W miniony piątek (9 lipca) około godz. 15.00 przez Zambrów przeszła nawałnica. Burza, której towarzyszył wiatr o niemal huraganowej sile oraz opady deszczu, taki intensywne, że widoczność ograniczona była do 5 metrów. Burza nadeszła z południa i kierowała się na północ. Przez niemal 20 minut miasto zamarło, kto mógł szukał schronienia w budynku. Na metr kwadratowy ziemi spadła taka ilość wody, że system kanalizacji deszczowej nie nadążał z odprowadzaniem jej nadmiaru.
Ulicami płynęły wielkie "rzeki", których głębokość w niektórych miejscach wynosiła ponad 0,5 metra. W kilku miejscach poziom wody był tak wysoki, że nie mogły przejechać samochody. Wiele aut stało na poboczach z zalanymi alternatorami. Np. jeszcze godzinę po ulewie, na ul. 71 Pułku Piechoty przed mostkiem (w kierunku Ciepłowni) kierowcy próbowali pokonać zalany odcinek chodnikami, niektórzy środkiem jezdni, a część kierowców zawracała z objazdu, aby przez centrum miasta dostać się do północnej części Zambrowa. W związku z pracami remontowymi oraz licznymi utrudnieniami w ruchu drogowym na "ósemce" tworzył się korki. Kierowcy musieli uzbroić się w cierpliwość.
Nas nawałnica zastała, gdy wracaliśmy z Białegostoku, kilkanaście kilometrów przed Zambrowem. "Woda która lała się z nieba" - bo nie można tego nazwać deszczem, ograniczała widoczność do 3-4 metrów. Kierowcy zwalniali i jechali na wyczucie. Kto mógł - skręcił do przydrożnych stacji paliw, aby tam przetrwać najgorsze momenty burzy. Gdy burza przeszła, ruszyliśmy dalej, na drodze tysiące połamanych małych gałęzi i porwanych przez wiatr liści, gdzieniegdzie leżały również gałęzie całkiem sporych rozmiarów. Tylko na tym krótkim, kilkukilometrowym odcinku drogi krajowej nr 8 od Mężenina do Zambrowa, w kilka minut po burzy minęliśmy 4 powalone na drogę duże drzewa. Na szczęście nikomu nic się nie stało, na tym odcinku drogi, chociaż minęliśmy kilka samochodów ciągnących pod podwoziem połamane gałęzie drzew.
Efekt burzy w Zambrowie i okolicach, to kilkadziesiąt przewróconych drzew, setki połamanych gałęzi, pozrywane linie energetyczne, zalane uliczki, tysiące mniejszych gałęzi na chodnikach i drogach. Jeszcze kilka godzin po nawałnicy, w całym mieście i okolicach słychać było liczne syreny służb porządkowych - straży i policji, które robiły co mogły, aby usunąć przeszkody z dróg i zlikwidować skutki burzy i wichury. W mieście kilkakrotnie było odcinane światło, kiedy służby energetyczne naprawiały pozrywane linie. W niektórych miejscowościach w okolicach Zambrowa prądu nie było do wieczora. Obecnie trwa szacowanie strat po nawałnicy.
W województwie podlaskim największe straty, powstały w mieście Kleszczele i gminie Dubicze Cerkiewne. Na skutek przejścia trąby powietrznej część ludzi zostało bez dachu nad głową. W Kleszczelach nawałnica zniszczyła około 100 bydynków. W drugiej mocno poszkodowanej gminie - Dubiczach Cerkiewnych wichura zniszczyła bądź uszkodziła około 200 bydynków. W samej wsi Jelonka - 90 budynków, w tym 25 mieszkalnych.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze