Niemcy w czasie wspomnianej wojny bezpośrednio, czy pośrednio uczyniły piekło dla większości krajów i narodów na świecie, ze szczególną determinacją podeszli do narodów Słowiańskich głównie Polaków i Serbów.Ze zwierzęcym okrucieństwem traktowali też naród Żydowski. Dzięki życzliwości sąsiadów wielu Żydów przetrwało, z opowieści nieżyjącego już mojego wujka znam następującą historię: W pewnej Wsi pod Zakroczymiem były przechowywane dwie rodziny Żydowskie z dziećmi w różnym wieku,najmłodsze z dzieci miało trzy miesiące i było bardzo płaczliwe.Pewnego razu Polak, który ich przechowywał ostrzegł, że we wsi będą Niemcy. Pech chciał, że w momencie gdy przyjechali najmłodsze dziecko zaczęło płakać.Zdesperowana matka tak mocno i długo to dziecko przytulała, że dziecko zmarło.Rzecz okropna, ale czy było inne wyście.Rodziny te przeżyły do końca wojny, dzięki pomocy Polskich sąsiadów i tej wielkiej ofierze jaką złożyła matka ze swego dziecka.Zastanawiam się czasami, co by stało się z tymi ludźmi gdyby nie desperacki krok tej matki? Pozdrawiam.
Tak ma pan rację, ale nie tylko Niemcy fałszują historię. IPN podając nie prawdziwe wiadomości co do Jedwabnego, spowodował, że Tomasz Gross napisał kłamliwą książkę "Sąsiedzi". Sprawę Jedwabnego mógł rozwiązać Lech Kaczyński, ale nie zrobił tego.Nakazał przerwać rozpoczęto ekshumację. Czy ktoś go do tego zmusił?
Wracając do tematu, rozpoczynając go nie chodziło mi o dochodzenie w sprawie fałszowania historii, tylko o zdanie forumowiczów co do tego, czy ta Matka miała inne słuszne wyjście.Pozdrawiam.
Polska wypłaci odszkodowania za Holocaust. Polska a nie Niemcy
"Wszystko wskazuje na to, że Polska wypłaci odszkodowania ofiarom Holocaustu. Także tym mieszkającym za granicą. Umożliwia to zmiana dokonana w prawie.
W polskich mediach o tej sprawie cicho, jednak my postanowiliśmy o tym poinformować. Według dziennika "Times of Israel" Polska już wkrótce zacznie wypłacać odszkodowania dla ocalonych z Holocaustu - odszkodowania mają mieć charakter comiesięcznego zasiłku. Okazuje się, że także tym, którzy nie posiadają obywatelstwa RP.
Odszkodowania może otrzymać nawet 50 000 obywateli Izraela, polskiego pochodzenia. "
[cite user="cheftain" date="09.06.2014 11:48"]Tak ma pan rację, ale nie tylko Niemcy fałszują historię. IPN podając nie prawdziwe wiadomości co do Jedwabnego, spowodował, że Tomasz Gross napisał kłamliwą książkę "Sąsiedzi". Sprawę Jedwabnego mógł rozwiązać Lech Kaczyński, ale nie zrobił tego.Nakazał przerwać rozpoczęto ekshumację. Czy ktoś go do tego zmusił?
Wracając do tematu, rozpoczynając go nie chodziło mi o dochodzenie w sprawie fałszowania historii, tylko o zdanie forumowiczów co do tego, czy ta Matka miała inne słuszne wyjście.Pozdrawiam.[/cite]
Twojemu wujkowi ktoś opowiadał kiedyś łzawą historię o jakiejś Matce (przez duże M), on opowiedział ją tobie, ty opisałeś ją nam i twierdzisz, że to właśnie IPN jest niewiarygodny (ale tobie powinniśmy wierzyć i podjąć dyskusję o twoich opowoeściach). Twierdzisz też, że Kaczyński zrobiłby dobrze, dokonując ekshumacji wbrew zakazowi rabinów. IPN wywodzi się z Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich, która opisała okropieństwa wojny od pierwszych lat po jej zakończeniu. Komisja ta opisała zbrodnie niemieckie w miarę dokładnie, ale z przyczyn oczywistych, pomijała zbrodnie sowieckie i polskie (dokonywane na narodzie polskim, różnego wyznania).
Na IPN i fałszowanie historii, temat ten sprowadził pan Kąkol.Ja poprosiłem, o odpowiedź, czy ta Matka miała inne sensowne wyiście. U96 jeżeli uważasz, że masz wyłącz paten na wiedzę to się mylisz, jeśli uważasz, że wszystko możesz zohydzić swoimi interpretacjami, to masz rację.
A teraz,żeby cię trochę "poskręcało"- a jak jednym z tych rabinów był bliski kuzyn Lecha Kaczyńskiego? Jesteśmy wolnym krajem, i Polski Minister Sprawiedliwości nie podlega pod rabina jeśli nawet ten jest jego rodziną.
Dla przypomnienia chodzi mi o przemyślenia na temat, czy można było w opisanej na początku historii postąpić inaczej. Pozdrawiam.
Wodzu, czasami czuję wręcz się zobowiązany, żeby zohydzić wypisywanie bzdur na tym forum. Zwłaszcza, jak bzdury dotyczą Patriotów, którzy nie mogą się już sami bronić, bo oddali życie w służbie Ojczyźnie.
[cite user="cheftain" date="09.06.2014 17:02"]Na IPN i fałszowanie historii, temat ten sprowadził pan Kąkol.Ja poprosiłem, o odpowiedź, czy ta Matka miała inne sensowne wyiście. U96 jeżeli uważasz, że masz wyłącz paten na wiedzę to się mylisz, jeśli uważasz, że wszystko możesz zohydzić swoimi interpretacjami, to masz rację.
A teraz,żeby cię trochę "poskręcało"- [B]a jak jednym z tych rabinów był bliski kuzyn Lecha Kaczyńskiego?[/B] Jesteśmy wolnym krajem, i Polski Minister Sprawiedliwości nie podlega pod rabina jeśli nawet ten jest jego rodziną.
Dla przypomnienia chodzi mi o przemyślenia na temat, czy można było w opisanej na początku historii postąpić inaczej. Pozdrawiam. [/cite]
Fragment oficjalnego życiorysu Lecha Kaczyńskiego:
"...Lech Kaczyński urodził się w Warszawie na Żoliborzu. Ojciec, Rajmund Kaczyński, z zawodu inżynier, był żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem powstania warszawskiego. Matka, Jadwiga z domu Jasiewicz, z wykształcenia była filologiem polskim (zawodowo związana z IBL PAN). Przez matkę był potomkiem rodów szlacheckich z XVI wieku: Olszowskich, Biskupskich i Kurozwęckich[2], ze strony ojca potomkiem Kaczyńskich herbu Pomian[3]. Ojcem chrzestnym został jego wuj, Stanisław Miedza-Tomaszewski..." - dlaczego nic tu niema o rabinach, za to tak wiele o szlachcie?
Dla porównania fragment życiorysu obecnej Pierwszej Damy z tego samego źródła:
Anna Komorowska z domu Dembowska, pierwotnie Dziadzia (ur. 11 maja 1953)... Jest córką Jana Dziadzi (ur. 18 kwietnia 1925, zm. 1980) i Józefy z domu Deptuły (ur. 21 stycznia 1929 r.; pierwotnie Hany Rojer[2]), którzy w 1954 zmienili nazwisko na Dembowscy. Oboje byli pracownikami [B]Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem Spraw Wewnętrznych – w 1968 na fali czystek antysemickich[/B] oboje zostali wysłani na wcześniejszą emeryturę...".
Oficjalne życiorysy Urbana, Michnika, proporcje narodowościowe oficerów UB - sam sobie sprawdź.
[cite user="cheftain" date="08.06.2014 19:29"]Niemcy w czasie wspomnianej wojny bezpośrednio, czy pośrednio uczyniły piekło dla większości krajów i narodów na świecie, ze szczególną determinacją podeszli do narodów Słowiańskich głównie Polaków i Serbów.Ze zwierzęcym okrucieństwem traktowali też naród Żydowski. Dzięki życzliwości sąsiadów wielu Żydów przetrwało, z opowieści nieżyjącego już [B]mojego wujka znam następującą historię: W pewnej Wsi pod Zakroczymiem były przechowywane dwie rodziny Żydowskie z dziećmi w różnym wieku,najmłodsze z dzieci miało trzy miesiące i było bardzo płaczliwe.Pewnego razu Polak, który ich przechowywał ostrzegł, że we wsi będą Niemcy. Pech chciał, że w momencie gdy przyjechali najmłodsze dziecko zaczęło płakać.Zdesperowana matka tak mocno i długo to dziecko przytulała, że dziecko zmarło.[/B]Rzecz okropna, ale czy było inne wyście.Rodziny te przeżyły do końca wojny, dzięki pomocy Polskich sąsiadów i tej wielkiej ofierze jaką złożyła matka ze swego dziecka.Zastanawiam się czasami, co by stało się z tymi ludźmi gdyby nie desperacki krok tej matki? Pozdrawiam.
[/cite]
Jak Michnik jest Twoim wujkiem, to możliwe, że znasz to od niego, tylko trochę pokręciłeś (ale Szechter nie sprawia wrażenia nieżywego).
Nie pod Zakroczymiem koło Mińska Mazowieckiego, tylko w Czekanowie koło Sokołowa Podlaskiego (drobne kilkaset km. różnicy), żadni znajomi twojego wujka, tylko Alfreda i Bolesław Pietraszkowie Odznaczeni Medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata 25 września 2007 r.
"...Wojny nie przeżyło tylko jedno dziecko. Jego matka nieumyślnie udusiła je poduszką, żeby nie płakało, kiedy w pobliżu przejeżdżał niemiecki patrol..."
A na koniec piękna "klamra", która zepnie dwa fragmenty mojego komentarza do twojego bełkotu:
"...Alfreda i Bolesław Pietraszkowie zostali pośmiertnie [B]odznaczeni przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej prof. Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski [/B]za przechowanie siedemnastu Żydów w czasie okupacji niemieckiej w latach 1942-1944.
Odznaczenie z rąk Pani Prezydentowej Marii Kaczyńskiej w dniu 9 lutego 2010 r.w Reszowie odebrali: Maria Snopek i ks. proboszcz Henryk Sączek — inicjatorzy i realizatorzy utrwalania pamięci o bohaterach Czekanowa. Uroczystość została zorganizowana przez Kancelarię Prezydenta RP., IPN Oddział w Rzeszowie oraz Urząd Marszałkowski W Rzeszowie pod hasłem „Ocalić od zapomnienia"...".
