Jakub Majmurek: Oranie samorządu. Co jeszcze może wziąć PiS?
Po Trybunale Konstytucyjnym, prokuraturze, Telewizji Polskiej i szeregu pomniejszych instytucji PiS przymierza się do abordażu na samorządy przed lokalnymi wyborami w 2018 roku.
Samorządy od 2015 roku są solą w oku Prawa i Sprawiedliwości. Ugrupowanie to, kontrolujące dziś wszystkie gałęzie władzy na szczeblu centralnym, w samorządach jest karłem. Jak w swoim niepodrabialnym stylu zobrazował to prezes Jarosław Kaczyński: „Dzisiaj nasza partia to jest taka duża głowa - to jest nasz klub parlamentarny, rząd i Senat - i dużo mniejszy tułów. […] I w związku z tym byśmy chcieli doprowadzić do nieco innej proporcjonalności między naszą głową i tułowiem”.
Samorządowy „tułów” PiS faktycznie nie robi dziś wrażenia. Partia rządzi zaledwie w jednym województwie (na Podkarpaciu) i nie ma swojego prezydenta w żadnym mieście powyżej 200 tysięcy mieszkańców. A samorządy to konkretne środki budżetowe do podziału, miejsca pracy dla aktywu, wreszcie – zwłaszcza w wypadku dużych miast – polityczny prestiż.
Nie ma nic złego w tym, że PiS szykuje się do wyborów samorządowych i odbicia samorządu. Ma prawo walczyć o głosy wyborców i władzę w terenie, jak każde legalnie działające w Polsce ugrupowanie. Gorzej, że wszystko wskazuje na to, iż PiS zamierza sobie w tym pomóc pisząc prawo pod siebie i używając organów państwa w wątpliwy sposób.
Kłopotliwa propozycja
Partia zapowiedziała bowiem zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów, które wyglądają tak, jakby miały jej pomóc zmaksymalizować szanse na zwycięstwo. Część proponowanych zmian nie jest kontrowersyjna i zasługuje na warunkowe poparcie: kamery w każdej komisji, transmisja on-line liczenia głosów, przezroczyste urny. Jeśli to ma zwiększyć zaufanie wyborców do procedury wyborów, uchronić nas przed kwestionowaniem prawidłowości wyników przez nieumiejących przyjąć porażki polityków (co ostatnio robił PiS) – niech będzie.
Clou proponowanej reformy jest jednak co innego. Przewiduje ona ograniczenie liczby kadencji prezydentów miast, wójtów i burmistrzów do dwóch. Jednocześnie być może długość kadencji miałaby być wydłużona – z obecnych czterech do pięciu lat. I tu pojawia się potężny problem. Zmiana ta jest bowiem jednocześnie konieczna i nie do przyjęcia w formie, w jakie proponuje ją obóz rządowy.
REKLAMA
Panowie na ratuszach
Konieczna, bo ograniczenie liczby kadencji miejskich włodarzy samo w sobie jest naprawdę dobrym pomysłem. Jarosław Kaczyński uzasadnia pomysł „sitwami”, „układami”, „udzielnymi księstwami”, jakie tworzyć się mają wokół rządzących przez lata miejskich prezydentów czy wójtów w terenie. Nawet jeśli nie kupujemy paranoiczno-insynuacyjnego opisu polskiej rzeczywistości, jakim posługiwać lubi się „prezes Polski”, to problem z nieodwołalnymi prezydentami miast jest realny.
W wielu, zwłaszcza dużych, miastach od lat rządzą te same ekipy, które nie mają z kim przegrać. Tworzy to okazję do różnego rodzaju nadużyć, których lepiej unikać, ale co najgorsze potwornie rozleniwia rządzących.
Zupełnie inaczej myśli o swojej władzy w mieście prezydentka, która wie, że ma przed sobą tylko 8 czy nawet 10 lat rządzenia. To mobilizuje do tego, by coś w tym czasie konkretnego zrobić, odcisnąć swoje dziedzictwo w lokalnej wspólnocie. Wójt, który wie, że po drugiej kadencji nie czeka go już trzecia, mniej będzie się bał narazić lokalnym układom, nie będzie dłużej musiał zabiegać o ich przychylność, łatwiej mu będzie podjąć konieczną, nawet jeśli z początku niepopularną, decyzję.
Gdy perspektywa władzy w mieście nie ma ograniczenia czasowego, zachęca to włodarzy głównie do bezpiecznego dryfowania, tak, by nikomu się nie narazić i gładko zapewnić sobie i swojemu stronnictwu kolejne i kolejne cztery lata u władzy.
Czyszczenie pola
Z czym więc problem? W tym, że partia chce, by zmienić reguły w trakcie gry. By do liczby kadencji ograniczającej możliwość kandydowania liczyły się te, które już miały wcześniej miejsce. Zdaniem wielu ekspertów narusza to jedną z podstawowych zasad prawa, mówiących, że nie może ono działać wstecz. Zasada ta jest też podstawą konstytucyjnego porządku Rzeczpospolitej Polskiej.
