Całkowicie kłamliwy przekaz polskich mediów na temat dzisiejszej Ukrainy (same prawie łgarstwa i przemilczenia), będący permanentnym robieniem „laski" post-majdanowcom (jest to zresztą ostatnio również główną perwersją polityki zagranicznej III RP) — karygodnie zderza się z przekazem mediów zagranicznych, i nie chodzi mi tu o media ruskie, lecz o zachodnie. Niżej krótka (z braku miejsca) lista tych propagandowych oszustw:
• Rosnąca liczba zachodnich służb specjalnych (także zaoceanicznych, m.in. służby kanadyjskie), i co za tym idzie tamtejszych mediów, potwierdza — wbrew mitologii lansowanej przez dzisiejszy Kijów — że majdańska ,,noc snajperów” (prawie 100 zastrzelonych) nie była robotą ludzi Janukowycza, tylko „banderowców”.
• Nie jest prawdą, że „rewolucyjny Majdan „był spontanicznym buntem ludu. Nakręcili go agenci USA, bo Obama, którego Putin ograł w Syrii jak przedszkolaka, chciał się zemścić. Szefowa amerykańskiej grupy operacyjnej, Victoria Nuland (Nudelman), wydała 5 mld doi. na stworzenie w Kijowie „pieklą, które ugodzi Putina”, i złożyła na ten temat raport (dane Departamentu Stanu), podkreślając m. in. udział batalionu przebierańców z IDF (siły zbrojne Izraela)jako „demonstrantów" walczących przeciw siłom porządkowym Janukowycza.
• Nie jest prawdą, że zastąpienie Janukowycza „rewolucjonistami” (Jaceniukiem i Poroszenką) było zastąpieniem układu oligarchicznego systemem demokratycznym. Andrzej Talaga: „Rewolucja obaliła stary reżim, lecz zastąpiła go równie kleptokratycznym układem (...) Bez zniwelowania tej destrukcyjnej siły Ukraina nie będzie demokratycznym państwem prawa, ale nadal dzikimi polami" (2014).
• Gloryfikowani przez Salon „bohaterowie" donieckich walk z „separatystami" to ochotnicze formacje „Azow”, „Ajdar” i podobne, których członkowie noszą na hełmach swastyki (jak pokazała niemiecka telewizja ZDF), a na mundurach naszywki będące kopiami klamer hitlerowskich pasów, i o Putinie mówią: ,,Ten parszywy Żyd udający Ruskiego!”.
• W styczniu ulicami Kijowa maszerowały rzesze Ukraińców, wzywając do przywrócenia skasowanego przez Janukowycza tytułu „bohatera narodowego Ukrainy” Stenanowi Banderze, zbirowi, co wydał swej UPA ludobójczy rozkaz: „Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia!”. Marek A. Koprowski: „Dzisiejsza państwowa doktryna Ukrainy i nowe podręczniki ukraińskie przedstawiają Banderę jako ojca narodu, a UPA jako główny czynnik państwowotwórczy" (2015).
• Zupełną hucpą (mówi się o takich: „wystrugana z banana”) jest teza większości naszych mediów, że Putin zaatakuje Polskę jak tylko połknie całą Ukrainę. Społeczeństwo jest w ów głupi sposób straszone, by oklaskiwało prokijowskie prysiudy władz. Tymczasem marzenie Putina (i to trudne do realizacji, przynoszące mu duże kłopoty gospodarcze i polityczne) stanowi jedynie wasalizacja rosyjskojęzycznego Doniecka, plus korytarz do Krymu. Moskwa nie wysuwa wobec Polski żadnych roszczeń terytorialnych, zaś Ukraińcy nawet w swych periodykach tłoczonych na terenie Polski żądają od nas „zwrotu” Przemyśla i 13 powiatów!
• Z międzynarodowych rozmów tyczących Ukrainy Polskę bezwzględnie wyciepa – no nie tylko dlatego, że lokaja nie zaprasza się do stołu, ale i dlatego, że sami Ukraińcy mają nas gdzieś (trudno szanować poplecznika, który usłużnie wycisza wołyńskie ludobójstwo). Kijów wręcz plunął nam w twarz, publikując niedawno listę sprzyjających mu państw, gdzie mieniąca siebie „głównym adwokatem Ukrainy " Polska nie znalazła się nawet w pierwszej dziesiątce!
• Salon przemilcza też okrucieństwo armii ukraińskiej walczącej z „separatystami”. Antoni Mak: „Oddziały ukraińskie z premedytacją ostrzeliwują rakietami dzielnice mieszkalne, powodując ciężkie straty ludności cywilnej, i używają cywilnych mieszkańców jako żywych tarcz” (2015).
P. Gursztyn zaczął swój artykuł od groźby, twierdząc, że każdy kto jest dziś antyukrainistą — „jest albo pożytecznym idiotą, albo poputczikiem, albo agentem wpływu, albo zdrajcą”. Identycznie perorował już po naszej (prawej) stronie Marcin Wolski. Panowie — nie dacie rady zastraszyć mnie takimi hasełkami! Wy widzicie polską rację stanu w pomaganiu nacji, która nienawidzi Polaków bardziej niż ktokolwiek inny jak świat długi i szeroki (może tylko z wyjątkiem post-ponarskich Litwinów), a w moim sercu kołacze się wobec tych zwyrodnialców krótka fraza mówiąca wszystko: pieprzyć Ukrainę! Nie ma zgody na zakazy nazywania Zła złem, czyli piętnowania Ukraińców, podobne do salonowych zakazów piętnowania wszelakich dewiantów — sprzeciwiam się dławieniu wolnej patriotycznej myśli, panowie!
Waldemar Łysiak
„Do Rzeczy”, nr 12/2015 (fragment)
Nie jest też prawdą, że wszyscy którzy walczą po stronie separatystów robią to z powodu ideologi, większość to najemnicy z Rosji, którzy walczą za kasę, a sami pochodzą z biedniejszych obszarów Rosji, więc jak pojawiła się okazja żeby zarobić to zamierzają z niej skorzystać.
Pozdrawiam.
[cite user="krysiek21a" date="09.04.2015 19:13"]Nie jest też prawdą, że wszyscy którzy walczą po stronie separatystów robią to z powodu ideologi, większość to najemnicy z Rosji, którzy walczą za kasę, a sami pochodzą z biedniejszych obszarów Rosji, więc jak pojawiła się okazja żeby zarobić to zamierzają z niej skorzystać.
Pozdrawiam.[/cite]
Zgadzam się, że po obydwu stronach walczą najemnicy dla, których żadne pieniądze nie śmierdzą, ale chodzi o to, że polskojęzyczna propaganda podając informacje, podaje ją w ten sposób: wszystko co robią Ukraińcy jest dobre, a to co robią powstańcy jest złe. Tak nie można. Pozdrawiam.
Media mówią co im się podoba, a że w Polsce większość osób nie przepada za Rosją więc tylko ją próbuje ukazując się w złym świetle, Ukraińców raczej bym nie winił, to raczej Europa Zachodnia i USA narzucają im co mają o tym wszystkim myśleć.
Zwykli Ukraińcy chcą pokoju (być może ich władze nie chcą) i Zachód powinien im w tym pomagać, a nie pogłębiać ten konflikt. Robiąc na złość Rosjanom nie zwracają uwagi na fakt, że być może robią w ten sposób krzywdę zwykłym Ukraińcom. My nie jesteśmy wystarczająco silni, żeby Ukrainę wesprzeć militarnie, więc jesteśmy bezradni. Najbardziej mi szkoda zwykłych ludzi, którzy chcieli żeby Ukraina była niezależna, ale to nie pasuje zarówno Rosji jak i Zachodowi. Ludzie umierają tam nie za wolność i niezależność tylko za to kto będzie miał tam swoje wpływy. Pozdrawiam.
[cite user="krysiek21a" date="09.04.2015 21:02"]Media mówią co im się podoba, a że w Polsce większość osób nie przepada za Rosją więc tylko ją próbuje ukazując się w złym świetle, Ukraińców raczej bym nie winił, to raczej Europa Zachodnia i USA narzucają im co mają o tym wszystkim myśleć.
Zwykli Ukraińcy chcą pokoju (być może ich władze nie chcą) i Zachód powinien im w tym pomagać, a nie pogłębiać ten konflikt. Robiąc na złość Rosjanom nie zwracają uwagi na fakt, że być może robią w ten sposób krzywdę zwykłym Ukraińcom. My nie jesteśmy wystarczająco silni, żeby Ukrainę wesprzeć militarnie, więc jesteśmy bezradni. Najbardziej mi szkoda zwykłych ludzi, którzy chcieli żeby Ukraina była niezależna, ale to nie pasuje zarówno Rosji jak i Zachodowi. Ludzie umierają tam nie za wolność i niezależność tylko za to kto będzie miał tam swoje wpływy. Pozdrawiam.[/cite]
To nie do końca jest tak. Ukraina jako "twór" państwowy jest bardzo młoda i nie zdążyła wypracować własnej drogi, ale jej droga do "państwowości" jest tak pokręcona przez ludzkie, przeważnie ich własne namiętności, że trzeba zrobić wszystko by "złego ducha Ukraińców" nie budzić, niestety USA i ich sojusznicy bawią się ogniem. Sprawa druga, nie możemy mówić prosty naród nie winny, winni rządzący. Hitler sam nie zrobił machiny piekielnej, ktoś go dopuścił do władzy, a później ktoś wypełniał jego rozkazy i nie byli to mityczni naziści tylko Niemcy z krwi i kości. Tak samo jest na Ukrainie. UPA nic złego by nie zrobiła, gdyby jej szeregów nie zasilali zwykli ludzie, dopiero " Akcja Wisła" zatrzymała dopływ ludzkiego czynnika do UPA. Polecam przeczytać życiorys Św. Andrzeja Boboli, kulisy śmierci Ministra Rapackiego, historię płonącej prawie całe dwudziestolecie między wojenne Polski Kresowej, ideologii Gońcowa. Życzę owocnej lektury. Pozdrawiam.