Moim zdaniem narodowi polskiemu należy się PRAWDA. Może nie zawsze będzie taka, jak byśmy chcieli, ale i tak będzie tysiąc razy lepsza od prawdy o naszych okupantach. Szkoda, że komuna upadla tak późno, wtedy tej prawdy o latach wojny i okresie bezpośrednio po niej, zachowałoby się więcej. Prawdy opisanej, skatalogowanej, popartej dowodami, dokumentami, imiennymi oświadczeniami świadków. Ale nie twoimi wymysłami i opowieściami wujka wyczytanymi w Gazecie Współczesnej albo opowieściami dziadka z gminy Zawady, który uważa za fakty to, co usłyszał od etatowego instruktora PZPR w 1969r. na prelekcji dotyczącej zwalczania band AK i stonki ziemniaczanej.
Jak wrażenia Wodzu[>~]? ===> "Zohydziłem" ci trochę ten wątek[;-P]?
Zohydzasz siebie nie dopuszczając myśli, że ktoś ma odmienne zdanie i że może być prawdziwe, życiorys Kaczyńskiego podany przez ciebie jest tak prawdziwy,jak życiorys Generała Jaruzelskiego, to po pierwsze, a po drugie żebyś przeczytał historie ocalonych Żydów, spisane przez Instytut Yad Vashem to byś dopiero wydziwiał, jak wiele historii jest prawie identycznych i nigdy nie pisałem, że którykolwiek z bohaterów tej opowieści był znajomym mojego wujka .Dla twojej informacji choć nie wiem czy warto, mój wuj był bratem zakonnym właśnie w Zakroczymiu,(można dokumentnie sprawdzić) i za ocalenie Obywateli Izraela został Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata.Podziwiam twoje uwielbienie dla Kaczyńskich tych z Warszawy, ale sprawdź czy nie jest to już opętanie. Kaczyńscy po kądzieli są Izraelitami, czy ci się to podoba czy nie.I odpuść sobie tego wodza bo mimo, że z podpowiedzi to jednak strzelasz ślepakami, cheftain to nie znaczy wódz.Pozdrawiam.
[cytat]Zohydzasz siebie nie dopuszczając myśli, że ktoś ma odmienne zdanie i że może być prawdziwe, życiorys Kaczyńskiego podany przez ciebie jest tak prawdziwy,jak życiorys Generała Jaruzelskiego, to po pierwsze, a po drugie żebyś przeczytał historie ocalonych Żydów, spisane przez Instytut Yad Vashem to byś dopiero wydziwiał, jak wiele historii jest prawie identycznych i nigdy nie pisałem, że którykolwiek z bohaterów tej opowieści był znajomym mojego wujka .Dla twojej informacji choć nie wiem czy warto, mój wuj był bratem zakonnym właśnie w Zakroczymiu,(można dokumentnie sprawdzić) i za ocalenie Obywateli Izraela został Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata.Podziwiam twoje uwielbienie dla Kaczyńskich tych z Warszawy, ale sprawdź czy nie jest to już opętanie. Kaczyńscy po kądzieli są Izraelitami, czy ci się to podoba czy nie.I odpuść sobie tego wodza bo mimo, że z podpowiedzi to jednak strzelasz ślepakami, cheftain to nie znaczy wódz.Pozdrawiam.[/cytat]
Widzę Wodzu, że jesteś z wujka dumny. I chyba masz rację. Ale czy wujek byłby dumny z ciebie? Zasługi wujka nie są twoimi zasługami. Na swoje dobre imię sam musisz zapracować. I chyba nie w ten sposób:
[cite user="cheftain" date="01.06.2014 19:57"]Czy ktoś może potwierdzić, w Warszawie kończą budowę drugiego meczetu?
Jeśli to prawda to ciekawe, który prezydent wydał pozwolenie, i dlaczego PiS-owscy radni tego nie oprotestowali , nie nagłośnili?Pozdrawiam.[/cite]
[cite user="cheftain" date="01.06.2014 21:47"] Nie dość, że kochacie stalina to jeszcze i terrorystyczny islam.Lepiej być nienormalnym, ale z głową, niż PiS-o normalnym bez głowy jak ten żołnierz w UK.Pozdrawiam miłośników dżihadu.[/cite]
[cite user="cheftain" date="01.06.2014 22:00"]Te dwie pozycje wykluczają się nawzajem.Pismo Święte, jest księgą miłości, Koran zaś księgą nienawiści.Niegodziwością jest takie zestawienie.[/cite]
Teraz w Polsce mieszka około 60 tys muzułmanów - i ty masz z tym problem.
Przed wojną w Polsce mieszkało 3500 tys. Żydów (w niektórych miastach ok 40% ludności) i twój wujek zakonnik chyba nie miał z tym większego problemu.
Był dumny z tego,że razem z moimi rodzicami nauczył mnie, samodzielnego myślenia, oceniania krytycznego sytuacji, która mnie otacza i tego, że uwielbienie należy się Bogu, a nie bałwanom, choćby byli największymi bałwanami.Cieszę się, że choć przez kilka godzin związałem tak liczne zastępy Zambrowskiego PiS-U i dla jasności w przeciwieństwie do adwersaży nie poczytuję swoich partnerów dyskusji za wrogów i nie walczę z nimi, piszę tylko swoje przemyślenia i powtarzając za klasykiem chciałbym trochę szerszemu ogółowi wyjaśnić, że "szambo to nie perfumeria". Tak to są moje przemyślenia, a nie cytaty z Wikipedii, a w Zambrowie było dużo więcej Izraelitów niż myślisz, skąd bierzesz takie dziwne dane, plączesz tematy, śpiący jesteś. Pozdrawiam.
PS
Jarek nie mów, że to ty, z tobą też fajna zabawa, a myślałem, że stać cię na więcej.Trzymaj się wiatru bo drabina leci.
Wg wypowiedzi Polska będzie wypłacać odszkodowania za zbrodnie wykonane przez Niemców i ruskich w czasie II wojny światowej Nikt jednak nie porusza tematu o doświadczeniach na ludziach w obozach koncentracyjnych Np środki wczesnoporonne do dzisiaj firmy niemieckie zarabiają nawet nie zmieniając nazwy tych środków 90% firm na świecie jest w rękach niemców lub pochodzenia niemieckiego o tym należy mówić
[cytat]Był dumny z tego,że razem z moimi rodzicami nauczył mnie, samodzielnego myślenia, oceniania krytycznego sytuacji, która mnie otacza i tego, że uwielbienie należy się Bogu, a nie bałwanom...[/cytat]
Ale ty to mądry i skromny jesteś Wodzu. Imponuje mi, że twój wujek zakonnik już dawno był z ciebie dumny. Pewnie też był zwolennikiem Stanu Wojennego, Jaruzelskiego i Millera.
Zgadzam się i bardzo się cieszę, że to nie Jarek.Pozdrawiam. A cha skromny jak skromny, ale nie obrzucam nikogo epitetami.Dobrej nocy życzę Wodzu.Hej, nie śpisz? Tak bo ludzie realnie myślący uznają te same priorytety: BÓG i Ojczyzna.
[cytat]Zgadzam się i bardzo się cieszę, że to nie Jarek.Pozdrawiam. A cha skromny jak skromny, ale nie obrzucam nikogo epitetami.Dobrej nocy życzę Wodzu.Hej, nie śpisz? Tak bo ludzie realnie myślący uznają te same priorytety: BÓG i Ojczyzna.[/cytat]Twierdzisz więc, źe twój realnie myślący wujek zakonnik był zwolennikiem Stanu Wojennego, Jaruzelskiego i Millera, bo jego priorytetami był Bóg i Ojczyzna. Który to z bogów jest priorytetem Millera i dla dobra mieszkańców jakiej ojczyzny Jaruzelski wyprowadził czołgi na ulice? Większość wojen toczono w imię bogów i ojczyzn różnych stron konfliltów. Może lepiej by było, gdyby było mniej polityków i generałów a więcej przyzwoitych ludzi?
[cite user="U96" date="10.06.2014 09:22"]T. Może wystarczyłoby nie mieszać do tego religii i ideologii, tylko być dobrym człowiekim?====To sa Twoje słowa,a czym i kim jesteś ? RUSKIM ZAKAPIOREM,macicielem................Chcesz żeby szanować Twoje poglądy i wypowiedzi ? TO SZANUJ INNYCH.... pÓKI CO CHCESZ DLA WIELU NARZUCIĆ SWOJE MYSLENIE. Kim jest Jarosław,poszperaj w innych materiałach jak się uwlaszczali na majątku przy likwidacji komuny,może Ci to rozjaśni w łepetynie.ODPLAĆ SIE ZA MLEKO MATCE I KASZKĘ KTÓRĄ ZJADŁEŚ I DOPIERO ZAJMIJ SIĘ POLITYKĄ,BO PÓKI CO TO W/G WYPOWIEDZI JESTES JESZCZE ŻÓŁTODZIOBEM. Jesteś nawiedzony.
[cytat]T. Może wystarczyłoby nie mieszać do tego religii i ideologii, tylko być dobrym człowiekim?====To sa Twoje słowa,a czym i kim jesteś ? RUSKIM ZAKAPIOREM,macicielem................Chcesz żeby szanować Twoje poglądy i wypowiedzi ? TO SZANUJ INNYCH.... pÓKI CO CHCESZ DLA WIELU NARZUCIĆ SWOJE MYSLENIE. Kim jest Jarosław,poszperaj w innych materiałach jak się uwlaszczali na majątku przy likwidacji komuny,może Ci to rozjaśni w łepetynie.ODPLAĆ SIE ZA MLEKO MATCE I KASZKĘ KTÓRĄ ZJADŁEŚ I DOPIERO ZAJMIJ SIĘ POLITYKĄ,BO PÓKI CO TO W/G WYPOWIEDZI JESTES JESZCZE ŻÓŁTODZIOBEM. Jesteś nawiedzony.[/cytat]
No dobrze, może i jestem mącicielem, zakapiorem i żółtodziobem - ALE DLACZEGO RUSKIM?
Ja nie byłem etatowym pracowniliem PZPR w gminie Zawady nie miałem problemów z lustracją i majątku narodowego za grosze nie kupowałem. No i jaki to ma związek z ll wojną światową?