W normalnych warunkach to sąd konstytucyjny mógłby orzec, czy taka zmiana reguł wyborczych mieści się, czy też nie w porządku konstytucyjnym. Od zeszłego roku nie mamy jednak normalnie działającego sądu konstytucyjnego. Trudno uwierzyć, by ten kierowany przez sędzię Julię Przyłębską gotowy był w imię obrony podstawowych konstytucyjnych reguł powiedzieć „nie” planom z Nowogrodzkiej.
No dobrze, ale do czego właściwie partii rządzącej potrzebna taka zmiana? Do tego, by oczyścić pole dla swoich kandydatów w wyborach samorządowych. Wprowadzanie zmian w życie w formie, w jakiej chce kierownictwo PiS z prezesem Kaczyńskim na czele, oznaczałoby, że olbrzymia część urzędujących dziś wójtów, burmistrzów i prezydentów miast - na ogół wywodzących spoza PiS – nie mogłaby w przyszłym roku kandydować.
Na znalezienie na ich miejsce następców, zapoznanie z nimi lokalnych społeczności nie zostałoby wcale tak dużo czasu. Zwłaszcza, że pojawiają się pogłoski, że rząd rozważa przeniesienie wyborów samorządowych z jesieni 2018 na wiosnę. Minister Błaszczak co prawda na razie zaprzecza, ale jednocześnie przedstawiciele obozu władzy mówią, że „dostają sygnały wzywające do przesunięcia wyborów” od samych samorządów.
W dodatku od jakiegoś czasu w samorządach trwa kontrola organów ścigania. Popularni samorządowcy prześwietlani są pod mikroskopem, służby szukają najmniejszych poszlak umożliwiających postawienie zarzutów. Ofiarą tego padli prezydentka Łodzi Hanna Zdanowska i prezydent Lublina Krzysztof Żuk. Pierwszej postawiono zarzuty w związku z rzekomym wyłudzeniem dawno spłaconego kredytu, w sytuacji gdy kredytodawca nie ma żadnych zastrzeżeń. Drugiemu w związku z zasiadaniem w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa, do której desygnował go wówczas odpowiedni minister. Nawet jeśli zarzuty nie utrzymają się w sądzie, to będą ciążyć kandydatom w kampanii.
Używanie służb do walki z przeciwnikami na lokalnym poziomie i pisanie prawa tak, by zwiększyć szansę na przejęcie władzy, tworzą razem bardzo niepokojący trend.
Co może wziąć PiS?
Z drugiej strony te praktyki mogą wcale nie dać PiS upragnionego zwycięstwa w terenie. Nawet jeśli partia zablokuje popularnym samorządowcom możliwość startu w następnych wyborach, to niekoniecznie musi w nich wygrać. Zwłaszcza w wielkich miastach, które pozostają raczej odporne na uroki „dobrej zmiany”. Trudno wyobrazić sobie prezydenta z PiS w Trójmieście, Poznaniu czy Wrocławiu. Nawet w konserwatywnym Krakowie czy w Warszawie – gdzie wizerunek PO osłabiły afery związane z reprywatyzacją – partia władzy nie ma oczywistych kandydatów zdolnych zmobilizować wokół siebie poparcie i pokonać w drugiej turze zjednoczony front elektoratu, gotowego poprzeć każdego, byle nie PiS-owca.
Zwycięstwo w wielkim mieście byłoby dla partii władzy łakomym politycznie kąskiem, wielkim sukcesem wizerunkowym. Na pewno więc tej walki nie odpuści. Ale sama zdaje sobie chyba sprawę, że szanse nie są wielkie, a prawdziwym, strategicznym celem jest odbicie sejmików wojewódzkich. Tu największą barierą dla PiS jest silna pozycja PSL w gminach miejskich i małych miastach.
Wyeliminowanie PSL, zwasalizowanie i wchłonięcie resztówek po nim jest czymś, do czego PiS będzie dążył w najbliższych latach. To ludowcy są dziś ostatnią kotwicą chroniącą Polskę powiatową przed zupełną dominacją partii Kaczyńskiego. Lojalność elektoratu PSL zależy przy tym w dużej mierze od tego, czy partia ta sprawuje władzę. Czy dzieli w terenie pieniądze, rozdaje miejsca pracy itd. Jeśli tę władzę utraci, elektorat przejdzie do tego, kto będzie ją sprawował. Na to liczy PiS. Wyeliminowanie lub osłabienie PSL w samorządach, osłabi tę partię przed wyborami parlamentarnymi i otworzy drogę do przejęcia jej elektoratu, drobnego aktywu itd. przez PiS. I do całkowitej hegemonii „dobrej zmiany” w mniejszych ośrodkach.
