Słowo” czuję się jako osoba z mniejszości narodowej, dyskryminowana przez większość rządzącą. Smutne to lecz prawdziwe.
Jeżeli chodzi o udostępnienie Polskich uczelni studentom z poza granic naszego kraju ,to początkowe założenie było żeby pomóc ludziom polskiego pochodzenia dyskryminowanych w miejscu ich obecnego zamieszkania bez ich zgody .Z Polską też było podobnie za tzw I komuny mieli się znależć na uczelniach zachodnich w ramach pomocy dla opozycji .A korzystali dzieciaki prominentów .Jeżeli zaś chodzi o obecny stan na uczelniach polskich obecność o poglądach banderowskich to już jest tak że jaki rzad taki sąd i takie jego działanie
[cytat]Jeżeli chodzi o udostępnienie Polskich uczelni studentom z poza granic naszego kraju ,to początkowe założenie było żeby pomóc ludziom polskiego pochodzenia dyskryminowanych w miejscu ich obecnego zamieszkania bez ich zgody .Z Polską też było podobnie za tzw I komuny mieli się znależć na uczelniach zachodnich w ramach pomocy dla opozycji .A korzystali dzieciaki prominentów .Jeżeli zaś chodzi o obecny stan na uczelniach polskich obecność o poglądach banderowskich to już jest tak że jaki rzad taki sąd i takie jego działanie[/cytat]Napij sie mleka i wyśpij się,bzdury pleciesz,nie mając zielonego pojęcia.Czym Ciebie karmią,że tak miernie się wypowiadasz.
Ktoś kto krzyczał, hasła banderowskie na Ukrainie, a zarazem przygotowuje się do objęcia fotela Premiera, czy też obecnie pełni wysokie funkcje daje przyzwolenie mniejszościom, jest winien tego, że we własnym Kraju Polacy będą czuli się jak mniejszość.To są właśnie zasługi PO-PiS-u dla Polski, oczywiście negatywne.Duet Kaczo-Donków musi odejść.Pozdrawiam.
[cytat]Napij sie mleka i wyśpij się,bzdury pleciesz,nie mając zielonego pojęcia.Czym Ciebie karmią,że tak miernie się wypowiadasz.[/cytat] Dzięki będziesz pić mleko to będziesz wielki a mleko szczególnie sprowadzone z Holandii Piszę stwierdzone fakty z tą różnicą że bez zastępstwa i bez podpowiedzi Niektórym to nie na rękę jak Kaczyński.
Co zrobi PO-PiS gdy ich sojusznik wielki brat Obama narozrabia w Polsce i na Ukrainie tak jak w Iraku? Proponuję zrobić zbiórkę narodową i zapłacić Obamie by swoje pomysły realizował tylko i wyłącznie w USA, i przy okazji niech zabierze tam swoich ulubieńców Donalda i Jarka.Pozdrawiam.
ihor.jpg
To Ihor Kołomojski ogłosił w połowie kwietnia „polowanie na separatystów”. Za przekazanie w ręce kijowskiej junty żywego separatysty zgodził się zapłacić 10 tys. USD, za odbicie zajętego budynku 200 tys. USD, za zwrot pistoletu tysiąc, a karabinu 1,5 tys. USD (onet.pl, 18.04.2014). Można go więc uznać pośrednio winnym zbrodni w Odessie – pisze Bohdan Piętka
W dniu 3 maja 2014 roku Janusz Korwin-Mikke w imieniu swojej partii wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że „zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli istnieją potężne siły pragnące wojny – głównie dlatego, by ukryć gospodarczą katastrofę i nadciągające bankructwo tych państw. O czym otwarcie mówił już w 2011 roku p. Jacek Rostowski po powrocie z Brukseli. Jakakolwiek ingerencja Moskwy na Ukrainie może zostać uznana za casus belli. Państwa NATO niemal jawnie się do niej szykują, przede wszystkim nasilając iście goebbelsowską propagandę, wprowadzając amerykańskie okręty na Morze Czarne i samoloty w rejon Nadbałtyki. Dochodzą coraz liczniejsze sygnały, że władze III Rzeczypospolitej wysyłają rezerwistom wezwania do WKU. Rację może mieć p Arseniusz Jaceniuk, samozwańczy premier z Kijowa, że „nadchodzi dziesięć decydujących dni, najbardziej niebezpiecznych w historii”.
Kongres Nowej Prawicy wzywa władze III RP, by nie mieszały się w ten konflikt. Żadne z państw NATO nie zostało przez nikogo zaatakowane, nie mamy więc żadnych zobowiązań traktatowych – i nie mamy interesu, by wtrącać się w wewnętrzne sprawy naszego sąsiada. To nie nasza wojna. Domagamy się ogłoszenia désintéressement i prowadzenia polityki ścisłej neutralności”.
Ze względu na to, że mainstream medialno-polityczny ciągle przedstawia opinii publicznej Korwina-Mikke jako osobę niepoważną, jego oświadczenie nie wywarło na tejże większego wrażenia. Tymczasem zawiera ono nie tylko sporo prawdy, ale powinno skłonić do refleksji nad kwestią zaangażowania się władz III RP w kryzys ukraiński. Jak daleko władze III RP są w stanie się posunąć, wykonując polecenia mocodawców brukselsko-waszyngtońskich? Słowem – czy jest możliwe, że mainstream polityczny III RP (wliczając w to zarówno obóz rządzący jak i opozycyjny PiS) jest gotowy wciągnąć naród w konflikt (nawet zbrojny), którego on nie chce.
Nie ulega wątpliwości, że mainstream polityczny od początku kryzysu ukraińskiego lekceważy naród polski, którego spora cześć (może większość) nie popiera probanderowskiej i rusofobicznej polityki. Nie ulega też wątpliwości, że od 25 lat naród polski nie jest w stanie ani usunąć zmieniającego szyldy, ale pozostającego niezmiennym mainstreamu politycznego, ani powstrzymać jego katastrofalnej polityki gospodarczej, społecznej i wszelkiej innej, także zagranicznej. Skoro tak, to nie ulega również wątpliwości, że jeśli mainstream polityczny tego zechce lub dostanie taki rozkaz, to Polacy będą umierać za politycznych pogrobowców Stepana Bandery.
Wydarzenia z początku maja przyniosły wiele miarodajnych informacji odnośnie rządzących w Kijowie banderowców, jak i związków z nimi nadwiślańskiego mainstreamu politycznego. Trzeba przede wszystkim zwrócić tutaj uwagę na masakrę w Odessie 2 maja i sposób przedstawienia jej polskiej opinii publicznej. 2 maja kilka tysięcy zwolenników junty kijowskiej, głównie stadionowych chuliganów i członków Prawego Sektora, przybyło do Odessy z zamiarem rozbicia miejscowego protestu przeciw władzom w Kijowie. „Celem jest całkowite oczyszczenie Odessy” – mówił jeden z działaczy Prawego Sektora w rozmowie z dziennikarzami. W wyniku tego oczyszczania zginęło co najmniej 46 osób (według oficjalnego komunikatu), ale ofiar śmiertelnych mogło być nawet 116 lub 126 (według różnych danych nieoficjalnych).
Prorządowe bojówki „kiboli” i Prawego Sektora najpierw obrzuciły butelkami z benzyną miasteczko namiotowe przeciwników junty kijowskiej, a gdy ci zaczęli uciekać do Domu Związków Zawodowych, bojówkarze podpalili budynek. Zanim go jednak podpalili, wdarli się do niego i zabijali kogokolwiek napotkali. Zdjęcia z miejsca tragedii, które obiegły Internet pokazują m.in. ciężarną kobietę pracującą w Domu Związków w charakterze sprzątaczki, która została uduszona kablem. Wiele innych ofiar miało rany głowy od kul, spalone twarze i przedramiona, co może świadczyć o tym, że specjalnie polewano zwłoki łatwopalnymi środkami, żeby uniemożliwić identyfikację. Część z chroniących się w Domu Związków osób została zamordowana (w tym zastrzelona), część zginęła w płomieniach lub udusiła się dymem, a część zginęła skacząc z wysokości, by ratować się przed ogniem. Ta wstrząsająca zbrodnia pokazuje, że współcześni banderowcy mają nie tylko te same poglądy co 70 lat temu, ale również potrafią mordować tak samo bezwzględnie i okrutnie jak 70 lat temu.
Premier kijowskiego rządu Arsenij Jaceniuk oskarżył o sprawstwo zbrodni Rosję, Putina i „prorosyjskich separatystów”. Jego narrację natychmiast podchwyciły polskie media mainstreamowe. Z ich przekazu wynika, że to „prorosyjscy separatyści” zaatakowali miłujących pokój członków Prawego Sektora, albo nawet, że w zajściach uczestniczyły przysłane z Rosji jednostki specnazu. Ten ostatni wątek był obecny szczególnie w przekazie mediów związanych z PiS-em, a nawet w wypowiedziach polityków tej partii. Antoni Macierewicz, przedstawiając raport „Cztery lata po Smoleńsku” stwierdził, że „w całej tragedii (tzn. w zamordowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku – uzup. BP) brały udział te same jednostki specnazu, które znamy z ostatnich wydarzeń ukraińskich” (niezależna.pl, 5.05.2014).
Powiązanie wątku „zamachu smoleńskiego” z wydarzeniami w Odessie jest zabiegiem godnym tylko inteligencji Antoniego Macierewicza. Wątek rosyjskiego specnazu, rosyjskich służb specjalnych lub zamaskowanych sił zbrojnych przerzucanych z Rosji istnieje w przekazie dezinformacyjnycm głównych polskich mediów także odnośnie wydarzeń na wschodniej Ukrainie – w Donbasie i Ługańsku. Że tamtejszy ruch separatystyczny może być autentyczny, że mieszkańcy wschodu Ukrainy mogą naprawdę nie darzyć sympatią junty kijowskiej – to nie mieści się mainstreamowym redaktorom w głowie. Szablon objaśniania (dezinformowania) jest prosty: za wszystkim stoi Rosja i wszystkim kierują rosyjskie służby.
Jeżeli w Odessie rzeczywiście zginęło ponad 100 osób, to trzeba sobie zadać ważne pytanie: dlaczego miłujący demokrację i prawa człowieka Zachód nie domaga się dymisji ekipy Jaceniuka-Turczynowa? Przecież gdy podczas lutowego zamachu stanu zginęło w Kijowie około 100 osób (w tym około 20 milicjantów), miłośnicy demokracji i praw człowieka z Brukseli i Waszyngtonu natychmiast zażądali dymisji prezydenta Janukowycza, którego obecnie ścigają międzynarodowym listem gończym. Brukselscy i waszyngtońscy koryfeusze demokracji też jadą na koniku banderowskiej narracji? Też wszędzie widzą wyłącznie rękę Rosji?
Genezy zbrodni w Odessie należy upatrywać nie tylko w ekstremizmie banderowskich bojówek. Te bojówki ktoś uzbroił i wyszkolił, ktoś tych ludzi indoktrynował. Banderowska ideologia sama się z grobu nie wykopała. Komuś to musi służyć, ktoś musi za tym stać. Niewątpliwie stoją za tym oligarchowie. Pucz lutowy doprowadził nie tylko do umocnienia ich pozycji, ale do przekazania im władzy nad Ukrainą. Zdobyli tę władzę rękami banderowców i ich rękami ją utrzymują. Za jednego z czołowych sponsorów puczu lutowego i obecnej władzy w Kijowie jest uważany Ihor Kołomojski – współwłaściciel jednego z największych banków na Ukrainie, po puczu mianowany gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego. Ten obywatel Szwajcarii, który przed puczem lutowym bywał na Ukrainie rzadko, stoi na czele Zjednoczonej Żydowskiej Wspólnoty Ukrainy, jest współwłaścicielem grupy kapitałowej „Privat”, której częścią jest Privat Bank, a także właścicielem holdingu medialnego „Hławred”, agencji informacyjnej UNIAN i klubu piłkarskiego Dnipro Dniepropietrowsk.
To właśnie Kołomojski ogłosił w połowie kwietnia „polowanie na separatystów”. Za przekazanie w ręce kijowskiej junty żywego separatysty zgodził się zapłacić 10 tys. USD, za odbicie zajętego budynku 200 tys. USD, za zwrot pistoletu tysiąc, a karabinu 1,5 tys. USD (onet.pl, 18.04.2014). Można go więc uznać pośrednio winnym zbrodni w Odessie, a także innych krwawych wydarzeń, jak np. ostrzelania w nocy z 2 na 3 maja przez bojówkarzy Prawego Sektora cywilów blokujących drogę pod Słowiańskiem (ponad 10 zabitych i 40 rannych).
Warto też zwrócić uwagę na innych oligarchów. Gubernatorem Doniecka z ramienia kijowskiej junty został Serhij Trauta – stalowy magnat Donbasu, właściciel klubu piłkarskiego Metałurh Donieck i Stoczni Gdańskiej, posiadający majątek o wartości 2 mld USD, zaliczany do 500 najbogatszych ludzi świata. Znaczącą pozycję posiadają też oligarchowie: Władimir Niemirowski – gubernator Odessy, Mychajło Bołotskysz – gubernator Ługańska, Rinat Achmetow – magnat węglowy i medialny oraz właściciel klubu Szachtior Donieck, gazowa księżniczka Julia Tymoszenko oraz „król czekolady” Petro Poroszenko. Ten ostatni jest „faworytem” ogłoszonych na 25 maja wyborów prezydenckich, co oznacza, że na pewno zostanie w nich „wybrany”. Poroszenko, tak jak i Kołomojski, jest zaliczany do grona głównych sponsorów puczu lutowego i kijowskiej junty. Mainstreamowe media w Polsce „typowały” Poroszenkę na prezydenta Ukrainy już pod koniec marca (Jakub Korus, „Petro Poroszenko: Przyszły prezydent Ukrainy?”, newsweek.pl, 29.03.2014).
Pucz lutowy doprowadził do przekształcenia zakulisowej władzy oligarchów we władzę jawną. Banderowcy zostali albo wykorzystani jako pożyteczni idioci albo mamy do czynienia z trwałą symbiozą oligarchów z ukraińskimi szowinistami. Oligarchowie mają w swoich rękach ponad 80 proc. ukraińskiej gospodarki. Majątki gromadzą w rajach podatkowych, a inwestują za granicą. Ukraina jest dla nich cytryną, którą teraz mogą już wyciskać do woli i bez ograniczeń. Na postawione w tytule artykułu pytanie trzeba zatem odpowiedzieć, że jeżeli padnie taki rozkaz, to Polacy będą umierać nie tyle za pogrobowców Stepana Bandery, co za interesy Ihora Kołomojskiego, Petro Poroszenki, Rinata Achmetowa i innych ukraińskich magnatów finansowych.
Polski mainstream polityczny i medialny musi być z nimi silnie powiązany, prawdopodobnie także nićmi zależności. Nie można bowiem nie zauważyć wielkiej fety, jaką urządzono w Warszawie z udziałem samego premiera Tuska „faworytowi” na urząd prezydenta Ukrainy. Nie można też nie zauważyć, że w tym samym czasie fetowano w Warszawie Michaiła Chodorkowskiego, który otrzymał tytuł Człowieka Roku „Gazety Wyborczej”. Oznacza to, że został on namaszczony na przyszłego ojca-założyciela „demokratycznej Rosji”, albowiem celem „operacji Ukraina” nie jest Ukraina, lecz Rosja. Główne wyzwanie dla decydentów w Waszyngtonie i Brukseli stanowi kolonizacja Rosji i zdobycie jej bogactw naturalnych.
Narracja mainstreamowych mediów polskich robi wrażenie jakby była tworzona w redakcji „Naszego Słowa”. O tym, że referenda w Donbasie i Ługańsku są „sfałszowane” nadwiślańskie media wiedziały jeszcze przed ich rozpoczęciem. W krwawej wojnie domowej, jaka toczy się na wschodzie Ukrainy media te widzą tylko rękę rosyjską. A innej ręki tam nie ma? A może jednak ruch separatystyczny na wschodzie Ukrainy jest w dużej mierze autentyczny? Może jednak mieszkańcy Doniecka i Ługańska rzeczywiście nie chcą żyć pod czerwono-czarną władzą na usługach rodzimej oligarchii, USA i UE.