To nie do końca jest tak. Ukraina jako "twór" państwowy jest bardzo młoda i nie zdążyła wypracować własnej drogi, ale jej droga do "państwowości" jest tak pokręcona przez ludzkie, przeważnie ich własne namiętności, że trzeba zrobić wszystko by "złego ducha Ukraińców" nie budzić, niestety USA i ich sojusznicy bawią się ogniem. Sprawa druga, nie możemy mówić prosty naród nie winny, winni rządzący. Hitler sam nie zrobił machiny piekielnej, ktoś go dopuścił do władzy, a później ktoś wypełniał jego rozkazy i nie byli to mityczni naziści tylko Niemcy z krwi i kości. Tak samo jest na Ukrainie. UPA nic złego by nie zrobiła, gdyby jej szeregów nie zasilali zwykli ludzie, dopiero " Akcja Wisła" zatrzymała dopływ ludzkiego czynnika do UPA. Polecam przeczytać życiorys Św. Andrzeja Boboli, kulisy śmierci Ministra Rapackiego, historię płonącej prawie całe dwudziestolecie między wojenne Polski Kresowej, ideologii Gońcowa. Życzę owocnej lektury. Pozdrawiam.[/cite]
Za lekturę dziękuję, być może jak znajdę chwilę wolnego czasu to przeczytam. Natomiast co do zwykłych to nie przeczę, że byli w UPA, wiem że nas Polaków to bardzo boli, bo w tamtych w tamtych czasach jednak wiele krzywd nam wyrządzili, ale teraz czasy są troszeczkę inne. Czy teraz Niemcy dopuściliby Hitlera do władzy ciężko powiedzieć . Janukowycz raczej nie do końca rządził z woli narodu w Ukrainie, więc tutaj bym ich nie obwiniał za bardzo. Jeżeli chcą być niezależnym narodem, traktującym poważnie przeszłość, to powinniśmy ich wspierać, ale to oczywiście zależy już od Ukraińców jakiego chcą państwa i z kim chcą współpracować Polską czy Rosją.
Dopóki nie chcieli obalić Janukowycza Putin aż tak bardzo w ich sprawy się nie mieszał, bo wiedział że Ukraina jest od Rosji zależna, teraz może to się zmienić i jemu to się nie podoba.
Korzystnie dla nas będzie, jeżeli Ukraina będzie po naszej stronie, nie Rosji czy Zachodu, państwa Europy Wschodniej powinny się wspierać, ale to już od Ukraińców zależy czy być w tym sojuszu.
Polska powinna być otwarta na współpracę, oczywiście nie ceną własnego bezpieczeństwa. Pozdrawiam.
Za lekturę dziękuję, być może jak znajdę chwilę wolnego czasu to przeczytam. Natomiast co do zwykłych to nie przeczę, że byli w UPA, wiem że nas Polaków to bardzo boli, bo w tamtych w tamtych czasach jednak wiele krzywd nam wyrządzili, ale teraz czasy są troszeczkę inne. Czy teraz Niemcy dopuściliby Hitlera do władzy ciężko powiedzieć . Janukowycz raczej nie do końca rządził z woli narodu w Ukrainie, więc tutaj bym ich nie obwiniał za bardzo. Jeżeli chcą być niezależnym narodem, traktującym poważnie przeszłość, to powinniśmy ich wspierać, ale to oczywiście zależy już od Ukraińców jakiego chcą państwa i z kim chcą współpracować Polską czy Rosją.
Dopóki nie chcieli obalić Janukowycza Putin aż tak bardzo w ich sprawy się nie mieszał, bo wiedział że Ukraina jest od Rosji zależna, teraz może to się zmienić i jemu to się nie podoba.
Korzystnie dla nas będzie, jeżeli Ukraina będzie po naszej stronie, nie Rosji czy Zachodu, państwa Europy Wschodniej powinny się wspierać, ale to już od Ukraińców zależy czy być w tym sojuszu.
Polska powinna być otwarta na współpracę, oczywiście nie ceną własnego bezpieczeństwa. Pozdrawiam.[/cite]
Co do Janukowycza, to nie on tylko Juszczenko i Poroszenko budowali i budują pomniki banderowcom, to nie on tylko ci dwaj chcieli aby w ich kraju nie używano Języka Polskiego i Języka Rosyjskiego. Nic dziwnego, że Rosjanie upomnieli się o swoją diasporę na Ukrainie, nasz rząd tego nie umie, Polonia na Litwie, w Niemczech, czy chociażby na Ukrainie jest prześladowana, odbierane są Polskim rodzinom dzieci, zakazane pisać nazw ulic po Polsku, niszczone są pomniki Polskiej historii na tych ziemiach. Hańba i tylko dlatego mam "gniewać się na ruskich", że dbają o swoich obywateli i o swoją politykę zagraniczną. Powinniśmy się od nich uczyć, a nie ich zwalczać, a co do SLD to jako jedyni na arenie międzynarodowej zwracają uwagę na niebezpieczeństwo płynące z odradzającego się nacjonalizmu Ukraińskiego. To dla nich wielki plus. Pozdrawiam.
Co do Janukowycza, to nie on tylko Juszczenko i Poroszenko budowali i budują pomniki banderowcom, to nie on tylko ci dwaj chcieli aby w ich kraju nie używano Języka Polskiego i Języka Rosyjskiego. Nic dziwnego, że Rosjanie upomnieli się o swoją diasporę na Ukrainie, nasz rząd tego nie umie, Polonia na Litwie, w Niemczech, czy chociażby na Ukrainie jest prześladowana, odbierane są Polskim rodzinom dzieci, zakazane pisać nazw ulic po Polsku, niszczone są pomniki Polskiej historii na tych ziemiach. Hańba i tylko dlatego mam "gniewać się na ruskich", że dbają o swoich obywateli i o swoją politykę zagraniczną. Powinniśmy się od nich uczyć, a nie ich zwalczać, a co do SLD to jako jedyni na arenie międzynarodowej zwracają uwagę na niebezpieczeństwo płynące z odradzającego się nacjonalizmu Ukraińskiego. To dla nich wielki plus. Pozdrawiam. [/cite]
Dobrze jeżeli dane państwo dba o sprawy swoich rodaków mieszkających poza granicami kraju. I ja nie za to Rosjan, a konkretnie Putina się gniewam. Ale nie wydaje mi się, że nie tylko o to Putinowi chodzi, według to dla niego sprawa drugorzędna, on raczej chce odbudowywać dawne ZSRR.
Co do SLD w tej partii są jednak byli komuniści, dostrzegają nacjonalizm na Ukrainie, a nie dostrzegają zagrożenia ze strony Rosji.
Ja oczywiście nacjonalistów nie popieram, ale można ich wrzucać do jednej beczki z Ukraińcami, którzy chcą przede wszystkim własnego państwa i panującego w nim pokoju. Podobnie jest u nas, żołnierzy Armii Krajowej wrzuca się do jednej beczki z leśnymi bandami, które raczej nic z obroną Państwa Polskiego nie mieli, dla te bandy były czymś w rodzaju współczesnych gangów. Pozdrawiam.
Dobrze jeżeli dane państwo dba o sprawy swoich rodaków mieszkających poza granicami kraju. I ja nie za to Rosjan, a konkretnie Putina się gniewam. Ale nie wydaje mi się, że nie tylko o to Putinowi chodzi, według to dla niego sprawa drugorzędna, on raczej chce odbudowywać dawne ZSRR.
Co do SLD w tej partii są jednak byli komuniści, dostrzegają nacjonalizm na Ukrainie, a nie dostrzegają zagrożenia ze strony Rosji.
Ja oczywiście nacjonalistów nie popieram, ale można ich wrzucać do jednej beczki z Ukraińcami, którzy chcą przede wszystkim własnego państwa i panującego w nim pokoju. Podobnie jest u nas, żołnierzy Armii Krajowej wrzuca się do jednej beczki z leśnymi bandami, które raczej nic z obroną Państwa Polskiego nie mieli, dla te bandy były czymś w rodzaju współczesnych gangów. Pozdrawiam.[/cite]
Nawet jeśli przyjąć, że w tym rozgardiaszu komuś chodzi o dobro Ukrainy, to nie te metody powinny być stosowane. Wszechobecna korupcja na niewyobrażalną skalę. Gubernatorzy jak udzielni książęta rabują własny kraj mając w nosie jego dobro, prywatne armie, które jeśli skończy się powstanie w Donbasie skoczą sobie do gardeł. Ukrainy nie uratuje nikt z zewnątrz nawet ciężarówkami euro, muszą to zrobić to sami Ukraińcy, ale to też jest prawie niemożliwe bo w tej społeczności brakuje spoiwa jakim jest logiczne patriotyczne myślenie, a nie istnienie na zasadzie nienawiści do do sąsiadów. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Pozdrawiam.
Kilka godzin po wystąpieniu w parlamencie ukraińskim Bronisława Komorowskiego, Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niezależność kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej. Projekt ustawy wniósł syn kata Polaków, komendanta UPA Romana Szuchewycza – Jurij Szuchewycz (na zdjęciu). To zdumiewające wydarzenie przeszło obok mediów w Polsce. Poniżej tekst Bohdana Piętki o gloryfikacji zbrodniarzy na Ukrainie.
