Reklama
  • cheftain2014-08-12 10:34:18

  • cheftain 2014-08-12 10:34:17

    Ukraina – chaos kontrolowany
    Jak poinformował przedstawiciel ministerstwa obrony USA, 5 sierpnia przybyła do Kijowa specjalna grupa Pentagonu „w celu pomocy w śledztwie” wokół katastrofy malezyjskiego Boeinga 777.Kiedy jednak oficjalnego przedstawiciela resortu wojskowego zapytano, czym konkretnie będą się zajmować eksperci z tej grupy, odpowiedział tylko, że nie pojadą na miejsce katastrofy, ale będą z Kijowa konsultować śledczych z Holandii, Australii i Malezji.

    Należy uwzględnić, że do zadań Pentagonu nigdy nie należało badanie awarii i katastrof samolotów pasażerskich. Tym w USA zajmowała się zawsze Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) i Zarząd Federalny Lotnictwa Cywilnego. Pentagon ściągano wyłącznie w przypadku katastrof samolotów wojskowych. Należy również powiedzieć, że NTSB już skierowała własnych ekspertów na Ukrainę, mniej więcej trzy dni po katastrofie, do której doszło 17 lipca.

    W skład obecnej delegacji, jeśli wierzyć Pentagonowi, wchodzą eksperci ds. operacji specjalnych, logistyki i planowania operacji wojskowo-powietrznych. Wydawałoby się, że to nie do końca jest to, czego potrzeba w toczącym się śledztwie. Po co więc przyjechali? Rozwiązanie zagadki kryje się w krótkim zdaniu oświadczenia prasowego Pentagonu. Po udzieleniu rzeczonej „pomocy w śledztwie” w sprawie katastrofy rejsu MN17, grupa od razu przystąpi do szkolenia ukraińskich wojskowych i Gwardii Narodowej na zachodzie Ukrainy.

    Innymi słowy, mowa jest po prostu o rozszerzeniu udziału amerykańskich wojskowych doradców w przeszkoleniu, technicznym wyposażeniu i uzbrojeniu armii pacyfikacyjnej i oddziałów specjalnych kijowskich władz. Rosyjscy eksperci zauważają, że wobec Ukrainy stosuje się te same wzorce, które stosowano w przypadku Kosowa, a nawet i Wietnamu. W Wietnamie amerykańska obecność także zaczynała się od kilkudziesięciu doradców wojskowych, wysłanych na południe kraju w 1954 roku. A kosowskich Albańczyków Amerykanie szkolą i „konsultują” do tej pory.

    Na Ukrainie, co z każdym dniem widać coraz wyraźniej, powtarza się sytuacja, którą przeżyły Bałkany z ich wojnami domowymi i rozpadem Jugosławii, uważa profesor MGU Andriej Manojło. Tyle tylko, że teraz USA działają bardziej bezpośrednio i cynicznie. W Kijowie wszyscy doskonale wiedzą, że CIA zajmuje całe piętro budynku Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. To samo szykuje się w Ministerstwie Obrony Ukrainy. Podobnie jest zresztą i u innych sojuszników USA w Europie.

    Z geopolitycznego punktu widzenia bałkanizacja Ukrainy jest Waszyngtonowi ogromnie na rękę, mówi Andriej Manojło. Przemiana Ukrainy w jedno wielkie ognisko zapalne pod kontrolą USA jest potrzebne jako instrument osłabiania wpływów Rosji. Każdy konflikt u granic Rosji od razu staje się bowiem poważnym zagrożeniem dla jej bezpieczeństwa. „Eksport kontrolowanego chaosu z Ukrainy do Rosji” – to jeden z celów zaplanowanej przez Waszyngton „operacji Ukraina”, przekonany jest Andriej Manojło.

    „Pogrążając Ukrainę w tzw. „kontrolowanym chaosie”, czyli stosując tam technologie „kolorowych rewolucji”, Amerykanie stwarzają konflikt, którym już nauczyli się doskonale kierować. Ten konflikt Amerykanie wykorzystują dziś jako narzędzie oddziaływania politycznego na swoich przeciwników oraz na swoich sojuszników. Geopolityczne położenie Ukrainy jest w tym kontekście dla Amerykanów bardzo korzystne. W związku z tym, w żadnym wypadku nie będą oni sprzyjać jakimkolwiek procesom pokojowym na Ukrainie. Bez konfliktu, którym można sterować, i który trwa i rozwija się, Ukraina będzie Waszyngtonowi niepotrzebna. Na odwrót, jak długo się tylko da, będą oni dolewać oliwy do ognia wojny domowej”.

    Organizacja „kontrolowanego chaosu” i prowokowanie wojny domowej na Ukrainie to lustrzane odbicie tego, co USA już przecież z powodzeniem robiły w Syrii i Iraku, opowiada ekspert Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Stanisław Iwanow. A Syria i Irak to w gruncie rzeczy nic innego, jak kontynuacja sztucznie wywołanej wojny przeciwko Jugosławii w latach 90-ych.

    W Syrii i Iraku służby specjalne i oficjele USA wspierali najbardziej radykalne siły islamistyczne. Obecnie siły te wyszły spod kontroli i grożą utopieniem we krwi całego regionu. Na Ukrainie Waszyngton, kosztem 5 mld $ jeśli wierzyć pani Victorii Nuland, vice MSZ USA, zorganizował przewrót państwowy, przeprowadzony przez najzagorzalszych nacjonalistów, przez siły jawnie neonazistowskie, odwołujące się do ideologii Bandery i tradycji UPA-OUN, przypomina Stanisław Iwanow.

    „Boję się, że Ukraina najgorsze ma jeszcze przed sobą. Na dziś nie ma tam optymistycznych prognoz. Jeśli nawet oni (Junta Kijowska) stłumią powstanie na wschodzie, to w przewidywalnej perspektywie czasowej żadnego pokoju ani dobrobytu w państwie po tym nie będzie. Trzeba będzie odbudować wszystko, co zostało zniszczone, ułożyć zgodny dialog ze wschodnimi regionami. A jak można to osiągnąć, jeśli tam wszystko jest zalane krwią? Tysiące zabitych i rannych i już pół miliona uchodźców? „Kontrolowany chaos” na granicach Rosji Waszyngtonowi jest na rękę”.