Czas betonu
Jakiego wyniku PiS nie osiągnie w wyborach lokalnych, możemy i tak spodziewać się osłabiania samorządów względem władzy centralnej. Wzmacnianie wojewodów kosztem marszałków sejmików wojewódzkich, resortów wobec miast i gmin, przesuwanie środków i kompetencji w stronę ośrodków zależnych od władzy centralnej. Wynikać to będzie nie tylko z niechęci PiS do współpracy z samorządami z innych politycznych opcji, ale także z ogólnej filozofii politycznej tej partii: stawiającej na państwo, centralizm, nakazowy model zarządzania i z nieufnością spoglądający na samorządność.
Samorząd w Polsce nie zawsze był udanym eksperymentem. Czasem władza centralna delegowała na samorządy zadania, z którymi te nie miały środków, by sobie poradzić. Wokół samorządu narastały też patologie, czego najlepszym przykładem warszawska reprywatyzacja, brak planowania przestrzennego w miastach, polityka krojona pod interesy różnych lokalnych biznesowych układów (deweloperskich itp.). Ale czy zalanie tego wszystkiego centralistycznym
pisowskim betonem faktycznie jest rozwiązaniem? Czy chcemy zabetonować samorządowy eksperyment na lata?
A PiS-owska betoniarka ostrzy sobie zęby nie tylko na samorząd. Rząd, który pisze prawo dla siebie pod wybory samorządowe, z pewnością nie wycofa się przed pokusą, by napisać pod siebie ordynację wyborów parlamentarnych. Zwłaszcza w sytuacji braku kontroli ze strony sądu konstytucyjnego.
Nie zdziwię się, jeśli za chwilę usłyszymy o propozycjach wprowadzenia części jednomandatowych okręgów wyborczych albo takim przemeblowaniu wyborczej mapy, by wzmocnić sejmową reprezentację tych okręgów, gdzie PiS cieszy się szczególnie dużym poparciem.
Już dziś słyszymy plotki, że rozważany jest 10 proc. próg wyborczy do parlamentu. Pytana o to premier Szydło nie zaprzeczyła. Powiedziała tylko, że „na razie trzeba się skupić na wyborach samorządowych”. Taki zaporowy próg funkcjonował ostatnio tylko w Turcji. Wyeliminowałby on z parlamentu PSL, obecnie też lewicę. Dałby dwu- lub trzypartyjny parlament i na długie lata zabetonował polską scenę polityczną w toksycznym klinczu między PiS a zjednoczoną antypisowską opozycją.
Marzenie Jarosława Kaczyńskiego o „uporządkowaniu opozycji” wreszcie by się spełniło. Szkoda, że przy okazji z polskiej demokracji wyparowałaby większość jej treści.
Jakub Majmurek dla WP Opinie
[B]Bardzo ciekawy artykuł pojawił się na www.wp.pl. Zachęcam forumowiczów do zapoznania się z nim.Na pewno po przeczytaniu części z Państwa otworzą sie oczy w jaki sposób postępuje partia rządząca. To co obecnie wyprawia ugrupowanie rządzące przechodzi wszelkie wyobrażenia. W mojej ocenie chcą być władzą totalną i zawłaszczyć wszystkie sfery zycia, jednocześnie paraliżując trybunał konstytucyjny, by nie zakewstionował nie zgodnych z konstytucją chorych pomysłów. Wyciągają rękę po samorządy, gdzie nie mają swoich przedstawicieli.[/B][U][/U][I][/I][;-b]
Większości oczy już się oczy otworzyły .Tu wcale nie chodzi w wyborach samorządowych o partie .Przykładem jest Zambrów .Jak obecny burmistrz i jego ludzie godzą w dobro wykształcenia dzieci .Wybierany przez tyle lat zgromadził sobie kapitał wyborczy.Dla miasta nic nie zrobił.Basen się rozpada .Zaraz po przeniesieniu szkoły do gimnazjum trzeba będzie wszystko remontować itd.