U96 dlaczego przekreślasz wszystkich, którzy mają inne zdanie niż ty? Obecni działacze partyjni także PiS-u byli w minionej epoce działaczami PZPR, ZSL, SD. Nie wszyscy, ale całkiem sporo, tak na szczeblu powiatowym jak i na wyższym. Pan Kaczyński (ten z Zambrowa) w przeciwieństwie do wielu nie ukrywa swojej przynależności i sympati partyjnych. Tak naprawdę czyny człowieka, który nie jest przestępco z wyboru (komuna nie była z wyboru była narzucona) nie mogą być potępione a priori. U96 jeśli będziesz łaskaw ustosunkować się do tego wpisu, to zrób to spokojnie nie rzucaj mi się do gardła, ja naprawdę z różnego pieca chleb jadłem i słownie mnie nie zastraszysz, a przecież można rozmawiać kulturalnie. Pozdrawiam.
[cytat]U96 dlaczego przekreślasz wszystkich, którzy mają inne zdanie niż ty? Obecni działacze partyjni także PiS-u byli w minionej epoce działaczami PZPR, ZSL, SD. Nie wszyscy, ale całkiem sporo, tak na szczeblu powiatowym jak i na wyższym. Pan Kaczyński (ten z Zambrowa) w przeciwieństwie do wielu nie ukrywa swojej przynależności i sympati partyjnych. Tak naprawdę czyny człowieka, który nie jest przestępco z wyboru (komuna nie była z wyboru była narzucona) nie mogą być potępione a priori. U96 jeśli będziesz łaskaw ustosunkować się do tego wpisu, to zrób to spokojnie nie rzucaj mi się do gardła, ja naprawdę z różnego pieca chleb jadłem i słownie mnie nie zastraszysz, a przecież można rozmawiać kulturalnie. Pozdrawiam. [/cytat]
Komuna była narzucona przyzwoitym ludziom przez komuchów. Nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, Chinach, Kampuczy i innych krajach. Właśnie w tych krajach dobrzy ludzie najwięcej wycierpieli od swoich czerwonych rodaków. W Polsce sytuacja była bardziej klarowna niż w tych krajach, bo nowy ustrój polityczny przyjechał razem z ruskimi czołgami i czołgami był utrwalany. Jeżeli ktoś w tej sytuacji zapisuje się do kolaboracyjnej organizacji znanej jako Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji i bierze pieniądze za utrwalanie nieludzkiej ideologii i dominacji wrogiego mocarstwa, na mój szacunek liczyć nie może. Większość społeczeństwa do Partii mimo pokus i nacisków nie wstępowała i większość dla SB nie kapowała. Ta większość obaliła zbrodniczy system komunistyczny i doprowadziła Polskę do niepodległości (teoretycznie).
[cite user="U96" date="10.06.2014 12:11"]
Komuna była narzucona przyzwoitym ludziom przez komuchów. Nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, Chinach, Kampuczy i innych krajach. Właśnie w tych krajach dobrzy ludzie najbardziej wycierpieli od swoich czerwonych rodaków. W Polsce sytuacja była bardziej klarowna niż w tych krajach, bo nowy ustrój polityczny przyjechał razem z ruskimi czołgami i czołgami był utrwalany. Jeżeli ktoś w tej sytuacji zapisuje się do kolaboracyjnej organizacji znanej jako Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji i bierze pieniądze za utrwalanie nieludzkiej ideologii i dominacji wrogiego mocarstwa, na mój szacunek liczyć nie może. Większość społeczeństwa do Partii mimo pokus i nacisków nie wstępowała i większość dla SB nie kapowała. Ta większość obaliła zbrodniczy system komunistyczny i doprowadziła Polskę do niepodległości (teoretycznie).[/cite]Naprawde masz jeszcze wiele do uzupełnienia swojej wiedzy. Trzeba było żyć i pracować w poprzednim systemie. Wielu z was krzyczy,a czym się 30 lat wstecz zajmowali ?Przyjacielu nie wiezs jeszcze nawet jak komunizm rozlany był na całym świecie i do dziś w wielu krajach funkcjonuje.Można mieć swój pogląd,ale nie taki jaki reprezentujesz. Jesteś niby napakowany wiedzą ,a nie masz pojęcia co to Ruski zakapior..Za komuny dla SB kapowali właśnie tacy ideolodzy jak Ty,i teraz też sa tacy kapusie nawiedzeni. Ty kapujesz,donosisz tylko już komus innemu. Masz teraz ten wolny kraj z którego wysyła się młodych Polaków do zabijania inaczej myslacych afgańczykow i co też powinni powiedzieć,że zbrodniczych czynów odmawiają. Jesteś z chorobą specyficzną i nic więcej.
[cytat]. Jesteś niby napakowany wiedzą ,a nie masz pojęcia co to Ruski zakapior..Za komuny dla SB kapowali właśnie tacy ideolodzy jak Ty,i teraz też sa tacy kapusie nawiedzeni. Ty kapujesz,donosisz tylko już komus innemu. Masz teraz ten wolny kraj z którego wysyła się młodych Polaków do zabijania inaczej myslacych afgańczykow i co też powinni powiedzieć,że zbrodniczych czynów odmawiają. Jesteś z chorobą specyficzną i nic więcej.[/cytat]
Niezmiernie intrygujące twierdzenie:
- "Można mieć swój pogląd,ale nie taki jaki reprezentujesz".
Mnie stać na WŁASNE poglądy. Ja nie muszę dostosowywać swoich poglądów, go poglądów Gienia (jak niektórzy). Mam taki pogląd, jaki mam a jedyną drogą, żebym go zmienił, jest przekonanie mnie do tego przy pomocy logicznych argumentów.
Nie mierz wszystkich swoją miarą. 30 lat temu, większością byli przyzwoici ludzie, nie należący do PZPR. Może żyłem i pracowałem w poprzednim systemie? Może miałem możliwość zeszmacić się wstąpieniem do ZSMP w zamian za wycieczkę do NRD, albo wstąpić do PZPR, żeby robić karierę? Może mogłem zostać kapusiem? Może mogłem odsłużyć wojsko w ZOMO? Prawie wszyscy, którzy wtedy żyli, mieli takie "wspaniałe" możliwości -ale zdecydowana większość z nich nie skorzystała. Gdyby skusili się na moskiewskie srebrniki i talony, nie byłoby komu wywalczyć demokracji i wolnej Polski. Za komuny kapowali różni, ale ideowców wśród kapusiów było niewielu, bo idiotów oderwanych od rzeczywistości SB nie potrzebowała. Zresztą nikt normalny w te komusze brednie nie wierzył, nawet same komuchy. Partyjność była tylko sposobem na lżejsze życie i karierę. Może kapusie wmawiali sobie, że robią to dla idei po to, żeby dorobić do swego skundlenia jakąś lżejszą do zaakceptowania teorię?
Bredzisz coś o Afganistanie? Przypominam ci więc, że za komuny nasz KBW i UB zwalczały AK i NSZ. Nasz rząd i PZPR wysyłały milicję i wojsko do pacyfikowania strajków, wysłały naszych żołnierzy do tłumienia powstania w Czechosłowacji i wprowadzania Stanu Wojennego. W zabijaniu inaczej myślących Afgańczyków długo nikt nie pobije Rosjan. w Polsce, nasze komuchy wraz z ruskimi, zabiły wiele tysięcy inaczej myślących Polaków a setki tysięcy wysłały na Syberię. Teraz, nasi żołnierze zawodowi nie są wysyłani do Afganistanu wbrew swojej woli, nie jadą tam poborowi.
Piszesz:
"...komunizm rozlany był na całym świecie i do dziś w wielu krajach funkcjonuje..."
Kolejne brednie. Spośród 195 państw uznanych na świecie, jako komunistyczne określa się tylko pięć. I na pewno większość z nas nie chciałaby żyć w żadnym z nich.
Na koniec ciekawostka. Aleksander pisze:
"... Ty kapujesz,donosisz tylko już komus innemu..."
Na jakiej podstawie twierdzisz łgarzu, że kapuję, jak nawet nie wiesz kim jestem?
Warto zwrócić na to uwagę, bo to dobry przykład na sprawdzoną taktykę łgarzy, stosowaną przeciwko uczciwym, których się obawiają: "obrzućmy przeciwnika błotem, może coś się przyklei". Taką taktykę zastosowano przeciwko PIS, wypisując brednie o finansowaniu PC z funduszy FOZZ. Nawet GW napisała na ten temat tak:
"... Film "Dramat w trzech aktach", wyemitowany tuż przed kampanią wyborczą do Sejmu i w trakcie urzędowania Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości, został powszechnie skrytykowany, bo zarzuty oparto tylko na wypowiedziach Pineiry i Klemby. Autorzy filmu otrzymali tytuł "Hien Roku". Kaczyńscy pozwali TVP do sądu - sprawa zakończyła się ugodą w 2004 r. i przeproszeniem Lecha i Jarosława Kaczyńskich...".
Pomimo, że od czasu do czasu jakaś publikacja, czy ujęcie Niemieckiego zbrodniarza wojennego przypomina nam okropności Drugiej Wojny Światowej, to jednak pamięć o tamtych wyczynach Niemców słabnie. Niemcy są odpowiedzialni za dwie największe Światowe hekatomby, współodpowiedzialni za nasze rozbiory i tysiące innych Polskich nieszczęść, jak chociażby odbieranie Polakom ziemi, fałszują historię, a teraz przymierzają się do zagranicznych misji wojskowych. Społeczeństwa Europejskie jakby wyparły ze swojej świadomości wiedzę "o Niemieckich możliwościach i ich umiłowaniu pokoju". To może się bardzo źle skończyć. IPN zamiast gloryfikować UPA powinien większy nacisk położyć na przypomnienie np. jak i przez kogo było pacyfikowane Powstanie Warszawskie. Pozdrawiam.
Ruski i Niemiec to byli tylko okupańci wspierani często przez niby polaków ich działania nie wiele różnią się od obecnego zaciskania sznura na polakach przez obecny rząd i to o tym należało by rozprawiać a nie wkoło mielić tematy które każdy normalny polak zna na pamięć Co zaś IPN to tylko patrzeć jak obecny szef rozsadzi go od środka na zlecenie obecnych prominentów
Kaci Warszawy - zbrodniarze odpowiedzialni za rzeź powstańczej stolicy
Erich von dem Bach-Zelewski, Heinz Reinefarth, Oskar Dirlewanger i Bronisław Kamiński - to nazistowscy zbrodniarze, nieosądzeni za swe czyny, odpowiedzialni za rzeź warszawiaków w 1944 r. Łącznie w czasie powstania zginęło ok. 180 tys. cywilów.