W Polsce trwa nieustający festiwal ukraiński i histeria wojenna. Wojskowe Komendy Uzupełnień ogłosiły 1 marca nabór ochotników. Czas ruszać na Moskwę. Za „samostijną Ukrainę”, za Polskę jagiellońską. Kto nie z nami ten zdrajca, ruski agent, „poputczik” i troll Putina.
Szczelny mur dezinformacji, prostackiego kłamstwa i medialnego bełkotu przebił tylko na chwilę Tomasz Maciejczuk, wolontariusz ukraińskiej Fundacji Otwarty Dialog i komentator TV Republika, znany dotąd z proukraińskiego nastawienia (fotografował się m.in. z weteranami UPA). W swojej korespondencji z Donbasu poinformował on, że w ukraińskim batalionie ochotniczym „Ajdar” (pielgrzymowała do niego posłanka PiS Małgorzata Gosiewska, wyróżniono go też na dorocznej gali „Gazety Polskiej”) znajduje się pododdział im. Oskara Dirlewangera, który używa symboliki Waffen-SS. „Na widok samochodów z symboliką Waffen-SS stojących przy bramie TEC w Szczastiu robi mi się niedobrze – napisał Maciejczuk. TEC znajduje się pod kontrolą Ajdaru. Przejeżdżam przez bramę, a wartę trzymają chłopaki z naszywkami SS Dirlewanger (…).
Jak długo można to tolerować? Ajdar otrzymuje sporo pomocy z Polski, przyjeżdżają do nich nawet nasi posłowie. Wypadałoby coś z tym zrobić, a nie chować głowę w piasek” (kresy.pl, 2.03.2015). Fakty podane przez Maciejczuka zostały wkrótce potwierdzone przez brytyjski „The Guardian”, który napisał m.in., że „bataliony ochotnicze walczące u boku ukraińskiej armii (…) są również znane ze swojego dzikiego nacjonalizmu i skrajnie prawicowych poglądów” (kresy.pl, 7.03.2015).
Maciejczuk szybko jednak został zakrzyczany. Prawdziwej egzekucji dokonano na nim na gazetopolskim portalu niezależna.pl, który ostatecznie zamienił się w autentyczny rynsztok. W roli adwokata batalionu „Ajdar” wystąpiła też weteranka „Solidarności” i Unii Demokratycznej (Wolności), Grażyna Staniszewska. Stwierdziła ona, że postawa Maciejczuka to „dziecinne dążenie do prawdy”. Szczególnie wymownie brzmi następujące pouczenie Staniszewskiej: „Masz prawo tylko i wyłącznie załatwiać takie sprawy w drodze niepublicznych rozmów bezpośrednio z Ajdarem, Azowem itp. Tym bardziej, że nie jesteś Ukraińcem, jesteś tam gościem. Więc zachowuj się Tomasz Maciejczuk jak gość i przyjaciel, mam nadzieję” (kresy.pl, 9.03.2015). Maciejczuk – mimo wcześniejszych zasług na polu wspierania „samostijnej Ukrainy” – został raz na zawsze usunięty ze swojego dotychczasowego środowiska. Zresztą wkrótce zamilkł, bo jak wyznał obawia się o swoje bezpieczeństwo.
Chłopcy z batalionu „Ajdar” – których kocha cała polska mesjanistyczna prawica – nagle przestali być przyjaciółmi i zaczęli publicznie wzywać, by „schwytać bydlaka”. Prędzej czy później takie obawy o swoje bezpieczeństwo będzie miała większość, jeśli nie wszyscy polscy przyjaciele „samostijnej Ukrainy”. Osobiście nie wątpię w to, że ludzie, którzy przez polską rację stanu rozumieją bezkrytyczne wspieranie neobanderowskiej Ukrainy pewnego dnia obudzą się z ręką w nocniku, tzn. z nożem na gardle. Niestety przez nich z nożem na gardle obudzi się cała Polska.
Afera z Maciejczukiem uchyliła rąbka skrywanej przed polską opinią publiczną tajemnicy prawdziwego oblicza „samostijnej Ukrainy”. Jest to już oblicze nie tylko banderowskie, ale wręcz nazistowskie i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Kult Bandery i UPA najwidoczniej nie wystarcza do budowania tożsamości narodowej i państwowej pomajdanowej Ukrainy. Sięgnięto bowiem wprost do zbrodniarzy hitlerowskich.
5 marca Werhowna Rada Ukrainy uczciła minutą ciszy twórcę i dowódcę UPA Romana Szuchewycza w 65. rocznicę jego śmierci. Ale ubóstwianie Szuchewycza czy Bandery to już jest standard, obecny w ukraińskiej przestrzeni publicznej co najmniej od 2004 roku. Tendencję, o której wspomniałem powyżej pokazuje decyzja, podpisana 11 lutego przez przewodniczącego Werhownej Rady Wołodymyra Hrojsmana, o obchodach na szczeblu państwowym 120. rocznicy urodzin Petra Diaczenki, którego tym samym włączono do panteonu ukraińskich bohaterów narodowych. Obok Oskara Dirlewangera, który nie był Ukraińcem, to drugi kat powstania warszawskiego cieszący się na pomajdanowej Ukrainie uznaniem. I to nie batalionu „Ajdar”, ale przewodniczącego parlamentu. Czy to nie jest dowód na nazyfikację tego państwa? Przecież gdyby na szczeblu parlamentu RFN uczczono jakiegoś generała SS, albo chociażby Wehrmachtu, nikt na świecie nie miałby wątpliwości, że w Niemczech odradza się nazizm. A wobec Ukrainy należy stosować inną miarę oceny?
Tym, którzy w Polsce nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć kim był Petro Diaczenko pozwolę sobie to przypomnieć. W przeciwieństwie do większości nacjonalistów ukraińskich nie pochodził on z Galicji Wschodniej. Urodził się bowiem 30 stycznia 1895 roku w guberni połtawskiej jako poddany Imperium Rosyjskiego. Zawodową służbę wojskową rozpoczął po wybuchu pierwszej wojny światowej, wstępując ochotniczo do armii rosyjskiej. Walczył z Niemcami na ziemiach polskich, na Litwie i w Galicji. Ukończył też szkołę oficerską w Orenburgu.
W grudniu 1917 roku po raz pierwszy zmienił front i wstąpił w szeregi Armii Czynnej Ukraińskiej Republiki Ludowej, formacji powołanej do życia – tak jak i państwo, któremu służyła – przez kajzerowskie Niemcy. Diaczenko służył w tzw. Konnym Pułku Czarnych Zaporożców, który w wojsku URL skupiał najbardziej warcholski i nacjonalistyczny element. W latach 1918-1920 uczestniczył w walkach z bolszewikami. Brał też udział w obaleniu władzy hetmana Pawło Skoropadskiego, który w listopadzie 1918 roku wbrew nacjonalistom ukraińskim opowiedział się za zjednoczeniem Ukrainy z Rosją. Występował także przeciwko jego następcy, Symenowi Petlurze. W 1921 roku schronienia Diaczence udzieliła Rzeczpospolita Polska, której przywódca – Józef Piłsudski – w ramach polityki prometejskiej otworzył szeregi Wojska Polskiego dla przedstawicieli narodów pozostających pod władzą Rosji sowieckiej.
Diaczenko służył w Wojsku Polskim jako oficer kontraktowy, będąc m.in. dowódcą szwadronu najbardziej elitarnego 1. pułku szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. W latach 1932-1934 studiował w Wyższej Szkole Wojennej, uzyskując stopień majora dyplomowanego. Został następnie pomocnikiem 1. zastępcy dowódcy 3. pułku szwoleżerów mazowieckich im. Jana Kozietulskiego.
Pod koniec lat 30. XX wieku Diaczenko nawiązał współpracę z niemiecką Abwehrą. Podczas kampanii wrześniowej nie walczył z Niemcami. Znajdował się na tyłach, gdzie uczestniczył w formowaniu Rezerwowej Brygady Kawalerii „Wołkowysk”. Brygada ta w dniach 21-23 września 1939 roku uczestniczyła w walkach z Sowietami pod Grodnem i Sopoćkiniami, a w nocy z 23 na 24 września przekroczyła granicę Litwy, gdzie została internowana. Podczas pobytu w niewoli litewskiej (obóz internowania w Birksztanach, potem w Kalwarii) Diaczenko po raz pierwszy ujawnił swoje antypolskie nastawienie. Na skutek swojego zachowania został objęty bojkotem towarzyskim i formalnie usunięty z szeregów WP. Jego koledzy sporządzili protokolarne oświadczenie, w którym uznali go za osobę niegodną miana oficera WP.
Tym jednakże były major Diaczenko się nie przejął. Miał już bowiem wtedy stopień pułkownika Wehrmachtu – przyznany mu za zasługi dla Abwehry – i obiecującą perspektywę służby u boku Niemiec hitlerowskich. Zostało to zresztą wkrótce potwierdzone przez Niemców, którzy jesienią 1939 roku wymogli na władzach litewskich zwolnienie go z obozu internowania jako niemieckiego oficera. W latach 1940-1941 z ramienia placówki Abwehry w Giżycku (Abwehr Nebenstelle Lötzen) Diaczenko budował siatkę wywiadowczą działającą na terenie Litwy, okupowanej od 15 czerwca 1940 roku przez ZSRR. W siatce tej pracowało wielu Polaków, których przyszły kat Czerniakowa chyba ostatni raz wykorzystał wtedy dla swoich celów. Od czerwca 1941 roku Diaczenko był członkiem Ukraińskiej Generalnej Rady Kombatantów pod przewodnictwem Mychajło Omelianowicza-Pawlenki. Była to organizacja skupiająca ukraińskich wojskowych w służbie niemieckiej (mających za sobą niejednokrotnie służbę w Wojsku Polskim), a rezydująca w stolicy Generalnego Gubernatorstwa, Krakowie.
W swojej dalszej działalności polityczno-wojskowej Diaczenko współpracował zarówno z Siczą Poleską Tarasa Bulby-Borowcia jak i z melnykowską i banderowską frakcją Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Przede wszystkim jednak współpracował z III Rzeszą Niemiecką.
Z inicjatywy OUN-M we wrześniu 1943 roku Niemcy sformowali 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD, którego dowództwo objął Diaczenko. Formacja ta, nazywana też Ukraińskim Legionem Samoobrony albo Legionem Wołyńskim, składała się z Ukraińców-ochotników, przeważnie związanych z melnykowską frakcją OUN. Podlegała niemieckim formacjom policyjnym. Do sztabu 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD przydzielono jako oficerów łącznikowych SS-Hauptsturmführera Siegfrieda Assmussa i SS-Oberscharführera Raulinga. Legion Wołyński był bardzo dobrze uzbrojony, miał nawet pododdział artylerii, saperów i szpital polowy. Nosił policyjne mundury SS. Dla kształcenia kadry dowódczej stworzono szkołę oficerską w Łucku, gdzie wydawano też gazetę „Ukraińskij Legioner”. W latach 1943-1944 Legion Wołyński brał udział w walkach z partyzantką sowiecką i polską na Wołyniu, Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie.
Nie obeszło się przy tym bez zbrodni na polskiej ludności cywilnej. Do najbardziej znanych należała pacyfikacja Chłaniowa i Władysławina w powiecie krasnostawskim, gdzie 23 lipca 1944 roku w odwecie za śmierć z rąk partyzantów sowieckich wspomnianego esesmana Assmussa podkomendni Diaczenki zamordowali ok. 45 Polaków i spalili od 35 do 41 gospodarstw. Według relacji świadków Legion Wołyński specjalizował się w wyłapywaniu cywilnych Polaków w różnych miejscowościach oraz ich wyrafinowanym torturowaniu przed zadaniem im śmierci. Kontynuował tym samym ludobójczą czystkę etniczną, zainicjowaną przez UPA w 1943 roku.
We wrześniu 1944 roku Legion Wołyński w sile ok. 400 ludzi skierowano do pacyfikacji powstania warszawskiego na Czerniakowie. Od 15 do 23 września 1944 roku podkomendni Diaczenki walczyli przeciwko Zgrupowaniu „Radosław” i Zgrupowaniu „Kryska” oraz desantowanym oddziałom 9. pułku piechoty 3. dywizji piechoty 1. Armii Wojska Polskiego. Brali też udział w mordach na polskiej ludności cywilnej oraz jej wypędzeniu do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd 16 września 1944 roku deportowano do KL Auschwitz 3021 mężczyzn i chłopców – mieszkańców Czerniakowa i Powiśla (zarejestrowano ich w obozie 17 września 1944 roku pod numerami od 196448 do 199468). Większość z nich nie dożyła końca wojny. W dniach 27-30 września 1944 roku podkomendni Diaczenki uczestniczyli wraz z siłami niemieckimi liczącymi ok. 6 tys. ludzi (w tym broń pancerna i lotnictwo) w operacji „Sternschnuppe” (Spadająca Gwiazda), podczas której została rozbita Grupa „Kampinos” Armii Krajowej.
Następnie Legion Wołyński skierowano do walk z polską partyzantką pod Krakowem, skąd przerzucono go do Słowenii, gdzie walczył z tamtejszą partyzantką komunistyczną. Na początku 1945 roku podkomendnych Diaczenki wcielono do 14. Dywizji Grenadierów SS (1. ukraińskiej dywizji SS), czyli dywizji SS-Galizien. Po zakończeniu wojny nie zostali oni wydani w ręce ZSRR, mimo zabiegów czynionych o to przez Stalina, dzięki interwencji gen. Władysława Andersa, który potwierdził przed władzami alianckimi ich polskie obywatelstwo.
Za udział Legionu Wołyńskiego w tłumieniu powstania warszawskiego i walkach z AK w Puszczy Kampinoskiej Diaczenko został odznaczony przez Niemców Krzyżem Żelaznym 1. klasy. Z chwilą włączenia Legionu Wołyńskiego do dywizji SS-Galizien otrzymał on nowy przydział. Od lutego 1945 roku był dowódcą 3. pułku piechoty tzw. Ukraińskiej Armii Wyzwoleńczej. Potem stanął na czele Brygady Przeciwpancernej „Wolna Ukraina”, która weszła w skład utworzonej 17 marca 1945 roku z inicjatywy III Rzeszy i ukraińskich nacjonalistów Ukraińskiej Armii Narodowej (UNA) pod dowództwem gen. Pawło Szandruka (także weterana przedwojennej armii polskiej). Za walki z Armią Czerwoną pod Dreznem w kwietniu 1945 roku Diaczenko został odznaczony przez Niemców po raz drugi Krzyżem Żelaznym 1. klasy. Pod koniec kwietnia 1945 roku został mianowany przez Szandruka generałem chorążym i objął dowództwo 2. dywizji UNA. W pierwszych dniach maja 1945 roku dostał się do niewoli amerykańskiej.
Zarówno Diaczenko jak i Szandruk, podobnie jak tysiące innych ukraińskich kolaborantów III Rzeszy, zostali uratowani przez gen. Władysława Andersa, który poświadczył przed władzami alianckimi, że byli oni obywatelami polskimi i oficerami Wojska Polskiego. Uchroniło ich to przed wydaniem w ręce sowieckie. Po wojnie Diaczenko żył najpierw w Monachium, a następnie w USA. Szybko nawiązał współpracę z amerykańskimi służbami wywiadowczymi, co ostatecznie uchroniło go przed jakąkolwiek odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie wojenne. Oprócz tego zajmował się pisaniem poezji i swoich kłamliwych wspomnień, które wydał w 1959 roku. W 1961 roku rząd URL na wychodźstwie mianował go generałem porucznikiem. Zmarł 23 kwietnia 1965 roku w Filadelfii.
Z faktu wydania przez przewodniczącego parlamentu ukraińskiego decyzji o uczczeniu pamięci hitlerowskiego kolaboranta i zbrodniarza wojennego Diaczenki można wyciągnąć przynajmniej trzy wnioski. Po pierwsze – wbrew temu co wmawiają opinii publicznej w Polsce czołowe media nie jest prawdą, że w parlamencie ukraińskim nie ma banderowców, czy ogólnie ukraińskich nacjonalistów. Po drugie – państwo ukraińskie gloryfikując Diaczenkę jako bojownika o niepodległość Ukrainy faktycznie uznaje, że walką o niepodległość Ukrainy był m.in. udział w tłumieniu powstania warszawskiego i mordowaniu ludności Warszawy. Po trzecie – brak reakcji na uczczenie Diaczenki ze strony polskiego prezydenta, rządu, parlamentu i Instytutu Pamięci Narodowej, nie wspominając już o mediach, jest całkowitą kompromitacją tych instytucji. Szczególnie kompromitujące jest milczenie w tej sprawie Sejmu i daje ono powód do podejrzeń, że nie ma w polskim parlamencie ani jednego posła liczącego się z opinią publiczną, nie mówiąc już o liczeniu się z jakimś interesem polskim.
Postać Diaczenki jest ostrzeżeniem dla wszystkich tych, którzy na sojuszu z nacjonalizmem ukraińskim czynią jakieś kalkulacje geopolityczne. Historia dowódcy Legionu Wołyńskiego i generała Ukrainische Nationalarmee, jak i wielu innych podobnych mu Ukraińców, którym II Rzeczpospolita w imię polityki prometejskiej udzieliła azylu i umożliwiła robienie karier wojskowych, a którzy potem stanęli po stronie III Rzeszy i brali udział w zbrodniach na ludności polskiej – pokazuje czego można się po takim sojuszniku spodziewać. Zresztą wcale nie trzeba odwoływać się do przykładu Diaczenki, bo oto hołubiony w Polsce ukraiński literat Taras Prochaśko (ur. 1968) w wywiadzie dla „Kuriera Galicyjskiego” stwierdził, że ludobójstwo wołyńsko-małopolskie było konieczne dla zbudowania państwowości ukraińskiej (kresy24.pl, 4.03.2015). Powinno to być ostrzeżeniem, gdyby ci, którzy już drugi rok serwują Polsce biegunkę ukraińską chcieli myśleć lub rzeczywiście działali w polskim interesie.
Bohdan Piętka
Literatura:
D. Czech, „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz”, Oświęcim 1992, s. 761.
H. Kubica, „Głosy Pamięci (10). Z powstańczej Warszawy do KL Auschwitz”, Oświęcim 2014, s. 23-25.
M. Majewski, „Ukraińskie formacje zbrojne w służbie niemieckiej (Sipo, Orpo, Waffen SS) na Lubelszczyźnie w 1944 r.”, (w:) M. Białokur, M. Patelski, „Podzielone narody. Szkice z historii stosunków polsko-ukraińskich w latach 40. XX wieku”, Toruń-Opole 2010, s. 37-40.