    Jak uważają rosyjscy eksperci, Kijów dziś już całkowicie znajduje się pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Wszystkie decyzje władz od początku ustalane są z amerykańską ambasadą. Dochodzi do tego, że stanowisko kijowskiego rządu najpierw ogłasza Departament Stanu USA, a dopiero potem „minister spraw zagranicznych” Ukrainy. Zdarzają się przy tym żenujące wpadki. Na przykład 5 sierpnia osławiona już gafami rzeczniczka Departamentu Stanu Jen Psaki nazwała „prowokacyjnymi” ćwiczenia wojsk rosyjskich „koło granicy z Ukrainą” w obwodzie astrachańskim. Obwód astrachański nie graniczy z Ukrainą, a sam poligon leży w odległości tysiąca kilometrów od jej terytorium. I tym razem nawet posłuszny MSZ Ukrainy nie zdecydował się na powtórzenie absurdalnego „protestu” Departamentu Stanu USA.

    Andriej Fiediaszyn
    Za: Neon24.pl

  • r61 2014-08-16 09:37:28

    Cytujesz Głos Rosji , Andrieja Fiediaszyna.
    Ty jesteś po prostu agitator, propagandysta i siejesz ferment.
    Czy naprawde wierzysz, ze ktoś z Polaków kupi te twoje bzdury?
    Rozumiem, ze przejąleś się rolą, ale to nic nie da, dzisiaj naprawde glupich ludzi nie ma, a jeśli Ci powiedzieli ze są... to celowo wprowadzili Cię w błąd.


    Pozwolisz, że "polecę" Besançonem

    Rosyjska taktyka polega na wyborze odpowiedniego momentu, na przykład w sierpniu, kiedy Stany Zjednoczone są osłabione, zajęte innymi problemami, Europejczycy wyjątkowo skłóceni. Wtedy następuje to niespodziewane uderzenie, a my nagle czujemy się zaszachowani.

    z artykułu Alaina Besançona jaki w sierpniu 2008 roku opublikował francuski dziennik "Le Figaro"
    /Niezawodny Besançon jest doskonałym znawca rosyjskiej duszy!/


    Rosjanie to naród cywilizacji turańsko bizantyjskiej, a elementy własnie cywilizacji bizantyjskiej doprowadziły do ślepego posłuszeństwa narodu niemieckiego wobec Hitlera.
    To są analogie,które moga się powtórzyć i przynieść fatalne skutki dla Europy.

    Ja jednak jestem optymistą i przypuszczam, że wpływ sytuacji ekonomicznej może zasadniczo odmienić poglądy Rosjan.
    I sami Rosjanie będą w stanie zlikwidować ;putina i jego reżim.
















  • r61 2014-08-16 09:40:47

    ups.
    Pozdrawiam!

  • Reklama
  • cheftain 2014-08-16 10:53:15

    Drogi erku dziękuję za ups pozdrowienia i proszę napisz mi przez kogo giną chrześcijanie w Egipcie i Iraku, przez Rosjan? Bez ups pozdrawiam.

  • r61 2014-08-16 12:15:05

    Tia,bo był 2003 i niedobra Ameryka. Przecież jest także Syria, Nigeria, Somalia...itd.,

    Prześladowania pogłębiają się – częściowo jest to spowodowane „Arabską Wiosną”, która dla wyznawców Chrystusa bardziej niestety przypomina “arabską zimę”. Rewolucje, jakie przetoczyły się przez Bliski Wschód nie tylko stały się polityczną trampoliną islamizmu, którego przedstawiciele są obecnie u władzy w wielu krajach tego regionu, ale jednocześnie (i paradoksalnie!) to właśnie chrześcijanie są grupą, którą obwinia się o wszelkie niepowodzenia, nieszczęścia i zło. Jednak prześladowania obejmują nie tylko teren Bliskiego Wschodu, ale także Afryki Północnej oraz południowej Azji; kraje, które Eliza Griswold opisała w swojej poruszającej książce „Dziesiąty równoleżnik”.

    - Masowe prześladowania, dyskryminacja i mordy jakich muzułmanie dopuszczają się na chrześcijanach nie są przypadkowe – przekonywał Lee Habeeb, libański chrześcijanin i dziennikarz Salem Radio Network. – Nie mówimy o niepowiązanych ze sobą epizodach. To jest plan. Plan zniszczenia konkurencyjnej narracji o Bogu. Plan zastraszenia, zmuszenia chrześcijan do subordynacji albo ucieczki.

    Globalny trend jest jednoznaczny – wszystko wskazuje na to, że rok 2014 będzie jeszcze gorszy niż rok zeszły, a 2015 gorszy od roku 2014. Co gorsza, wszystkie przesłanki sugerują, iż trend taki się utrzyma dopóki świat, szczególnie zaś to, co umownie nazywamy Zachodem uświadomi sobie, że islam jest duchowym totalitaryzmem nieporównywalnym z żadną inną religią światową. Dopóki tak się jednak nie stanie chrześcijanie zamieszkujący w miejscach zdominowanych przez muzułmanów swoją krwią będą płacić cenę naszego świętego spokoju.
    -Monika Gabriela Bartoszewicz-


    A Ty przytoczyłeś tvn24





  • cheftain 2014-08-16 18:48:54

    Od kiedy TVN pisze przeciw USA? Pozdrawiam.

  • cheftain 2014-08-16 19:19:47

    Co zostało po „majdanie”?


    W dniach 7-10 sierpnia na polecenie mera Kijowa Witalija Kliczki vel Kłyczki siły policyjne zlikwidowały tzw. „majdan”, gdzie dziewięć miesięcy wcześniej pod przewodem tegoż pana wzniecono sponsorowaną przez USA i UE rewoltę. Polskie media odnotowały ten fakt bez szczególnego entuzjazmu i niemal z zakłopotaniem.

    Najbardziej wytrwali entuzjaści „majdanu” – którzy jeszcze wierzyli, że w tym wszystkim chodziło o jakąś „integrację europejską” – wraz z przebywającymi w „miasteczku namiotowym” bezdomnymi i przedstawicielami marginesu społecznego próbowali stawiać opór rzucając koktajle Mołotowa i kostkę brukową oraz podpalając opony. Zostali jednak profesjonalnie spałowani i przepędzeni, po czym służby miejskie przystąpiły do wywożenia setek ton śmieci. Wywieziono je 50 wywrotkami i 12 ciężarówkami. Na plac wjechały buldożery, które usunęły barykady i namioty.

    W pacyfikacji „majdanu” brał m.in. udział batalion MSW „Kijów-2”, czyli następca osławionego „Berkutu” sformowany z byłych bojówkarzy tzw. „samoobrony majdanu” (gazeta.pl, 8.08.2014). To wyraźny sygnał, że siły wyniesione do władzy przez „majdan” nie potrzebują już „majdanu” (rozumianego jako „demokratyczny” głos „ludu”) i do żadnego „majdanu” więcej nie dopuszczą.

    Uzasadniając zakończenie trwającego od 21 listopada 2013 roku cyrku w centrum Kijowa polskie media tłumaczyły, że „obecnie Majdan stał się karykaturą samego siebie i obozem dla bezdomnych” (polskieradio.pl, 9.08.2014). Karykaturą stała się niewątpliwie cała tzw. „rewolucja godności” na Ukrainie, która oddała władzę w ręce oligarchów, wzmocniła neobanderowców oraz doprowadziła do konfliktu narodowościowego na wschodzie kraju. Wypada zatem zastanowić się, co oprócz kilkuset ton śmieci zostało po „majdanie”?

    Katastrofa humanitarna w Donbasie

    Należy do znudzenia przypominać, że wybitny czeski mąż stanu Václav Klaus przestrzegał, że doprowadzenie do starcia o orientację geopolityczną Ukrainy spowoduje nierozwiązywalny kryzys. Tak się też stało. Kryzys we wschodniej Ukrainie jest nierozwiązywalny przede wszystkim dlatego, że Poroszence i Jaceniukowi nie zależy na rozwiązaniu pokojowym.

    Władze w Kijowie, wspierane przez doradców z amerykańskich służb specjalnych, przyjęły opcję bezwzględnego stłumienia powstania donieckiego. Żadnych rozmów z „terrorystami” – spacyfikować i unicestwić. Z punktu widzenia polityki USA jest to działanie obliczone na eskalację konfrontacji z Rosją, przekroczenie kolejnych barier w niewypowiedzianej wojnie. Ze strony kijowskiej junty „operacja antyterrorystyczna” w Donbasie coraz bardziej nabiera charakteru ekspedycji karnej o celach eksterminacyjnych. Atakowana jest z powietrza i lądu ludność cywilna, bombardowane są miasta, blokuje się pomoc humanitarną. Ludzie tracą dorobek życia i elementarne warunki do egzystencji. Jak z tymi ludźmi będzie potem rozmawiać władza w Kijowie? Najwidoczniej takich rozmów ta władza nie przewiduje. Pod egidą USA i hasłami integracji Ukrainy z UE dokonuje się masakry rosyjskojęzycznej ludności Donbasu. Unia Europejska jest totalnie bezradna wobec tych okrucieństw i konfrontacyjnej polityki Waszyngtonu.

    W Zagłębiu Donieckim mamy do czynienia z katastrofą humanitarną. Nie spowodowała jej bynajmniej Rosja, ale ci, którzy na przełomie 2013/2014 roku podpalili Ukrainę z USA na czele. Za katastrofę humanitarną w Donbasie w pierwszej kolejności ponoszą winę władze w Kijowie, które brutalnie tłumią powstanie donieckie. Tragedia Donbasu obciąża jednak także m.in. władze polskie, aktywnie wspierające kijowską juntę. Od wielu miesięcy z polskich mediów leją się strumienie propagandy proukraińskiej i antyrosyjskiej. Media te zachowują się tak jakby były kierowane przez probanderowski Związek Ukraińców w Polsce. Polski odbiorca jest odcięty od obiektywnej informacji odnośnie rzeczywistego charakteru wydarzeń na Ukrainie. W polskojęzycznym przekazie medialnym mamy nieustanne bredzenie o „terrorystach” i kibicowanie kijowskiej juncie.

    O zbrodniach wojennych popełnianych przez wojska junty na ludności cywilnej Donbasu informacji w tych mediach nie ma. Jest to hańba polskiego dziennikarstwa, które pełni rolę ukraińskich i amerykańskich askarysów (askarys to żołnierz tubylczych wojsk kolonialnych w Afryce XIX/XX w.). Jest to także hańba polskich władz, które zapewniły leczenie w polskich szpitalach rannym bojówkarzom z „majdanu”, ale nie spieszą się z jakąkolwiek pomocą dla ofiar pacyfikacji Donbasu. W tym miejscu warto też przypomnieć, że polscy eurodeputowani ubiegłej kadencji razem z ukraińską bojówką uniemożliwili przedstawienie w Parlamencie Europejskim informacji na temat zbrodni w Odessie z 2 maja.

    Festiwal rusofobii w Polsce

    Zamiast Festiwalu Piosenki Rosyjskiej mamy festiwal rusofobii, a zamiast Roku Rosji rok Ukrainy. Polska jako najwierniejszy sojusznik USA równie dzielnie jak w Iraku i Afganistanie uczestniczy teraz w niewypowiedzianej wojnie USA z Rosja, wysuwając się jak zawsze przed szereg. Na razie jest to wojna gospodarcza, ale może stać się wojną prawdziwą. Ta ostania okoliczność budzi szczególną radość w mediach red. Sakiewicza. „Gazeta Polska” zamieściła wywiad z jednym amerykańskich jastrzębi – niejakim gen. Walterem Jajko – który już w tytule krzyczy, że z Rosją można tylko siłą. Poza tym dowiadujemy się, że Polsce potrzebna jest „tarcza antyrakietowa”, amerykańskie wojska i sprzęt wojskowy, hajda na koń, bolszewika goń itd. („Putina można powstrzymać tylko siłą”, „Gazeta Polska” nr 32, 6.08.2014). Można byłoby tutaj dużo pisać o rozniecaniu antyrosyjskiej histerii przez polskojęzyczne media od prawa do lewa, podawać przykłady tego szczególnego języka, ale szkoda na to miejsca. Jeden wniosek nasuwa się od razu: to już jest propaganda wojenna, to jest język wojny psychologicznej.