Głównodowodzący wojsk tłumiących Powstanie Warszawskie - gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski przed Trybunalem Norymberskim /Reprodukcja: FoKa /Agencja FORUM
Głównodowodzący wojsk tłumiących Powstanie Warszawskie - gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski przed Trybunalem Norymberskim
/Reprodukcja: FoKa /Agencja FORUM
"Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy" - taki rozkaz wydał 1 sierpnia 1944 r., w reakcji na wybuch powstania w Warszawie, Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler.
Pierwsze walki o stolicę, mimo że oczekiwane przez Niemców, zaskoczyły okupantów ich skalą. W związku z tym komendant garnizonu warszawskiego gen. Rainer Stahel, apelował do dowództwa o przysłanie do Warszawy posiłków. Nowe oddziały niemieckie ściągnięto do miasta 4 sierpnia.
Głównodowodzącym wojsk tłumiących powstanie został gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski (1899-1972) - oficer, mający za sobą zbrodniczą przeszłość. Był weteranem I wojny światowej. Jako członek Freikorpsów brał udział w tłumieniu powstań śląskich. Po zajęciu Polski przez Niemcy w 1939 r., będąc Wyższym Dowódcą Policji i SS na Śląsku, von dem Bach-Zelewski odpowiadał m.in. za akcje pacyfikacyjne oraz deportacje tysięcy Polaków do Generalnego Gubernatorstwa. Był również zastępcą Komisarza Rzeszy Do Spraw Umacniania Niemczyzny.
W związku z atakiem Niemiec na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r., von dem Bach-Zelewski został przydzielony do Armii "Środek". Pełnił m.in. funkcję pełnomocnika Reichsfuehrera SS ds. Walki z Bandami; odpowiadał za zwalczanie partyzantki na zajętych terenach ZSRS oraz zbrodnie na ludności żydowskiej.
Kiedy von dem Bach-Zelewski przybył do ogarniętej powstaniem Warszawy, rozpoczynała się właśnie masowa rzeź jej mieszkańców. W powojennych zeznaniach utrzymywał, że dotarł do polskiej stolicy pomiędzy 13 a 15 sierpnia. Próbował w ten sposób uchylić się od odpowiedzialności za zbrodnie na mieszkańcach Woli i Ochoty, których dokonywała nowo utworzona grupa uderzeniowa pod dowództwem SS Gruppenfuehrera Heinza Reinefahrta (podlegał bezpośrednio von dem Bachowi-Zelewskiemu). W skład grupy wchodziły: pułk z brygady SS Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej (RONA), dowodzony przez SS Brigadefuehrera Bronisława Kamińskiego - ok. 2 tys. żołnierzy; pułk SS dowodzony przez SS-Standartenfuehrera Oskara Dirlewangera (dwa bataliony, 3381 ludzi), 2. Azerbejdżański Batalion "Bergmann", dwa bataliony 111. Pułku Azerbejdżańskiego i 3. Pułk Kozaków - razem ok. 2,8 tys. ludzi; 608. Pułk Ochrony z Wrocławia płk. Willy"ego Schmidta - ok. 600 ludzi.
Tylko 5 sierpnia w wyniku masowych egzekucji mieszkańców warszawskiej Woli zginęło ok. 20 tys. ludzi (w kolejnych dniach liczba ofiar wzrosła do 40 tys.). "Rozkazy Himmlera brano dosłownie. Potyczki z obrońcami miasta z Armii Krajowej były działaniem niemal marginesowym, albowiem przez dwa dni Niemcy skupili się na masakrowaniu każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka, którzy się znaleźli w ich polu widzenia. Nie oszczędzano nikogo - nawet sióstr zakonnych, pielęgniarek, leżących w szpitalach pacjentów, lekarzy, kalek i dzieci" - pisze Norman Davies w "Powstaniu "44".
6 sierpnia von dem Bach uchylił rozkaz o mordowaniu wszystkich Polaków bez wyjątku. - Od tamtego czasu zbrodni także było bez liku, nie było jednak dążenia do eksterminacji wszystkich mieszkańców. Masowe mordy na powstańcach i cywilach towarzyszyły atakom niemieckim do końca, ale większość wziętych do niewoli żołnierzy i mieszkańców Warszawy przeżyła - tłumaczy w rozmowie z PAP historyk prof. Włodzimierz Borodziej, autor m.in. niemieckojęzycznej monografii powstania ("Der Warschauer Aufstand 1944").
Jak dodaje, von dem Bach-Zelewski, choć ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za niemieckie zbrodnie w czasie powstania, nie miał pełnej kontroli nad jednostkami pomocniczymi SS, przede wszystkim nad dokonującą rzezi Ochoty Brygadą Kamińskiego oraz pacyfikującym Wolę, składającym się głównie z kryminalistów, oddziałem Dirlewangera.
Pierwszy z wymienionych zbrodniarzy - pochodzący z guberni witebskiej Bronisław Kamiński (1899-1944), kolaborant III Rzeszy, po ataku Niemiec na ZSRS dowodził oddziałem w rejonie Briańska, złożonym głównie z Rosjan, którzy dostali się do niemieckiej niewoli. Odpowiadał on za zwalczanie sowieckiej partyzantki; w 1942 r. przekształcił się w Brygadę RONA.
Jako jej dowódca w czasie powstania warszawskiego Kamiński zyskał złą sławę kata tysięcy mieszkańców Ochoty. - Był awanturnikiem politycznym, wygłaszał do swych ludzi mowy propagandowe o wielkiej, faszystowskiej Rosji, której chciał być przywódcą-fuehrerem. Kobiety i alkohol były treścią jego życia. Dowództwo wojskowe pozostawiał swym dowódcom pułków. Pojęcie własności było mu obce, żadnego narodu nie nienawidził tak, jak Polaków, których wspominał jedynie obelżywymi słowami - charakteryzował Kamińskiego w swych powojennych zeznaniach von dem Bach-Zelewski.
Kamiński został rozstrzelany przez SS na jego rozkaz 4 października 1944 r. - za uchylanie się od wykonywania rozkazów oraz rabunek wartościowego mienia. Prawdopodobnie niemiecki dowódca chciał pozbyć się niesubordynowanego podwładnego w obawie, gdyby ten odważył się po wojnie obciążyć go zeznaniami.
Oskar Dirlewanger /Agencja FORUM
Oskar Dirlewanger
/Agencja FORUM
Podobny stopień fanatyzmu, skłonności sadystycznych oraz demoralizacji do Kamińskiego reprezentował Dirlewanger (1895-1945), doktor politologii. Był weteranem I wojny światowej oraz hiszpańskiej wojny domowej. W latach 30. XX w. został skazany za gwałt na 13-latce.
Od 1940 r. należał do SS; dowodził oddziałem karnym, złożonym głównie z kłusowników i recydywistów. Odpowiadali oni m.in. za nadzór niemieckiego obozu pracy przymusowej dla Żydów w Starym Dzikowie, będącego filią obozu zagłady w Bełżcu. W 1942 r. Dirlewanger i jego oddział zostali przeniesieni na tereny Białorusi z zadaniem zwalczania powstającej tam sowieckiej partyzantki. Żołnierze Dirlewangera dopuścili się tam wielu zbrodni na ludności cywilnej.
W 1944 r. Dirlewanger otrzymał przydział do grupy bojowej tłumiącej powstanie warszawskie. "Żadnemu Polakowi, uzbrojonemu czy nie, nie okazywano litości. Prowadząca atak brygada Dirlewangera i jej azerscy wspólnicy torowali sobie drogę przez Wolę z niespotykanym barbarzyństwem" - pisze Christopher Hale w książce "Kaci Hitlera".
Von dem Bach-Zelewski zapamiętał Dirlewangera jako gorliwie wypełniającego rozkazy podwładnego. "Osobiście nieustraszony i dzielny, podtrzymywał swój autorytet tylko przez największą brutalność. Nałogowy pijak i łgarz, był w stosunku do o wiele prymitywniejszego Kamińskiego bardziej wyrafinowany" - zeznawał po wojnie niemiecki dowódca.
Jak dodawał, Brygada Dirlewangera, mimo że złożona ze zdemoralizowanych żołnierzy, odznaczała się sporą wartością bojową. "Składała się ona wyłącznie z karanych poprzednio kryminalistów i przestępców politycznych, którym była zapewniona amnestia, o ile wykażą się męstwem w walce. Byli więc ludźmi, którzy nie mieli nic do stracenia, a wszystko do zyskania" - relacjonował von dem Bach-Zelewski.
Niemcy przepraszają za Rzeźnika Woli
Niemcy przepraszają za Rzeźnika Woli
Z okazji 70. rocznicy powstania warszawskiego parlamentarzyści w Szlezwiku-Holsztynie przyjęli jednogłośnie uchwałę ws. gen. SS Heinza Reinefartha. W ten sposób przepraszają, że po wojnie nie został on rozliczony ze zbrodni - pisze "Gazeta Wyborcza". czytaj więcej
Oddziały Kamińskiego i Dirlewangera bezpośrednio podlegały rozkazom gen. Reinefahrta (1903-1979), który 5 sierpnia, podczas pacyfikacji Woli, skarżył się do przełożonych tymi słowami: "Co mam robić z cywilami? Mam mniej amunicji niż zatrzymanych".
Ten słynący z okrucieństwa dowódca, z zawodu prawnik, przed powstaniem m.in. uczestnik kampanii polskiej 1939 r. i francuskiej 1940 r. oraz wojny ze Związkiem Sowieckim, miał za sobą błyskotliwą karierę w niemieckim aparacie policyjnym w Protektoracie Czech i Moraw oraz Głównym Urzędzie Policji Porządkowej w Berlinie. Od 1944 r. sprawował funkcję dowódcy SS i Policji w Kraju Warty.
W czasie powstania, oprócz przeprowadzenia rzezi Woli, Reinefahrt dowodził oddziałami niemieckim w walkach o Stare Miasto, Powiśle i Czerniaków. Odpowiadał za masowe zbrodnie na cywilach, likwidację jeńców wojennych oraz chorych przebywających w szpitalach i ich personel medyczny.
"Po wojnie Reinefarth trafił do niewoli brytyjskiej, nie został jednak wydany Polakom, którzy błędnie pisali wnioski ekstradycyjne. Potem zaczęła się Zimna Wojna i szanse na jego ekstradycję zniknęły. Jako lokalny polityk prawicowy już w 1951 r. został burmistrzem Westerland na wyspie Sylt, potem - posłem do Landtagu. Zmarł jako szanowany współobywatel w 1979 r." - przybliża powojenny życiorys zbrodniarza prof. Borodziej.