Nie można również nie zauważyć gorączki rusohisterii, która opanowała cały mainstream polityczny od Kwaśniewskiego, Wałęsy i Tuska po Kaczyńskiego i Macierewicza. Nie da się tego wszystkiego wytłumaczyć tylko biegunką polityczną przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Oni już rozpoczęli upragnioną wojnę z Rosją. Nie jest przypadkiem, że gdy miały miejsce krwawe wydarzenia w Odessie doszło do profanacji pomnika gen. Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie i próby zablokowania przyjazdu rosyjskiej delegacji na cmentarz w Braniewie. To było jasne postawienie sprawy: jesteśmy po stronie neobanderowców. Zrobiono przy tym kolejny raz wiele krzyku, że to pomnik „kata AK”. Oczywiście można tak na to spojrzeć, ale można też, mając w świadomości całą złożoność ówczesnej sytuacji politycznej, spojrzeć na dowódcę 3. Frontu Białoruskiego jako na dowódcę wojsk jednej ze stron koalicji antyhitlerowskiej, który zginął w walce z Niemcami. Tylko to wymaga chłodnego obiektywizmu, a nie ideologicznego zacietrzewienia. Najbardziej paradoksalne w tym wszystkim jest to, że wyklinany przez „prawdziwych patriotów” jako „kat Wileńszczyzny i Suwalszczyzny” Czerniachowski był Ukraińcem urodzonym w okolicach Humania.
Władze państwowe III RP oficjalnie zbojkotowały Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności. Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło, że nie będzie asysty wojskowej pod pomnikami. Tym samym oficjalnie przyjęto narrację najbardziej skrajnych środowisk, których przedstawiciele 9 maja owijali folią pomnik żołnierzy radzieckich w Parku Skaryszewskim w Warszawie, by symbolicznie wysłać go Putinowi. Przyjęto narrację że Armia Czerwona w 1944/1945 roku zniewoliła Polskę. To znaczy, że Polska była wtedy wolna? Z dymiącymi krematoriami Oświęcimia i Majdanka? Z łapankami i publicznymi egzekucjami zarządzonymi w Warszawie przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę, z wywózkami na roboty niewolnicze do Rzeszy, z barbarzyńskimi wysiedleniami z Wielkopolski i Zamojszczyzny, z „pacyfikacjami” wsi, puszczanych z dymem przez formacje SS i policji. Polska pod władzą Hansa Franka, Arthura Greisera, Alberta Forstera, Fritza Brachta i Ericha Kocha była wolna i dopiero ci przeklęci Sowieci ją zniewolili. Taki wniosek wynika z uproszczonego spojrzenia na historię motywowanego nieprzejednaną rusofobią. Jest oczywiste, że trzeba pamiętać o zbrodniach NKWD i Smiersz, ale trzeba je oddzielić od ofiary wielu tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej i sformowanego w ZSRR Wojska Polskiego, bez której nie byłoby granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.
W sytuacji bojkotu Święta Zwycięstwa przez państwo, jedynym przejawem jego obchodów była niewielka manifestacja zorganizowana 9 maja pod ambasadą rosyjską przez inicjatywę „Nie wojnie z Rosją” pod hasłem „Dzień Zwycięstwa jako dzień solidarności polsko-rosyjskiej”. Organizator manifestacji –Adam Jerzy Uznański – został dotkliwie pobity przez trzech napastników na dwie godziny przed jej rozpoczęciem. Manifestację cały czas zakłócała przy bierności policji agresywna bojówka, złożona m.in. z Ukraińców, wznosząc okrzyki „ruskie pachołki”.
Obiektem szczególnej agresji „prawdziwych patriotów” stał się Waldemar Tomaszewski – przywódca polskiej mniejszości na Litwie, który obchodził święto 9 maja razem z mniejszością rosyjską i wstążeczką św. Jerzego wpiętą w klapę marynarki. To symbol sowieckiego imperializmu – grzmiano na portalu niezależna.pl i oburzano się, że Tomaszewski przyjaźnie odnosi się do Rosjan. Już dawno nie widziałem takiego poziomu agresji jak w wypowiedziach użytkowników portalu niezależna.pl, mieszających z błotem Tomaszewskiego. Zapewne użytkownicy portalu niezależna.pl nie wiedzą o tym, że gdyby nie polityczna współpraca Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z mniejszością rosyjską, to położenie mniejszości polskiej w tym kraju byłoby bardzo nieciekawe, a Waldemar Tomaszewski już dawno nazywałby się Valdemaras Tomaševskis. Tomaszewski zresztą jest od początku solą w oku „prawdziwych patriotów”, gdyż nie poparł puczu kijowskiego, a nawet odniósł się do niego krytycznie (kresy.pl, 5.03.2014).
Tym ludziom jednakże nie zależy ani na mniejszości polskiej na Litwie, ani gdziekolwiek indziej. Nie zależy im na Polsce w ogóle. Są opętani wyłącznie swoją dziejową misją zniszczenia Rosji jako domniemanego źródła wszelkiego zła i dla tego celu poświęcą wszystko. Miarą ich już nie kompromitacji, ale dyskwalifikacji była wizyta w Warszawie przedstawicieli banderowskiej Swobody i Prawego Sektora. Ukraińscy ekstremiści przyjechali do stolicy Polski prowadzić sobie kampanię wyborczą. W czasie konferencji prasowej 11 maja, reprezentujący Prawy Sektor Artem Luchak zaprzeczył ludobójstwu OUN/UPA na Polakach. „Niech ktoś to najpierw w udowodni” – stwierdził bezczelnie. I co na to panowie Kaczyński, Macierewicz, Sakiewicz, Żurawski vel Grajewski, Kowal, Wujec, Tusk, Sikorski, Zalewski i reszta zwolenników hasła „lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka”? Milczą. To wasze milczenie jest plunięciem w twarz narodowi polskiemu i jego niewinnym ofiarom.
Ci panowie, którzy ciągle podsuwają Rosji pod oczy Katyń milczą, gdy w Warszawie ich ukraiński sojusznik publicznie neguje ludobójstwo wołyńsko-małopolskie. Nie po drodze im z Armią Czerwoną, ale po drodze z SS-Galizien i UPA? A mnie nie po drodze z wami, panowie. Przez 25 lat waszej demokracji i wolności znosiłem bezrobocie, niskie płace, wysokie podatki, upodlenie człowieka żyjącego z własnej pracy, brak perspektyw, korupcję, złodziejstwo, niekompetencję, marnotrawstwo, grabież majątku narodowego, bezprawie aparatu sprawiedliwości, arogancję władzy, zniszczenie przemysłu, rolnictwa i narodowej kultury, nachalną promocję antypolonizmu w wydaniu Grossa i jemu podobnych. Ale waszego kolegi z Ukrainy, który ludobójstwo wołyńsko-małopolskie kwituje zdaniem „Niech ktoś to najpierw udowodni” już nie zniosę. Przekroczona została czerwona linia. Umierajcie sobie sami za Stepana Banderę, Ihora Kołomojskiego i Petro Poroszenkę. Nie wciągajcie w to narodu polskiego. Zostawcie w spokoju naród i państwo polskie i odejdźcie. Wasza III i IV RP dojechała do ostatniego przystanku. Pora wysiadać.
Bohdan Piętka
Na zdjęciu: Ihor Kołomojski (z lewej) fot. politikforen.net
Pozdrawiam.
isakowicz_1.jpg
Problem ze zorganizowaną w lubelskim Ratuszu dyskusją nt. „Dokąd z Ukrainą” polegał na tym, że 60 proc. jej uczestników chciało rozmawiać o tym co w polityce i historii łączy, ale i dzieli nasze sąsiednie narody – podczas gdy pozostali (jak zwykle) chcieli sobie pogadać o złym Putinie.
Przekonywali, że coś może być antypolskim kłamstwem, ale jednocześnie stanowić fundament racji stanu. – Ale racji jakiego narodu?! – spokojnie dociekał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kapelan Kresowian, wywołując tylko narastającą furię red. Piotra Semki, dla którego banderyzm wydaje się najprzyjemniejszym partnerem na Ukrainie.
Nadchodzące obchody kolejnej rocznicy Rzezi Wołyńskiej, będącej elementem wielkiego ludobójczego planu, zrodzonego w chorych umysłach Stepana Bandery i Dymitra Doncowa, a także sytuacja za naszą wschodnią granicą – czynią debatę o przeszłości i przyszłości stosunków polsko-ukraińskich nader aktualną. - Ta sama zbrodnicza ideologia, w imię której mordowano Polaków, ale także Ormian, Żydów, czy sprawiedliwych Ukraińców, znów dziś wzrasta w siły na całym zachodzie Ukrainy. Wszędzie stoją pomniki Bandery, a całe młode pokolenie zostało wychowane w tym zbrodniczym kulcie. Naszym sąsiadem już dziś jest banderowska Hałyczyna, a tymczasem władze polskie udają, że tego nie widzą – krytykował ks. Isakowicz-Zaleski.
- No ale jaki jest wybór, przecież inaczej tam będzie Rosja! - kontrował red. Semka. - Tak się nie da dyskutować, mówi się, że Bandera to zbrodniarz, zostaje się „ruskim agentem”. Mówi się, że mordowano Polaków, tak samo. Pokazuje się, że fatalna myśl Giedroycia, że byle być przeciwko „Ruskim”, to już jest się przyjacielem Polski, jest absurdem który tylko sprawie polskiej zaszkodził – oczywiście „bierze się srebrniki Putina”. Takim kijem obtłukuje się wszystkie głosy niezależne i jestem bardzo rozczarowany, że robi to też ta część polskich polityków i mediów, które określają się jako prawica – polemizował ks. Tadeusz.
Jeszcze dalej szedł filozof, prof. dr hab. Bogusław Paź. - Odwołuję się do zasad racjonalizmu w myśleniu. Czym nam realnie dziś zagraża Rosja? Czy ma wobec nas roszczenia terytorialne? Czy to Rosjanie nabijali dzieci na sztachety, obcinali kobietom piersi i przecinali Polaków na pół drewnianymi piłami? Powiem rzecz niepopularną, ale Polacy, którzy z Kresów zostali wywiezieni na Sybir mieli 20-krotnie większą szansą przeżycia, niż ci, którzy zostali na miejscu i stali się celem banderowców! A dziś polski Sejm podejmuje haniebne uchwały, w których treści nie chce nazwać ludobójstwa po imieniu! Tymczasem bez prawdy nie może być dbałości o zachowanie naszej racji stanu! Straszy nas się graniczeniem z Rosją, a przecież graniczymy z nią nieprzerwanie i nie niesie to wcale dla Polski większych zagrożeń. Przeciwnie, większe problemy wynikają z naszej własnej polityki, w wyniku której np. płacimy wielokrotnie więcej za rosyjski gaz, niż Ukraina, będąca w stanie wojny z Rosją. Ta sama Ukraina, która mimo naszych umizgów mordowała już parę razy nasze rolnictwo wstrzymując eksport naszej produkcji na swe terytorium – wyliczał prof. Paź.
Wtórowała mu dr Lucyna Kulińska: - Polacy z Kresów mówią jasno, gdyby nie wejście Rosjan w 1944 r. nie uszedłby stamtąd jeden żywy Polak! A współcześnie np. amerykańskie i NATO-wskie ogniwa władzy pompowały i pompują miliony dolarów w organizacje i środowiska wprost uważające się za kontynuatorów tamtych zbrodniarzy. 70 proc. Polaków nie popiera zaangażowania polskiego rządu we wspieranie jednej strony konfliktu na Ukrainie i nasi rodacy mają rację. Mówimy o wojnie cywilizacyjnej bardzo niestabilnego pod tym względem społeczeństwa, o rywalizacji wielkich mocarstw, słowem o zdarzeniach, do których należy podchodzić bez emocjonalnego zadęcia, za to z oglądaniem się na koszty – mówiła dr Kulińska.
Opcji aktywnego zaangażowania po stronie władz w Kijowie oprócz red. Semki bronił prof. dr hab. Jan Pomorski, niegdyś współinicjator niedoszłego uniwersytetu polsko-ukraińskiego w Lublinie, przekonując, że właściwie nie ma jednej prawdy w badaniach historycznych, a wojna o duszę Ukrainy powinna rozegrać się na polu edukacji i lansowania zachodniego modelu demokracji. - Przekonanie, że może istnień nauka nie znająca pojęcia prawdy jest głęboko... nienaukowe – ripostował prof. Paź i pytał prowokacyjnie, czy nie korzystniej byłoby raczej lansować powstanie polskiego uniwersytetu we Lwowie, a zamiast dofinansowywać organizacje mniejszości ukraińskiej w Polsce (które niedawno np. zorganizowały marsz podkreślający ukraińskość... Przemyśla) – pomagać Polakom na Ukrainie. I to była chyba konkluzja, która pogodziła przynajmniej liczną publiczność przysłuchującą się dyskusji.
Na razie Lublin oczekują kolejne patriotyczne obchody związane z problemem ukraińskim. 1 lipca o godz. 16 Kresowianie i ich przyjaciele spotykają się na dziedzińcu KUL by przypomnieć o ofiarach ludobójstwa i po raz kolejny poprosić władze uczelni, aby wycofały się z fatalnej decyzji honorującej przyznaniem doktoratu honoris causa Wiktorowi Juszczence – fałszywemu przyjacielowi Polski, za to gorącemu piewcy legendy Bandery. Niestety natomiast – nie uda się w lipcu odsłonić Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Skwerze Ofiar Wołynia w Lublinie. Platforma Obywatelska od kilku miesięcy blokuje zatwierdzenie projektu monumentu przez Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa wyraźnie udowodniając tym samym, że ani z prawdą, ani z polską racją stanu, ani nawet ze zwykłym dotrzymywaniem słowa – partia ta nie ma nic wspólnego.
Niestety fundusze przeznaczone na pomoc Polakom za granicą od kiedy przeszły w dyspozycję Sikorskiego to przestały wspomagać Polonię nie tylko na Ukrainie ale na całym świecie .Tworzy nowe organizacje nie za bardzo związane z pamięcią o naszym kraju
I znów odwracanie kota ogonem To nowy podział i placówki dyplomatyczne obsadzone przez obecny rząd nie obsługują rzetelnie Polonii A jeszcze dowalają opozycji przez przypadek wysławli zeznanie dla opzycjonisty
Nie możemy pozwolić sobie (jako Polskie Społeczeństwo) na powstanie politycznego Majdanu. PO-PiS nie liczy się z interesami Polski." Ktoś uruchamia" aferę podsłuchową, opozycja bez chwili refleksji rzuca się na szemrany interes by kręcić własne lody. Nikt nie zastanawia się co było celem tej afery, a może nie chodzi o PO, tylko o polityczny Majdan w Polsce. Politycy jak ślepi idą na "plac i ustawiają barykady".
Majdan Ukraińcom przyniósł ból i cierpienie, baczmy by obca Polskiej Racji Stanu inspiracja nie była początkiem czegoś niedobrego w Polsce. Pozdrawiam.
Majdanu na Ukrainie by nie było gdyby prorosyjski rząd nie doprowadził do ruiny ich kraju Nasze podsłuchy okazały społeczeństwu prawdziwe oblicze wymuskanych przez media ministrów
grajewski.jpg
Żadna z rządzących po 1989 roku ekip nie zadbała o interesy Polaków mieszkających za naszą wschodnią granicą. Los rodaków z Wilna, Grodna, Lwowa, czy Stanisławowa był i pozostaje dla kolejnych szefów resortu spraw zagranicznych i podległych im urzędasów z Alei Szucha co najmniej obojętny.