    Władze polskie na polecenie swych mocodawców z Waszyngtonu i Brukseli toczą wojnę gospodarczą z Rosją. Zrobiono przy tym wiele krzyku o jabłka przemilczając, że zaprzyjaźniona Ukraina przywróciła embargo na polskie mięso. Szczytem absurdu jest jednak zerwanie z Rosją stosunków kulturalnych. To nie tylko Rok Rosji w Polsce i Rok Polski w Rosji, ale także Festiwal Piosenki Rosyjskiej. Należy zwrócić uwagę, że festiwal ten odwołano już w grudniu 2013 roku, a to znaczy, że mamy do czynienia z zawczasu przygotowaną i realizowaną strategią konfrontacji. Pewnie prędzej czy później będziemy mieli w zamian festiwal pieśni banderowskiej „Czerwona Kalyna”.

    Banderowcy podnoszą głowę

    Polskojęzyczne media od miesięcy surowo potępiają jako „rosyjskiego agenta” każdego kto śmie zwrócić uwagę na jakichś banderowców. Na Ukrainie żadnych banderowców nie było i nie ma, są sami szczerzy demokraci. Niemniej jednak banderowcy są i rosną w siłę. Zarówno na Ukrainie jak i w Polsce. W zapowiadanych na październik wyborach do Werchownej Rady faktycznie wezmą udział tylko partie prorządowe i nacjonalistyczne. Partia komunistyczna została bowiem zdelegalizowana, a Partia Regionów – nawet jeżeli nie zostanie zdelegalizowana – jest rozbita.

    Wśród partii nacjonalistycznych – obok „Swobody” i Prawego Sektora – pojawiła się trzecia siła, najbardziej skrajna. Jest to Partia Radykalna niejakiego Ołeha Laszki. Jak podał portal Kresy.pl (24.07.2014) – podczas rozpoczęcia obrad Rady Miasta Kijowa deputowani Partii Radykalnej wykonali „nieprawidłowy, kontrowersyjny wariant” hymnu ukraińskiego, wykreślony z oficjalnej wersji, ponieważ sugeruje roszczenia terytorialne. Chodzi o słowa „Staniemy bracia do krwawego boju od Sanu do Donu”. Sam Laszko otwarcie mówi, że po rozprawie z Donbasem przyjdzie czas na odzyskanie innych ziem uważanych przez niego za ukraińskie, w tym południowo-wschodnich terenów Polski.

    W Polsce pogrobowcy banderyzmu także się nie krępują. Prezes Związku Ukraińców w Polsce Petro Tyma otwarcie postuluje w „Gazecie Wyborczej” uznanie jakiejkolwiek krytyki UPA za mowę nienawiści („Nie lekceważyć przejawów mowy nienawiści”, gazeta.pl/rzeszów, 9.08.2014). Doradcą Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego przy realizacji unijnego projektu dotyczącego drogi wodnej E-40 został prof. Petro Sawczuk z Łucka. Niegdyś działacz Batkiwszczyny, obecnie w ugrupowaniu Patrioci Wołynia, znany ze skrajnie nacjonalistycznych poglądów. Na swojej stronie internetowej zamieścił mapę „wielkiej Ukrainy”, obejmującą m.in. ziemie południowo-wschodniej Polski. Ta nominacja pokazuje dobitnie siłę lobby banderowskiego w Polsce.

    Polski mainstream polityczno-medialny, zapatrzony w koncepcje Giedoycia, zupełnie ignoruje niebezpieczeństwo jakim jest rosnący w siłę nacjonalizm ukraiński. Trzeba przy tym zauważyć, że silna Ukraina jako antyrosyjski kordon sanitarny to jest PiS-owska interpretacja myśli politycznej Jerzego Giedroycia. Ani Giedroyć ani Mieroszewski nigdy nie twierdzili, że Ukraina, Białoruś i Litwa mają być kordonem sanitarnym oddzielającym Zachód od Rosji. Ośrodek paryskiej „Kultury” uważał, że niepodległa Ukraina (także Białoruś i państwa bałtyckie) jest potrzebna do dwóch celów. Po pierwsze do tego, żeby przestać być polem walki między Polską a Rosją, która dla Polski kończyła się zwykle nieszczęściem.

    Po drugie – zdaniem Giedroycia – bez Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich Rosja przestaje być imperium. Tezę o kordonie sanitarnym, przedłużonym dodatkowo o Gruzję, dopisali Giedroyciowi ideolodzy PiS-u, a szerzej „obozu patriotyczno-niepodległościowego”, nawiązując bardziej do piłsudczykowskiej koncepcji Międzymorza i uzasadniając w ten sposób swoje poparcie dla celów politycznych amerykańskich neokonserwatystów.

    Współcześni interpretatorzy koncepcji Piłsudskiego, Mieroszewskiego i Giedroycia nie potrafią zrozumieć niczego, a zwłaszcza tego, że silna Ukraina będzie groźniejsza od Rosji. Jeszcze nie jest silna, a już słyszymy o ukraińskich prawach do Przemyśla, Hrubieszowa i Zamościa. Ukraińcy tak samo jak Rosjanie są ludźmi Wschodu. Szanują tylko silnego partnera, takiego jak Viktor Orbán, który jasno wyłożył Kijowowi swoje racje odnośnie praw mniejszości węgierskiej. Niewątpliwie natomiast gardzą nadskakiwaczami, którzy na dodatek nadskakują dlatego, że muszą, bo im tak kazano z Waszyngtonu i Brukseli.