Reinefahrt, podobnie jak von dem Bach-Zelewski i Dirlewanger, zostali po stłumieniu powstania uhonorowani przez Adolfa Hitlera. Wódz III Rzeszy nadał im wysokie odznaczenia wojskowe: von dem Bach-Zelewski i Dirlenwanger otrzymali Krzyże Rycerskie Żelaznego Krzyża, a Reinefarth - Liście Dębowe do Krzyża Rycerskiego Żelaznego Krzyża.
Odznaczeni zbrodniarze, mimo że bezpośrednio odpowiadali za gehennę mieszkańców Warszawy w czasie powstania, nie zostali po wojnie sprawiedliwie osądzeni.
- Zastanawiam się, czy jakikolwiek niemiecki oficer został skazany przez sąd w Niemczech za zbrodnie popełnione w czasie powstania i mam spory kłopot, aby choć jedną taką osobę znaleźć - podkreśla prof. Borodziej. Jak dodaje, głównodowodzący wojsk tłumiących powstanie gen. von dem Bach-Zelewski był inteligentnym dowódcą, a jednocześnie "jednym z największych zbrodniarzy wojennych nie tylko w Warszawie", w pełni zasługującym na karę śmierci.
- Von dem Bach, świadek koronny aliantów w czasie procesów norymberskich, został skazany w RFN li tylko za przestępstwa przedwojenne. Dirlewanger zginął tuż po wojnie. Najważniejszy warszawski gestapowiec zaginął w lutym 1945 r. i tylko dowódca SS i policji Paul Otto Geibel skazany został przez (polski) sąd na dożywocie.
"Polacy potrafili w tragicznym położeniu znaleźć ducha walki
Polacy potrafili w tragicznym położeniu znaleźć ducha walki i walczyć, nawet jeśli wygrana była niestety wielce nieprawdopodobna - podkreślił Joachim Gauck. Prezydent Niemiec poinformował, że będzie w Polsce podczas obchodów 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej. - Napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku jako początek wojny wryła się głęboko w świadomość Niemców - dodał.
Prezydent Niemiec razem z prezydentem Polski Bronisławem Komorowskim otworzył dziś wystawę z okazji 70. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.
- Chcemy poprzez tę wystawę nie tylko wspominać o jakże strasznych działaniach i wyczynach narodu niemieckiego, ale chcemy również spotkać się z wami, waszym cierpieniem, wytworzyć pewną empatię i zrozumieć cierpienie innych - powiedział Gauck.
Prezydent Niemiec powiedział, że powstanie warszawskie jest dla niego wyjątkowe. Przypomniał, że był w Warszawie w 2004 roku, krótko po tym, jak zostało otwarte Muzeum Powstania Warszawskiego. - Wtedy też myślałem, że będzie to miejsce upamiętnienia, zadumy, miejsce, w którym znajdę tablice z informacjami dotyczącymi osób poległych, Niemców i całej sytuacji. Tym bardziej byłem zdziwiony, gdy doświadczyłem multimedialnej prezentacji i wystawy, i byłem otoczony odgłosami z powstania warszawskiego - świstami kul, wybuchami bomb, budynków (...) i krzykami nazistów - wspominał.
Dodał, że wtedy zrozumiał, iż "dla wielu Polaków zwycięstwo nad Niemcami było o wiele ważniejsze aniżeli porażka tego powstania". - To jest niesamowicie istotna cecha, by w takiej sytuacji, tragicznym wręcz położeniu znaleźć w sobie ducha walki i walczyć, nawet jeśli wygrana jest niestety wielce nieprawdopodobna - powiedział niemiecki prezydent.
"Napaść Niemiec na Polskę wryła się głęboko w świadomość Niemców"
Podkreślił, że to jedna z cech Polaków, że "potrafią przekazać przez wiele kolejnych pokoleń (...) świadomość i wiadomość, że walka jest niesłychanie ważna, że trzeba walczyć o swój naród i walczyć o wolność, nawet jeśli ceną jest własne życie".
Prezydent Niemiec poinformował, że będzie w Polsce podczas obchodów 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej.
- Napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku jako początek II wojny światowej wryła się głęboko w świadomość Niemców. Jestem wdzięczny panu, panie prezydencie, że ten dzień będziemy też wspólnie obchodzić w Polsce - zwrócił się Gauck do prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas berlińskich uroczystości otwarcia wystawy z okazji 70. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.
Komorowski i Gauck objęli honorowy patronat nad berlińską wystawą "Powstanie Warszawskie 1944". Gauck powiedział podczas uroczystości, że rozpoczęta we wrześniu 1939 roku ponad pięcioletnia okupacja Polski w pamięci zbiorowej Niemców nadal znajduje się w cieniu wojny ze Związkiem Radzieckim oraz ludobójstwa Żydów. Zaznaczył, że powstanie w getcie warszawskim 1943 roku jest w Niemczech bardziej znane niż powstanie warszawskie.
Prezydent Niemiec zaznaczył też, że wystawa poświęcona powstaniu warszawskiemu jest ważna również ze względu na ukazywanie "specyficznie polskiej perspektywy". - Pomaga nam zrozumieć, dlaczego dla wielu Polaków kwestie wolności i niepodległości po dziś stanowią tak istotną wartość" - powiedział. - Powstanie warszawskie wpisuje się w szereg zbrojnych zrywów w historii Polski zakończonych klęską. Dla wielu Polaków te porażki nie były w żadnej mierze źródłem defetyzmu i zniechęcenia - podkreślił Gauck. - Większość myślała w 1944 roku raczej tak, jak młody poeta Krzysztof Kamil Baczyński: "Trzeba nam teraz umierać, by Polska umiała znów żyć" - mówił prezydent Niemiec.
Komorowski: W 1944 r. powstała w Warszawie republika wolnych ludzi
W powstańczym zrywie 1944 roku polskie państwo podziemne wyszło z podziemia, powstała w Warszawie republika wolnych ludzi - powiedział prezydent Bronisław Komorowski w trakcie uroczystości. - Podziemne państwo było bezwzględnie zwalczane przez okupantów, lecz było silne legitymacją woli narodu. To naród ujarzmiony, naród okupowany to państwo powołał. W powstańczym zrywie 1944 roku polskie państwo podziemne wyszło z podziemia, powstała w Warszawie swoista republika wolnych ludzi, wolnych pomimo ostrzału artyleryjskiego, ciągłych bombardowań i dramatycznych walk - powiedział Komorowski.
Jak podkreślił, "członkowie tej republiki wolności zapłacili za wolność najwyższą cenę"
Prezydent zaznaczył, że polskie państwo podziemne było świetnie zorganizowane, pracowały m.in. agendy pomocy społecznej, istniała zorganizowana, konspiracyjna oświata, publikowano też czasopisma i książki. "W ramach tajnego nauczania na poziomie szkoły powszechnej objęto działalnością polskiego państwa podziemnego na terenach okupowanych około miliona uczniów" - mówił.
Komorowski przypomniał, że działała także Rada Pomocy Żydom "Żegota", która niosła pomoc "zagrożonym zagładą w gettach i poza nimi". - Było to działanie o bezprecedensowej skali, nie mające odpowiednika w żadnym innym kraju okupowanej Europy, nigdzie nie istniała wyspecjalizowana agenda tajnej administracji, powołana i działająca na rzecz pomocy Żydom w warunkach okupacji, w warunkach konspiracji - podkreślił.
Gauck: Polacy umieli przebaczyć, gdy Niemcy okazali skruchę
- Polacy umieli przebaczyć, gdy Niemcy okazali skruchę, Polacy umieli pokonać nienawiść, gniew i nieufność, gdy Niemcy przyznali się do winy i wstydu - podkreślił Prezydent Niemiec.
Odpowiedzią na te słowa były oklaski zebranych na uroczystości. Prezydent Niemiec mówił wcześniej o niemieckich zbrodniach wobec Polaków w czasie II wojny światowej, a także o tym, że po wojnie w RFN zbrodnie te nie były wystarczająco konsekwentnie ścigane.
- To graniczy z cudem, że Polacy i Niemcy są dziś nie tylko dobrymi sąsiadami, którzy żyją ze sobą w zgodzie, lecz są też przyjaciółmi, który siebie lubią - powiedział Gauck.
Zwracał też uwagę, że podczas powstania warszawskiego hitlerowski terror i przemoc wobec Polaków osiągnął "szczególnie przerażające rozmiary", a Warszawa była niszczona jeszcze po zakończeniu walk. - Miasto legło w gruzach, a ten krajobraz księżycowy został zrekonstruowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego w animacji komputerowej. Film "Miasto ruin", który można oglądać również i tutaj, poruszy każdego, kto go zobaczy - podkreślał.
Gauck mówił o polskich tradycjach wolnościowych, z których wyrastało powstanie warszawskie. Dodał, że także związek zawodowy Solidarność był zainspirowany przez powstanie. "Również on walczył o wolną i niepodległą Polskę, o prawo każdego narodu, by być podmiotem swojej historii" - zaznaczył.
Dodał, że także wschodni Niemcy czerpali z polskiej tradycji wolnościowej. - Dawała nam odwagę, gdy jeszcze nam (jej) brakowało, dawała nam nadzieję, gdy byliśmy zdesperowani. Przykład Polski zapewne pomógł nam podjąć ryzyko jesienią 1989 roku, choć nie dało się przewidzieć, czy nasz ruch, który stał się rewolucją, przyniesie nam pokój i wolność - mówił.
Zwrócił uwagę, że "nie ma lepszego miejsca" na wystawę poświęconą powstaniu warszawskiemu niż część Berlina, w której była centrala Gestapo, SS i Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, i w której Adolf Hitler wydawał rozkaz stłumienia powstania i całkowitego zniszczenia miasta.
"Powstanie warszawskie było straszną tragedią. Wymowa cyfr jest wstrząsająca"
W ocenie profesora Jana Ciechanowskiego, powstanie warszawskie było straszną tragedią, przykładową lekcją, jak wojny się nie prowadzi, a Polska zapłaciła cenę, na którą jej nie było stać. - Niesłuszną decyzję podjęto też w złym czasie. Tego dzieła zniszczenia Niemcy dokonali kosztem 1570 zabitych - dodaje.