W tym świetle niepokojąco brzmią analizy niektórych specjalistów kojarzonych z Prawem i Sprawiedliwością. Bo oznacza dla myślących w kategoriach interesu narodowego, że „szkoła i ludzie Geremka” są obecni, a co najgorsze wpływowi, także na prawicy. Kolejny raz swoje „ja” w kwestii polityki wschodniej zaprezentował niedawno dr Przemysław Żurawski vel Grajewski (na zdjęciu). Zrobił to na łamach „GP” i „GPC”, gdzie nie ma już miejsca choćby dla ks. Isakowicza-Zalewskiego. Nie ma, bo ten pisał między innymi o zaniechaniu, także przez polityków prawicy, pomocy dla kilku milionów Polaków za Bugiem. A precyzyjniej rzecz ujmując mniej lub bardziej świadomej zdradzie interesów naszych kresowych rodaków, za cenę bycia szatniarzem na euroatlantyckich salonach.
Już Majdan pokazał co liczy się dla ludzi z tzw. „obozu patriotycznego”. Słowem nie wspomnieli oni między innymi o godzącej w Polaków na Ukrainie nowelizacji ustawy językowej. Dokonanej niedawno rękami rzekomo proeuropejskiej oraz propolskiej ekipy „pomarańczowych”. A spychającej naszych rodaków do nawet nie drugiej, a trzeciej kategorii. Nie inaczej było i jest w sprawie systematycznego łamania praw polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. „Patrioci” milczą w imię prometejskiego i nierealistycznego machania jagiellońską szabelką. A tak naprawdę wypełniając instrukcje geopolitycznych kolosów w Waszyngtonie i Berlinie. Dobre dla USA i Niemiec, ale czy korzystne dla Polski? To pytanie jest ważne w kontekście ekipy PiS przygotowywanej do przejęcia odpowiedzialności za Polskę jesienią przyszłego roku.
Jeśli w „odnowionym” MSZ za kierunek wschodni mają odpowiadać ludzie pokroju dr Żurawskiego vel Grajewskiego, to będziemy mieli, tak jak w czasach AWS z lat 1997-2001, czy PiS 2005-2007, olbrzymi zawód prawicowego elektoratu. Pojmowanie przez ten ostatni polskich spraw na wschodzie różni się bowiem zasadniczo od tego co w głowach mają ludzie bojący się nam przyznać, że wzorem postępowania na zabużańskim odcinku są dla nich koncepcje zrodzone w chorych głowach Giedroycia, czy Geremka. Jeśli gruntowne przewietrzenie MSZ ma się odbywać rękami dr Żurawskiego, to PiS-owskie hasło „dobrych zmian” pozostanie tylko hasłem.
Marcin Palade
Tekst ukazał się pierwotnie na łamach „Warszawskiej Gazety”.
fot. youtube.com
Pozdrawiam.
Filozofowanie nic nie da jeżeli rząd nie sprawi aby Polska była silna zamiast ją likwidować Jeszcze w I kadencji Tusk zlikwidował nasze siły militarne fabrykę broni sprzedał a jedna z osób niezgadzających się z tymi decyzjami popełniła samobójstwo z pięty a może nie jedna
11 lipca 1943 r. "Krwawa niedziela" na Wołyniu. "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć"
Mordy na ludności polskiej trwały od lutego 1943 roku. Były konsekwencją polityki prowadzonej przez OUN-B i UPA, mającej na celu zmuszenie Polaków do opuszczenia ziem uważanych przez Ukraińców za swoje.
Na tych terenach miała powstać samostijna Ukraina. Zaplanowanie działań, ich skala i okrucieństwo świadczą o tym, że na tym terenie doszło nie tylko - przyjmując obecną nomenklaturę - do czystek etnicznych, ale do ludobójstwa.
Akcja została przeprowadzona w 99 miejscowościach - głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim. W zbrodni uczestniczyli nie tylko nacjonaliści ze zorganizowanych oddziałów UPA, ale także ludność ukraińska, sąsiedzi mordowanych. Atak na wsie zamieszkałe przez Polaków nastąpił w niedzielę, 11 lipca, gdy prawosławni obchodzili święto Piotra i Pawła
Schemat wszędzie był podobny, otaczano wieś, by nikt nie uciekł, a następnie rozpoczynano zabijanie mieszkańców i grabież. Pod hasłem "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć" mordowano wszystkich, także kobiety i dzieci, z okrucieństwem przechodzącym wszelkie wyobrażenie. Zabudowania podpalano, by zatrzeć ślady zbrodni i uniemożliwić ponowne osiedlenie.
Napad na wieś Gurów nastąpił przed świtem, z 480 Polaków ocalało zaledwie 70 osób. W kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków; we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem, w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu.
Mordowano Polaków w kościołach, gdy uczestniczyli we mszy św., jak stało się to w Porycku - zabito wtedy 100 osób.
W lipcu Ukraińcy napadli na co najmniej 530 polskich wsi i osad. Wymordowano wówczas siedemnaście tysięcy Polaków.
Polecamy
Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-11-lipca-1943-r-krwawa-niedziela
Tegoroczne obchody Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian i 70. Rocznicy zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA w Małopolsce Wschodniej odbywały się w cieniu afery podsłuchowej i awantury w Sejmie. Politycy w Polsce mają, jak widać, inne priorytety niż obecność na uroczystościach upamiętniających ofiary kresowych Polaków. Pewnie gdyby chodziło o ofiary NKWD, którymi obciąża się obecną Rosję – zachowaliby się inaczej.
Tak jak w ubiegłym roku odbyły się oddzielnie obchody państwowe i społeczne. Te pierwsze zorganizowała Rada Ochrony Pamięci Walki Męczeństwa na Skwerze Wołyńskim w Warszawie. Uroczystość była nader skromna, w dodatku w ogóle nie nagłośniona przez media. Przybyły delegacje kilku urzędów państwowych (Urząd ds. Kombatantów, Ministerstwo Kultury, Urząd m. stołecznego Warszawy, burmistrz Dzielnicy Żoliborz), ale były reprezentowane przez tzw. drugi garnitur.
Od obowiązującej sztampy wyróżniał się Szczepan Siekierka, prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, który przypomniał zebranym kilka prawd. Zarzucił współczesnym politykom i historykom odpowiedzialność za braki w edukacji na temat prawdy o zbrodni. – Pan minister powiedział o zamordowanych 100 tysiącach. Proszę państwa, jest udokumentowanych 200 tys. osób narodowości tylko polskiej i ponad 300 tys. żydowskiej – wskazał. Powiedział też, że owszem, popierać trzeba Ukrainę jako państwo suwerenne, ale „nie Ukrainę banderowską!”. Podał też kilka przykładów mordów dokonanych przez UPA na jego rodzinie: „We wrześniu 1944 r. mój stryj Jan Siekierka, jadąc do młyna z córką, został napadnięty przez ukraińskich bandytów i zamordowany. Wyjęli mu serce i jeździli po okolicznych wioskach, śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła”. Mojej stryjence i jej dwóm córkom, a moim kuzynkom, wydłubali oczy i żywcem wrzucili do studni. My o tej prawdzie musimy mówić”.
Pod koniec uroczystości kapłani – katolicki, prawosławny, ewangelicki i mojżeszowy – odmówili modlitwę. Pod pomnikiem Ofiar na Kresach delegacje złożyły wieńce.
Uroczystości społeczne, organizowane przez Społeczny Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. Rocznicy Banderowskiego Ludobójstwa w Małopolsce Wschodniej, rozpoczęły się Mszą św. w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Homilie wygłosił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który powiedział m.in.:
„Niestety od 25 lat politycy przez nas wybierani boją się o swoje posady, tej czy innej ambasady, jeszcze inni siebie nawzajem. Rok temu była wielka szansa, żeby powiedzieć prawdę w 70. rocznicę wydarzeń. I wtedy był apel do parlamentarzystów polskich, żeby wreszcie mieli odwagę, jak przystało na Polaków. Niestety w Sejmie zabrakło 10 głosów. Chwała tym posłom, którzy głosowali za prawdą, i wielka hańba tym posłom, którzy głosowali za fałszywym, zakłamanym określeniem „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa (…) . Z przykrością muszę powiedzieć, że jak teraz patrzę od ołtarza, to żadnych polityków nie widzę. Mają inne ważne rzeczy, walkę o stołki w Sejmie, nagrywanie się wzajemne w restauracjach. Wszystko jest ważne, tylko nie udział w naszych uroczystościach”.
I zakończył: „Portrety Stepana Bandery, czerwono-czarne flagi, emblematy na mundurach, wszystko to przypomina te upiorne, czerwone noce, w czasie których mordowano Polaków, Żydów i Ormian. I dlatego dziś modlimy się również o opamiętanie dla naszych braci Ukraińców (…) Bądźcie chrześcijanami, tak jak tysiąc lat temu, kiedy przyjęliście chrześcijaństwo za czasów Wielkiego Księcia Włodzimierza. Bądźcie Europejczykami, tak jak byliście za czasów unii polsko-litewskiej. Ale odrzućcie tą straszliwą, zbrodniczą i przestępczą ideologię, która nakazuje mordować kobiety, dzieci i starców, żeby powstała samostijna Ukraina. Nie ma i nie będzie zgody dla odradzającego się ruchu banderowskiego!”.
Główna uroczystość odbyła się pod tablicą upamiętniającą ofiary UPA na Krakowskim Przedmieściu (Dom Polonii). Przybyły delegacje z całego Kraju, poczty sztandarowe (m.in. Stowarzyszenia Rodzin Osadników Wojskowych, PSL Otwock, PSL Zamość, Ochotniczych Straży Pożarnych), członkowie organizacji kresowych, Ruchu Narodowego, ONR, Młodzieży Wszechpolskiej, Narodowej Warszawy z Powiśla, „Sokoła”, Ligi Obrony Suwerenności, środowisko Myśli Polskiej. Obecny był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz weterani walk z UPA – Jan Niewiński i Szczepan Siekierka. Władze naczelne PSL reprezentował Józef Zalewski, dyrektor Biura NKW PSL a Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika Zbigniew Czaplicki.
Uroczystość prowadził dr Tadeusz Samborski i Beata Kaczkowska (wiceprzewodniczący Komitetu Obchodów). Dr Janusz Gmitruk, dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, przedstawił sylwetki patronów tegorocznych obchodów – Zygmunta Jana Rumla, Weroniki Wąsik, i ks. Ludwika Wrodarczyka. Marek Toczek, wiceadmirał Marynarki Wojennej RP, odczytał przesłanie, w którym stwierdził m.in.: „Po latach pozornej ciszy, na Ukrainie, głównie w Zachodniej Ukrainie i o zgrozo w południowo-wschodniej Polsce, widać wyraźnie jak odradza się skrajny nacjonalizm ukraiński. Patronami tej reaktywacji są Bandera, Melnik i Szuchewycz. Coraz częściej organizuje się marsze pogrobowców OUN-UPA. Coraz częściej słyszymy złowieszcze okrzyki „Galizja – dywizja bohaterów”, „Melnyk –Bandera – Szuchewycz – bohaterowie Ukrainy”, „Smert Lachom – sława Ukrainie”, „Lachy za San” … W kolejnych miejscowościach odsłania się pomniki Bandery, coraz wyraźniej słyszymy w publicznych wystąpieniach liderów zgłaszane roszczenia terytorialne pod adresem Polski, różne pogróżki… Komu i czemu ma to służyć
Po Apelu Pamięci wieńce pod tablicą pamięci Ofiar OUN-UPA złożyły delegacje: Społecznego Ogólnopolskiego Komitetu Obchodów 70. Rocznicy Banderowskiego Ludobójstwa w Małopolsce Wschodniej (Bożena Żelazowska i Beata Kaczkowska), Polskiego Stronnictwa Ludowego (Józef Zalewski), Marszałka Adama Struzika (Zbigniew Czaplicki i Marian Sołobodowski), Prezydenta miasta Stalowej Woli (Andrzej Dorosz), Muzeum Niepodległości (Krzysztof Bąkała i Paweł Bezak) i Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego i tygodnika „Myśl Polska” (Zbigniew Lipiński i Jacek Marczyński).
Podczas uroczystości obecna była Asysta Honorowa Wojska Polskiego. Poezję patriotyczną i relacje świadków zbrodni prezentowali aktorzy scen warszawskich – Aurelia Sobczak i Stanisław Górka. Po zakończeniu ceremonii składania wieńców otwarta została w hallu Centralnej Biblioteki Rolniczej wystawa Muzeum Niepodległości pt. „Wołyń czasu zagłady”. Informację o obchodach społecznych podały tego samego dnia: Polska Agencja Prasowa, Informacyjna Agencja radiowa, Polskie Radio, Telewizja TRWAM, Polsat.
nafto.jpg
Polska wykazuje ogromną przychylność i wyrozumiałość wobec Ukrainy. Najbardziej charakterystycznym tego przykładem była odmowa budowy drugiej nitki rurociągu Jamalskiego, umożliwiającego Rosji ominięcie Ukrainy w dostawach gazu do Europy. Warszawa w 2001 r. wprost zadeklarowała, że wspieranie Kijowa jest ważniejsze od korzyści ekonomicznych, jakie naszemu krajowi przyniosłaby realizacja tego projektu.
Identyczne stanowisko polskie władze zajęły w kwietniu 2013 r., gdy Rosjanie złożyli kolejną propozycję „pieremyczki”, zdecydowanie odrzuconą przez polskiego Premiera, a Prezydent Komorowski publicznie informował Ukraińców, że żadnej decyzji bez ich zgody nie podejmie.
Życzliwość dla sąsiada ze wschodu dotyczy wydarzeń historycznych, gdy nie podnosimy tematu zbrodni na Wołyniu, ale także aktualnych problemów gospodarczych. Polska przez 7 lat spokojnie znosiła ukraińskie embargo na eksport naszej wieprzowiny i wołowiny, nie wszczynając alarmu czy nie wprowadzając żadnych retorsji. Trudno o większą wyrozumiałość i przychylność.
Nasze stosunki nie są odzwierciedleniem polskich interesów narodowych, a raczej funkcją polityki wobec Rosji oraz strategii niesienia demokracji i praw człowieka na wschód. W zależności od ekipy rządzącej, mieliśmy albo wyjątkowo przyjacielskie relacje, jak prezydent Kaczyński z prezydentem Juszczenką, albo bardzo chłodne, a nawet wrogie wobec prezydenta Janukowycza. Bardziej ceniliśmy sobie „przyjacielskie” i osobiste związki z prozachodnimi przywódcami niż stabilne stosunki międzypaństwowe.
Wyrozumiałość przejawiła się także w ocenie kryzysu zaopatrzenia gazu w styczniu 2006 roku, gdy odłączono dostawy do największych polskich zakładów przemysłowych. Ukraińcy w czasie surowych mrozów nielegalnie pobierali dla własnych potrzeb tranzytowy gaz z rurociągów, więc dostawy do Polski gwałtownie spadły, gaz przestał dochodzić nawet do odległych Włoch. I choć Gazprom zwiększył dostawy przez Białoruś, a Ukraińcy przyznali się do swoich działań, w Polsce oficjalnie mówiono o „Rosji zakręcającej gazowy kurek”.
Jakiekolwiek nie byłyby relacje polityczne, bardzo słabo przekładało się to na stosunki gospodarcze, a branża gazowa jest tu dobrym przykładem. Nie współpracowaliśmy choćby w wykorzystaniu potężnych pojemności magazynów gazu, położonych tuż za naszą wschodnią granicą, gdzie można składować ponad 32 miliardy m3. Stanowią one zabezpieczenie dla przesyłu gazu rosyjskiego do Europy, jednak duża ich część pozostaje niewykorzystana. Zamiast tego podjęliśmy sami bardzo kosztowne inwestycje.
Inny przykład nieudanej współpracy, to inwestycja w wydobycie gazu, którą podjęło kilka lat temu PGNiG, inwestując w spółkę wydobywczą Devon.