    W kierunku wojny światowej

    Polskie władze zachowują się tak jakby bardzo chciały, żeby wojna rozpętana na wschodzie Ukrainy przyszła do Polski. W tym kontekście niezrozumiałe jest zachowanie ministra Sikorskiego, który wezwał do MSZ ambasadora Rosji, by zaprotestować przeciwko wypowiedzi Władimira Żyrinowskiego odnośnie zmiecenia Polski i krajów bałtyckich z powierzchni ziemi w wypadku wojny Rosji z Zachodem o Ukrainę. Przecież Żyrinowski powiedział prawdę, a jak wiadomo nic tak nie gorszy jak prawda. Jeśli ostentacyjnie popiera się awanturniczą politykę amerykańską, to trzeba mieć chociaż minimalną świadomość konsekwencji takiego działania.

    Polityka amerykańska wielokrotnie okazywała się skrajnie nieodpowiedzialna i przynosiła opłakane skutki (jak chociażby te, które obecnie obserwujemy w Iraku i Syrii). Wywołana pod koniec zeszłego roku awantura ukraińska od początku była obliczona na konfrontację z Rosją. Przyczyn tej konfrontacji jest wiele: światowy kryzys gospodarczy i związana z tym groźba utraty przez USA statusu jedynego supermocarstwa, rosnąca siła gospodarcza krajów BRICS oraz podjęcie przez Rosję alternatywnego wobec UE projektu integracyjnego w postaci Unii Eurazjatyckiej. Rosja wobec konfliktu na wschodzie Ukrainy zachowuje się na razie wstrzemięźliwie, ale pytanie jak długo będzie patrzeć na masakrowanie ludności rosyjskojęzycznej. Media w Polsce nadal przypisują Rosji odpowiedzialność za tragedię malezyjskiego samolotu MH-17, chociaż strona amerykańska zaprzeczyła, że ma dowody potwierdzające winę Rosji, a nawet winę powstańców.

    Co ciekawe, po początkowym zgiełku medialnym zapadła w tej sprawie jakaś dziwna cisza ze strony Zachodu. Nic nie wiadomo o odczytach czarnych skrzynek, a wojska kijowskiej junty skutecznie blokują możliwość zbadania miejsca katastrofy. Władze polskie najlepiej zrobiłyby, gdyby nie żyrowały nieodpowiedzialnej polityki amerykańskiej i od awantury ukraińskiej trzymały się jak najdalej. Niestety nie będzie to możliwe, ponieważ Polska nie jest państwem suwerennym, a o jej poczynaniach w dziedzinie polityki wewnętrznej i zagranicznej decydują ośrodki globalistyczne Zachodu z Waszyngtonem na czele.

    Bohdan Piętka
    fot. Michał Soska

  • Reklama
  • xyz 2014-08-17 12:29:07

    rozpierduchę na Ukrainie ktoś wyreżyserował i reżyserem nie była raczej Moskwa reżysera trzeba szukać wśród sponsorów majdanu
    a więc eurosojuza i amerykanów

  • cheftain 2014-08-26 10:26:11

    USA i i jego "uklamki" wydają świadectwo sami o sobie.

    USA i kraje UE: Interwencja z zewnątrz pogłębiłaby podziały w Libii
    Dzisiaj, 26 sierpnia (07:14)

    Interwencja z zewnątrz pogłębiłaby podziały w Libii i spowolniłaby proces transformacji politycznej w tym kraju - oświadczyły Stany Zjednoczone oraz cztery kraje europejskie we wspólnym komunikacie, opublikowanym w poniedziałek przez Departament Stanu.
    Libią rządzą dziś bojownicy kilkudziesięciu milicji

    "Uważamy, że interwencja z zewnątrz w Libii zaostrzy obecne podziały i podważy proces libijskiej transformacji demokratycznej" - głosi oświadczenie, podpisane oprócz USA przez Francję, Niemcy, Włochy i Wielką Brytanię.

    Państwa te wyraziły potępienie dla "eskalacji walk i przemocy" w Libii i zaapelowały, by kraj ten kontynuował proces transformacji. "Ponawiamy nasze apele, dołączając się do wezwań tymczasowego rządu libijskiego, Izby Reprezentantów (parlamentu) i narodu libijskiego, by wszystkie strony zgodziły się na bezzwłoczne zawieszenie broni i zaangażowały się w sposób konstruktywny w proces demokratyczny" - głosi komunikat.

    Sąsiedzi też nie będą interweniować

    Również w poniedziałek sąsiedzi Libii ogłosili, iż nie będą interweniować w tym kraju. Oświadczenie w tej sprawie wydali w Kairze ministrowie spraw zagranicznych Egiptu, Algierii, Tunezji, Sudanu, Czadu oraz przedstawiciele Nigru. Wezwali oni do wstrzymania w Libii działań zbrojnych i rozbrojenia walczących tam zbrojnych milicji.

    Od obalenia w październiku 2011 roku reżimu Muammara Kadafiego w następstwie trwającej osiem miesięcy rewolucji i zachodniej interwencji władze libijskie nie są w stanie kontrolować kilkudziesięciu milicji, w skład których wchodzą dawni bojownicy. To oni praktycznie rządzą krajem, w którym nie ma regularnego, dobrze wyszkolonego wojska ani policji.

    Ponadto obecnie w Libii faktycznie istnieją dwa rywalizujące ze sobą parlamenty i rządy. Powszechny Kongres Narodowy (PKN), w którym dominowały ugrupowania islamistyczne, odmawia uznania nowego, nieislamistycznego parlamentu - Izby Reprezentantów, twierdząc, że oficjalnie nie przekazał mu władzy. Członkowie byłego parlamentu spotkali się w poniedziałek w Trypolisie i przegłosowali odwołanie tymczasowego rządu Omara al-Hasiego. Na nowego premiera wybrali Omara al-Hasiego i powierzyli mu misję utworzenia "rządu ocalenia narodowego".
    PAP

  • cheftain 2014-09-03 18:22:23

    Dżihadyści biorą na cel Rosję. Grożą Putinowi wojną
    Dzisiaj, 3 września (14:08)

    Bojownicy Państwa Islamskiego grożą Władimirowi Putinowi nową wojną na Kaukazie. W sieci terroryści zamieścili nagranie z oświadczeniem, w którym ostrzegają, że Rosja jest ich celem.
    Kadr z filmu /

    Kadr z filmu
    /

    Nagranie powstało w zajętym przez bojowników syryjskim mieście Tabak, w tamtejszej wojskowej bazie lotniczej.