Powstanie Warszawskie /East New
"Powstanie warszawskie wydłużyło wojnę"
"Gdyby powstanie warszawskie nie wybuchło, wojna być może trwałaby krócej, krócej też dymiłyby kominy Oświęcimia" - mówi pisarz i publicysta Tomasz Łubieński. Jego zdaniem popkultura spłyca i fałszuje prawdę o powstaniu. czytaj więcej
Profesor zwraca uwagę "druzgocącą wymowę cyfr": ok. 16 tys. powstańców zginęło, 6. tys. odniosło rany, 17 tys. dostało się do niewoli, z czego większość do Polski nie wróciła. 200 tys. cywilnych mieszkańców miasta wymordowano, 70 tys. wywieziono do obozów koncentracyjnych, 165 tys. na roboty do Rzeszy, 350 tys. wypędzono, a stolicę Polski obrócono w perzynę.
Tego dzieła zniszczenia Niemcy dokonali kosztem 1570 zabitych, w tym 73 oficerów i 8374 rannych, w tym 242 oficerów, co daje ogólne niemieckie straty na 9940 osób (dane Heinricha Himmlera). W przeliczeniu na każdego zabitego Niemca przypada 130 zabitych Polaków.
"Wymowa tych cyfr jest wstrząsająca"
- Wymowa tych cyfr jest wstrząsająca. Polskie i niemieckie straty są niewspółmierne. Powstanie to przykład jak wojny się nie prowadzi - mówi Ciechanowski, w powstaniu dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, autor wydanej w Londynie w 1971 r. głośnej książki "Powstanie Warszawskie", która w PRL ukazała się dopiero w 1984 r.
Przytacza też inne dane: 1 sierpnia 1944 ok. 20 tys. powstańców, przeważnie poniżej lat 20., z których zaledwie nie więcej niż 3,5 tys. posiadało jakąkolwiek broń palną, uderzyło na świetnie uzbrojoną armię przygotowaną na atak.
Powstańcy posiadali siedem CKM (ciężkich karabinów maszynowych), 60 RKM (ręcznych), 1 tys. KB (karabinów), 20 KB ppanc (karabinów przeciwpancernych), 300 PM-w (pistoletów maszynowych), 1700 pistoletów (Parabellum, Vis, Walter itp.), mało przydatnych w szturmowaniu ufortyfikowanych budynków, 25 tys. granatów i 15 PIAT-ów (rusznic przeciwpancernych).
"Dał tylko swój osobisty pistolet i powiedział "Szczęść Boże"..."
- 28 lipca płk Antoni Chruściel ps. Monter bez porozumienia z dowódcą AK gen. Tadeuszem Borem Komorowskim na własną rękę zarządził alarm. Pokazano nam broń, jaką miał nasz oddział: 7 pistoletów, 3 karabiny, 40 granatów. Wówczas jakiś chłopak z Czerniakowa spytał: "Panie komendancie, z czym do gościa? - wspomina emerytowany profesor University College (części Uniwersytetu Londyńskiego), w czasie powstania w zgrupowaniu "Siekiera".
Ciechanowski pamięta też, jak po pierwszym alarmie dowódca wysłał go po broń do współpracującego z AK XIII Komisariatu (granatowej) Policji na Hożej 30. Komendant komisariatu wytłumaczył mu, że nie może dać broni, ponieważ w razie kontroli Gestapo nie będzie mógł się z niej rozliczyć. Dał tylko swój osobisty pistolet kalibru 7 mm i na odchodne powiedział "Szczęść Boże".
"Gdy zaczęło się powstanie dowódca powiedział "Będziemy nacierać plutonem, ale ponieważ nie wszyscy mieli broń wyłoniono grupę szturmową - 23 ludzi. Ja też byłem w niej, ale miałem tylko opaskę, opatrunek osobisty i 1 granat. Gdy go rzuciłem byłem bezbronny. Potem byłem uzbrojony w pistolet i karabin zdobyty 1 września w ataku na YMCĘ na Placu Trzech Krzyży" - mówi.
1 sierpnia 1944 r. grupa szturmowa bezskutecznie nacierała na Sejm uzbrojona w 3 karabiny, 7 pistoletów i 40 granatów. Zginęło 10 powstańców, w tym dowódca kompanii.
"Już w pierwszych godzinach okazało się, że byliśmy za słabi, by pobić Niemców, bo niby, czym mielibyśmy ich pobić? Tylko natychmiastowe wejście Armii Czerwonej mogło uratować Warszawę i jej mieszkańców od nieuchronnej zagłady. Nam udało się opanować słabo obsadzone, czy w ogóle przez Niemców niebronione dzielnice, w sumie 1/3 miasta, ale ani jednego obiektu o strategicznym znaczeniu: mostu, lotniska, dworca kolejowego, koszar itp.".
"Sami giniecie, a jeszcze nam zabieracie mężczyzn"
"Powstanie było wielką tragedią, choć dla mnie osobiście było też przygodą połączoną ze strzelaniem ostrą amunicją. Na powstańczych kwaterach było wesoło. Ktoś na czymś grał - instrumencie lub patefonie. Śpiewano. Ale stosunek ludności cywilnej z czasem stawał się jawnie wrogi. "Sami giniecie, a jeszcze nam zabieracie mężczyzn"- powiedziała mi kobieta, gdy szukałem ochotników do kopania rowów dobiegowych. Widziałem białe flagi na Powiślu 8 września. Wtedy zrozumiałem, że nic z tego nie będzie".
- Rząd w Londynie stale łudził się, że Polska otrzyma pomoc od zachodnich aliantów podczas gdy oni opuścili nas już w Teheranie (koniec 1943 r.). Postanowiono tam, że inwazja z zachodu nastąpi na płn. Francję, a Polska będzie "oswobadzana" od wschodu przez Armię Czerwoną. Od tego czasu było jasne, że współpraca polityczna i militarna Wielkiej Trójki podporządkowana jest nadrzędnemu dla wszystkich celowi - rozgromieniu Rzeszy" - wyjaśnia.
Ciechanowski nie podziela opinii, że to młodzież parła do walki. - Decyzję podjęło trzech generałów: Tadeusz Bór Komorowski, Tadeusz Pełczyński i Leopold Okulicki za namową płk. Chruściela ostrzegającego, że trzeba zacząć teraz, bo może być za późno, w obecności delegata rządu, który nie był wojskowym, bez wysłuchania opinii innych członków KG AK: płk. Pluty-Czchowskiego i płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego - tłumaczy.
"Bór Komorowski i Okulicki nie znali się na polityce wielkich mocarstw"
"Bór Komorowski i Okulicki nie znali się na polityce wielkich mocarstw, czego właściwie trudno było od nich oczekiwać. Na polityce znał się Pełczyński, jako długoletni szef wywiadu przed wojną. Bór Komorowski wspaniale nadawał się, ale na komendanta Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, a Okulicki był znany w wojsku, jako zabijaka. Bór mówił o nim, że był człowiekiem do wypitki i wybitki. To był +chojrak+" - ocenia Ciechanowski.
Ciechanowski argumentuje, że gen. Bór zdecydował się na powstanie, gdy wiedział już, że niemieckie kontrnatarcie przeciwko Armii Czerwonej w okolicach Modlina nie tylko zaczęło się, ale odniosło sukces. Wiedział o tym od płk. Pluty-Czachowskiego, ale twierdził, że już za późno, by się wycofać, a wiadomości nie uznał za pewną.
Emerytowany profesor sądzi, że nie bez znaczenia były też nieporozumienia na linii Warszawa - Londyn. Naczelny Wódz PSZ gen. Kazimierz Sosnkowski w depeszy do gen. Bora z 7 lipca 1944 roku nie wykluczał przejściowego zajęcia w ramach operacji Burza Wilna i Lwowa oraz "innego większego centrum", jeśli okoliczności będą temu sprzyjać.
- Borowi zdawało się, że gdy była mowa o "centrum", to chodzi o Warszawę. On stale mówił, że robi "Burzę" w Warszawie, ale Sosnkowski wyraźnie zaznaczał, żeby nie robić powstania. Było nieporozumienie - ocenia prof. Ciechanowski.
PAP
gajcy 3.jpg
Kilka lat temu w jednym z moich esejów pt. „Przeczytać wiersze nienapisane” wyraziłem żal i tęsknotę za słowami wierszy bezpowrotnie utraconymi, zabranymi przez przedwczesną, okrutną śmierć wybitnej poetki, która z bólem wykrzyczała:
"Dla człowieka siedzącego pod szklanym kloszem, znieczulonego na wszystko, zatrzymanego w rozwoju jak embrion w spirytusie, całe życie jest jednym wielkim, złym snem” (Sylvia Plath, „Szklany klosz”). Poetka „zaprosiła” śmierć na własne życzenie, z powodu swojej wewnętrznej walki z ponurym mrokiem bezkresnej depresji.
W 70. rocznicę Powstania Warszawskiego pochylam się nad „rozerwanymi kartkami” z poezją gwałtownie, brutalnie przerwaną wybitnym poetom tamtych czasów, co jest ogromną stratą dla polskiej kultury: Tadeuszowi Gajcemu oraz Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu i pytam: czemuż tak wcześnie nas opuściliście, czemu, na Boga?!
Cenną cząstkę odpowiedzi odnajduję w jednym z pozostawionych nam wierszy przez K.K. Baczyńskiego, napisanym tuż przed wybuchem powstania: „Dniem czy nocą idziemy wytrwali, / w bitwach ogień hartuje nam pierś, / myśmy dawno już drogę wybrali, / jeśli nawet powiedzie – przez śmierć. / Więc naprzód, niech broń rozdziera, / niech kula szyje jak nić, / trzeba nam teraz umierać, / by Polska umiała znów żyć [...]” („Pocałunek”, napisany po 16.V.1944 r.).
Poeci urodzeni w latach dwudziestych ubiegłego wieku, w Ojczyźnie, która po 123 latach odzyskała wymarzoną niepodległość, mieli szczęśliwe dzieciństwo, wizję spełnienia i realizacji swoich planów. Widzieli przed sobą jasną, twórczą przyszłość, w której mieli przekazać nam setki, a może i tysiące zapisanych stron poezji. Oni nie „wybrali śmierci”, choć wyczuwali ją w codziennej walce podczas okupacji: „by Polska umiała znów żyć”; to ona wybrała ich, pozostawiając w naszych sercach wiersze nienapisane... Ogromna strata, gdy umiera człowiek, jeszcze większa, gdy wraz z nim – Słowo.