Polska strona posiadała 36% udziałów w sachalińskich złożach kondensatu gazowego. Po udokumentowaniu złóż informacja z państwowej firmy Nadra Ukrainy, partnera PGNiG, wyciekła do prywatnej firmy Ukrnaftoburienie, powiązanej z jednym z deputowanych ukraińskiej Dumy. Spółce próbowano odebrać koncesję, piętrzono trudności, co doprowadziło do zaniechania współpracy. Nie pomogły sukcesy odniesione przez Polskę we wspieraniu Pomarańczowej Rewolucji czy świetne relacje prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki.
Próby importu gazu z Ukrainy także spełzły na niczym. W 2004 roku PGNiG i Naftogaz podpisały kontrakt na dostawy niewielkich ilości gazu przez przejście w Hermanowicach, jednak warunki kontraktu nie zostały dotrzymane. Ukraina wprowadziła prawo zakazujące eksportu gazu i w 2011 przerwała dostawy. Polska strona z wyrozumieniem podeszła do sprawy, nie żądając wywiązania się z kontraktu, nie nakładając kar, po prostu odstąpiła od umowy. Kilka lat wcześniej podobne wydarzenie miało miejsce z dostawami ropy z Ukrainy dla naszych rafinerii południowych, którym również przerwano dostawy, gdy pani premier Tymoszenko uznała, że eksport ropy powinien być zakazany.
Polska nie skorzystała także na dywersyfikacji dostaw dla Ukrainy. Gdy rosyjskie ceny gazu przewyższyły europejskie, otworzyła się możliwość importu z zachodu. Polska jako pierwsza otworzyła dla sąsiadów ze wschodu dostęp do gazu przez Hermanowice – to samo przejście, które nie doczekało się realizacji ukraińskiego kontraktu. Jednak gaz sprzedała nie polska spółka PGNiG, ale niemiecki koncern RWE, który wykorzystał otwarty dostęp do polskiego systemu przesyłowego i sprzedawał na Ukrainę gaz importowany z Rosji. Dlaczego polskie firmy nie mogły na tym zarobić?
Mocno popieraliśmy rewolucję Euro Majdanu, nie pomyśleliśmy jednak, jakie skutki przyniesie otwarcie przez Europę rynku dla ukraińskiej żywności czy otwarcie ruchu bezwizowego dla kraju, w którym grupy uzbrojonych cywili opanowały duże obszary. Za to bardzo martwimy się o dostosowanie do wymogów MFW, uwolnienie cen nośników energii i podnoszenie efektywności energetycznej, do czego przekonywał panią premier Julię Tymoszenko sam minister Sikorski.
Po stronie polskich zaniedbań z pewnością jest rurociąg Odessa – Brody – Gdańsk. Polska podpisała porozumienie międzyrządowe, wielokrotnie obiecywaliśmy rozpoczęcie robót i nigdy nie dotrzymaliśmy zobowiązań. Jako wytłumaczenie służyć może jedynie fakt, że projekt nie miał żadnych realnych podstaw biznesowych, gdyż nie było ropy dla napełnienia rur. Dlatego dzisiaj rurociąg stoi pusty. Jednak to nas nie usprawiedliwia, nie wolno składać nierealistycznych deklaracji, a potem się z nich nie wywiązywać.
Andrzej Szczęśniak
szczesniak.pl
Autor jest ekspertem paliowym, komentatorem i publicystą.
Unia Europejska, na wniosek Polskich Eurodeputowanych Pawła Zalewskiego i Pawła Kowala zniosła cła na ukraińskie towary(na samych Ukraińców też), a Ukraina nie zniosła sankcji na polskie mięso nałożone osiem lat temu.Pozdrawiam.
Wystąpiły takie okoliczności Co zaś do zniesienia przez Ukrainę sankcji na nasze mięso to nasz rząd obecny musi tego chcieć Jest premier jest minister gospodarki jest Prezydent jeżeli by nie mogli sami to zwracają się do Unii
Sankcje były wprowadzone za rządów PiS-u i Juszczenki.Pozdrawiam.
Temat jest głębszy niż spór polityczny.Czesi czy Bułgarzy nie uchwalili poparcia dla sankcji wobec Rosji.Amerykanie zniszczyli Bałkany,Egipt, Irak, Libię, a teraz zrobili prowokację na Ukrainie, a nasi politycy z lewa i prawa bezkrytycznie to popierają,nie widząc ile przez to traci nasza gospodarka.Pozdrawiam.
Przecież to się kupy nie trzyma Ruskie wchodzą na Ukrainę zagarniają przemysł W cywilizowanym niby świecie takie rzeczy nie mogą mieć miejsca Bajki to kilkadziesiąt lat wstecz może by przeszły i to nie wszystkim Temat ruskie rozpoczęły od Gruzji Gdyby nie udało się zamordować Kaczyńskiego Dziś by nie było tematu Najpierw wybiera się sprzedajny rząd doprowadza państwo za pomocą korupcji do upadku gospodarczego i reszta z górki
Wojnę w 2008 roku zaczęła Gruzja,a fatyzm polityczny i nawiedzenie jest gorsze od działalności hitlera, mam mocną nadzieję, że pana to nie dotyczy. Kidy jest biednie we własnym kraju to pomaga się innym tak, aby nie doprowadzić do tragedii w swojej Ojczyźnie.Pozdrawiam.
[cytat]Przecież to się kupy nie trzyma Ruskie wchodzą na Ukrainę zagarniają przemysł W cywilizowanym niby świecie takie rzeczy nie mogą mieć miejsca Bajki to kilkadziesiąt lat wstecz może by przeszły i to nie wszystkim Temat ruskie rozpoczęły od Gruzji Gdyby nie udało się zamordować Kaczyńskiego Dziś by nie było tematu Najpierw wybiera się sprzedajny rząd doprowadza państwo za pomocą korupcji do upadku gospodarczego i reszta z górki [/cytat]Doradzam, aby o cywilizacji mówili ludzie ucywilizowani.
Działanie naszych niby przyjaciół USA zaprowadzi,nas w ślepy zaułek,dlaczego szukamy przyjaciół daleko, a wrogów blisko.Dlaczego Tusk i Kaczyński nie posłuchają mądrzejszych np.Waclawa Klausa,byłego prezydęta Czech.
TERAZ TO MUSZTARDA PO OBIEDZIE wraz ze śmiercią Prezydenta Kaczyńskiego zaczęła się era powrotu republik
Jak by żył to by nas własną piersią, jak Gruzinów ratował.Wolne żarty.Pozdrawiam.
Panie Kąkol pana bezgraniczna ufność i wiara w braci Kaczyńskich jest przerażająca. Świętej Pamięci L. Kaczyński proszę mi uwierzyć nie miał żadnego wpływu na politykę Putina i na to, czy będzie chciał tworzyć i przyłączać do Rosji następne tereny. Pan mnie rozśmiesza takim twierdzeniem. L. Kaczyński tyle dla niego znaczył ile teraz Pan dla Jarosława Kaczyńskiego, no nie przesadziłem, Putin wiedział o istnieniu kogoś takiego jak nasz Pan Prezydent, a Pan J. Kaczyński zapewne nie ma pojęcia, że ma tutaj w Zambrowie, takiego Kąkola. Pozdrawiam i życzę, aby Pan Jarek zaprosił na browarek [;-P]
Wy o tym nie chcecie wiedzieć wiedzieli władze wspomnianych prze zemnie krajów A co do Prezesa Kaczyńskiego to takich kąkoli ma bardzo dużo nie musi o nich wiedzieć Wystarczy że my dostrzegamy Jego dobre intencje do poprawy bytu w naszym kraju
Panie Kąkol, ja tutaj czegoś nie rozumiem, przynależy Pan do Partii PIS, a zachowuje się jak wieloletni członek SLD. Czy Pan przypadkiem nie zamienił tych partii. Pisanie i zwracanie się w tych czasach w formie "WY" jest co najmniej nie konwencjonalne. Za każdym razem, jak czytam Pana wpis, to odwracam się od komputera, aby zobaczyć, czy za mną nikt nie stoi i nie czyta, ale zaręczam nie ma tam nikogo. Jest późna noc, cala rodzina śpi, proszę pisać do mnie w liczbie pojedynczej. Pozdrawiam [;-P]
Pan Szymik się myli,zachowanie pana Konkola jest zachowaniem nie towarzysza z pzpr, ale komunistycznej partii Chin z czasów Mao.
Ukraińce jak za dawnych lat palili ludzi żywcem w Odessie.Krzyczmy za Jarosławem Kaczyńskim sława uhrainie, hierojom sława.Wstyd, hańba.To przyszły premier?
Dlaczego nikt się nie czepia Ministra Sikorskiego premiera Tuska przecież to oni przez ostatnie lata tworzyli politykę jedyne co potraficie to zmieniać temat Co do moich przynależności partyjnych to współczuję wyczucia .Poglądów nie musiałem nigdy zmieniać Wystarczy umieć słuchać i patrzeć kto dba o sprawy kraju w sposób rzetelny Znalazł się jeden odważny i uczciwy to został stracony
Pan da spokój.
http://kronikanarodowa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1517:przemyl-zdemontowano-synny-pomnik-ofiar-upa.
Pozdrawiam.
Ludzie. Pamiętajmy, iż głosować możemy nie tylko na PO lub PiS. Są inne partie z zupełnie innym, bardziej wolnościowym programem-jak np Kongres Nowej Prawicy.
Górnicy Donbasu(Ukraińcy, nie Rosjanie) idą na Kijów, będzie nowy Majdan,ciekawe czy nasi przywódce zrozumieją, że to przez ich wtrącanie.Głupia polityka tak Tuska jak i Kaczyńskiego przyczyniła się do destabilizacji Ukrainy i utraty Rosyjskiego rynku dla naszych towarów.Obydwaj opierają się na testamencie Giedroycia, a skutki tego są katastrofalne.Pozdrawiam.
http://www.prawy.pl/felieton/5876-w-polsce-przegrali-sympatycy-nacjonalistow-ukrainskich-kowal-zalewski-i-kaminski
[cytat]Ludzie. Pamiętajmy, iż głosować możemy nie tylko na PO lub PiS. Są inne partie z zupełnie innym, bardziej wolnościowym programem-jak np Kongres Nowej Prawicy.[/cytat]Masz rację,ale do głosowania ida głównie mohery.
Bardzo jestem ciekawy czy nasze kochane stacje telewizyjne pokażą "pałace" nowego prezydenta Ukrainy, a są one dużo bogatsze niż posiadłości byłego prezydenta Janukowycza. Janukowycz starał się utrzymać na Ukrainie status kwo czyli coś dla wszystkich i gdyby nie podżeganie Amerykanów to za Polską wschodnią granicą byłoby spokojnie, a tak mamy piekiełko, które i nam doskwiera.Oby jak najszybciej się skończyło. Pozdrawiam.
Ostatni błąd ukraińskiego nacjonalizmu
151_Ukraine.jpg
Aleksander Dugin, rosyjski ideolog eurazjatyzmu, w swojej analizie wytyka ukraińskim nacjonalistom naiwność i głupotę polegającą na wysługiwaniu się Zachodowi, który jest wrogi ideowo wszelkim ruchom narodowym. Dugin wskazuje na cztery błędy nacjonalistów, którzy obecnie przestali być potrzebni władzom w Kijowie. W zmian Dugin proponuje im pogodzenie się z Rosją i walkę z liberalnym Zachodem. Poniżej tekst artykułu Dugina:
Kiedy konflikt między Prawym Sektorem a proamerykańską juntą rysuje się coraz wyraźniej, warto przyjrzeć się bliżej ukraińskiemu nacjonalizmowi. Jest on zjawiskiem szerszym niż Prawy Sektor. Nacjonaliści mówią, że chcą niezależnej Ukrainy. Co to znaczy?
Są dwie siły ograniczające niezależność Ukrainy – Rosja i Stany Zjednoczone (plus Unia Europejska). USA są silniejsze, Rosja jest bliżej. Dla nacjonalistów ukraińskich logiczne byłoby przyjęcie założenia „Ani Waszyngton (Bruksela), ani Moskwa”. Co więcej, Waszyngton to liberalizm i kosmopolityzm (niekompatybilne z nacjonalizmem), małżeństwa gejów (niekompatybilne z tradycjonalizmem), ateizm i materializm (niekompatybilne z dążeniem do obrony tożsamości duchowej). Zatem USA i Unia Europejska to pierwszy i totalny wróg. Wcielenie świata nowoczesnego, Moderny, bunt przeciwko któremu jest istotą Trzeciej Drogi.
Moskwa postrzegana jest jako kolonialna, imperialna siła, będąca przeszkodą w rozwoju ukraińskiej tożsamości narodowej. Ale dzisiejsza Moskwa (Putin) to przynajmniej częściowo konserwatyzm i tradycjonalizm, antyamerykanizm i antyliberalizm. Dla ukraińskich nacjonalistów to niewątpliwie wróg, jednakże o drugorzędnym znaczeniu.
Dlatego żaden poważny nacjonalista ukraiński nie mógł popierać Euromajdanu. Takie zaangażowanie byłoby usprawiedliwione, gdyby Majdan wymierzony był w atlantyzm, liberalizm i Unię Europejską. Było jednak inaczej.
Nie uważam Rosji za przyjazną nacjonalizmowi ukraińskiemu. Historycznie był on siłą jej wrogą. Ale wobec hegemonii bieguna zachodniego (liberalne Stany Zjednoczone), nacjonalizm ukraiński jest Rosji potrzebny, aby wypchnąć z Ukrainy wpływy Zachodu i ocalić ją przed liberalizmem i atlantyzmem. Rosja na obecnym etapie nie popierająca tożsamości ukraińskiej, nie chce i nie może jej zwalczać. Walczymy dziś z amerykańską hegemonią, ze światem jednobiegunowym, a nie z Ukraińcami. Logiczne byłoby zatem, by ukraińscy nacjonaliści stanęli na początek po stronie Moskwy, pomogli w budowie wielobiegunowego świata i Eurazji, a następnie, już w ramach antyliberalnego i antyamerykańskiego projektu eurazjatyckiego, domagali się uznania swojej tożsamości.
Spójrzmy na Czeczenię. Dudajew i Basajew walczyli po stronie Zachodu i przeciwko Rosji o większą niezależność Czeczenii. Żadnemu z nich się nie udało. Nadeszli jednak Achmet Kadyrow (bohater Rosji i Eurazji) i jego syn Ramzan, którzy z pomocą i przyjaźnią Rosji osiągnęli to wszystko i znacznie więcej. Wśród narodów Rosji trudno dziś znaleźć naród o silniejszej tożsamości niż Czeczeni. Nie twierdzę, że zawsze tak będzie. Ale póki Rosja jest silna i zachowuje się przyjaźnie, tożsamość czeczeńska jest wzmacniana w naturalny i organiczny sposób.
Jeśli nacjonaliści ukraińscy – Prawy Sektor i inni – staną po stronie Rosji, będą także po stronie Heartlandu, tradycji i konserwatyzmu. Razem możemy obalić liberałów i amerykańskie marionetki. Ukraina stanie się częścią Unii Eurazjatyckiej, lecz dzięki zasługom jej bohaterów w walce z globalną zarazą (USA, globalizacją, liberalizmem, pedofilską UE itd.) najlepiej może rozwinąć się jej tożsamość. Wzmocnienie jej, stworzenie politycznego rdzenia narodu ukraińskiego doprowadzi na pewnym etapie do powrotu do historycznego dylematu – kto miał rację: Daniel Halicki, czy Aleksander Newski. Ale tylko w ten sposób było to możliwe. Inaczej jest nierealne. Ukraina nie będzie drugą Czeczenią.