    Na nagraniu z hangaru widać poradziecki myśliwiec MiG 21. Siedzący w samochodzie obok mężczyzna po arabsku zwraca się do Putina mówiąc, że to przesłanie dla niego.

    "Z woli Najwyższego wyzwolimy Czeczenię i cały Kaukaz. Islamski Kalifat rozszerza się" - mówi bojownik.

    Dodaje, że tron Putina już się chwieje i upadnie z przybyciem islamistów. "Jesteśmy w drodze, Allach Akbar" - tak kończy swe ostrzeżenie.

    Film ma rosyjskie podpisy z tłumaczeniem słów terrorystów.

    Krzysztof Zasada

  • r61 2014-09-11 15:56:04

    IP: 79.185.229.190
    IP: 79.185.159.87
    IP: 79.185.228.65

    IP: 79.185.232.178

    IP:79.185.234.120
    IP: 79.185.230.249
    IP: 79.185.236.230
    IP: 79.185.234.219
    IP: 79.185.238.4
    IP: 79.185.226.51
    Co "Zambrowiaku", może się spotkamy?

  • Reklama
  • cheftain 2014-09-11 16:19:02

    Bawisz się w Sherlocka Holmesa? Pozdrawiam.

  • KrzysiekBukowski 2014-09-11 16:47:43

    Nie warto karmić trolla.

  • r61 2014-09-11 17:22:34

    [cytat]Bawisz się w Sherlocka Holmesa? Pozdrawiam.[/cytat]
    ---
    nie, jestem z" kresów wschodnich", więc tępak.

  • cheftain 2014-09-11 17:46:28

    Dawno temu było takie mądre przysłowie, kto kogo przezywa tak się sam nazywa, a tak w ogóle to obraziłeś Kresowian, mam nadzieję że nie świadomie. Pozdrawiam.

  • r61 2014-09-11 19:14:32

    [cytat]Dawno temu było takie mądre przysłowie, kto kogo przezywa tak się sam nazywa, a tak w ogóle to obraziłeś Kresowian, mam nadzieję że nie świadomie. Pozdrawiam. [/cytat]

    nieświadomie pisze się, jak,.. ja napisałem, [*usunięte*], nie wiadomo skąd....,
    spieprzaj z forum. /[*usunięte]] /

  • Reklama
  • r61 2014-09-11 19:25:17

    Sory,że Cię obraziłem, kocham Cie, gorąco pozdrawiam!

  • r61 2014-09-11 19:28:25

    Żartowałem.Spadaj z tego forum.

  • cheftain 2014-09-11 20:27:54

    Dziękuję za rady, ale zostanę. Pozdrawiam Pana Profesora.

  • cheftain 2014-09-23 09:44:03




    W 2005 roku oficyna wydawnicza prastarego Uniwersytetu w Cambridge wydała niezwykle interesującą książkę autorstwa amerykańskiego działacza żydowskiego Murraya Friedmana pt. „The Neoconservative Revolution – Jewish intellectuals and the Shaping of Public Policy”

    Autor, zmarły w tym samym 2005 r. w wieku 78 lat, to wybitny działacz American-Jewish Committee, założyciel Feinstein Center for American Jewish History, historyk i wykładowca akademicki. W powołanej książce przedstawił nie tylko genezę i historię ruchu neokonserwatywnego, który od ćwierć wieku wywiera ogromny wpływ na politykę Stanów Zjednoczonych, ale również szerokie tło zjawiska jakim było nie tylko upodmiotowienie żydowskiej mniejszości we wszystkich dziedzinach życia USA w XX wieku, ale wręcz opanowanie wielu tych dziedzin. Słowo „opanowanie” jest skrajnie niepoprawne i pachnie czarnosecinnym antysemityzmem, niemniej trudno inaczej nazwać stan faktyczny, jaki Friedman przedstawia. Zresztą sami Państwo przeczytajcie. Poniższy fragment – w moim tłumaczeniu – to zaledwie mały wycinek pierwszego rozdziału tej niezwykle interesującej książki. Do omówienia całości powrócę w niedalekiej przyszłości.

    „W latach bezpośrednio po II wojnie światowej rozpoczął się dla Żydów „złoty wiek”. „Nagle”, jak wspomina Irving Kristol, „zaczęły być możliwe rzeczy, które wydawały się być do tej pory zupełnie niemożliwe”. Hitlerowski Holocaust zademonstrował głębię deprawacji natury ludzkiej, która kosztowała życie sześciu milionów Żydów, ale bitwa z nazizmem została wygrana. Dla utrzymania pokoju powołano ONZ, stworzono państwo żydowskie. Antysemityzm, chociaż wciąż będący siłą, z którą należało się liczyć – był w odwrocie. Pozycja Żyda została znormalizowana, jak ogłosił krytyk społeczny Will Herbert w swojej wybitnej książce „Protestant, katolik i żyd” (1955).

    W okresie powojennej transformacji społeczeństwa amerykańskiego żadna inna grupa etniczna nie skorzystała tak silnie na ponownym położeniu akcentu na równouprawnienie, jak Żydzi. Także wówczas ich liczba była niewielka – a i dziś mamy niecałe 6 milionów Żydów w populacji liczącej 220 milionów. Jednak ich wpływ na kolejnych polach – począwszy od prawa, medycyny, przedsiębiorczości i filantropii, po wszelkie formy kultury wysokiej i popularnej – stał się nadzwyczajny. „Ludzie opowiadają co osiągnęli wyznawcy kościoła episkopalnego, jaka jest ich siła” – pisał socjolog z Uniwersytetu Pensylwanii E. Digby Baltzell, sam episkopalianin, „ale to, co uczynili Żydzi w Stanach Zjednoczonych... stanowi wielką, nieopowiedzianą historię”.