G. Motyka, „Dywizja „SS-Galizien” („Hałyczyna”)”, (w:) „Pamięć i Sprawiedliwość” nr 1/2002, Warszawa 2002, s. 116.
R. Torzecki, „Kwestia ukraińska w polityce III Rzeszy 1939-1945”, Warszawa 1972.
Całkowicie kłamliwy przekaz polskich mediów na temat dzisiejszej Ukrainy (same prawie łgarstwa i przemilczenia), będący permanentnym robieniem „laski" post-majdanowcom (jest to zresztą ostatnio również główną perwersją polityki zagranicznej III RP) — karygodnie zderza się z przekazem mediów zagranicznych, i nie chodzi mi tu o media ruskie, lecz o zachodnie. Niżej krótka (z braku miejsca) lista tych propagandowych oszustw:
• Rosnąca liczba zachodnich służb specjalnych (także zaoceanicznych, m.in. służby kanadyjskie), i co za tym idzie tamtejszych mediów, potwierdza — wbrew mitologii lansowanej przez dzisiejszy Kijów — że majdańska ,,noc snajperów” (prawie 100 zastrzelonych) nie była robotą ludzi Janukowycza, tylko „banderowców”.
• Nie jest prawdą, że „rewolucyjny Majdan „był spontanicznym buntem ludu. Nakręcili go agenci USA, bo Obama, którego Putin ograł w Syrii jak przedszkolaka, chciał się zemścić. Szefowa amerykańskiej grupy operacyjnej, Victoria Nuland (Nudelman), wydała 5 mld doi. na stworzenie w Kijowie „pieklą, które ugodzi Putina”, i złożyła na ten temat raport (dane Departamentu Stanu), podkreślając m. in. udział batalionu przebierańców z IDF (siły zbrojne Izraela)jako „demonstrantów" walczących przeciw siłom porządkowym Janukowycza.
• Nie jest prawdą, że zastąpienie Janukowycza „rewolucjonistami” (Jaceniukiem i Poroszenką) było zastąpieniem układu oligarchicznego systemem demokratycznym. Andrzej Talaga: „Rewolucja obaliła stary reżim, lecz zastąpiła go równie kleptokratycznym układem (...) Bez zniwelowania tej destrukcyjnej siły Ukraina nie będzie demokratycznym państwem prawa, ale nadal dzikimi polami" (2014).
• Gloryfikowani przez Salon „bohaterowie" donieckich walk z „separatystami" to ochotnicze formacje „Azow”, „Ajdar” i podobne, których członkowie noszą na hełmach swastyki (jak pokazała niemiecka telewizja ZDF), a na mundurach naszywki będące kopiami klamer hitlerowskich pasów, i o Putinie mówią: ,,Ten parszywy Żyd udający Ruskiego!”.
• W styczniu ulicami Kijowa maszerowały rzesze Ukraińców, wzywając do przywrócenia skasowanego przez Janukowycza tytułu „bohatera narodowego Ukrainy” Stenanowi Banderze, zbirowi, co wydał swej UPA ludobójczy rozkaz: „Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia!”. Marek A. Koprowski: „Dzisiejsza państwowa doktryna Ukrainy i nowe podręczniki ukraińskie przedstawiają Banderę jako ojca narodu, a UPA jako główny czynnik państwowotwórczy" (2015).
• Zupełną hucpą (mówi się o takich: „wystrugana z banana”) jest teza większości naszych mediów, że Putin zaatakuje Polskę jak tylko połknie całą Ukrainę. Społeczeństwo jest w ów głupi sposób straszone, by oklaskiwało prokijowskie prysiudy władz. Tymczasem marzenie Putina (i to trudne do realizacji, przynoszące mu duże kłopoty gospodarcze i polityczne) stanowi jedynie wasalizacja rosyjskojęzycznego Doniecka, plus korytarz do Krymu. Moskwa nie wysuwa wobec Polski żadnych roszczeń terytorialnych, zaś Ukraińcy nawet w swych periodykach tłoczonych na terenie Polski żądają od nas „zwrotu” Przemyśla i 13 powiatów!
• Z międzynarodowych rozmów tyczących Ukrainy Polskę bezwzględnie wyciepa – no nie tylko dlatego, że lokaja nie zaprasza się do stołu, ale i dlatego, że sami Ukraińcy mają nas gdzieś (trudno szanować poplecznika, który usłużnie wycisza wołyńskie ludobójstwo). Kijów wręcz plunął nam w twarz, publikując niedawno listę sprzyjających mu państw, gdzie mieniąca siebie „głównym adwokatem Ukrainy " Polska nie znalazła się nawet w pierwszej dziesiątce!
• Salon przemilcza też okrucieństwo armii ukraińskiej walczącej z „separatystami”. Antoni Mak: „Oddziały ukraińskie z premedytacją ostrzeliwują rakietami dzielnice mieszkalne, powodując ciężkie straty ludności cywilnej, i używają cywilnych mieszkańców jako żywych tarcz” (2015).
P. Gursztyn zaczął swój artykuł od groźby, twierdząc, że każdy kto jest dziś antyukrainistą — „jest albo pożytecznym idiotą, albo poputczikiem, albo agentem wpływu, albo zdrajcą”. Identycznie perorował już po naszej (prawej) stronie Marcin Wolski. Panowie — nie dacie rady zastraszyć mnie takimi hasełkami! Wy widzicie polską rację stanu w pomaganiu nacji, która nienawidzi Polaków bardziej niż ktokolwiek inny jak świat długi i szeroki (może tylko z wyjątkiem post-ponarskich Litwinów), a w moim sercu kołacze się wobec tych zwyrodnialców krótka fraza mówiąca wszystko: pieprzyć Ukrainę! Nie ma zgody na zakazy nazywania Zła złem, czyli piętnowania Ukraińców, podobne do salonowych zakazów piętnowania wszelakich dewiantów — sprzeciwiam się dławieniu wolnej patriotycznej myśli, panowie!
Waldemar Łysiak
„Do Rzeczy”, nr 12/2015 (fragment)
Nie jest też prawdą, że wszyscy którzy walczą po stronie separatystów robią to z powodu ideologi, większość to najemnicy z Rosji, którzy walczą za kasę, a sami pochodzą z biedniejszych obszarów Rosji, więc jak pojawiła się okazja żeby zarobić to zamierzają z niej skorzystać.
Pozdrawiam.
[cite user="krysiek21a" date="09.04.2015 19:13"]Nie jest też prawdą, że wszyscy którzy walczą po stronie separatystów robią to z powodu ideologi, większość to najemnicy z Rosji, którzy walczą za kasę, a sami pochodzą z biedniejszych obszarów Rosji, więc jak pojawiła się okazja żeby zarobić to zamierzają z niej skorzystać.
Pozdrawiam.[/cite]
Zgadzam się, że po obydwu stronach walczą najemnicy dla, których żadne pieniądze nie śmierdzą, ale chodzi o to, że polskojęzyczna propaganda podając informacje, podaje ją w ten sposób: wszystko co robią Ukraińcy jest dobre, a to co robią powstańcy jest złe. Tak nie można. Pozdrawiam.
Media mówią co im się podoba, a że w Polsce większość osób nie przepada za Rosją więc tylko ją próbuje ukazując się w złym świetle, Ukraińców raczej bym nie winił, to raczej Europa Zachodnia i USA narzucają im co mają o tym wszystkim myśleć.
Zwykli Ukraińcy chcą pokoju (być może ich władze nie chcą) i Zachód powinien im w tym pomagać, a nie pogłębiać ten konflikt. Robiąc na złość Rosjanom nie zwracają uwagi na fakt, że być może robią w ten sposób krzywdę zwykłym Ukraińcom. My nie jesteśmy wystarczająco silni, żeby Ukrainę wesprzeć militarnie, więc jesteśmy bezradni. Najbardziej mi szkoda zwykłych ludzi, którzy chcieli żeby Ukraina była niezależna, ale to nie pasuje zarówno Rosji jak i Zachodowi. Ludzie umierają tam nie za wolność i niezależność tylko za to kto będzie miał tam swoje wpływy. Pozdrawiam.
[cite user="krysiek21a" date="09.04.2015 21:02"]Media mówią co im się podoba, a że w Polsce większość osób nie przepada za Rosją więc tylko ją próbuje ukazując się w złym świetle, Ukraińców raczej bym nie winił, to raczej Europa Zachodnia i USA narzucają im co mają o tym wszystkim myśleć.
Zwykli Ukraińcy chcą pokoju (być może ich władze nie chcą) i Zachód powinien im w tym pomagać, a nie pogłębiać ten konflikt. Robiąc na złość Rosjanom nie zwracają uwagi na fakt, że być może robią w ten sposób krzywdę zwykłym Ukraińcom. My nie jesteśmy wystarczająco silni, żeby Ukrainę wesprzeć militarnie, więc jesteśmy bezradni. Najbardziej mi szkoda zwykłych ludzi, którzy chcieli żeby Ukraina była niezależna, ale to nie pasuje zarówno Rosji jak i Zachodowi. Ludzie umierają tam nie za wolność i niezależność tylko za to kto będzie miał tam swoje wpływy. Pozdrawiam.[/cite]
To nie do końca jest tak. Ukraina jako "twór" państwowy jest bardzo młoda i nie zdążyła wypracować własnej drogi, ale jej droga do "państwowości" jest tak pokręcona przez ludzkie, przeważnie ich własne namiętności, że trzeba zrobić wszystko by "złego ducha Ukraińców" nie budzić, niestety USA i ich sojusznicy bawią się ogniem. Sprawa druga, nie możemy mówić prosty naród nie winny, winni rządzący. Hitler sam nie zrobił machiny piekielnej, ktoś go dopuścił do władzy, a później ktoś wypełniał jego rozkazy i nie byli to mityczni naziści tylko Niemcy z krwi i kości. Tak samo jest na Ukrainie. UPA nic złego by nie zrobiła, gdyby jej szeregów nie zasilali zwykli ludzie, dopiero " Akcja Wisła" zatrzymała dopływ ludzkiego czynnika do UPA. Polecam przeczytać życiorys Św. Andrzeja Boboli, kulisy śmierci Ministra Rapackiego, historię płonącej prawie całe dwudziestolecie między wojenne Polski Kresowej, ideologii Gońcowa. Życzę owocnej lektury. Pozdrawiam.