Likwidacja Saszy Białego przez pronatowskich ukraińskich liberałów, wyrok na Jarosza i przyśpieszenie rozpędzania Prawego Sektora i innych grup nacjonalistycznych jest konsekwencją popełnionego przez nich błędu. Ukraiński nacjonalizm miał szansę tylko w ramach sojuszu z konserwatywną Rosją. Będąc przeciwko niej, sprowadził na siebie klęskę. Jego głównym wrogiem nie jest bowiem Moskwa, ale Waszyngton i jego kukiełki – stara histeryczka Tymoszenko, nie dotrzymujący obietnic narkoman Turczynow, nieumiejący się wysłowić przygłup Kliczko, godny pogardy oligarcha Kołomojski, drań Poroszenko czy Jaceniuk – liberał w okularach. Ta banda dziwolągów nie ma nic wspólnego z tradycjonalistycznymi tendencjami obecnymi w nacjonalizmie ukraińskim.
Nikt nie sprawi, że ukraińscy nacjonaliści pokochają Rosję. Mogą jej dalej nienawidzić, tak jak większość. Ale trzeba pomyśleć strategicznie: Ukraina obecnie rozpada się, władzę na niej przejmie syndyk tej masy upadłościowej. W tej sytuacji nie ma miejsca dla nacjonalistów ukraińskich. Chyba, że pozbędą się ich rzucając ich siły przeciwko Rosjanom, zabiją jak Muzyczkę albo zamkną w areszcie, jak przywódców Białego Młota.
Pierwszym błędem ukraińskich nacjonalistów było poparcie Euromajdanu. Powinni byli go rozpędzić i stworzyć Ukromajdan.
Drugi błąd – to uznanie junty złożonej z liberałów, atlantystów, degeneratów i żydowskich oligarchów. To po prostu wstyd. Wszystko bez jednego strzału.
Trzeci błąd: pokora wobec tych, którzy zaczęli strzelać. My, Rosjanie, mieliśmy wiele powodów by nienawidzić Saszy Białego. Ale odpowiedzialnych za jego śmierć proamerykańskich polityków nienawidzimy bardziej. Biały był wrogiem, który się nie krył, mówił to, co myślał. Ale Ashton, Nuland, Jaceniuk, Awakow, Turczynow i Tymoszenko – ci którzy go zabili – są stokroć bardziej niegodziwi i godni pogardy.
Ukraińscy nacjonaliści popełnią teraz czwarty błąd. Opuszczą swoich przywódców, rozproszą się i staną się niewolnikami oligarchów i liberałów, którzy wcielą ich do Gwardii Narodowej i poślą przeciwko Rosjanom, na wschód i południe Ukrainy. Po tym błędzie ukraiński nacjonalizm będzie zapomniany na długi czas.
Co można zrobić? Majdan wciąż może porzucić wspieranie junty proamerykańskich pachołków i wynieść do władzy prawdziwych nacjonalistów (prawo bowiem nie obowiązuje), zacząć działać w imię ukraińskich interesów narodowych a nie w interesie Waszyngtonu i globalnej oligarchii finansowej. Jakie są interesy narodowe? Mowa o nich na samym początku tekstu. To stworzenie niezależnej Ukrainy.
Aleksander Dugin
Polskie tłumaczenie: xportal.pl
Strona główna
Aktualności
Opinie
Zdjęcia
INTERIA.PL na Ukrainie
Filmy
Pomoc
Komunikaty MSZ
Przywódczyni skrajnej prawicy: Podziwiam Władimira Putina
43 minuty temu
Przywódczyni francuskiego skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen oświadczyła, że podziwia prezydenta Rosji Władimira Putina za nieustępliwość wobec politycznych nacisków z zagranicy. Dodała, że darzy szacunkiem kanclerz Niemiec Angelę Merkel.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/raport-zamieszki-na-ukrainie/aktualnosci/news-przywodczyni-skrajnej-prawicy-podziwiam-wladimira-putina,nId,1435108?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
To dowodzi że przywódcy Francji I Niemiec dbają o interesy swoich narodów Ale co za fascynacja osobą Putina przez Polaków to nie rozumiem
A kto tu pisze o fascynacji Putinem?Pozdrawiam.
Zaczęło się oficjalnie od wizyty na Westerplatte i nieoficjalnie trwa do dziś
Uczmy się od naszych sąsiadów.
Niemiecki dziennik cytuje przy tym premiera Słowacji Roberta Fico, który miał powiedzieć, że nie może sobie wyobrazić na terytorium jego kraju "stacjonowania zagranicznych wojsk lub baz ochrony rakietowej obsługiwanych przez obcych żołnierzy". Fico miał się przy tym powołać na doświadczenia inwazji Czechosłowacji przez wojska Układu Warszawskiego.
Jeszcze bardziej drastycznie zareagować miał czeski premier Bohuslav Sobotka. "Praga nie uważa, by aktualna sytuacja bezpieczeństwa wymagała zwiększonego zaangażowania NATO" - miał powiedzieć polityk i dodać, że jego zdaniem takie decyzje nie będą też konieczne w najbliższych latach. "Czechy nie należą do tych krajów, które wołają o większą obecność wojsk NATO w Europie i tak pozostanie również w przyszłości" - pisze dziennik o stanowisku czeskiego premiera.
Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/swiat/news-faz-czesi-i-slowacy-niezadowoleni-ze-slow-obamy-to-moze-zasz,nId,1438697#iwa_item=7&iwa_img=0&iwa_hash=24523&iwa_block=facts?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
W Czechach jest to możliwe bo u nich nie zrobili z okrągłego stołu kwadratu A Niemcy są na daną chwilę tak uzbrojeni że im lata czy u nich ktoś obcy stacjonuje czy też nie Złom do nas przekazują a za uzyskany budżet produkują nowoczesny sprzęt Sikorski na to mówi że zrobił interes życia dla naszego kraju
Proszę Pana tu nie chodzi o kwadraty czy romby, tylko o to, że Czesi nie zachorowali na moskala i robią interesy z Putinem, a my słuchamy odmóżdżonych Amerykanów i przez to kopiemy się we własny tyłek.Pozdrawiam.
Ukraińcy w Polsce są coraz bardziej bezczelni
bandera-marsz-kijow.jpg
„Nasze Słowo” nr 23(2965) z 8 czerwca 2014 roku zamieściło dwa artykułu, które zwróciły moją uwagę jako stałego czytelnika tego pisma i jako tego, który ponosi również w części koszty wydawnictwa tygodnika. Postaram się je z grubsza omówić. Oto interesujące mnie fragmenty:
„Pomorska Akademia w Słupsku jest jako kolejna wyższa szkoła, w której studiują cudzoziemcy, z poza Ukrainy. Jak mówi rektor Akademii prof. Roman Drozd [Ukrainiec, jawnie probanderowski historyk – przyp. AM], Akademia coraz bardziej wychodzi naprzeciw współpracy ze wschodnimi partnerami – wyższych szkół na Ukrainie, Białorusi i Rosji. Jednak najbardziej dynamicznie rozwija się współpraca z Ukrainą. W minionym semestrze w Pomorskiej Akademii uczyło się 6 ukraińskich studentów, tego roku – 33, a od października będzie aż ponad 100. Studentom zagwarantowane jest bezpłatne nauczanie i utrzymanie – wszystkie koszty bierze na siebie strona polska”.
Mam jednak zastrzeżenia. Czy nie należałoby w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby własne? Tyle dzieci głodnych. Dorośli po studiach uciekają za granicę, mimo że „strona polska” poniosła wysokie koszty ich edukacji. Moje wnuczęta w 50 punktach procentowych (przepraszam, że używam słownictwa PAP) uczyły się w szkole prywatnej. Kosztowało to wiemy ile. Dla nich miejsca zabrakło w akademii państwowej. Dopiero gdy podjęły pracę znalazło się państwo, które wyciągnęło łapę po pieniądze. Naliczyło tego ponad 50 punktów procentowych wynagrodzenia. Konsekwentnie je zabiera.
Na utrzymanie studentów zagranicznych, nie koniecznie Ukraińców, pieniądze są. Czy w rewanżu Polska może na tych samych zasadach wysyłać na studia zagraniczne studentów polskich? Albo przeznaczać środki na studia Polaków ze Wschodu Tych zwykłych, nie dzieci dygnitarzy? Ja idąc do lekarza muszę najpierw sprawdzić zawartość portfela, mimo gwarancji konstytucyjnej o bezpłatnym lecznictwie. Mimo tego głośno będę krzyczał: wymiana studentów na studia zagraniczne jest konieczna!
Sprawa druga, która wzbudza emocje już w czasie czytania „Naszego Słowa”. Ukraińska mniejszość narodowa wystąpiła z wnioskiem, aby w Dobrym Mieście w pobliżu Olsztyna którejś z ulic lub placów dać imię „Bohaterów Kijowskiego Majdanu”.
„Dobre Miasto – pisze „Nasze Słowo” – utraciło swoją szansę być pierwszym w Europie miastem, które by upamiętniło poległych bohaterów kijowskiego Majdanu. Tego roku w maju olsztyński Oddział Ukraińskiej Mniejszości Narodowej w Polsce zwrócił się do Rady Miasta z propozycją nazwania jednej z ulic (albo placów) imieniem Bohaterów Kijowskiego Majdanu…”. Inicjatywę odrzucono. Pachnie to trochę Związkiem Sowieckim. Wszędzie i zawsze musiał być pierwszym. Aż przykro, że to się już skończyło, a było z tym dość wesoło, jednak nie wszędzie. W ukraińskiej mniejszości w Polsce jeszcze ta pamięć jest żywą. Miało by to być „ukłonem w stronę mniejszości ukraińskiej” – pisze „Nasze Słowo”.
Nie wiem, ubolewać czy się śmiać? Słusznie odpowiedział jeden z radnych miasta, trzeba najpierw ustalić – kto do tych bohaterów należy i z czyich rąk zginął? Ponadto trzeba najpierw rozliczyć ludobójstwo dokonane na ludności polskiej na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej przez OUN-UPA. Trzeba najpierw uhonorować 100 tys. zamordowanych Polaków. Wypowiedź ta wywołała burzę w umyśle sprawozdawcy. Zapomniał bowiem, jak tę sprawę traktował jeszcze w ubiegłym roku. Zapomniał o tym, jak potraktował Sejm polski za to, że nie potępił operacji „Wisła”, za to, że Sejm polski ludobójstwo chciał nazwać ludobójstwem. Pouczanie, że tylko Putin może zmienić lub prawidłowo nazwać wydarzenia na Majdanie kijowskim, to chyba tylko niesmaczny żart.
Nadanie imienia polskiej ulicy Bohaterów Kijowskiego Majdanu miałoby stanowić „ukłon w stronę mniejszości ukraińskiej”. Ile to już było ze strony polskiej takich ukłonów? Każdy z nich był wykorzystywany przeciwko Polsce. Dzisiaj, kiedy na Ukrainie trwa wojna o byt państwowy Polska wspomaga Ukrainę i moralnie i finansowo. I co? Zmian nie widzę. Najlepiej by było gdyby ten ukłon uczyniło „Nasze Słowo”. Byłby to pierwszy krok do prawdziwego pojednania. Zresztą bo ja wiem? Ja czuję się pojednany z Ukraińcami. Rozmawiam z nimi, składałem im wizyty, oni bywali u mnie. Teraz już nie mogę ich wizytować. Wiek i zdrowie mi na to nie pozwalają. Sądzę jednak że to niewielka grupa na czele z „Naszym Słowem” dąży do jątrzenia, bo im z tym jest dobrze. Na zakończenie dodam tylko: każdy stłumiony protest był niesłuszny. Tak, niesłuszny protest.
Ze swojej strony mam propozycję dla inicjatorów nadania jednej z ulic Dobrego Miasta imienia „Bohaterów Kijowskiego Majdanu”: W Przemyślu odbudowuje się Narodowy Dom. Wzorem innych miast polskich, gdzie jest np. Dom Nauczyciela, Dom Chłopa, kiedyś w Lublinie był Dom Żołnierza, (może i dzisiaj jest) – Narodowemu Domowi w Przemyślu nadać imię: DOM DOBREGO CZŁOWIEKA. W skrócie DeDeCe. Będzie to na pewno pierwszy przypadek w świecie, nie w Europie, jak wspominają ukraińscy mieszkańcy Dobrego Miasta. Każdy może czuć się zaszczyconym. Nie ma w tej nazwie ani bohaterów, ani ludobójców, ani ich ofiar. Jest tylko dobry człowiek, zastępujący wszystko. Warto pomyśleć! Jakie to proste, aż trudne do zrozumienia, a jeszcze trudniejsze do wykonania.
Czytając „Nasze Słowo” czuję się jako osoba z mniejszości narodowej, dyskryminowana przez większość rządzącą. Smutne to lecz prawdziwe.
Antoni Mariański
Jeżeli chodzi o udostępnienie Polskich uczelni studentom z poza granic naszego kraju ,to początkowe założenie było żeby pomóc ludziom polskiego pochodzenia dyskryminowanych w miejscu ich obecnego zamieszkania bez ich zgody .Z Polską też było podobnie za tzw I komuny mieli się znależć na uczelniach zachodnich w ramach pomocy dla opozycji .A korzystali dzieciaki prominentów .Jeżeli zaś chodzi o obecny stan na uczelniach polskich obecność o poglądach banderowskich to już jest tak że jaki rzad taki sąd i takie jego działanie
[cytat]Jeżeli chodzi o udostępnienie Polskich uczelni studentom z poza granic naszego kraju ,to początkowe założenie było żeby pomóc ludziom polskiego pochodzenia dyskryminowanych w miejscu ich obecnego zamieszkania bez ich zgody .Z Polską też było podobnie za tzw I komuny mieli się znależć na uczelniach zachodnich w ramach pomocy dla opozycji .A korzystali dzieciaki prominentów .Jeżeli zaś chodzi o obecny stan na uczelniach polskich obecność o poglądach banderowskich to już jest tak że jaki rzad taki sąd i takie jego działanie[/cytat]Napij sie mleka i wyśpij się,bzdury pleciesz,nie mając zielonego pojęcia.Czym Ciebie karmią,że tak miernie się wypowiadasz.
Ktoś kto krzyczał, hasła banderowskie na Ukrainie, a zarazem przygotowuje się do objęcia fotela Premiera, czy też obecnie pełni wysokie funkcje daje przyzwolenie mniejszościom, jest winien tego, że we własnym Kraju Polacy będą czuli się jak mniejszość.To są właśnie zasługi PO-PiS-u dla Polski, oczywiście negatywne.Duet Kaczo-Donków musi odejść.Pozdrawiam.
[cytat]Napij sie mleka i wyśpij się,bzdury pleciesz,nie mając zielonego pojęcia.Czym Ciebie karmią,że tak miernie się wypowiadasz.[/cytat] Dzięki będziesz pić mleko to będziesz wielki a mleko szczególnie sprowadzone z Holandii Piszę stwierdzone fakty z tą różnicą że bez zastępstwa i bez podpowiedzi Niektórym to nie na rękę jak Kaczyński.
Co zrobi PO-PiS gdy ich sojusznik wielki brat Obama narozrabia w Polsce i na Ukrainie tak jak w Iraku? Proponuję zrobić zbiórkę narodową i zapłacić Obamie by swoje pomysły realizował tylko i wyłącznie w USA, i przy okazji niech zabierze tam swoich ulubieńców Donalda i Jarka.Pozdrawiam.
Czy będziemy umierać za Kołomojskiego?
ihor.jpg
To Ihor Kołomojski ogłosił w połowie kwietnia „polowanie na separatystów”. Za przekazanie w ręce kijowskiej junty żywego separatysty zgodził się zapłacić 10 tys. USD, za odbicie zajętego budynku 200 tys. USD, za zwrot pistoletu tysiąc, a karabinu 1,5 tys. USD (onet.pl, 18.04.2014). Można go więc uznać pośrednio winnym zbrodni w Odessie – pisze Bohdan Piętka
W dniu 3 maja 2014 roku Janusz Korwin-Mikke w imieniu swojej partii wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że „zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli istnieją potężne siły pragnące wojny – głównie dlatego, by ukryć gospodarczą katastrofę i nadciągające bankructwo tych państw. O czym otwarcie mówił już w 2011 roku p. Jacek Rostowski po powrocie z Brukseli. Jakakolwiek ingerencja Moskwy na Ukrainie może zostać uznana za casus belli. Państwa NATO niemal jawnie się do niej szykują, przede wszystkim nasilając iście goebbelsowską propagandę, wprowadzając amerykańskie okręty na Morze Czarne i samoloty w rejon Nadbałtyki. Dochodzą coraz liczniejsze sygnały, że władze III Rzeczypospolitej wysyłają rezerwistom wezwania do WKU. Rację może mieć p Arseniusz Jaceniuk, samozwańczy premier z Kijowa, że „nadchodzi dziesięć decydujących dni, najbardziej niebezpiecznych w historii”.