    To nie było tak, że Żydzi zaczęli ledwie zdobywać akceptację w przeważająco chrześcijańskim społeczeństwie, lecz raczej wielu z nich stało się jasno świecącymi gwiazdami na nowym kulturalnym firmamencie. Tytułem przykładu, porównywalne do sejsmicznych wstrząsów zmiany na polu literatury, które nastąpiły w okresie powojennym przyniosły zmierzch starszej generacji pisarzy i poetów takich jak Ernest Hemingway, F. Scott Fitzgerald, William Faulkner, czy T. S. Eliot i pojawienie się nowej fali żydowskich pisarzy, artystów, kompozytorów i krytyków jak Saul Bellow, Aaron Copland, Leonard Bernstein, Philip Roth, J. D. Salinger, Norman Mailer, Arthur Miller, Herman Wouk, Bernard Malamud, i Alan Ginsberg. Zmiana ta była tak oszałamiająca, że krytyk Leslie Fiedler ogłosił „wielkie przejęcie [literatury] przez żydowsko-amerykańskich pisarzy”.

    Miller stał się czołowym amerykańskim dramaturgiem a Bernstein czołowym dyrygentem-kompozytorem. Wśród krytyków społecznych, dominującą postacią stał się Lionel Trilling, ten, którego zdaniem Davida Hollingera, „świeże spojrzenie na Amerykę ukazało szczegóły, niewidoczne dla rdzennych mieszkańców, bądź na które byli oni zamknięci”. Intelektualiści tacy jak David Riesman czy Daniel Bell zastąpili przywódców religijnych w ich roli “obdarzonych największym autorytetem moralistów” narodu. W swojej pierwszej wielkiej powieści „Przypadki Augiego Marcha”, Saul Bellow, “żydowski dzieciak, żyjący w żydowskiej okolicy Parku Humboldta w Chicago” a później laureat Nagrody Nobla, powiedział Amerykanom, że naprawdę heroicznym w ich kraju były „nie czyny pionierów na Zachodzie, ale wyrastanie z biedy miejskiej dziatwy”.

    Wpływ Żydów rozszerzył się daleko poza wysoką kulturę. Uczyli Amerykanów jak tańczyć (Arthur Murray), jak się zachowywać (Dear Abby i Ann Landers), jak się ubierać (Ralph Lauren), co czytać (Irving Howe, Alfred Kazin, Trilling), i co śpiewać (Irving Berlin, Barry Manilow, Barbara Streisand). Jonas Salk odkrył sposób na pokonanie porażenia dziecięcego. Sulzbergerowie zademnstrowali jak należy wydawać wielką gazetę, "New York Times". Walter Annenberg pokazał jak zbić wielką fortunę na wydawaniu gazety z programem telewizyjnym (TV Guide). Wpływ Normana Leara na TV (seriale All in the Family, Sanford and Son, The Jeffersons, etc.) jest wciąż odczuwalny. Nie będzie przesadą sugestia, że w czasie “złotej ery”, Żydzi, na dobre i na złe, zaczęli odgrywać kluczową rolę w definiowaniu Ameryki innym Amerykanom.

    Bardziej znaczącym i może bardziej trwałym wymiarem ich awansu była rosnąca obecność Żydów na wydziałach uniwersytetów, które wcześniej ich stamtąd usuwały. W 1946 r. nie było choćby jednego profesora Żyda na stałym etacie uniwersytetu Yale. W 1960 r. 28 spośród 260 profesorów zwyczajnych na Yale było Żydami. Gdzie indziej postęp był nawet bardziej spektakularny, szczególnie w dyscyplinach pozwalających wywrzeć wpływ na szeroko rozumianą kulturę.

    Na najbardziej prestiżowych uniwersytetach profesorowie pochodzenia żydowskiego stanowili: 36% na wydziałach prawa, 34% na socjologii, 28% na ekonomii i 26% na fizyce. Stanowili również 22% kadry profesorskiej wśród historyków i 20% wśród filozofów – a były to dziedziny, do których byli oni systematycznie niedopuszczani jeszcze kilka lat wcześniej. Co więcej, u progu nowego stulecia, trzy uczelnie, które znajdują się na czele elitarnego rankingu Ivy League – Yale, Harvard i Princeton (jak również Uniwersytet Pensylwanii) – miały wszystkie żydowskich rektorów.”

    Adam Śmiech

  • kąkol 2014-09-23 23:51:01

    Szkoda że POLSKA nie ma szczęścia do ludzi znających słowa BÓG HONOR OJCZYZNA Tylko prorosyjscy ciągną do Rosji a proniemieccy ciągną do Niemiec Wyznając ze Polskość to nienormalność Prawych ludzi zwalnia się z uczelni szpitali Wojskowi uczciwi popełniają szmobójstwa

  • cheftain 2014-09-24 08:10:11

    Panie kąkol, ja tego hasła nie uznaję, bo to tak jak u żydów-dostali przykazania, a wypełniają swoje ludzkie zasady spisane w Talmudzie. Polacy nie muszą pisać swojego, kodeksu,gdy Bóg dał przykazania. Ludzie nie przestrzegają przykazań Bożych, bo stworzyli sobie polski talmud.Pozdrawiam.

  • kąkol 2014-09-25 23:11:58

    Kazdy ma prawo do swoich przekonań ale dzięki takim wyznaniom -wierzeniom jak kto woli naszych przodków jak BÓG HONOR OJCZYZNA dziś w Polsce językiem narodowym jest język jeszcze Polski

  • Reklama
  • cheftain 2014-09-26 09:17:12

    Ojczyzna Nasza istnieje dzięki Bogu i wysiłkom ludzi rozsądnych, a nie tak jakby pan kąkol chciał dzięki talmudowi.Przestrzega pan zasad Bożych to po co panu zasady ludzkie. Musi pan się określić, albo pan jest Chrześcijaninem, albo talmudystą. Idee te wykluczają się nawzajem. Pozdrawiam.