[cite user="cheftain" date="09.04.2015 21:43"]
To nie do końca jest tak. Ukraina jako "twór" państwowy jest bardzo młoda i nie zdążyła wypracować własnej drogi, ale jej droga do "państwowości" jest tak pokręcona przez ludzkie, przeważnie ich własne namiętności, że trzeba zrobić wszystko by "złego ducha Ukraińców" nie budzić, niestety USA i ich sojusznicy bawią się ogniem. Sprawa druga, nie możemy mówić prosty naród nie winny, winni rządzący. Hitler sam nie zrobił machiny piekielnej, ktoś go dopuścił do władzy, a później ktoś wypełniał jego rozkazy i nie byli to mityczni naziści tylko Niemcy z krwi i kości. Tak samo jest na Ukrainie. UPA nic złego by nie zrobiła, gdyby jej szeregów nie zasilali zwykli ludzie, dopiero " Akcja Wisła" zatrzymała dopływ ludzkiego czynnika do UPA. Polecam przeczytać życiorys Św. Andrzeja Boboli, kulisy śmierci Ministra Rapackiego, historię płonącej prawie całe dwudziestolecie między wojenne Polski Kresowej, ideologii Gońcowa. Życzę owocnej lektury. Pozdrawiam.[/cite]
Za lekturę dziękuję, być może jak znajdę chwilę wolnego czasu to przeczytam. Natomiast co do zwykłych to nie przeczę, że byli w UPA, wiem że nas Polaków to bardzo boli, bo w tamtych w tamtych czasach jednak wiele krzywd nam wyrządzili, ale teraz czasy są troszeczkę inne. Czy teraz Niemcy dopuściliby Hitlera do władzy ciężko powiedzieć . Janukowycz raczej nie do końca rządził z woli narodu w Ukrainie, więc tutaj bym ich nie obwiniał za bardzo. Jeżeli chcą być niezależnym narodem, traktującym poważnie przeszłość, to powinniśmy ich wspierać, ale to oczywiście zależy już od Ukraińców jakiego chcą państwa i z kim chcą współpracować Polską czy Rosją.
Dopóki nie chcieli obalić Janukowycza Putin aż tak bardzo w ich sprawy się nie mieszał, bo wiedział że Ukraina jest od Rosji zależna, teraz może to się zmienić i jemu to się nie podoba.
Korzystnie dla nas będzie, jeżeli Ukraina będzie po naszej stronie, nie Rosji czy Zachodu, państwa Europy Wschodniej powinny się wspierać, ale to już od Ukraińców zależy czy być w tym sojuszu.
Polska powinna być otwarta na współpracę, oczywiście nie ceną własnego bezpieczeństwa. Pozdrawiam.
[cite user="krysiek21a" date="09.04.2015 22:54"]
Za lekturę dziękuję, być może jak znajdę chwilę wolnego czasu to przeczytam. Natomiast co do zwykłych to nie przeczę, że byli w UPA, wiem że nas Polaków to bardzo boli, bo w tamtych w tamtych czasach jednak wiele krzywd nam wyrządzili, ale teraz czasy są troszeczkę inne. Czy teraz Niemcy dopuściliby Hitlera do władzy ciężko powiedzieć . Janukowycz raczej nie do końca rządził z woli narodu w Ukrainie, więc tutaj bym ich nie obwiniał za bardzo. Jeżeli chcą być niezależnym narodem, traktującym poważnie przeszłość, to powinniśmy ich wspierać, ale to oczywiście zależy już od Ukraińców jakiego chcą państwa i z kim chcą współpracować Polską czy Rosją.
Dopóki nie chcieli obalić Janukowycza Putin aż tak bardzo w ich sprawy się nie mieszał, bo wiedział że Ukraina jest od Rosji zależna, teraz może to się zmienić i jemu to się nie podoba.
Korzystnie dla nas będzie, jeżeli Ukraina będzie po naszej stronie, nie Rosji czy Zachodu, państwa Europy Wschodniej powinny się wspierać, ale to już od Ukraińców zależy czy być w tym sojuszu.
Polska powinna być otwarta na współpracę, oczywiście nie ceną własnego bezpieczeństwa. Pozdrawiam.[/cite]
Co do Janukowycza, to nie on tylko Juszczenko i Poroszenko budowali i budują pomniki banderowcom, to nie on tylko ci dwaj chcieli aby w ich kraju nie używano Języka Polskiego i Języka Rosyjskiego. Nic dziwnego, że Rosjanie upomnieli się o swoją diasporę na Ukrainie, nasz rząd tego nie umie, Polonia na Litwie, w Niemczech, czy chociażby na Ukrainie jest prześladowana, odbierane są Polskim rodzinom dzieci, zakazane pisać nazw ulic po Polsku, niszczone są pomniki Polskiej historii na tych ziemiach. Hańba i tylko dlatego mam "gniewać się na ruskich", że dbają o swoich obywateli i o swoją politykę zagraniczną. Powinniśmy się od nich uczyć, a nie ich zwalczać, a co do SLD to jako jedyni na arenie międzynarodowej zwracają uwagę na niebezpieczeństwo płynące z odradzającego się nacjonalizmu Ukraińskiego. To dla nich wielki plus. Pozdrawiam.
[cite user="cheftain" date="10.04.2015 14:43"]
Co do Janukowycza, to nie on tylko Juszczenko i Poroszenko budowali i budują pomniki banderowcom, to nie on tylko ci dwaj chcieli aby w ich kraju nie używano Języka Polskiego i Języka Rosyjskiego. Nic dziwnego, że Rosjanie upomnieli się o swoją diasporę na Ukrainie, nasz rząd tego nie umie, Polonia na Litwie, w Niemczech, czy chociażby na Ukrainie jest prześladowana, odbierane są Polskim rodzinom dzieci, zakazane pisać nazw ulic po Polsku, niszczone są pomniki Polskiej historii na tych ziemiach. Hańba i tylko dlatego mam "gniewać się na ruskich", że dbają o swoich obywateli i o swoją politykę zagraniczną. Powinniśmy się od nich uczyć, a nie ich zwalczać, a co do SLD to jako jedyni na arenie międzynarodowej zwracają uwagę na niebezpieczeństwo płynące z odradzającego się nacjonalizmu Ukraińskiego. To dla nich wielki plus. Pozdrawiam. [/cite]
Dobrze jeżeli dane państwo dba o sprawy swoich rodaków mieszkających poza granicami kraju. I ja nie za to Rosjan, a konkretnie Putina się gniewam. Ale nie wydaje mi się, że nie tylko o to Putinowi chodzi, według to dla niego sprawa drugorzędna, on raczej chce odbudowywać dawne ZSRR.
Co do SLD w tej partii są jednak byli komuniści, dostrzegają nacjonalizm na Ukrainie, a nie dostrzegają zagrożenia ze strony Rosji.
Ja oczywiście nacjonalistów nie popieram, ale można ich wrzucać do jednej beczki z Ukraińcami, którzy chcą przede wszystkim własnego państwa i panującego w nim pokoju. Podobnie jest u nas, żołnierzy Armii Krajowej wrzuca się do jednej beczki z leśnymi bandami, które raczej nic z obroną Państwa Polskiego nie mieli, dla te bandy były czymś w rodzaju współczesnych gangów. Pozdrawiam.
[cite user="krysiek21a" date="10.04.2015 15:41"]
Dobrze jeżeli dane państwo dba o sprawy swoich rodaków mieszkających poza granicami kraju. I ja nie za to Rosjan, a konkretnie Putina się gniewam. Ale nie wydaje mi się, że nie tylko o to Putinowi chodzi, według to dla niego sprawa drugorzędna, on raczej chce odbudowywać dawne ZSRR.
Co do SLD w tej partii są jednak byli komuniści, dostrzegają nacjonalizm na Ukrainie, a nie dostrzegają zagrożenia ze strony Rosji.
Ja oczywiście nacjonalistów nie popieram, ale można ich wrzucać do jednej beczki z Ukraińcami, którzy chcą przede wszystkim własnego państwa i panującego w nim pokoju. Podobnie jest u nas, żołnierzy Armii Krajowej wrzuca się do jednej beczki z leśnymi bandami, które raczej nic z obroną Państwa Polskiego nie mieli, dla te bandy były czymś w rodzaju współczesnych gangów. Pozdrawiam.[/cite]
Nawet jeśli przyjąć, że w tym rozgardiaszu komuś chodzi o dobro Ukrainy, to nie te metody powinny być stosowane. Wszechobecna korupcja na niewyobrażalną skalę. Gubernatorzy jak udzielni książęta rabują własny kraj mając w nosie jego dobro, prywatne armie, które jeśli skończy się powstanie w Donbasie skoczą sobie do gardeł. Ukrainy nie uratuje nikt z zewnątrz nawet ciężarówkami euro, muszą to zrobić to sami Ukraińcy, ale to też jest prawie niemożliwe bo w tej społeczności brakuje spoiwa jakim jest logiczne patriotyczne myślenie, a nie istnienie na zasadzie nienawiści do do sąsiadów. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Pozdrawiam.
Kilka godzin po wystąpieniu w parlamencie ukraińskim Bronisława Komorowskiego, Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niezależność kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej. Projekt ustawy wniósł syn kata Polaków, komendanta UPA Romana Szuchewycza – Jurij Szuchewycz (na zdjęciu). To zdumiewające wydarzenie przeszło obok mediów w Polsce. Poniżej tekst Bohdana Piętki o gloryfikacji zbrodniarzy na Ukrainie.