Kongres Nowej Prawicy wzywa władze III RP, by nie mieszały się w ten konflikt. Żadne z państw NATO nie zostało przez nikogo zaatakowane, nie mamy więc żadnych zobowiązań traktatowych – i nie mamy interesu, by wtrącać się w wewnętrzne sprawy naszego sąsiada. To nie nasza wojna. Domagamy się ogłoszenia désintéressement i prowadzenia polityki ścisłej neutralności”.
Ze względu na to, że mainstream medialno-polityczny ciągle przedstawia opinii publicznej Korwina-Mikke jako osobę niepoważną, jego oświadczenie nie wywarło na tejże większego wrażenia. Tymczasem zawiera ono nie tylko sporo prawdy, ale powinno skłonić do refleksji nad kwestią zaangażowania się władz III RP w kryzys ukraiński. Jak daleko władze III RP są w stanie się posunąć, wykonując polecenia mocodawców brukselsko-waszyngtońskich? Słowem – czy jest możliwe, że mainstream polityczny III RP (wliczając w to zarówno obóz rządzący jak i opozycyjny PiS) jest gotowy wciągnąć naród w konflikt (nawet zbrojny), którego on nie chce.
Nie ulega wątpliwości, że mainstream polityczny od początku kryzysu ukraińskiego lekceważy naród polski, którego spora cześć (może większość) nie popiera probanderowskiej i rusofobicznej polityki. Nie ulega też wątpliwości, że od 25 lat naród polski nie jest w stanie ani usunąć zmieniającego szyldy, ale pozostającego niezmiennym mainstreamu politycznego, ani powstrzymać jego katastrofalnej polityki gospodarczej, społecznej i wszelkiej innej, także zagranicznej. Skoro tak, to nie ulega również wątpliwości, że jeśli mainstream polityczny tego zechce lub dostanie taki rozkaz, to Polacy będą umierać za politycznych pogrobowców Stepana Bandery.
Wydarzenia z początku maja przyniosły wiele miarodajnych informacji odnośnie rządzących w Kijowie banderowców, jak i związków z nimi nadwiślańskiego mainstreamu politycznego. Trzeba przede wszystkim zwrócić tutaj uwagę na masakrę w Odessie 2 maja i sposób przedstawienia jej polskiej opinii publicznej. 2 maja kilka tysięcy zwolenników junty kijowskiej, głównie stadionowych chuliganów i członków Prawego Sektora, przybyło do Odessy z zamiarem rozbicia miejscowego protestu przeciw władzom w Kijowie. „Celem jest całkowite oczyszczenie Odessy” – mówił jeden z działaczy Prawego Sektora w rozmowie z dziennikarzami. W wyniku tego oczyszczania zginęło co najmniej 46 osób (według oficjalnego komunikatu), ale ofiar śmiertelnych mogło być nawet 116 lub 126 (według różnych danych nieoficjalnych).
Prorządowe bojówki „kiboli” i Prawego Sektora najpierw obrzuciły butelkami z benzyną miasteczko namiotowe przeciwników junty kijowskiej, a gdy ci zaczęli uciekać do Domu Związków Zawodowych, bojówkarze podpalili budynek. Zanim go jednak podpalili, wdarli się do niego i zabijali kogokolwiek napotkali. Zdjęcia z miejsca tragedii, które obiegły Internet pokazują m.in. ciężarną kobietę pracującą w Domu Związków w charakterze sprzątaczki, która została uduszona kablem. Wiele innych ofiar miało rany głowy od kul, spalone twarze i przedramiona, co może świadczyć o tym, że specjalnie polewano zwłoki łatwopalnymi środkami, żeby uniemożliwić identyfikację. Część z chroniących się w Domu Związków osób została zamordowana (w tym zastrzelona), część zginęła w płomieniach lub udusiła się dymem, a część zginęła skacząc z wysokości, by ratować się przed ogniem. Ta wstrząsająca zbrodnia pokazuje, że współcześni banderowcy mają nie tylko te same poglądy co 70 lat temu, ale również potrafią mordować tak samo bezwzględnie i okrutnie jak 70 lat temu.
Premier kijowskiego rządu Arsenij Jaceniuk oskarżył o sprawstwo zbrodni Rosję, Putina i „prorosyjskich separatystów”. Jego narrację natychmiast podchwyciły polskie media mainstreamowe. Z ich przekazu wynika, że to „prorosyjscy separatyści” zaatakowali miłujących pokój członków Prawego Sektora, albo nawet, że w zajściach uczestniczyły przysłane z Rosji jednostki specnazu. Ten ostatni wątek był obecny szczególnie w przekazie mediów związanych z PiS-em, a nawet w wypowiedziach polityków tej partii. Antoni Macierewicz, przedstawiając raport „Cztery lata po Smoleńsku” stwierdził, że „w całej tragedii (tzn. w zamordowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku – uzup. BP) brały udział te same jednostki specnazu, które znamy z ostatnich wydarzeń ukraińskich” (niezależna.pl, 5.05.2014).
Powiązanie wątku „zamachu smoleńskiego” z wydarzeniami w Odessie jest zabiegiem godnym tylko inteligencji Antoniego Macierewicza. Wątek rosyjskiego specnazu, rosyjskich służb specjalnych lub zamaskowanych sił zbrojnych przerzucanych z Rosji istnieje w przekazie dezinformacyjnycm głównych polskich mediów także odnośnie wydarzeń na wschodniej Ukrainie – w Donbasie i Ługańsku. Że tamtejszy ruch separatystyczny może być autentyczny, że mieszkańcy wschodu Ukrainy mogą naprawdę nie darzyć sympatią junty kijowskiej – to nie mieści się mainstreamowym redaktorom w głowie. Szablon objaśniania (dezinformowania) jest prosty: za wszystkim stoi Rosja i wszystkim kierują rosyjskie służby.
Jeżeli w Odessie rzeczywiście zginęło ponad 100 osób, to trzeba sobie zadać ważne pytanie: dlaczego miłujący demokrację i prawa człowieka Zachód nie domaga się dymisji ekipy Jaceniuka-Turczynowa? Przecież gdy podczas lutowego zamachu stanu zginęło w Kijowie około 100 osób (w tym około 20 milicjantów), miłośnicy demokracji i praw człowieka z Brukseli i Waszyngtonu natychmiast zażądali dymisji prezydenta Janukowycza, którego obecnie ścigają międzynarodowym listem gończym. Brukselscy i waszyngtońscy koryfeusze demokracji też jadą na koniku banderowskiej narracji? Też wszędzie widzą wyłącznie rękę Rosji?
Genezy zbrodni w Odessie należy upatrywać nie tylko w ekstremizmie banderowskich bojówek. Te bojówki ktoś uzbroił i wyszkolił, ktoś tych ludzi indoktrynował. Banderowska ideologia sama się z grobu nie wykopała. Komuś to musi służyć, ktoś musi za tym stać. Niewątpliwie stoją za tym oligarchowie. Pucz lutowy doprowadził nie tylko do umocnienia ich pozycji, ale do przekazania im władzy nad Ukrainą. Zdobyli tę władzę rękami banderowców i ich rękami ją utrzymują. Za jednego z czołowych sponsorów puczu lutowego i obecnej władzy w Kijowie jest uważany Ihor Kołomojski – współwłaściciel jednego z największych banków na Ukrainie, po puczu mianowany gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego. Ten obywatel Szwajcarii, który przed puczem lutowym bywał na Ukrainie rzadko, stoi na czele Zjednoczonej Żydowskiej Wspólnoty Ukrainy, jest współwłaścicielem grupy kapitałowej „Privat”, której częścią jest Privat Bank, a także właścicielem holdingu medialnego „Hławred”, agencji informacyjnej UNIAN i klubu piłkarskiego Dnipro Dniepropietrowsk.
To właśnie Kołomojski ogłosił w połowie kwietnia „polowanie na separatystów”. Za przekazanie w ręce kijowskiej junty żywego separatysty zgodził się zapłacić 10 tys. USD, za odbicie zajętego budynku 200 tys. USD, za zwrot pistoletu tysiąc, a karabinu 1,5 tys. USD (onet.pl, 18.04.2014). Można go więc uznać pośrednio winnym zbrodni w Odessie, a także innych krwawych wydarzeń, jak np. ostrzelania w nocy z 2 na 3 maja przez bojówkarzy Prawego Sektora cywilów blokujących drogę pod Słowiańskiem (ponad 10 zabitych i 40 rannych).
Warto też zwrócić uwagę na innych oligarchów. Gubernatorem Doniecka z ramienia kijowskiej junty został Serhij Trauta – stalowy magnat Donbasu, właściciel klubu piłkarskiego Metałurh Donieck i Stoczni Gdańskiej, posiadający majątek o wartości 2 mld USD, zaliczany do 500 najbogatszych ludzi świata. Znaczącą pozycję posiadają też oligarchowie: Władimir Niemirowski – gubernator Odessy, Mychajło Bołotskysz – gubernator Ługańska, Rinat Achmetow – magnat węglowy i medialny oraz właściciel klubu Szachtior Donieck, gazowa księżniczka Julia Tymoszenko oraz „król czekolady” Petro Poroszenko. Ten ostatni jest „faworytem” ogłoszonych na 25 maja wyborów prezydenckich, co oznacza, że na pewno zostanie w nich „wybrany”. Poroszenko, tak jak i Kołomojski, jest zaliczany do grona głównych sponsorów puczu lutowego i kijowskiej junty. Mainstreamowe media w Polsce „typowały” Poroszenkę na prezydenta Ukrainy już pod koniec marca (Jakub Korus, „Petro Poroszenko: Przyszły prezydent Ukrainy?”, newsweek.pl, 29.03.2014).
Pucz lutowy doprowadził do przekształcenia zakulisowej władzy oligarchów we władzę jawną. Banderowcy zostali albo wykorzystani jako pożyteczni idioci albo mamy do czynienia z trwałą symbiozą oligarchów z ukraińskimi szowinistami. Oligarchowie mają w swoich rękach ponad 80 proc. ukraińskiej gospodarki. Majątki gromadzą w rajach podatkowych, a inwestują za granicą. Ukraina jest dla nich cytryną, którą teraz mogą już wyciskać do woli i bez ograniczeń. Na postawione w tytule artykułu pytanie trzeba zatem odpowiedzieć, że jeżeli padnie taki rozkaz, to Polacy będą umierać nie tyle za pogrobowców Stepana Bandery, co za interesy Ihora Kołomojskiego, Petro Poroszenki, Rinata Achmetowa i innych ukraińskich magnatów finansowych.
Polski mainstream polityczny i medialny musi być z nimi silnie powiązany, prawdopodobnie także nićmi zależności. Nie można bowiem nie zauważyć wielkiej fety, jaką urządzono w Warszawie z udziałem samego premiera Tuska „faworytowi” na urząd prezydenta Ukrainy. Nie można też nie zauważyć, że w tym samym czasie fetowano w Warszawie Michaiła Chodorkowskiego, który otrzymał tytuł Człowieka Roku „Gazety Wyborczej”. Oznacza to, że został on namaszczony na przyszłego ojca-założyciela „demokratycznej Rosji”, albowiem celem „operacji Ukraina” nie jest Ukraina, lecz Rosja. Główne wyzwanie dla decydentów w Waszyngtonie i Brukseli stanowi kolonizacja Rosji i zdobycie jej bogactw naturalnych.
Narracja mainstreamowych mediów polskich robi wrażenie jakby była tworzona w redakcji „Naszego Słowa”. O tym, że referenda w Donbasie i Ługańsku są „sfałszowane” nadwiślańskie media wiedziały jeszcze przed ich rozpoczęciem. W krwawej wojnie domowej, jaka toczy się na wschodzie Ukrainy media te widzą tylko rękę rosyjską. A innej ręki tam nie ma? A może jednak ruch separatystyczny na wschodzie Ukrainy jest w dużej mierze autentyczny? Może jednak mieszkańcy Doniecka i Ługańska rzeczywiście nie chcą żyć pod czerwono-czarną władzą na usługach rodzimej oligarchii, USA i UE.
Nie można również nie zauważyć gorączki rusohisterii, która opanowała cały mainstream polityczny od Kwaśniewskiego, Wałęsy i Tuska po Kaczyńskiego i Macierewicza. Nie da się tego wszystkiego wytłumaczyć tylko biegunką polityczną przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Oni już rozpoczęli upragnioną wojnę z Rosją. Nie jest przypadkiem, że gdy miały miejsce krwawe wydarzenia w Odessie doszło do profanacji pomnika gen. Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie i próby zablokowania przyjazdu rosyjskiej delegacji na cmentarz w Braniewie. To było jasne postawienie sprawy: jesteśmy po stronie neobanderowców. Zrobiono przy tym kolejny raz wiele krzyku, że to pomnik „kata AK”. Oczywiście można tak na to spojrzeć, ale można też, mając w świadomości całą złożoność ówczesnej sytuacji politycznej, spojrzeć na dowódcę 3. Frontu Białoruskiego jako na dowódcę wojsk jednej ze stron koalicji antyhitlerowskiej, który zginął w walce z Niemcami. Tylko to wymaga chłodnego obiektywizmu, a nie ideologicznego zacietrzewienia. Najbardziej paradoksalne w tym wszystkim jest to, że wyklinany przez „prawdziwych patriotów” jako „kat Wileńszczyzny i Suwalszczyzny” Czerniachowski był Ukraińcem urodzonym w okolicach Humania.
Władze państwowe III RP oficjalnie zbojkotowały Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności. Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło, że nie będzie asysty wojskowej pod pomnikami. Tym samym oficjalnie przyjęto narrację najbardziej skrajnych środowisk, których przedstawiciele 9 maja owijali folią pomnik żołnierzy radzieckich w Parku Skaryszewskim w Warszawie, by symbolicznie wysłać go Putinowi. Przyjęto narrację że Armia Czerwona w 1944/1945 roku zniewoliła Polskę. To znaczy, że Polska była wtedy wolna? Z dymiącymi krematoriami Oświęcimia i Majdanka? Z łapankami i publicznymi egzekucjami zarządzonymi w Warszawie przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę, z wywózkami na roboty niewolnicze do Rzeszy, z barbarzyńskimi wysiedleniami z Wielkopolski i Zamojszczyzny, z „pacyfikacjami” wsi, puszczanych z dymem przez formacje SS i policji. Polska pod władzą Hansa Franka, Arthura Greisera, Alberta Forstera, Fritza Brachta i Ericha Kocha była wolna i dopiero ci przeklęci Sowieci ją zniewolili. Taki wniosek wynika z uproszczonego spojrzenia na historię motywowanego nieprzejednaną rusofobią. Jest oczywiste, że trzeba pamiętać o zbrodniach NKWD i Smiersz, ale trzeba je oddzielić od ofiary wielu tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej i sformowanego w ZSRR Wojska Polskiego, bez której nie byłoby granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.
W sytuacji bojkotu Święta Zwycięstwa przez państwo, jedynym przejawem jego obchodów była niewielka manifestacja zorganizowana 9 maja pod ambasadą rosyjską przez inicjatywę „Nie wojnie z Rosją” pod hasłem „Dzień Zwycięstwa jako dzień solidarności polsko-rosyjskiej”. Organizator manifestacji –Adam Jerzy Uznański – został dotkliwie pobity przez trzech napastników na dwie godziny przed jej rozpoczęciem. Manifestację cały czas zakłócała przy bierności policji agresywna bojówka, złożona m.in. z Ukraińców, wznosząc okrzyki „ruskie pachołki”.