[cytat]Większości oczy już się oczy otworzyły .Tu wcale nie chodzi w wyborach samorządowych o partie .Przykładem jest Zambrów .Jak obecny burmistrz i jego ludzie godzą w dobro wykształcenia dzieci .Wybierany przez tyle lat zgromadził sobie kapitał wyborczy.Dla miasta nic nie zrobił.Basen się rozpada .Zaraz po przeniesieniu szkoły do gimnazjum trzeba będzie wszystko remontować itd.[/cytat]
Tu chodzi o zakłamanie PISU.Chcą zdestabilizować Państwo Polskie swoimi nieprzemyślanymi i po częsci łamiącymi KOnstytucję ustawami. Bardzo dobry przykład Pan podał. Temu człowiekowi szybciej bym postawiła pomnik za to co zrobił dla Zambrowa niż Kaczyńskemu, który mota Polskie społeczeństwo.A bycie kilka kadencji tego człowieka na stanowisku Burmistrza chyba świadczy, że człowiek ma poparcie wsród ludzi i dużo zrobił dla Zambrowa. Ot tak Zambrowianie na niego ponad 20 lat nie głosują, więc proszę nie pisać farmazonów. Dla miasta to niejaki Rykaczewski nic nie zrobił, tylko się ślizga na posadkach i nic nie robi w Starostwie. PS jesli chodzi o basen to niedawno byłam i jakoś nic mi na głowę nie spadło, więc chyba panu coś w mózgownicy się rozpada
Prawda że ma poparcie .Obsadzone dostępne miejsca pracy przez burmistrza i jego ludzi gwarantują jemu wygrane.Nawet teraz posuwa się do zorganizowania referendum.Tylko dlaczego w swoim środowisku.? Dlaczego nie cały Zambrów
[cytat]Prawda że ma poparcie .Obsadzone dostępne miejsca pracy przez burmistrza i jego ludzi gwarantują jemu wygrane.Nawet teraz posuwa się do zorganizowania referendum.Tylko dlaczego w swoim środowisku.? Dlaczego nie cały Zambrów[/cytat] Panie Rykaczewski startował Pan dwa razy na burmistrza,miał Pan medialne i wizerunkowe wsparcie od własciciela galerii. Jaki wynik ?o ile za pierwszym razem był wynik zadwalajacy,to za drugim już porazka,a za trzecim powioza Pana na taczce. Co do slizgania się po posadach,to tylko dzieki biskupowi Bronakowskiemu który w Pisie widzi zbawienie ludu Zambrowa.Pociąg pośpieszny dobrej zmiany nie czeka,Pan spi a on Panu odjedzie.Misiewicze Pana mogą tez pominąć,a Jarosław kompromituje się przecinaniem wstążek i te konfetti,i te defilady honorowe.Powrót do sukcesów Gierka.koalicjant puści Pana w skarpetkach. Pisz rozsadnie,bo koalicjant xyz ma ułozony plan jak będzie i co będzie i za plecami już rozgrywaja partię.
Skoro tacy dobrzy gospodarze to dlaczego obawiają się przegrania wyborów .Wystarczą kamery w miejscach głosowania i przezroczyste urny wyborcze.Jak mieszkańcom będzie odpowiadać dany radny niech go wybierają.Napewno nikt nie zagłosuje na takiego co zamyka szkoły
[cytat]Skoro tacy dobrzy gospodarze to dlaczego obawiają się przegrania wyborów .Wystarczą kamery w miejscach głosowania i przezroczyste urny wyborcze.Jak mieszkańcom będzie odpowiadać dany radny niech go wybierają.Napewno nikt nie zagłosuje na takiego co zamyka szkoły[/cytat]RFośnie szansa dla radnej z PIS,dobrze uczy,dobrze będzie rzadzic miastem,ale co Panu sie dostanie jak Baran będzie starostą i prezesem PSL ? pOWRÓT DO RYKACZ.
znowu kolega raczy nas wypocinami jakiegoś mało rozgarniętego dziennikarzyny który nie raczył wspomnieć że propozycje zmiany ordynacji wyborczej wyszły od ruchu kontroli wyborów
[cytat] Panie Rykaczewski startował Pan dwa razy na burmistrza,miał Pan medialne i wizerunkowe wsparcie od własciciela galerii. Jaki wynik ?o ile za pierwszym razem był wynik zadwalajacy,to za drugim już porazka,a za trzecim powioza Pana na taczce. Co do slizgania się po posadach,to tylko dzieki biskupowi Bronakowskiemu który w Pisie widzi zbawienie ludu Zambrowa.Pociąg pośpieszny dobrej zmiany nie czeka,Pan spi a on Panu odjedzie.Misiewicze Pana mogą tez pominąć,a Jarosław kompromituje się przecinaniem wstążek i te konfetti,i te defilady honorowe.Powrót do sukcesów Gierka.koalicjant puści Pana w skarpetkach. Pisz rozsadnie,bo koalicjant xyz ma ułozony plan jak będzie i co będzie i za plecami już rozgrywaja partię.[/cytat]
[B]Ja słyszałam, że Pana Rykaczewskiego ma do Warszawy na wiejską ściągnąć poseł Zieliński bo tam nic się nie robi, a w Zambrowie człowiek ten nie ma już lądu.Ponoć wygryzł go z włądz wojewódzkich niejaki Sebastian Orłowski.Był ostatnio artykuł na zambrow.org.pl[/B][U][/U][I][/I][:-b]
WYGRYZŁA GRUPA PONAD PODZIAŁAMI .Niech się martwi każdy o siebie.Za wcześnie jest zacierać ręce. Szpitala już nie sprzedacie .Przynajmniej przez najbliższe kilka lat.
[cytat]WYGRYZŁA GRUPA PONAD PODZIAŁAMI .Niech się martwi każdy o siebie.Za wcześnie jest zacierać ręce. Szpitala już nie sprzedacie .Przynajmniej przez najbliższe kilka lat.[/cytat]
a to pan chciał sprzedac szpital.Wyszło szydło z worka starosta chciał sprzedac szpital.Przyznał sie na forum. Nie ładnie panie starosto
Jakub Majmurek: Oranie samorządu. Co jeszcze może wziąć PiS?