W Polsce trwa nieustający festiwal ukraiński i histeria wojenna. Wojskowe Komendy Uzupełnień ogłosiły 1 marca nabór ochotników. Czas ruszać na Moskwę. Za „samostijną Ukrainę”, za Polskę jagiellońską. Kto nie z nami ten zdrajca, ruski agent, „poputczik” i troll Putina.
Szczelny mur dezinformacji, prostackiego kłamstwa i medialnego bełkotu przebił tylko na chwilę Tomasz Maciejczuk, wolontariusz ukraińskiej Fundacji Otwarty Dialog i komentator TV Republika, znany dotąd z proukraińskiego nastawienia (fotografował się m.in. z weteranami UPA). W swojej korespondencji z Donbasu poinformował on, że w ukraińskim batalionie ochotniczym „Ajdar” (pielgrzymowała do niego posłanka PiS Małgorzata Gosiewska, wyróżniono go też na dorocznej gali „Gazety Polskiej”) znajduje się pododdział im. Oskara Dirlewangera, który używa symboliki Waffen-SS. „Na widok samochodów z symboliką Waffen-SS stojących przy bramie TEC w Szczastiu robi mi się niedobrze – napisał Maciejczuk. TEC znajduje się pod kontrolą Ajdaru. Przejeżdżam przez bramę, a wartę trzymają chłopaki z naszywkami SS Dirlewanger (…).
Jak długo można to tolerować? Ajdar otrzymuje sporo pomocy z Polski, przyjeżdżają do nich nawet nasi posłowie. Wypadałoby coś z tym zrobić, a nie chować głowę w piasek” (kresy.pl, 2.03.2015). Fakty podane przez Maciejczuka zostały wkrótce potwierdzone przez brytyjski „The Guardian”, który napisał m.in., że „bataliony ochotnicze walczące u boku ukraińskiej armii (…) są również znane ze swojego dzikiego nacjonalizmu i skrajnie prawicowych poglądów” (kresy.pl, 7.03.2015).
Maciejczuk szybko jednak został zakrzyczany. Prawdziwej egzekucji dokonano na nim na gazetopolskim portalu niezależna.pl, który ostatecznie zamienił się w autentyczny rynsztok. W roli adwokata batalionu „Ajdar” wystąpiła też weteranka „Solidarności” i Unii Demokratycznej (Wolności), Grażyna Staniszewska. Stwierdziła ona, że postawa Maciejczuka to „dziecinne dążenie do prawdy”. Szczególnie wymownie brzmi następujące pouczenie Staniszewskiej: „Masz prawo tylko i wyłącznie załatwiać takie sprawy w drodze niepublicznych rozmów bezpośrednio z Ajdarem, Azowem itp. Tym bardziej, że nie jesteś Ukraińcem, jesteś tam gościem. Więc zachowuj się Tomasz Maciejczuk jak gość i przyjaciel, mam nadzieję” (kresy.pl, 9.03.2015). Maciejczuk – mimo wcześniejszych zasług na polu wspierania „samostijnej Ukrainy” – został raz na zawsze usunięty ze swojego dotychczasowego środowiska. Zresztą wkrótce zamilkł, bo jak wyznał obawia się o swoje bezpieczeństwo.
Chłopcy z batalionu „Ajdar” – których kocha cała polska mesjanistyczna prawica – nagle przestali być przyjaciółmi i zaczęli publicznie wzywać, by „schwytać bydlaka”. Prędzej czy później takie obawy o swoje bezpieczeństwo będzie miała większość, jeśli nie wszyscy polscy przyjaciele „samostijnej Ukrainy”. Osobiście nie wątpię w to, że ludzie, którzy przez polską rację stanu rozumieją bezkrytyczne wspieranie neobanderowskiej Ukrainy pewnego dnia obudzą się z ręką w nocniku, tzn. z nożem na gardle. Niestety przez nich z nożem na gardle obudzi się cała Polska.
Afera z Maciejczukiem uchyliła rąbka skrywanej przed polską opinią publiczną tajemnicy prawdziwego oblicza „samostijnej Ukrainy”. Jest to już oblicze nie tylko banderowskie, ale wręcz nazistowskie i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Kult Bandery i UPA najwidoczniej nie wystarcza do budowania tożsamości narodowej i państwowej pomajdanowej Ukrainy. Sięgnięto bowiem wprost do zbrodniarzy hitlerowskich.
5 marca Werhowna Rada Ukrainy uczciła minutą ciszy twórcę i dowódcę UPA Romana Szuchewycza w 65. rocznicę jego śmierci. Ale ubóstwianie Szuchewycza czy Bandery to już jest standard, obecny w ukraińskiej przestrzeni publicznej co najmniej od 2004 roku. Tendencję, o której wspomniałem powyżej pokazuje decyzja, podpisana 11 lutego przez przewodniczącego Werhownej Rady Wołodymyra Hrojsmana, o obchodach na szczeblu państwowym 120. rocznicy urodzin Petra Diaczenki, którego tym samym włączono do panteonu ukraińskich bohaterów narodowych. Obok Oskara Dirlewangera, który nie był Ukraińcem, to drugi kat powstania warszawskiego cieszący się na pomajdanowej Ukrainie uznaniem. I to nie batalionu „Ajdar”, ale przewodniczącego parlamentu. Czy to nie jest dowód na nazyfikację tego państwa? Przecież gdyby na szczeblu parlamentu RFN uczczono jakiegoś generała SS, albo chociażby Wehrmachtu, nikt na świecie nie miałby wątpliwości, że w Niemczech odradza się nazizm. A wobec Ukrainy należy stosować inną miarę oceny?
Tym, którzy w Polsce nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć kim był Petro Diaczenko pozwolę sobie to przypomnieć. W przeciwieństwie do większości nacjonalistów ukraińskich nie pochodził on z Galicji Wschodniej. Urodził się bowiem 30 stycznia 1895 roku w guberni połtawskiej jako poddany Imperium Rosyjskiego. Zawodową służbę wojskową rozpoczął po wybuchu pierwszej wojny światowej, wstępując ochotniczo do armii rosyjskiej. Walczył z Niemcami na ziemiach polskich, na Litwie i w Galicji. Ukończył też szkołę oficerską w Orenburgu.
W grudniu 1917 roku po raz pierwszy zmienił front i wstąpił w szeregi Armii Czynnej Ukraińskiej Republiki Ludowej, formacji powołanej do życia – tak jak i państwo, któremu służyła – przez kajzerowskie Niemcy. Diaczenko służył w tzw. Konnym Pułku Czarnych Zaporożców, który w wojsku URL skupiał najbardziej warcholski i nacjonalistyczny element. W latach 1918-1920 uczestniczył w walkach z bolszewikami. Brał też udział w obaleniu władzy hetmana Pawło Skoropadskiego, który w listopadzie 1918 roku wbrew nacjonalistom ukraińskim opowiedział się za zjednoczeniem Ukrainy z Rosją. Występował także przeciwko jego następcy, Symenowi Petlurze. W 1921 roku schronienia Diaczence udzieliła Rzeczpospolita Polska, której przywódca – Józef Piłsudski – w ramach polityki prometejskiej otworzył szeregi Wojska Polskiego dla przedstawicieli narodów pozostających pod władzą Rosji sowieckiej.
Diaczenko służył w Wojsku Polskim jako oficer kontraktowy, będąc m.in. dowódcą szwadronu najbardziej elitarnego 1. pułku szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. W latach 1932-1934 studiował w Wyższej Szkole Wojennej, uzyskując stopień majora dyplomowanego. Został następnie pomocnikiem 1. zastępcy dowódcy 3. pułku szwoleżerów mazowieckich im. Jana Kozietulskiego.
Pod koniec lat 30. XX wieku Diaczenko nawiązał współpracę z niemiecką Abwehrą. Podczas kampanii wrześniowej nie walczył z Niemcami. Znajdował się na tyłach, gdzie uczestniczył w formowaniu Rezerwowej Brygady Kawalerii „Wołkowysk”. Brygada ta w dniach 21-23 września 1939 roku uczestniczyła w walkach z Sowietami pod Grodnem i Sopoćkiniami, a w nocy z 23 na 24 września przekroczyła granicę Litwy, gdzie została internowana. Podczas pobytu w niewoli litewskiej (obóz internowania w Birksztanach, potem w Kalwarii) Diaczenko po raz pierwszy ujawnił swoje antypolskie nastawienie. Na skutek swojego zachowania został objęty bojkotem towarzyskim i formalnie usunięty z szeregów WP. Jego koledzy sporządzili protokolarne oświadczenie, w którym uznali go za osobę niegodną miana oficera WP.
Tym jednakże były major Diaczenko się nie przejął. Miał już bowiem wtedy stopień pułkownika Wehrmachtu – przyznany mu za zasługi dla Abwehry – i obiecującą perspektywę służby u boku Niemiec hitlerowskich. Zostało to zresztą wkrótce potwierdzone przez Niemców, którzy jesienią 1939 roku wymogli na władzach litewskich zwolnienie go z obozu internowania jako niemieckiego oficera. W latach 1940-1941 z ramienia placówki Abwehry w Giżycku (Abwehr Nebenstelle Lötzen) Diaczenko budował siatkę wywiadowczą działającą na terenie Litwy, okupowanej od 15 czerwca 1940 roku przez ZSRR. W siatce tej pracowało wielu Polaków, których przyszły kat Czerniakowa chyba ostatni raz wykorzystał wtedy dla swoich celów. Od czerwca 1941 roku Diaczenko był członkiem Ukraińskiej Generalnej Rady Kombatantów pod przewodnictwem Mychajło Omelianowicza-Pawlenki. Była to organizacja skupiająca ukraińskich wojskowych w służbie niemieckiej (mających za sobą niejednokrotnie służbę w Wojsku Polskim), a rezydująca w stolicy Generalnego Gubernatorstwa, Krakowie.