Obiektem szczególnej agresji „prawdziwych patriotów” stał się Waldemar Tomaszewski – przywódca polskiej mniejszości na Litwie, który obchodził święto 9 maja razem z mniejszością rosyjską i wstążeczką św. Jerzego wpiętą w klapę marynarki. To symbol sowieckiego imperializmu – grzmiano na portalu niezależna.pl i oburzano się, że Tomaszewski przyjaźnie odnosi się do Rosjan. Już dawno nie widziałem takiego poziomu agresji jak w wypowiedziach użytkowników portalu niezależna.pl, mieszających z błotem Tomaszewskiego. Zapewne użytkownicy portalu niezależna.pl nie wiedzą o tym, że gdyby nie polityczna współpraca Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z mniejszością rosyjską, to położenie mniejszości polskiej w tym kraju byłoby bardzo nieciekawe, a Waldemar Tomaszewski już dawno nazywałby się Valdemaras Tomaševskis. Tomaszewski zresztą jest od początku solą w oku „prawdziwych patriotów”, gdyż nie poparł puczu kijowskiego, a nawet odniósł się do niego krytycznie (kresy.pl, 5.03.2014).
Tym ludziom jednakże nie zależy ani na mniejszości polskiej na Litwie, ani gdziekolwiek indziej. Nie zależy im na Polsce w ogóle. Są opętani wyłącznie swoją dziejową misją zniszczenia Rosji jako domniemanego źródła wszelkiego zła i dla tego celu poświęcą wszystko. Miarą ich już nie kompromitacji, ale dyskwalifikacji była wizyta w Warszawie przedstawicieli banderowskiej Swobody i Prawego Sektora. Ukraińscy ekstremiści przyjechali do stolicy Polski prowadzić sobie kampanię wyborczą. W czasie konferencji prasowej 11 maja, reprezentujący Prawy Sektor Artem Luchak zaprzeczył ludobójstwu OUN/UPA na Polakach. „Niech ktoś to najpierw w udowodni” – stwierdził bezczelnie. I co na to panowie Kaczyński, Macierewicz, Sakiewicz, Żurawski vel Grajewski, Kowal, Wujec, Tusk, Sikorski, Zalewski i reszta zwolenników hasła „lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka”? Milczą. To wasze milczenie jest plunięciem w twarz narodowi polskiemu i jego niewinnym ofiarom.
Ci panowie, którzy ciągle podsuwają Rosji pod oczy Katyń milczą, gdy w Warszawie ich ukraiński sojusznik publicznie neguje ludobójstwo wołyńsko-małopolskie. Nie po drodze im z Armią Czerwoną, ale po drodze z SS-Galizien i UPA? A mnie nie po drodze z wami, panowie. Przez 25 lat waszej demokracji i wolności znosiłem bezrobocie, niskie płace, wysokie podatki, upodlenie człowieka żyjącego z własnej pracy, brak perspektyw, korupcję, złodziejstwo, niekompetencję, marnotrawstwo, grabież majątku narodowego, bezprawie aparatu sprawiedliwości, arogancję władzy, zniszczenie przemysłu, rolnictwa i narodowej kultury, nachalną promocję antypolonizmu w wydaniu Grossa i jemu podobnych. Ale waszego kolegi z Ukrainy, który ludobójstwo wołyńsko-małopolskie kwituje zdaniem „Niech ktoś to najpierw udowodni” już nie zniosę. Przekroczona została czerwona linia. Umierajcie sobie sami za Stepana Banderę, Ihora Kołomojskiego i Petro Poroszenkę. Nie wciągajcie w to narodu polskiego. Zostawcie w spokoju naród i państwo polskie i odejdźcie. Wasza III i IV RP dojechała do ostatniego przystanku. Pora wysiadać.
Bohdan Piętka
Na zdjęciu: Ihor Kołomojski (z lewej) fot. politikforen.net
Pozdrawiam.
Kompromitacja Piotra Semki w Lublinie
isakowicz_1.jpg
Problem ze zorganizowaną w lubelskim Ratuszu dyskusją nt. „Dokąd z Ukrainą” polegał na tym, że 60 proc. jej uczestników chciało rozmawiać o tym co w polityce i historii łączy, ale i dzieli nasze sąsiednie narody – podczas gdy pozostali (jak zwykle) chcieli sobie pogadać o złym Putinie.
Przekonywali, że coś może być antypolskim kłamstwem, ale jednocześnie stanowić fundament racji stanu. – Ale racji jakiego narodu?! – spokojnie dociekał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kapelan Kresowian, wywołując tylko narastającą furię red. Piotra Semki, dla którego banderyzm wydaje się najprzyjemniejszym partnerem na Ukrainie.
Nadchodzące obchody kolejnej rocznicy Rzezi Wołyńskiej, będącej elementem wielkiego ludobójczego planu, zrodzonego w chorych umysłach Stepana Bandery i Dymitra Doncowa, a także sytuacja za naszą wschodnią granicą – czynią debatę o przeszłości i przyszłości stosunków polsko-ukraińskich nader aktualną. - Ta sama zbrodnicza ideologia, w imię której mordowano Polaków, ale także Ormian, Żydów, czy sprawiedliwych Ukraińców, znów dziś wzrasta w siły na całym zachodzie Ukrainy. Wszędzie stoją pomniki Bandery, a całe młode pokolenie zostało wychowane w tym zbrodniczym kulcie. Naszym sąsiadem już dziś jest banderowska Hałyczyna, a tymczasem władze polskie udają, że tego nie widzą – krytykował ks. Isakowicz-Zaleski.
- No ale jaki jest wybór, przecież inaczej tam będzie Rosja! - kontrował red. Semka. - Tak się nie da dyskutować, mówi się, że Bandera to zbrodniarz, zostaje się „ruskim agentem”. Mówi się, że mordowano Polaków, tak samo. Pokazuje się, że fatalna myśl Giedroycia, że byle być przeciwko „Ruskim”, to już jest się przyjacielem Polski, jest absurdem który tylko sprawie polskiej zaszkodził – oczywiście „bierze się srebrniki Putina”. Takim kijem obtłukuje się wszystkie głosy niezależne i jestem bardzo rozczarowany, że robi to też ta część polskich polityków i mediów, które określają się jako prawica – polemizował ks. Tadeusz.
Jeszcze dalej szedł filozof, prof. dr hab. Bogusław Paź. - Odwołuję się do zasad racjonalizmu w myśleniu. Czym nam realnie dziś zagraża Rosja? Czy ma wobec nas roszczenia terytorialne? Czy to Rosjanie nabijali dzieci na sztachety, obcinali kobietom piersi i przecinali Polaków na pół drewnianymi piłami? Powiem rzecz niepopularną, ale Polacy, którzy z Kresów zostali wywiezieni na Sybir mieli 20-krotnie większą szansą przeżycia, niż ci, którzy zostali na miejscu i stali się celem banderowców! A dziś polski Sejm podejmuje haniebne uchwały, w których treści nie chce nazwać ludobójstwa po imieniu! Tymczasem bez prawdy nie może być dbałości o zachowanie naszej racji stanu! Straszy nas się graniczeniem z Rosją, a przecież graniczymy z nią nieprzerwanie i nie niesie to wcale dla Polski większych zagrożeń. Przeciwnie, większe problemy wynikają z naszej własnej polityki, w wyniku której np. płacimy wielokrotnie więcej za rosyjski gaz, niż Ukraina, będąca w stanie wojny z Rosją. Ta sama Ukraina, która mimo naszych umizgów mordowała już parę razy nasze rolnictwo wstrzymując eksport naszej produkcji na swe terytorium – wyliczał prof. Paź.
Wtórowała mu dr Lucyna Kulińska: - Polacy z Kresów mówią jasno, gdyby nie wejście Rosjan w 1944 r. nie uszedłby stamtąd jeden żywy Polak! A współcześnie np. amerykańskie i NATO-wskie ogniwa władzy pompowały i pompują miliony dolarów w organizacje i środowiska wprost uważające się za kontynuatorów tamtych zbrodniarzy. 70 proc. Polaków nie popiera zaangażowania polskiego rządu we wspieranie jednej strony konfliktu na Ukrainie i nasi rodacy mają rację. Mówimy o wojnie cywilizacyjnej bardzo niestabilnego pod tym względem społeczeństwa, o rywalizacji wielkich mocarstw, słowem o zdarzeniach, do których należy podchodzić bez emocjonalnego zadęcia, za to z oglądaniem się na koszty – mówiła dr Kulińska.
Opcji aktywnego zaangażowania po stronie władz w Kijowie oprócz red. Semki bronił prof. dr hab. Jan Pomorski, niegdyś współinicjator niedoszłego uniwersytetu polsko-ukraińskiego w Lublinie, przekonując, że właściwie nie ma jednej prawdy w badaniach historycznych, a wojna o duszę Ukrainy powinna rozegrać się na polu edukacji i lansowania zachodniego modelu demokracji. - Przekonanie, że może istnień nauka nie znająca pojęcia prawdy jest głęboko... nienaukowe – ripostował prof. Paź i pytał prowokacyjnie, czy nie korzystniej byłoby raczej lansować powstanie polskiego uniwersytetu we Lwowie, a zamiast dofinansowywać organizacje mniejszości ukraińskiej w Polsce (które niedawno np. zorganizowały marsz podkreślający ukraińskość... Przemyśla) – pomagać Polakom na Ukrainie. I to była chyba konkluzja, która pogodziła przynajmniej liczną publiczność przysłuchującą się dyskusji.
Na razie Lublin oczekują kolejne patriotyczne obchody związane z problemem ukraińskim. 1 lipca o godz. 16 Kresowianie i ich przyjaciele spotykają się na dziedzińcu KUL by przypomnieć o ofiarach ludobójstwa i po raz kolejny poprosić władze uczelni, aby wycofały się z fatalnej decyzji honorującej przyznaniem doktoratu honoris causa Wiktorowi Juszczence – fałszywemu przyjacielowi Polski, za to gorącemu piewcy legendy Bandery. Niestety natomiast – nie uda się w lipcu odsłonić Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Skwerze Ofiar Wołynia w Lublinie. Platforma Obywatelska od kilku miesięcy blokuje zatwierdzenie projektu monumentu przez Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa wyraźnie udowodniając tym samym, że ani z prawdą, ani z polską racją stanu, ani nawet ze zwykłym dotrzymywaniem słowa – partia ta nie ma nic wspólnego.
Konrad Rękas
Pozdrawiam.
Niestety fundusze przeznaczone na pomoc Polakom za granicą od kiedy przeszły w dyspozycję Sikorskiego to przestały wspomagać Polonię nie tylko na Ukrainie ale na całym świecie .Tworzy nowe organizacje nie za bardzo związane z pamięcią o naszym kraju
PiS wspomagał Polonie, ale tak, żeby ją podzielić. ( vide Białoruś)
I znów odwracanie kota ogonem To nowy podział i placówki dyplomatyczne obsadzone przez obecny rząd nie obsługują rzetelnie Polonii A jeszcze dowalają opozycji przez przypadek wysławli zeznanie dla opzycjonisty
Nie możemy pozwolić sobie (jako Polskie Społeczeństwo) na powstanie politycznego Majdanu. PO-PiS nie liczy się z interesami Polski." Ktoś uruchamia" aferę podsłuchową, opozycja bez chwili refleksji rzuca się na szemrany interes by kręcić własne lody. Nikt nie zastanawia się co było celem tej afery, a może nie chodzi o PO, tylko o polityczny Majdan w Polsce. Politycy jak ślepi idą na "plac i ustawiają barykady".
Majdan Ukraińcom przyniósł ból i cierpienie, baczmy by obca Polskiej Racji Stanu inspiracja nie była początkiem czegoś niedobrego w Polsce. Pozdrawiam.
Majdanu na Ukrainie by nie było gdyby prorosyjski rząd nie doprowadził do ruiny ich kraju Nasze podsłuchy okazały społeczeństwu prawdziwe oblicze wymuskanych przez media ministrów
http://marucha.wordpress.com/2014/06/30/jak-niemcy-stworzyli-ukraine-i-w-jakim-celu/
na prawicy
grajewski.jpg
Żadna z rządzących po 1989 roku ekip nie zadbała o interesy Polaków mieszkających za naszą wschodnią granicą. Los rodaków z Wilna, Grodna, Lwowa, czy Stanisławowa był i pozostaje dla kolejnych szefów resortu spraw zagranicznych i podległych im urzędasów z Alei Szucha co najmniej obojętny.
W tym świetle niepokojąco brzmią analizy niektórych specjalistów kojarzonych z Prawem i Sprawiedliwością. Bo oznacza dla myślących w kategoriach interesu narodowego, że „szkoła i ludzie Geremka” są obecni, a co najgorsze wpływowi, także na prawicy. Kolejny raz swoje „ja” w kwestii polityki wschodniej zaprezentował niedawno dr Przemysław Żurawski vel Grajewski (na zdjęciu). Zrobił to na łamach „GP” i „GPC”, gdzie nie ma już miejsca choćby dla ks. Isakowicza-Zalewskiego. Nie ma, bo ten pisał między innymi o zaniechaniu, także przez polityków prawicy, pomocy dla kilku milionów Polaków za Bugiem. A precyzyjniej rzecz ujmując mniej lub bardziej świadomej zdradzie interesów naszych kresowych rodaków, za cenę bycia szatniarzem na euroatlantyckich salonach.
Już Majdan pokazał co liczy się dla ludzi z tzw. „obozu patriotycznego”. Słowem nie wspomnieli oni między innymi o godzącej w Polaków na Ukrainie nowelizacji ustawy językowej. Dokonanej niedawno rękami rzekomo proeuropejskiej oraz propolskiej ekipy „pomarańczowych”. A spychającej naszych rodaków do nawet nie drugiej, a trzeciej kategorii. Nie inaczej było i jest w sprawie systematycznego łamania praw polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. „Patrioci” milczą w imię prometejskiego i nierealistycznego machania jagiellońską szabelką. A tak naprawdę wypełniając instrukcje geopolitycznych kolosów w Waszyngtonie i Berlinie. Dobre dla USA i Niemiec, ale czy korzystne dla Polski? To pytanie jest ważne w kontekście ekipy PiS przygotowywanej do przejęcia odpowiedzialności za Polskę jesienią przyszłego roku.
Jeśli w „odnowionym” MSZ za kierunek wschodni mają odpowiadać ludzie pokroju dr Żurawskiego vel Grajewskiego, to będziemy mieli, tak jak w czasach AWS z lat 1997-2001, czy PiS 2005-2007, olbrzymi zawód prawicowego elektoratu. Pojmowanie przez ten ostatni polskich spraw na wschodzie różni się bowiem zasadniczo od tego co w głowach mają ludzie bojący się nam przyznać, że wzorem postępowania na zabużańskim odcinku są dla nich koncepcje zrodzone w chorych głowach Giedroycia, czy Geremka. Jeśli gruntowne przewietrzenie MSZ ma się odbywać rękami dr Żurawskiego, to PiS-owskie hasło „dobrych zmian” pozostanie tylko hasłem.
Marcin Palade
Tekst ukazał się pierwotnie na łamach „Warszawskiej Gazety”.
fot. youtube.com
Pozdrawiam.
Filozofowanie nic nie da jeżeli rząd nie sprawi aby Polska była silna zamiast ją likwidować Jeszcze w I kadencji Tusk zlikwidował nasze siły militarne fabrykę broni sprzedał a jedna z osób niezgadzających się z tymi decyzjami popełniła samobójstwo z pięty a może nie jedna
11 lipca 1943 r. "Krwawa niedziela" na Wołyniu. "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć"
Mordy na ludności polskiej trwały od lutego 1943 roku. Były konsekwencją polityki prowadzonej przez OUN-B i UPA, mającej na celu zmuszenie Polaków do opuszczenia ziem uważanych przez Ukraińców za swoje.