Po wybuchu II wojny światowej Tadeusz Gajcy w jednym ze swoich wierszy napisał o dramatycznej, wymuszonej codzienną walką przemianie: „[...] Nazbyt duszno jest słowom na wargach / ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia – / Myślałeś: będzie prościej. / A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać, / by godziły jak oszczep” („Wczorajszemu” z t. „Widma”, 1943). Obydwaj, służąc w strukturach Państwa Podziemnego, nie odkładali pióra niemal do samego końca swoich dróg życia. Cofnijmy się w czasie i prześledźmy je, można powiedzieć, równoległe, które w końcowej fazie złączyły się w jeden, powstańczy szlak. Warto zwrócić uwagę na różnice ideowe struktur społeczno-politycznych, w których działali przed wojną i po jej wybuchu, i co ich połączyło w jej końcowej fazie.
Z Krzysztofa urodzinami jest mały „zawijas”, najpierw była to data 3.III.1921 r., jak wynikało z wpisu do ksiąg urzędowych. Ale w księdze parafialnej, odnalezionej przez Wiesława Budzyńskiego, wybitnego znawcy jego życia i twórczości, autora książek m.in.: „Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila”, „Testament Krzysztofa Kamila”, „Dom Baczyńskiego”, wynika, że urodził się 22.I.1921 r. Drugie imię, Kamil, zostało mu nadane ze względu na jego siostrzyczkę, Kamilę, która urodziła się przed nim i wkrótce zmarła. Krzysztof miał ją w swoim sercu i związanym z nią, drugim imieniem.
Jego ojciec, Stanisław Baczyński, był działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej, oficerem WP, żołnierzem Legionów Polskich, pisarzem i krytykiem literackim; jego matka, Stefania z domu Zieleńczyk, była nauczycielką, autorką podręczników szkolnych.
Tadeusz urodził się rok później, 8 lutego 1922 roku, w robotniczej rodzinie warszawskiej. Ojciec pracował jako ślusarz w praskim Taborze Kolejowym, a matka była położną. Przodkowie ze strony ojca sprowadzili się kilka pokoleń wcześniej z Węgier do Polski.
Od 1935 roku uczęszczał do Gimnazjum oo. Marianów na Bielanach w Warszawie. Po wybuchu wojny kontynuował naukę na tajnych kompletach licealnych, zorganizowanych przez tychże zakonników. W 1941 roku zdał maturę i rozpoczął studia polonistyczne na tajnych kompletach Uniwersytetu Warszawskiego.
Krzysztof Kamil uczył się w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego, w 1939 otrzymał świadectwo dojrzałości. Jego kolegami ze szkoły byli członkowie Szarych Szeregów: Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Jan Bytnar „Rudy” i Maciej Aleksy Dawidowski „Alek”. Był harcerzem w drużynie „Pomarańczarnia”; będąc w gimnazjum należał do Organizacji Młodzieży Socjalistycznej „Spartakus”, zrzeszającej uczniów szkół średnich pod patronatem PPS. Był współredaktorem pisma „Strzały”, wydawanego od lutego 1938; zadebiutował na jego łamach jako poeta wierszem „Wypadek przy pracy”.
Tadeusz bardzo mocno związał się z narodowcami. Podczas studiów, Leon Zdzisław Stroiński, również poeta (autor zbioru m.in. wierszy „Ród Anhellich”), student prawa, zaproponował mu wejście do Konfederacji Narodu, utworzonej w środowisku działaczy Obozu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, konspiracyjnej organizacji o charakterze polityczno-wojskowym, działającej w latach 1940-1943. Połączyła ich także przyjaźń oraz dramat, o którym wspomnę w końcowej części niniejszego tekstu.
Wstępując do Konfederacji Narodu współtworzył wydawany w podziemiu miesięcznik literacki Sztuka i Naród, w którym od listopada 1943 został ostatnim redaktorem naczelnym (wcześniej byli nimi, kolejno: Bronisław Onufry Kopczyński, Wacław Bojarski, Andrzej Trzebiński). W miesięczniku publikowane były jego wiersze, artykuły, recenzje pod pseudonimami: Karol Topornicki, Roman Oścień, a część z nich anonimowo. Z poetami okresu międzywojennego, w tym z grupy Skamander i Awangardy Krakowskiej, toczył polemiki zarzucając im bezideowość oraz „ekwilibrystykę intelektualną”.
Zgodnie z linią pisma, był za tzw. poezją tyrtejską, wzywającą naród do boju, patriotyzmu, spartańskiej niezłomności. Przytaczam w tym miejscu fragment elegii Tyrteusza (Tyrtajosa), greckiego poety (VII w. p.n.e.), wzywającej Spartan podczas II wojny meseńskiej do walki w obronie ojczyzny: „Rzecz to piękna zaprawdę, gdy krocząc w pierwszym szeregu / Ginie człowiek odważny, walcząc w obronie ojczyzny... / Walczmy mężnie w obronie naszej ziemi i dzieci, choć byśmy zginąć musieli...” Słowa Tyrteusza poruszają serca od wieków...
Co do sporów i bitew na arenie literackiej, w tym przede wszystkim – poetyckiej, dotyczących naszej Ojczyzny, to odsyłam zawsze do wspaniałej polemiki Juliusza Słowackiego z Adamem Mickiewiczem dotyczącej, często mesjanistycznej, wizji Polski i narodu polskiego. Efekt? Kordian w replice z III częścią Dziadów. Wielkie skarby naszej kultury. Myślę, że Baczyński i Gajcy mogliby stoczyć podobnie wzniosły, poetycki pojedynek. Ale zabrakło czasu, nieodżałowana strata.
„Lewicowy” Krzysztof Kamil po ślubie z Barbarą Drapczyńską w 1942 roku, podjął studia na polonistyce na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Uczył się także w Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa. Rok później porzucił studia poświęcając się całkowicie, podobnie jak Tadeusz, konspiracji i poezji. Był w komitecie redakcyjnym wydawanego między grudniem 1943, a kwietniem 1944 miesięcznika literacko-społecznego „Droga”. Działał w socjalistycznej organizacji „Płomienie”. W lecie 1943 wstąpił do Harcerskich Grup Szturmowych AK. Ukończył turnus Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola”, ze stopniem starszego strzelca podchorążego rezerwy piechoty. Od 1943 był sekcyjnym w 2 plutonie „Alek” 2 kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”, od lipca 1943 został zastępcą dowódcy 3 plutonu 3 kompanii batalionu „Parasol”.
Tadeusz i Krzysztof Kamil pracowali dla utrzymania siebie i rodziny (pierwszy m.in. jako magazynier, drugi dorywczo szklił okna, malował szyldy, pracował u węglarza na Czerniakowie); studiowali, służyli w konspiracji. A jak było z twórczością poetycką? Pochylmy się teraz nad tym tematem, warto.
Tadeusz zaczął pisać wcześnie, w wieku 16. lat, ale tamte „młodzieńcze wiersze” (podobnie jak wielu innych poetów) usunął w cień zapomnienia. Zadebiutował w 1942 roku wierszem „Wczorajszemu”, którego fragment zacytowałem wcześniej, na łamach miesięcznika Sztuka i Naród. Szybko został doceniony, w 1942 roku uzyskał II nagrodę w konkursie „Biuletynu Informacyjnego” na marsz żołnierski, za wiersz „Uderzenie”, w 1943 roku nagrodę „Kultury Jutra” za wiersze: „Śpiew murów” i „Rapsod o Warszawie”. W podziemiu wydane zostały dwa tomy jego wierszy pod pseudonimem Karol Topornicki: „Widma” (Warszawa 1943) oraz „Grom powszedni” (Warszawa 1944).
Rozpoczął tworzyć w duchu liryki tyrtejskiej, jednak dosyć szybko ukształtował własną formę, oryginalną, rozpoznawalną jako „jego i tylko jego”. To świadczyło o wielkim darze talentu.
Jego poezja nie jest łatwa w odbiorze, ale on przyjął żelazną zasadę: „nie piszę pod publiczkę”. Głęboka refleksja nad życiem, jego przemijaniem, katastroficzne wizje opisywane często na pograniczu jawy i snu, gęstniejąca, mroczna atmosfera grozy, apokalipsy, okraszone czasami elementami groteski. Pisał także ballady, bajki, kolędy, piosenki. Pojedynek nienawiści z miłością, Tadeusz sprowadza ostatecznie do zwycięstwa miłości.
Napisał kilka erotyków poświęconych jego dziewczynie, Wandzie Sucheckiej. „Miłość bez jutra”, uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w liryce polskiej. Warto przeczytać tę i wiele innych pereł pozostawionych nam, naszej kulturze.
Krzysztof Kamil ogłosił wydanie, kolejno: „Zamknięty echem” (lato 1940), „Dwie miłości” (jesień 1940), „Wiersze wybrane” (maj 1942), „Arkusz poetycki” Nr 1 (1944) i składkę „Śpiew z pożogi” (1944); wiele jego utworów ukazało się w prasie konspiracyjnej, pojawiły się także w antologiach poezji wydawanych w podziemiu: w Pieśni niepodległej (1942) i Słowie prawdziwym (1942).
Podobnie jak u Tadeusza, jego poezja naznaczona jest katastrofizmem, tragedią pokolenia wywodzącego się z czasów wolności i brutalnie wprowadzonego na wojenny szlak; dychotomiczne zestawienie całkiem odmiennych światów, bogactwo metaforyki, refleksja nad losem człowieka w historycznych zakrętach, romantyczny klimat wzorowany na poezji Słowackiego, styl oniryczny – tu też zbieżność z twórczością Gajcego – zanurzenie w senne wizje na pograniczu z jawą. I ten poruszający tragizm, rozpaczliwe wołanie młodego pokolenia w aurze nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Dramat pokoleniowy, okrutnie przerwane życie syna i bezgraniczny żal jego matki, w poruszającym wierszu „Elegia… (o chłopcu polskim)” porusza do głębi kolejne pokolenia: „[…] I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc, / i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło. / Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. / Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?”
Wiersz brzmi teraz także jak liryczna, żałobna przepowiednia dla niego i jego matki, dla pokolenia Kolumbów i Matki-Polki. Zginął czwartego dnia Powstania Warszawskiego na posterunku reduty „Ratusz-Pałac Blanka”, dowodzonym przez ppor. „Leszka” (Lesław Kossowski). W oddziale tym znalazł się przypadkowo, na ochotnika, nie mogąc dostać się po wykonaniu zleconego zadania, do macierzystej jednostki na Woli przy ul. Karolkowej.
Tadeusz walczył na Starym Mieście w grupie szturmowo-wypadowej porucznika Jerzego Bondorowskiego (ps. „Ryszard”). Zginął 16 sierpnia jako żołnierz AK w kamienicy przy ul. Przejazd nr 1/3 (dziś ul. gen. Andersa); wraz z nim wspomniany wcześniej, jego przyjaciel, poeta, Leon Zdzisław Stroiński.