W swojej dalszej działalności polityczno-wojskowej Diaczenko współpracował zarówno z Siczą Poleską Tarasa Bulby-Borowcia jak i z melnykowską i banderowską frakcją Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Przede wszystkim jednak współpracował z III Rzeszą Niemiecką.
Z inicjatywy OUN-M we wrześniu 1943 roku Niemcy sformowali 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD, którego dowództwo objął Diaczenko. Formacja ta, nazywana też Ukraińskim Legionem Samoobrony albo Legionem Wołyńskim, składała się z Ukraińców-ochotników, przeważnie związanych z melnykowską frakcją OUN. Podlegała niemieckim formacjom policyjnym. Do sztabu 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD przydzielono jako oficerów łącznikowych SS-Hauptsturmführera Siegfrieda Assmussa i SS-Oberscharführera Raulinga. Legion Wołyński był bardzo dobrze uzbrojony, miał nawet pododdział artylerii, saperów i szpital polowy. Nosił policyjne mundury SS. Dla kształcenia kadry dowódczej stworzono szkołę oficerską w Łucku, gdzie wydawano też gazetę „Ukraińskij Legioner”. W latach 1943-1944 Legion Wołyński brał udział w walkach z partyzantką sowiecką i polską na Wołyniu, Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie.
Nie obeszło się przy tym bez zbrodni na polskiej ludności cywilnej. Do najbardziej znanych należała pacyfikacja Chłaniowa i Władysławina w powiecie krasnostawskim, gdzie 23 lipca 1944 roku w odwecie za śmierć z rąk partyzantów sowieckich wspomnianego esesmana Assmussa podkomendni Diaczenki zamordowali ok. 45 Polaków i spalili od 35 do 41 gospodarstw. Według relacji świadków Legion Wołyński specjalizował się w wyłapywaniu cywilnych Polaków w różnych miejscowościach oraz ich wyrafinowanym torturowaniu przed zadaniem im śmierci. Kontynuował tym samym ludobójczą czystkę etniczną, zainicjowaną przez UPA w 1943 roku.
We wrześniu 1944 roku Legion Wołyński w sile ok. 400 ludzi skierowano do pacyfikacji powstania warszawskiego na Czerniakowie. Od 15 do 23 września 1944 roku podkomendni Diaczenki walczyli przeciwko Zgrupowaniu „Radosław” i Zgrupowaniu „Kryska” oraz desantowanym oddziałom 9. pułku piechoty 3. dywizji piechoty 1. Armii Wojska Polskiego. Brali też udział w mordach na polskiej ludności cywilnej oraz jej wypędzeniu do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd 16 września 1944 roku deportowano do KL Auschwitz 3021 mężczyzn i chłopców – mieszkańców Czerniakowa i Powiśla (zarejestrowano ich w obozie 17 września 1944 roku pod numerami od 196448 do 199468). Większość z nich nie dożyła końca wojny. W dniach 27-30 września 1944 roku podkomendni Diaczenki uczestniczyli wraz z siłami niemieckimi liczącymi ok. 6 tys. ludzi (w tym broń pancerna i lotnictwo) w operacji „Sternschnuppe” (Spadająca Gwiazda), podczas której została rozbita Grupa „Kampinos” Armii Krajowej.
Następnie Legion Wołyński skierowano do walk z polską partyzantką pod Krakowem, skąd przerzucono go do Słowenii, gdzie walczył z tamtejszą partyzantką komunistyczną. Na początku 1945 roku podkomendnych Diaczenki wcielono do 14. Dywizji Grenadierów SS (1. ukraińskiej dywizji SS), czyli dywizji SS-Galizien. Po zakończeniu wojny nie zostali oni wydani w ręce ZSRR, mimo zabiegów czynionych o to przez Stalina, dzięki interwencji gen. Władysława Andersa, który potwierdził przed władzami alianckimi ich polskie obywatelstwo.
Za udział Legionu Wołyńskiego w tłumieniu powstania warszawskiego i walkach z AK w Puszczy Kampinoskiej Diaczenko został odznaczony przez Niemców Krzyżem Żelaznym 1. klasy. Z chwilą włączenia Legionu Wołyńskiego do dywizji SS-Galizien otrzymał on nowy przydział. Od lutego 1945 roku był dowódcą 3. pułku piechoty tzw. Ukraińskiej Armii Wyzwoleńczej. Potem stanął na czele Brygady Przeciwpancernej „Wolna Ukraina”, która weszła w skład utworzonej 17 marca 1945 roku z inicjatywy III Rzeszy i ukraińskich nacjonalistów Ukraińskiej Armii Narodowej (UNA) pod dowództwem gen. Pawło Szandruka (także weterana przedwojennej armii polskiej). Za walki z Armią Czerwoną pod Dreznem w kwietniu 1945 roku Diaczenko został odznaczony przez Niemców po raz drugi Krzyżem Żelaznym 1. klasy. Pod koniec kwietnia 1945 roku został mianowany przez Szandruka generałem chorążym i objął dowództwo 2. dywizji UNA. W pierwszych dniach maja 1945 roku dostał się do niewoli amerykańskiej.
Zarówno Diaczenko jak i Szandruk, podobnie jak tysiące innych ukraińskich kolaborantów III Rzeszy, zostali uratowani przez gen. Władysława Andersa, który poświadczył przed władzami alianckimi, że byli oni obywatelami polskimi i oficerami Wojska Polskiego. Uchroniło ich to przed wydaniem w ręce sowieckie. Po wojnie Diaczenko żył najpierw w Monachium, a następnie w USA. Szybko nawiązał współpracę z amerykańskimi służbami wywiadowczymi, co ostatecznie uchroniło go przed jakąkolwiek odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie wojenne. Oprócz tego zajmował się pisaniem poezji i swoich kłamliwych wspomnień, które wydał w 1959 roku. W 1961 roku rząd URL na wychodźstwie mianował go generałem porucznikiem. Zmarł 23 kwietnia 1965 roku w Filadelfii.
Z faktu wydania przez przewodniczącego parlamentu ukraińskiego decyzji o uczczeniu pamięci hitlerowskiego kolaboranta i zbrodniarza wojennego Diaczenki można wyciągnąć przynajmniej trzy wnioski. Po pierwsze – wbrew temu co wmawiają opinii publicznej w Polsce czołowe media nie jest prawdą, że w parlamencie ukraińskim nie ma banderowców, czy ogólnie ukraińskich nacjonalistów. Po drugie – państwo ukraińskie gloryfikując Diaczenkę jako bojownika o niepodległość Ukrainy faktycznie uznaje, że walką o niepodległość Ukrainy był m.in. udział w tłumieniu powstania warszawskiego i mordowaniu ludności Warszawy. Po trzecie – brak reakcji na uczczenie Diaczenki ze strony polskiego prezydenta, rządu, parlamentu i Instytutu Pamięci Narodowej, nie wspominając już o mediach, jest całkowitą kompromitacją tych instytucji. Szczególnie kompromitujące jest milczenie w tej sprawie Sejmu i daje ono powód do podejrzeń, że nie ma w polskim parlamencie ani jednego posła liczącego się z opinią publiczną, nie mówiąc już o liczeniu się z jakimś interesem polskim.
Postać Diaczenki jest ostrzeżeniem dla wszystkich tych, którzy na sojuszu z nacjonalizmem ukraińskim czynią jakieś kalkulacje geopolityczne. Historia dowódcy Legionu Wołyńskiego i generała Ukrainische Nationalarmee, jak i wielu innych podobnych mu Ukraińców, którym II Rzeczpospolita w imię polityki prometejskiej udzieliła azylu i umożliwiła robienie karier wojskowych, a którzy potem stanęli po stronie III Rzeszy i brali udział w zbrodniach na ludności polskiej – pokazuje czego można się po takim sojuszniku spodziewać. Zresztą wcale nie trzeba odwoływać się do przykładu Diaczenki, bo oto hołubiony w Polsce ukraiński literat Taras Prochaśko (ur. 1968) w wywiadzie dla „Kuriera Galicyjskiego” stwierdził, że ludobójstwo wołyńsko-małopolskie było konieczne dla zbudowania państwowości ukraińskiej (kresy24.pl, 4.03.2015). Powinno to być ostrzeżeniem, gdyby ci, którzy już drugi rok serwują Polsce biegunkę ukraińską chcieli myśleć lub rzeczywiście działali w polskim interesie.
Bohdan Piętka
Literatura:
D. Czech, „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz”, Oświęcim 1992, s. 761.
H. Kubica, „Głosy Pamięci (10). Z powstańczej Warszawy do KL Auschwitz”, Oświęcim 2014, s. 23-25.
M. Majewski, „Ukraińskie formacje zbrojne w służbie niemieckiej (Sipo, Orpo, Waffen SS) na Lubelszczyźnie w 1944 r.”, (w:) M. Białokur, M. Patelski, „Podzielone narody. Szkice z historii stosunków polsko-ukraińskich w latach 40. XX wieku”, Toruń-Opole 2010, s. 37-40.
G. Motyka, „Dywizja „SS-Galizien” („Hałyczyna”)”, (w:) „Pamięć i Sprawiedliwość” nr 1/2002, Warszawa 2002, s. 116.
R. Torzecki, „Kwestia ukraińska w polityce III Rzeszy 1939-1945”, Warszawa 1972.
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2015)