Na tych terenach miała powstać samostijna Ukraina. Zaplanowanie działań, ich skala i okrucieństwo świadczą o tym, że na tym terenie doszło nie tylko - przyjmując obecną nomenklaturę - do czystek etnicznych, ale do ludobójstwa.
Akcja została przeprowadzona w 99 miejscowościach - głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim. W zbrodni uczestniczyli nie tylko nacjonaliści ze zorganizowanych oddziałów UPA, ale także ludność ukraińska, sąsiedzi mordowanych. Atak na wsie zamieszkałe przez Polaków nastąpił w niedzielę, 11 lipca, gdy prawosławni obchodzili święto Piotra i Pawła
Schemat wszędzie był podobny, otaczano wieś, by nikt nie uciekł, a następnie rozpoczynano zabijanie mieszkańców i grabież. Pod hasłem "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć" mordowano wszystkich, także kobiety i dzieci, z okrucieństwem przechodzącym wszelkie wyobrażenie. Zabudowania podpalano, by zatrzeć ślady zbrodni i uniemożliwić ponowne osiedlenie.
Napad na wieś Gurów nastąpił przed świtem, z 480 Polaków ocalało zaledwie 70 osób. W kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków; we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem, w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu.
Mordowano Polaków w kościołach, gdy uczestniczyli we mszy św., jak stało się to w Porycku - zabito wtedy 100 osób.
W lipcu Ukraińcy napadli na co najmniej 530 polskich wsi i osad. Wymordowano wówczas siedemnaście tysięcy Polaków.
Polecamy
Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-11-lipca-1943-r-krwawa-niedziela
Obchody w cieniu politycznej awantury
Tegoroczne obchody Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian i 70. Rocznicy zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA w Małopolsce Wschodniej odbywały się w cieniu afery podsłuchowej i awantury w Sejmie. Politycy w Polsce mają, jak widać, inne priorytety niż obecność na uroczystościach upamiętniających ofiary kresowych Polaków. Pewnie gdyby chodziło o ofiary NKWD, którymi obciąża się obecną Rosję – zachowaliby się inaczej.
Tak jak w ubiegłym roku odbyły się oddzielnie obchody państwowe i społeczne. Te pierwsze zorganizowała Rada Ochrony Pamięci Walki Męczeństwa na Skwerze Wołyńskim w Warszawie. Uroczystość była nader skromna, w dodatku w ogóle nie nagłośniona przez media. Przybyły delegacje kilku urzędów państwowych (Urząd ds. Kombatantów, Ministerstwo Kultury, Urząd m. stołecznego Warszawy, burmistrz Dzielnicy Żoliborz), ale były reprezentowane przez tzw. drugi garnitur.
Od obowiązującej sztampy wyróżniał się Szczepan Siekierka, prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, który przypomniał zebranym kilka prawd. Zarzucił współczesnym politykom i historykom odpowiedzialność za braki w edukacji na temat prawdy o zbrodni. – Pan minister powiedział o zamordowanych 100 tysiącach. Proszę państwa, jest udokumentowanych 200 tys. osób narodowości tylko polskiej i ponad 300 tys. żydowskiej – wskazał. Powiedział też, że owszem, popierać trzeba Ukrainę jako państwo suwerenne, ale „nie Ukrainę banderowską!”. Podał też kilka przykładów mordów dokonanych przez UPA na jego rodzinie: „We wrześniu 1944 r. mój stryj Jan Siekierka, jadąc do młyna z córką, został napadnięty przez ukraińskich bandytów i zamordowany. Wyjęli mu serce i jeździli po okolicznych wioskach, śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła”. Mojej stryjence i jej dwóm córkom, a moim kuzynkom, wydłubali oczy i żywcem wrzucili do studni. My o tej prawdzie musimy mówić”.
Pod koniec uroczystości kapłani – katolicki, prawosławny, ewangelicki i mojżeszowy – odmówili modlitwę. Pod pomnikiem Ofiar na Kresach delegacje złożyły wieńce.
Uroczystości społeczne, organizowane przez Społeczny Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. Rocznicy Banderowskiego Ludobójstwa w Małopolsce Wschodniej, rozpoczęły się Mszą św. w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. Homilie wygłosił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który powiedział m.in.:
„Niestety od 25 lat politycy przez nas wybierani boją się o swoje posady, tej czy innej ambasady, jeszcze inni siebie nawzajem. Rok temu była wielka szansa, żeby powiedzieć prawdę w 70. rocznicę wydarzeń. I wtedy był apel do parlamentarzystów polskich, żeby wreszcie mieli odwagę, jak przystało na Polaków. Niestety w Sejmie zabrakło 10 głosów. Chwała tym posłom, którzy głosowali za prawdą, i wielka hańba tym posłom, którzy głosowali za fałszywym, zakłamanym określeniem „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa (…) . Z przykrością muszę powiedzieć, że jak teraz patrzę od ołtarza, to żadnych polityków nie widzę. Mają inne ważne rzeczy, walkę o stołki w Sejmie, nagrywanie się wzajemne w restauracjach. Wszystko jest ważne, tylko nie udział w naszych uroczystościach”.
I zakończył: „Portrety Stepana Bandery, czerwono-czarne flagi, emblematy na mundurach, wszystko to przypomina te upiorne, czerwone noce, w czasie których mordowano Polaków, Żydów i Ormian. I dlatego dziś modlimy się również o opamiętanie dla naszych braci Ukraińców (…) Bądźcie chrześcijanami, tak jak tysiąc lat temu, kiedy przyjęliście chrześcijaństwo za czasów Wielkiego Księcia Włodzimierza. Bądźcie Europejczykami, tak jak byliście za czasów unii polsko-litewskiej. Ale odrzućcie tą straszliwą, zbrodniczą i przestępczą ideologię, która nakazuje mordować kobiety, dzieci i starców, żeby powstała samostijna Ukraina. Nie ma i nie będzie zgody dla odradzającego się ruchu banderowskiego!”.
Główna uroczystość odbyła się pod tablicą upamiętniającą ofiary UPA na Krakowskim Przedmieściu (Dom Polonii). Przybyły delegacje z całego Kraju, poczty sztandarowe (m.in. Stowarzyszenia Rodzin Osadników Wojskowych, PSL Otwock, PSL Zamość, Ochotniczych Straży Pożarnych), członkowie organizacji kresowych, Ruchu Narodowego, ONR, Młodzieży Wszechpolskiej, Narodowej Warszawy z Powiśla, „Sokoła”, Ligi Obrony Suwerenności, środowisko Myśli Polskiej. Obecny był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz weterani walk z UPA – Jan Niewiński i Szczepan Siekierka. Władze naczelne PSL reprezentował Józef Zalewski, dyrektor Biura NKW PSL a Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika Zbigniew Czaplicki.
Uroczystość prowadził dr Tadeusz Samborski i Beata Kaczkowska (wiceprzewodniczący Komitetu Obchodów). Dr Janusz Gmitruk, dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, przedstawił sylwetki patronów tegorocznych obchodów – Zygmunta Jana Rumla, Weroniki Wąsik, i ks. Ludwika Wrodarczyka. Marek Toczek, wiceadmirał Marynarki Wojennej RP, odczytał przesłanie, w którym stwierdził m.in.: „Po latach pozornej ciszy, na Ukrainie, głównie w Zachodniej Ukrainie i o zgrozo w południowo-wschodniej Polsce, widać wyraźnie jak odradza się skrajny nacjonalizm ukraiński. Patronami tej reaktywacji są Bandera, Melnik i Szuchewycz. Coraz częściej organizuje się marsze pogrobowców OUN-UPA. Coraz częściej słyszymy złowieszcze okrzyki „Galizja – dywizja bohaterów”, „Melnyk –Bandera – Szuchewycz – bohaterowie Ukrainy”, „Smert Lachom – sława Ukrainie”, „Lachy za San” … W kolejnych miejscowościach odsłania się pomniki Bandery, coraz wyraźniej słyszymy w publicznych wystąpieniach liderów zgłaszane roszczenia terytorialne pod adresem Polski, różne pogróżki… Komu i czemu ma to służyć
Po Apelu Pamięci wieńce pod tablicą pamięci Ofiar OUN-UPA złożyły delegacje: Społecznego Ogólnopolskiego Komitetu Obchodów 70. Rocznicy Banderowskiego Ludobójstwa w Małopolsce Wschodniej (Bożena Żelazowska i Beata Kaczkowska), Polskiego Stronnictwa Ludowego (Józef Zalewski), Marszałka Adama Struzika (Zbigniew Czaplicki i Marian Sołobodowski), Prezydenta miasta Stalowej Woli (Andrzej Dorosz), Muzeum Niepodległości (Krzysztof Bąkała i Paweł Bezak) i Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego i tygodnika „Myśl Polska” (Zbigniew Lipiński i Jacek Marczyński).
Podczas uroczystości obecna była Asysta Honorowa Wojska Polskiego. Poezję patriotyczną i relacje świadków zbrodni prezentowali aktorzy scen warszawskich – Aurelia Sobczak i Stanisław Górka. Po zakończeniu ceremonii składania wieńców otwarta została w hallu Centralnej Biblioteki Rolniczej wystawa Muzeum Niepodległości pt. „Wołyń czasu zagłady”. Informację o obchodach społecznych podały tego samego dnia: Polska Agencja Prasowa, Informacyjna Agencja radiowa, Polskie Radio, Telewizja TRWAM, Polsat.
Jan Engelgard
Nie mamy nic z popierania Ukrainy
nafto.jpg
Polska wykazuje ogromną przychylność i wyrozumiałość wobec Ukrainy. Najbardziej charakterystycznym tego przykładem była odmowa budowy drugiej nitki rurociągu Jamalskiego, umożliwiającego Rosji ominięcie Ukrainy w dostawach gazu do Europy. Warszawa w 2001 r. wprost zadeklarowała, że wspieranie Kijowa jest ważniejsze od korzyści ekonomicznych, jakie naszemu krajowi przyniosłaby realizacja tego projektu.
Identyczne stanowisko polskie władze zajęły w kwietniu 2013 r., gdy Rosjanie złożyli kolejną propozycję „pieremyczki”, zdecydowanie odrzuconą przez polskiego Premiera, a Prezydent Komorowski publicznie informował Ukraińców, że żadnej decyzji bez ich zgody nie podejmie.
Życzliwość dla sąsiada ze wschodu dotyczy wydarzeń historycznych, gdy nie podnosimy tematu zbrodni na Wołyniu, ale także aktualnych problemów gospodarczych. Polska przez 7 lat spokojnie znosiła ukraińskie embargo na eksport naszej wieprzowiny i wołowiny, nie wszczynając alarmu czy nie wprowadzając żadnych retorsji. Trudno o większą wyrozumiałość i przychylność.
Nasze stosunki nie są odzwierciedleniem polskich interesów narodowych, a raczej funkcją polityki wobec Rosji oraz strategii niesienia demokracji i praw człowieka na wschód. W zależności od ekipy rządzącej, mieliśmy albo wyjątkowo przyjacielskie relacje, jak prezydent Kaczyński z prezydentem Juszczenką, albo bardzo chłodne, a nawet wrogie wobec prezydenta Janukowycza. Bardziej ceniliśmy sobie „przyjacielskie” i osobiste związki z prozachodnimi przywódcami niż stabilne stosunki międzypaństwowe.
Wyrozumiałość przejawiła się także w ocenie kryzysu zaopatrzenia gazu w styczniu 2006 roku, gdy odłączono dostawy do największych polskich zakładów przemysłowych. Ukraińcy w czasie surowych mrozów nielegalnie pobierali dla własnych potrzeb tranzytowy gaz z rurociągów, więc dostawy do Polski gwałtownie spadły, gaz przestał dochodzić nawet do odległych Włoch. I choć Gazprom zwiększył dostawy przez Białoruś, a Ukraińcy przyznali się do swoich działań, w Polsce oficjalnie mówiono o „Rosji zakręcającej gazowy kurek”.
Jakiekolwiek nie byłyby relacje polityczne, bardzo słabo przekładało się to na stosunki gospodarcze, a branża gazowa jest tu dobrym przykładem. Nie współpracowaliśmy choćby w wykorzystaniu potężnych pojemności magazynów gazu, położonych tuż za naszą wschodnią granicą, gdzie można składować ponad 32 miliardy m3. Stanowią one zabezpieczenie dla przesyłu gazu rosyjskiego do Europy, jednak duża ich część pozostaje niewykorzystana. Zamiast tego podjęliśmy sami bardzo kosztowne inwestycje.
Inny przykład nieudanej współpracy, to inwestycja w wydobycie gazu, którą podjęło kilka lat temu PGNiG, inwestując w spółkę wydobywczą Devon.
Polska strona posiadała 36% udziałów w sachalińskich złożach kondensatu gazowego. Po udokumentowaniu złóż informacja z państwowej firmy Nadra Ukrainy, partnera PGNiG, wyciekła do prywatnej firmy Ukrnaftoburienie, powiązanej z jednym z deputowanych ukraińskiej Dumy. Spółce próbowano odebrać koncesję, piętrzono trudności, co doprowadziło do zaniechania współpracy. Nie pomogły sukcesy odniesione przez Polskę we wspieraniu Pomarańczowej Rewolucji czy świetne relacje prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki.
Próby importu gazu z Ukrainy także spełzły na niczym. W 2004 roku PGNiG i Naftogaz podpisały kontrakt na dostawy niewielkich ilości gazu przez przejście w Hermanowicach, jednak warunki kontraktu nie zostały dotrzymane. Ukraina wprowadziła prawo zakazujące eksportu gazu i w 2011 przerwała dostawy. Polska strona z wyrozumieniem podeszła do sprawy, nie żądając wywiązania się z kontraktu, nie nakładając kar, po prostu odstąpiła od umowy. Kilka lat wcześniej podobne wydarzenie miało miejsce z dostawami ropy z Ukrainy dla naszych rafinerii południowych, którym również przerwano dostawy, gdy pani premier Tymoszenko uznała, że eksport ropy powinien być zakazany.
Polska nie skorzystała także na dywersyfikacji dostaw dla Ukrainy. Gdy rosyjskie ceny gazu przewyższyły europejskie, otworzyła się możliwość importu z zachodu. Polska jako pierwsza otworzyła dla sąsiadów ze wschodu dostęp do gazu przez Hermanowice – to samo przejście, które nie doczekało się realizacji ukraińskiego kontraktu. Jednak gaz sprzedała nie polska spółka PGNiG, ale niemiecki koncern RWE, który wykorzystał otwarty dostęp do polskiego systemu przesyłowego i sprzedawał na Ukrainę gaz importowany z Rosji. Dlaczego polskie firmy nie mogły na tym zarobić?
Mocno popieraliśmy rewolucję Euro Majdanu, nie pomyśleliśmy jednak, jakie skutki przyniesie otwarcie przez Europę rynku dla ukraińskiej żywności czy otwarcie ruchu bezwizowego dla kraju, w którym grupy uzbrojonych cywili opanowały duże obszary. Za to bardzo martwimy się o dostosowanie do wymogów MFW, uwolnienie cen nośników energii i podnoszenie efektywności energetycznej, do czego przekonywał panią premier Julię Tymoszenko sam minister Sikorski.
Po stronie polskich zaniedbań z pewnością jest rurociąg Odessa – Brody – Gdańsk. Polska podpisała porozumienie międzyrządowe, wielokrotnie obiecywaliśmy rozpoczęcie robót i nigdy nie dotrzymaliśmy zobowiązań. Jako wytłumaczenie służyć może jedynie fakt, że projekt nie miał żadnych realnych podstaw biznesowych, gdyż nie było ropy dla napełnienia rur. Dlatego dzisiaj rurociąg stoi pusty. Jednak to nas nie usprawiedliwia, nie wolno składać nierealistycznych deklaracji, a potem się z nich nie wywiązywać.
Andrzej Szczęśniak
szczesniak.pl
Autor jest ekspertem paliowym, komentatorem i publicystą.