Po Trybunale Konstytucyjnym, prokuraturze, Telewizji Polskiej i szeregu pomniejszych instytucji PiS przymierza się do abordażu na samorządy przed lokalnymi wyborami w 2018 roku.
Samorządy od 2015 roku są solą w oku Prawa i Sprawiedliwości. Ugrupowanie to, kontrolujące dziś wszystkie gałęzie władzy na szczeblu centralnym, w samorządach jest karłem. Jak w swoim niepodrabialnym stylu zobrazował to prezes Jarosław Kaczyński: „Dzisiaj nasza partia to jest taka duża głowa - to jest nasz klub parlamentarny, rząd i Senat - i dużo mniejszy tułów. […] I w związku z tym byśmy chcieli doprowadzić do nieco innej proporcjonalności między naszą głową i tułowiem”.
Samorządowy „tułów” PiS faktycznie nie robi dziś wrażenia. Partia rządzi zaledwie w jednym województwie (na Podkarpaciu) i nie ma swojego prezydenta w żadnym mieście powyżej 200 tysięcy mieszkańców. A samorządy to konkretne środki budżetowe do podziału, miejsca pracy dla aktywu, wreszcie – zwłaszcza w wypadku dużych miast – polityczny prestiż.
Nie ma nic złego w tym, że PiS szykuje się do wyborów samorządowych i odbicia samorządu. Ma prawo walczyć o głosy wyborców i władzę w terenie, jak każde legalnie działające w Polsce ugrupowanie. Gorzej, że wszystko wskazuje na to, iż PiS zamierza sobie w tym pomóc pisząc prawo pod siebie i używając organów państwa w wątpliwy sposób.
Kłopotliwa propozycja
Partia zapowiedziała bowiem zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów, które wyglądają tak, jakby miały jej pomóc zmaksymalizować szanse na zwycięstwo. Część proponowanych zmian nie jest kontrowersyjna i zasługuje na warunkowe poparcie: kamery w każdej komisji, transmisja on-line liczenia głosów, przezroczyste urny. Jeśli to ma zwiększyć zaufanie wyborców do procedury wyborów, uchronić nas przed kwestionowaniem prawidłowości wyników przez nieumiejących przyjąć porażki polityków (co ostatnio robił PiS) – niech będzie.
Clou proponowanej reformy jest jednak co innego. Przewiduje ona ograniczenie liczby kadencji prezydentów miast, wójtów i burmistrzów do dwóch. Jednocześnie być może długość kadencji miałaby być wydłużona – z obecnych czterech do pięciu lat. I tu pojawia się potężny problem. Zmiana ta jest bowiem jednocześnie konieczna i nie do przyjęcia w formie, w jakie proponuje ją obóz rządowy.
REKLAMA
Panowie na ratuszach
Konieczna, bo ograniczenie liczby kadencji miejskich włodarzy samo w sobie jest naprawdę dobrym pomysłem. Jarosław Kaczyński uzasadnia pomysł „sitwami”, „układami”, „udzielnymi księstwami”, jakie tworzyć się mają wokół rządzących przez lata miejskich prezydentów czy wójtów w terenie. Nawet jeśli nie kupujemy paranoiczno-insynuacyjnego opisu polskiej rzeczywistości, jakim posługiwać lubi się „prezes Polski”, to problem z nieodwołalnymi prezydentami miast jest realny.
W wielu, zwłaszcza dużych, miastach od lat rządzą te same ekipy, które nie mają z kim przegrać. Tworzy to okazję do różnego rodzaju nadużyć, których lepiej unikać, ale co najgorsze potwornie rozleniwia rządzących.
Zupełnie inaczej myśli o swojej władzy w mieście prezydentka, która wie, że ma przed sobą tylko 8 czy nawet 10 lat rządzenia. To mobilizuje do tego, by coś w tym czasie konkretnego zrobić, odcisnąć swoje dziedzictwo w lokalnej wspólnocie. Wójt, który wie, że po drugiej kadencji nie czeka go już trzecia, mniej będzie się bał narazić lokalnym układom, nie będzie dłużej musiał zabiegać o ich przychylność, łatwiej mu będzie podjąć konieczną, nawet jeśli z początku niepopularną, decyzję.
Gdy perspektywa władzy w mieście nie ma ograniczenia czasowego, zachęca to włodarzy głównie do bezpiecznego dryfowania, tak, by nikomu się nie narazić i gładko zapewnić sobie i swojemu stronnictwu kolejne i kolejne cztery lata u władzy.
Czyszczenie pola
Z czym więc problem? W tym, że partia chce, by zmienić reguły w trakcie gry. By do liczby kadencji ograniczającej możliwość kandydowania liczyły się te, które już miały wcześniej miejsce. Zdaniem wielu ekspertów narusza to jedną z podstawowych zasad prawa, mówiących, że nie może ono działać wstecz. Zasada ta jest też podstawą konstytucyjnego porządku Rzeczpospolitej Polskiej.