  • kąkol 2014-09-27 01:00:41

    Na całej kuli ziemskiej gdzie nie ma wprowadzonych praw Bożych nie obowiązują prawa ludzkie Przykład ostatnich lat w naszym rządzie

  • cheftain 2014-09-27 09:27:27

    Panie kąkol bardzo często słyszy się głosy, przypisujące Żydom, wszystkie nasze nieszczęścia, co oczywiście jest nie prawdą, ale prawdą jest, że upodobniamy się do nich, dopisują do Najwspanialszych Słów Bóg i Matka, słowo honor. Czynimy to w myśl powiedzenia "zapalę Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, a tak czynić nie można. Bogu trzeba zapalić całego siebie z miłości do Niego i do ludzi. Pozdrawiam.

  • cheftain 2014-11-03 10:35:20

    Kto jest demokratą, decyduję ja

    Jen-Psaki-690x350.jpg

    Zaiste pokrętna jest logika tzw. społeczności międzynarodowej, która arbitralnie określa kto jest demokratyczny a kto nie. Naiwny jest ten, kto sądzi, że demokracja to rządy większości, to wyłanianie władz przy pomocy kartki wyborczej. Wcale nie, to nie jest żadne kryterium! Można mieć w wyborach 80 procent poparcia i nie być uznany przez „społeczność międzynarodową” za demokratę.

    Przykładem są Węgry i Viktor Obran ze swoją partią Fidesz. Owszem, ma ponad 2/3 deputowanych w parlamencie, ale Waszyngton i Bruksela nie uznały jego rządów za „demokratyczne”. Ba, oskarżają, że są to rządy autorytarne. Dlaczego? Oficjalnie mówi się, że Orban nie kieruje się w swojej polityce „wartościami europejskimi”. Co to są te „wartości europejskie”? Czysta ideologia – poszanowanie mniejszości wszelkiego autoramentu (z naciskiem na seksualne), uległość wobec centrali w Brukseli (czyli Komisji Europejskiej), prymat prawa unijnego nad krajowym, przyjecie ideologii „praw człowieka” w skrajnej postaci. Orban nie uznaje żadnego z tych warunków. Nie jest więc „demokratą”. Ale nie to jest najważniejsze – Orban ośmielił się uznać, że interesy jego kraju są ważniejsze niż interesy banków i międzynarodowych koncernów. No, takich rzeczy „społeczność międzynarodowa” nie toleruje. Dlatego centrala „światowej demokracji”, czyli Waszyngton, wpisał na czarną listę objętą zakazem wyjazdu do państwa najświetniejszej i najdoskonalszej demokracji w dziejach świata – kilku wysokich urzędników węgierskich. To także kara za utrzymywanie poprawnych relacji z Rosją, krajem stanowiącym śmiertelne zagrożenie dla „światowej demokracji”.

    Demokratami godnymi poparcia byli w ostatnim czasie bandyci albańscy z terrorystycznej organizacji UCK, mordujący Serbów i podpalających średniowiecze cerkwie na terenie Kosowa. Demokratami byli także bandyci i islamscy terroryści organizujący tzw. wiosnę arabską. Udało się im, przy pomocy „demokratycznego” Zachodu, doprowadzić Libię, Syrię i Irak do stanu totalnej anarchii, do śmierci dziesiątków tysięcy ludzi, do faktycznej likwidacji społeczności chrześcijańskiej w Iraku obecnej tam od czasów starożytnych. Wszystko to dokonało się przy czynnej pomocy „demokratycznego” Zachodu. Ba, Waszyngton za „demokratyczne” uznawał także skrajnie islamistyczne Bractwo Muzułmańskie w Egipcie, które prawie zlikwidowało „represyjny i antydemokratyczny reżim egipski”. Tu jednak „demokratom” i obcinaczom głów nie udała się wspólna akcja w imię „praw człowieka”, bo wojsko w porę opanowało, ku wielkiemu niezadowoleniu Wielkiego Demokratycznego Brata, sytuację i zlikwidowało ognisko buntu i chaosu.

    Teraz z kolei mamy wielce demokratyczne władze Ukrainy, które przy pomocy terroru i zastraszenia zorganizowały „demokratyczne” wybory, eliminując wszystkich potencjalnych przeciwników przy pomocy przekupstwa i oszustw. Ponieważ jednak te władze są w przyjaźni z Wiekiem Demokratycznym Bratem – natychmiast uzyskały pełne uznanie wszystkich „cywilizowanych państw świata”. Nikt nie ma wątpliwości, że wybory na Ukrainie były wolne, demokratyczne i uczciwe. Za to wybory w Donbasie – a jakże – były dokonane „pod lufami karabinów” i pod naciskiem zielonych ludzików. Jeszcze się nie skończyły a już „cywilizowany świat” obwieścił, że była to farsa.

    Przy okazji okazuje się, że można być banderowcem, szowinistą, antysemitą i złodziejem i być uznany za „demokratę”, a z drugiej strony być zwycięzcą w prawdziwie demokratycznych wyborach, przestrzegać prawa i Konstytucji – i być „autokratą” i „putinistą”, jak pokazuje przypadek Viktora Orbana.

    Herman Goering, kiedy przyniesiono mu informację, że Erhard Milch jest Żydem, podarł pismo w tej sprawie i wypowiedział słynne zdanie: „Kto jest Żydem, decyduję ja”. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Dzisiaj taki np. George Soros też twierdzi: „Kto jest demokratą, decyduję ja”. Otóż demokratą jest ten, kto pozwala, żeby w jego kraju Soros miał całą sieć stowarzyszeń ingerujących w wewnętrzną politykę tego państwa i pozwala na to, żeby Soros wykupywał całe strategiczne sektory gospodarki tego państwa. A antydemokratą i dyktatorem, wrogiem „cywilizowanego świata” jest ten, kto na to nie zezwala. Proste jak drut.

    Jan Engelgard
    Na zdjęciu: osławiona Jen Psaki, która w imieniu władz USA obwiesza Urbi et Orbi kto jest demokratą a kto dyktatorem.



Reklama
Reklama