W normalnych warunkach to sąd konstytucyjny mógłby orzec, czy taka zmiana reguł wyborczych mieści się, czy też nie w porządku konstytucyjnym. Od zeszłego roku nie mamy jednak normalnie działającego sądu konstytucyjnego. Trudno uwierzyć, by ten kierowany przez sędzię Julię Przyłębską gotowy był w imię obrony podstawowych konstytucyjnych reguł powiedzieć „nie” planom z Nowogrodzkiej.
No dobrze, ale do czego właściwie partii rządzącej potrzebna taka zmiana? Do tego, by oczyścić pole dla swoich kandydatów w wyborach samorządowych. Wprowadzanie zmian w życie w formie, w jakiej chce kierownictwo PiS z prezesem Kaczyńskim na czele, oznaczałoby, że olbrzymia część urzędujących dziś wójtów, burmistrzów i prezydentów miast - na ogół wywodzących spoza PiS – nie mogłaby w przyszłym roku kandydować.
Na znalezienie na ich miejsce następców, zapoznanie z nimi lokalnych społeczności nie zostałoby wcale tak dużo czasu. Zwłaszcza, że pojawiają się pogłoski, że rząd rozważa przeniesienie wyborów samorządowych z jesieni 2018 na wiosnę. Minister Błaszczak co prawda na razie zaprzecza, ale jednocześnie przedstawiciele obozu władzy mówią, że „dostają sygnały wzywające do przesunięcia wyborów” od samych samorządów.
W dodatku od jakiegoś czasu w samorządach trwa kontrola organów ścigania. Popularni samorządowcy prześwietlani są pod mikroskopem, służby szukają najmniejszych poszlak umożliwiających postawienie zarzutów. Ofiarą tego padli prezydentka Łodzi Hanna Zdanowska i prezydent Lublina Krzysztof Żuk. Pierwszej postawiono zarzuty w związku z rzekomym wyłudzeniem dawno spłaconego kredytu, w sytuacji gdy kredytodawca nie ma żadnych zastrzeżeń. Drugiemu w związku z zasiadaniem w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa, do której desygnował go wówczas odpowiedni minister. Nawet jeśli zarzuty nie utrzymają się w sądzie, to będą ciążyć kandydatom w kampanii.
Używanie służb do walki z przeciwnikami na lokalnym poziomie i pisanie prawa tak, by zwiększyć szansę na przejęcie władzy, tworzą razem bardzo niepokojący trend.
Co może wziąć PiS?
Z drugiej strony te praktyki mogą wcale nie dać PiS upragnionego zwycięstwa w terenie. Nawet jeśli partia zablokuje popularnym samorządowcom możliwość startu w następnych wyborach, to niekoniecznie musi w nich wygrać. Zwłaszcza w wielkich miastach, które pozostają raczej odporne na uroki „dobrej zmiany”. Trudno wyobrazić sobie prezydenta z PiS w Trójmieście, Poznaniu czy Wrocławiu. Nawet w konserwatywnym Krakowie czy w Warszawie – gdzie wizerunek PO osłabiły afery związane z reprywatyzacją – partia władzy nie ma oczywistych kandydatów zdolnych zmobilizować wokół siebie poparcie i pokonać w drugiej turze zjednoczony front elektoratu, gotowego poprzeć każdego, byle nie PiS-owca.
Zwycięstwo w wielkim mieście byłoby dla partii władzy łakomym politycznie kąskiem, wielkim sukcesem wizerunkowym. Na pewno więc tej walki nie odpuści. Ale sama zdaje sobie chyba sprawę, że szanse nie są wielkie, a prawdziwym, strategicznym celem jest odbicie sejmików wojewódzkich. Tu największą barierą dla PiS jest silna pozycja PSL w gminach miejskich i małych miastach.
Wyeliminowanie PSL, zwasalizowanie i wchłonięcie resztówek po nim jest czymś, do czego PiS będzie dążył w najbliższych latach. To ludowcy są dziś ostatnią kotwicą chroniącą Polskę powiatową przed zupełną dominacją partii Kaczyńskiego. Lojalność elektoratu PSL zależy przy tym w dużej mierze od tego, czy partia ta sprawuje władzę. Czy dzieli w terenie pieniądze, rozdaje miejsca pracy itd. Jeśli tę władzę utraci, elektorat przejdzie do tego, kto będzie ją sprawował. Na to liczy PiS. Wyeliminowanie lub osłabienie PSL w samorządach, osłabi tę partię przed wyborami parlamentarnymi i otworzy drogę do przejęcia jej elektoratu, drobnego aktywu itd. przez PiS. I do całkowitej hegemonii „dobrej zmiany” w mniejszych ośrodkach.
Czas betonu
Jakiego wyniku PiS nie osiągnie w wyborach lokalnych, możemy i tak spodziewać się osłabiania samorządów względem władzy centralnej. Wzmacnianie wojewodów kosztem marszałków sejmików wojewódzkich, resortów wobec miast i gmin, przesuwanie środków i kompetencji w stronę ośrodków zależnych od władzy centralnej. Wynikać to będzie nie tylko z niechęci PiS do współpracy z samorządami z innych politycznych opcji, ale także z ogólnej filozofii politycznej tej partii: stawiającej na państwo, centralizm, nakazowy model zarządzania i z nieufnością spoglądający na samorządność.
Samorząd w Polsce nie zawsze był udanym eksperymentem. Czasem władza centralna delegowała na samorządy zadania, z którymi te nie miały środków, by sobie poradzić. Wokół samorządu narastały też patologie, czego najlepszym przykładem warszawska reprywatyzacja, brak planowania przestrzennego w miastach, polityka krojona pod interesy różnych lokalnych biznesowych układów (deweloperskich itp.). Ale czy zalanie tego wszystkiego centralistycznym
pisowskim betonem faktycznie jest rozwiązaniem? Czy chcemy zabetonować samorządowy eksperyment na lata?
A PiS-owska betoniarka ostrzy sobie zęby nie tylko na samorząd. Rząd, który pisze prawo dla siebie pod wybory samorządowe, z pewnością nie wycofa się przed pokusą, by napisać pod siebie ordynację wyborów parlamentarnych. Zwłaszcza w sytuacji braku kontroli ze strony sądu konstytucyjnego.
Nie zdziwię się, jeśli za chwilę usłyszymy o propozycjach wprowadzenia części jednomandatowych okręgów wyborczych albo takim przemeblowaniu wyborczej mapy, by wzmocnić sejmową reprezentację tych okręgów, gdzie PiS cieszy się szczególnie dużym poparciem.
Już dziś słyszymy plotki, że rozważany jest 10 proc. próg wyborczy do parlamentu. Pytana o to premier Szydło nie zaprzeczyła. Powiedziała tylko, że „na razie trzeba się skupić na wyborach samorządowych”. Taki zaporowy próg funkcjonował ostatnio tylko w Turcji. Wyeliminowałby on z parlamentu PSL, obecnie też lewicę. Dałby dwu- lub trzypartyjny parlament i na długie lata zabetonował polską scenę polityczną w toksycznym klinczu między PiS a zjednoczoną antypisowską opozycją.
Marzenie Jarosława Kaczyńskiego o „uporządkowaniu opozycji” wreszcie by się spełniło. Szkoda, że przy okazji z polskiej demokracji wyparowałaby większość jej treści.
Jakub Majmurek dla WP Opinie
[B]Bardzo ciekawy artykuł pojawił się na www.wp.pl. Zachęcam forumowiczów do zapoznania się z nim.Na pewno po przeczytaniu części z Państwa otworzą sie oczy w jaki sposób postępuje partia rządząca. To co obecnie wyprawia ugrupowanie rządzące przechodzi wszelkie wyobrażenia. W mojej ocenie chcą być władzą totalną i zawłaszczyć wszystkie sfery zycia, jednocześnie paraliżując trybunał konstytucyjny, by nie zakewstionował nie zgodnych z konstytucją chorych pomysłów. Wyciągają rękę po samorządy, gdzie nie mają swoich przedstawicieli.[/B][U][/U][I][/I][;-b]
Większości oczy już się oczy otworzyły .Tu wcale nie chodzi w wyborach samorządowych o partie .Przykładem jest Zambrów .Jak obecny burmistrz i jego ludzie godzą w dobro wykształcenia dzieci .Wybierany przez tyle lat zgromadził sobie kapitał wyborczy.Dla miasta nic nie zrobił.Basen się rozpada .Zaraz po przeniesieniu szkoły do gimnazjum trzeba będzie wszystko remontować itd.
[cytat]Większości oczy już się oczy otworzyły .Tu wcale nie chodzi w wyborach samorządowych o partie .Przykładem jest Zambrów .Jak obecny burmistrz i jego ludzie godzą w dobro wykształcenia dzieci .Wybierany przez tyle lat zgromadził sobie kapitał wyborczy.Dla miasta nic nie zrobił.Basen się rozpada .Zaraz po przeniesieniu szkoły do gimnazjum trzeba będzie wszystko remontować itd.[/cytat]
Tu chodzi o zakłamanie PISU.Chcą zdestabilizować Państwo Polskie swoimi nieprzemyślanymi i po częsci łamiącymi KOnstytucję ustawami. Bardzo dobry przykład Pan podał. Temu człowiekowi szybciej bym postawiła pomnik za to co zrobił dla Zambrowa niż Kaczyńskemu, który mota Polskie społeczeństwo.A bycie kilka kadencji tego człowieka na stanowisku Burmistrza chyba świadczy, że człowiek ma poparcie wsród ludzi i dużo zrobił dla Zambrowa. Ot tak Zambrowianie na niego ponad 20 lat nie głosują, więc proszę nie pisać farmazonów. Dla miasta to niejaki Rykaczewski nic nie zrobił, tylko się ślizga na posadkach i nic nie robi w Starostwie. PS jesli chodzi o basen to niedawno byłam i jakoś nic mi na głowę nie spadło, więc chyba panu coś w mózgownicy się rozpada
Prawda że ma poparcie .Obsadzone dostępne miejsca pracy przez burmistrza i jego ludzi gwarantują jemu wygrane.Nawet teraz posuwa się do zorganizowania referendum.Tylko dlaczego w swoim środowisku.? Dlaczego nie cały Zambrów
[cytat]Prawda że ma poparcie .Obsadzone dostępne miejsca pracy przez burmistrza i jego ludzi gwarantują jemu wygrane.Nawet teraz posuwa się do zorganizowania referendum.Tylko dlaczego w swoim środowisku.? Dlaczego nie cały Zambrów[/cytat] Panie Rykaczewski startował Pan dwa razy na burmistrza,miał Pan medialne i wizerunkowe wsparcie od własciciela galerii. Jaki wynik ?o ile za pierwszym razem był wynik zadwalajacy,to za drugim już porazka,a za trzecim powioza Pana na taczce. Co do slizgania się po posadach,to tylko dzieki biskupowi Bronakowskiemu który w Pisie widzi zbawienie ludu Zambrowa.Pociąg pośpieszny dobrej zmiany nie czeka,Pan spi a on Panu odjedzie.Misiewicze Pana mogą tez pominąć,a Jarosław kompromituje się przecinaniem wstążek i te konfetti,i te defilady honorowe.Powrót do sukcesów Gierka.koalicjant puści Pana w skarpetkach. Pisz rozsadnie,bo koalicjant xyz ma ułozony plan jak będzie i co będzie i za plecami już rozgrywaja partię.
Skoro tacy dobrzy gospodarze to dlaczego obawiają się przegrania wyborów .Wystarczą kamery w miejscach głosowania i przezroczyste urny wyborcze.Jak mieszkańcom będzie odpowiadać dany radny niech go wybierają.Napewno nikt nie zagłosuje na takiego co zamyka szkoły
[cytat]Skoro tacy dobrzy gospodarze to dlaczego obawiają się przegrania wyborów .Wystarczą kamery w miejscach głosowania i przezroczyste urny wyborcze.Jak mieszkańcom będzie odpowiadać dany radny niech go wybierają.Napewno nikt nie zagłosuje na takiego co zamyka szkoły[/cytat]RFośnie szansa dla radnej z PIS,dobrze uczy,dobrze będzie rzadzic miastem,ale co Panu sie dostanie jak Baran będzie starostą i prezesem PSL ? pOWRÓT DO RYKACZ.
""PS jesli chodzi o basen to niedawno byłam i jakoś nic mi na głowę nie spadło""
a podobno władzunia planuje jego remont
znowu kolega raczy nas wypocinami jakiegoś mało rozgarniętego dziennikarzyny który nie raczył wspomnieć że propozycje zmiany ordynacji wyborczej wyszły od ruchu kontroli wyborów
[cytat] Panie Rykaczewski startował Pan dwa razy na burmistrza,miał Pan medialne i wizerunkowe wsparcie od własciciela galerii. Jaki wynik ?o ile za pierwszym razem był wynik zadwalajacy,to za drugim już porazka,a za trzecim powioza Pana na taczce. Co do slizgania się po posadach,to tylko dzieki biskupowi Bronakowskiemu który w Pisie widzi zbawienie ludu Zambrowa.Pociąg pośpieszny dobrej zmiany nie czeka,Pan spi a on Panu odjedzie.Misiewicze Pana mogą tez pominąć,a Jarosław kompromituje się przecinaniem wstążek i te konfetti,i te defilady honorowe.Powrót do sukcesów Gierka.koalicjant puści Pana w skarpetkach. Pisz rozsadnie,bo koalicjant xyz ma ułozony plan jak będzie i co będzie i za plecami już rozgrywaja partię.[/cytat]
[B]Ja słyszałam, że Pana Rykaczewskiego ma do Warszawy na wiejską ściągnąć poseł Zieliński bo tam nic się nie robi, a w Zambrowie człowiek ten nie ma już lądu.Ponoć wygryzł go z włądz wojewódzkich niejaki Sebastian Orłowski.Był ostatnio artykuł na zambrow.org.pl[/B][U][/U][I][/I][:-b]
WYGRYZŁA GRUPA PONAD PODZIAŁAMI .Niech się martwi każdy o siebie.Za wcześnie jest zacierać ręce. Szpitala już nie sprzedacie .Przynajmniej przez najbliższe kilka lat.
[cytat]WYGRYZŁA GRUPA PONAD PODZIAŁAMI .Niech się martwi każdy o siebie.Za wcześnie jest zacierać ręce. Szpitala już nie sprzedacie .Przynajmniej przez najbliższe kilka lat.[/cytat]
a to pan chciał sprzedac szpital.Wyszło szydło z worka starosta chciał sprzedac szpital.Przyznał sie na forum. Nie ładnie panie starosto