Pochowani na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, a wraz z nimi ich słowa wierszy nienapisanych... To, co pozostawili po sobie, to szacunek dla ich niezłomności, bohaterstwa i pięknych słów poezji spisanych czasem w pośpiechu, w codziennej walce o wolność.
W tytule nazwałem ich – Brylanty poezji... Oparłem to na wypowiedzi Stanisława Pigonia, znanego krytyka literackiego, po uzyskaniu informacji o wstąpieniu Baczyńskiego do oddziału dywersyjnego AK: Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami...
Piotr Stanisław Król
Myśl Literacka, nr 75, sierpień
Na zdjęciu: Tadeusz Gajcy
Śpiew murów
Nocą, gdy miasto odpłynie w sen trzeci,
a niebo czarną przewiąże się chmurą,
wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci,
i konchę ucha tak przyłóż do murów.
Zaledwie westchniesz, a już cię doleci
z samego dołu pięter klawiaturą
w szumach i szmerach skłębionej
zamieci minionych istnień bolesny głos chóru.
„Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą na dachy i sen,
tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren.” -
Biegłam rankiem po chleb do piekarni
(a chleba dotąd czekają tam w domu),
a ja leżę z koszykiem bezradnie,
tuż za rogiem, nie znana nikomu… -
Właśnie ręką chwytałem za granat,
żeby czołgi przywitać nim celnie,
ziemia była spękana, zorana -
nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie… -
Myśmy obie wyniosły na noszach,
jeszcze kocem okryły mu nogi,
bo krzyczeli dokoła, że pożar…
Ja na świstku pisałam: „Mój drogi…”
„Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą na dachy i sen,
tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren.”
Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie,
nim brzask poranny uciszy je w niebie
i nowe miasto w napiętej cięciwie
dni tryumfalnych na nowo pogrzebie.
Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych i za siebie lepiej.
*
Jak nie kochać strzaskanych tych murów,
tego miasta, co nocą odpływa,
kiedy obie z greckiego marmuru -
i umarła Warszawa, i żywa.
niemiecki-katyn-1939-ireneusz-t-lisiak.jpg
Nakładem Wydawnictwa Capital ukaże się książka „Niemiecki Katyń 1939” Ireneusza T. Lisiaka (publicysty "Myśli Polskiej"). Książka opowiada o tym, co działo się w zachodniej Polsce – na Pomorzu, północnym Mazowszu, w Wielkopolsce i na Śląsku – po wkroczeniu na te tereny wojsk niemieckich we wrześniu 1939 roku.
Skala popełnionych przez Niemców zbrodni oraz ich nieprawdopodobne okrucieństwo skłoniło autora do nazwania tych wydarzeń „niemieckim Katyniem”. Książka Ireneusza T. Lisiaka to niezwykle ciekawe, bogato udokumentowane opracowanie, ukazujące mało znane fakty z początku II wojny światowej. Polecamyszczególnie tym, którzy cenią literaturę historyczną opartą o rzetelne źródła i odważnie mówiącą o prawdzie.
Oficjalna promocja książki odbędzie się podczas Targów Książki Historycznej, w sobotę 29 listopada o godzinie 10.00 w sali kinowej Zamku Królewskiego w Warszawie. Podpisywanie książki od godziny 11.00 przy stoisku nr 94 (Capital-3SMedia) - Arkady Kubickiego (wejście od strony Wisłostrady).
O książce powiedzieli:
Leszek Żebrowski:
„Należy docenić wielki wysiłek Ireneusza T. Lisiaka, autora wnikliwego studium Niemiecki Katyń 1939. Autor nie ograniczył się tylko do rejestru zbrodni niemieckich popełnionych w okresie IX–XII 1939 – co i tak byłoby bardzo cenne – ale rzetelnie przedstawił genezę zbrodni niemieckich, plany Niemców wobec Polaków, staranne, biurokratyczne wręcz przygotowania, działania dywersyjne i prowokacyjne, konieczny jakoby i całkiem uzasadniony „odwet na Polakach”, co było imperatywem zajadłej propagandy niemieckiej. Każde opisane wydarzenie – ludobójcze działania Wehrmachtu (tak, nie była to formacja rycerska i bez winy), Einsatzgruppen, Selbstschutzu, tzw. V kolumny (wcześniej wyszkolonych i uzbrojonych dywersantów), ale także Luftwaffe – jest udokumentowane. Do tego często już dziś zapomniane lub mało znane fotografie”
Piotr Zychowicz:
„Książkę Ireneusza T. Lisiaka czyta się z rosnącym przerażeniem. Nikt do tej pory nie sporządził tak sugestywnego i wstrząsającego opisu barbarzyństwa, jakiego dopuścili się Niemcy w zachodniej Polsce w roku 1939. Dziesiątkom tysięcy ofiar tego rozpasanego brunatnego terroru należy się nasza wieczna pamięć. A jego sprawcom – wieczne potępienie”
Fragment książki:
„To, co wydarzyło się w zachodniej Polsce we wrześniu 1939 roku, nie posiada literatury tak bogatej jak zbrodnia katyńska, dokonana przez Sowietów na Kresach Wschodnich. Sowiecka zbrodnia na polskich oficerach w Katyniu, Miednoje i Charkowie żyje w świadomości Polaków od wielu lat. Jednak pod względem ilości polskich ofiar i bestialstwa niemieckiego agresora w pamięci mieszkańców Pomorza, północnego Mazowsza, Wielkopolski i Śląska istnieje zbrodnia tak samo okrutna. Zarówno na terenach zachodniej Polski, jak i na Kresach Wschodnich dokonano zbrodni na najbardziej patriotycznej i wiodącej części społeczeństwa. Różnica polegała na tym, że Niemcy dokonywali swoich zbrodni natychmiast po zajęciu tych terenów, a jeśli niektórych ludzi kierowali do obozów, to były to zawsze obozy przejściowe i po kilku lub najwyżej kilkunastu dniach więźniów mordowali”.
O autorze:
Ireneusz T. Lisiak – ur. 1948 we Wrocławiu. Inżynier, absolwent Politechniki Krakowskiej. Relegowany ze studiów polonistycznych za udział w protestach studenckich w 1968 roku. W ramach represji został objęty 3-letnim zakazem studiów. W 2011 roku odznaczony przez Prezydenta RP „Krzyżem Wolności i Solidarności” za całokształt działań w opozycji. Członek Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Publicysta „Myśli Polskiej”.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Capital specjalizuje się w publikacji książek o tematyce prawicowej. Dotychczas wydało m.in. takie pozycje jak: „Oprawcy” Tadeusza M. Płużańskiego, „Mity przeciwko Polsce” Leszka Żebrowskiego, „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego, „Potępić UPA” Wiktora Poliszczuka. Wydawnictwo po roku działalności doczekało się pierwszego wyróżnienia. Książka „Mity przeciwko Polsce” Leszka Żebrowskiego została nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza 2013.
Tytuł: Niemiecki Katyń 1939
Autor: Ireneusz T. Lisiak
Wydawca: Wydawnictwo Capital
Miejsce i rok: Warszawa 2014
Premiera: 27 listopada 2014 (podczas Targów Książki Historycznej)
W dystrybucji: od 2 grudnia 2014
Wydanie: I
Objętość: 300
Format: A5
Oprawa: miękka
ISBN: 9788364037597
Cena katalogowa:39,90zł
Książkę można zamówić już teraz w sklepie www.CapitalBook.pl
Dodatkowych informacji:
Tel. 533 496 436
e-mail: [email protected]
Niemcy w czasie wspomnianej wojny bezpośrednio, czy pośrednio uczyniły piekło dla większości krajów i narodów na świecie, ze szczególną determinacją podeszli do narodów Słowiańskich głównie Polaków i Serbów.Ze zwierzęcym okrucieństwem traktowali też naród Żydowski. Dzięki życzliwości sąsiadów wielu Żydów przetrwało, z opowieści nieżyjącego już mojego wujka znam następującą historię: W pewnej Wsi pod Zakroczymiem były przechowywane dwie rodziny Żydowskie z dziećmi w różnym wieku,najmłodsze z dzieci miało trzy miesiące i było bardzo płaczliwe.Pewnego razu Polak, który ich przechowywał ostrzegł, że we wsi będą Niemcy. Pech chciał, że w momencie gdy przyjechali najmłodsze dziecko zaczęło płakać.Zdesperowana matka tak mocno i długo to dziecko przytulała, że dziecko zmarło.Rzecz okropna, ale czy było inne wyście.Rodziny te przeżyły do końca wojny, dzięki pomocy Polskich sąsiadów i tej wielkiej ofierze jaką złożyła matka ze swego dziecka.Zastanawiam się czasami, co by stało się z tymi ludźmi gdyby nie desperacki krok tej matki? Pozdrawiam.
szkoda że nasz rząd obecny tego nie podziela wykupując film niemiecki który odwraca wydarzenia i polaków czyni zloczyńcami
Tak ma pan rację, ale nie tylko Niemcy fałszują historię. IPN podając nie prawdziwe wiadomości co do Jedwabnego, spowodował, że Tomasz Gross napisał kłamliwą książkę "Sąsiedzi". Sprawę Jedwabnego mógł rozwiązać Lech Kaczyński, ale nie zrobił tego.Nakazał przerwać rozpoczęto ekshumację. Czy ktoś go do tego zmusił?
Wracając do tematu, rozpoczynając go nie chodziło mi o dochodzenie w sprawie fałszowania historii, tylko o zdanie forumowiczów co do tego, czy ta Matka miała inne słuszne wyjście.Pozdrawiam.
Polska wypłaci odszkodowania za Holocaust. Polska a nie Niemcy
"Wszystko wskazuje na to, że Polska wypłaci odszkodowania ofiarom Holocaustu. Także tym mieszkającym za granicą. Umożliwia to zmiana dokonana w prawie.
W polskich mediach o tej sprawie cicho, jednak my postanowiliśmy o tym poinformować. Według dziennika "Times of Israel" Polska już wkrótce zacznie wypłacać odszkodowania dla ocalonych z Holocaustu - odszkodowania mają mieć charakter comiesięcznego zasiłku. Okazuje się, że także tym, którzy nie posiadają obywatelstwa RP.
Odszkodowania może otrzymać nawet 50 000 obywateli Izraela, polskiego pochodzenia. "
http://wgospodarce.pl/informacje/13851-polska-wyplaci-odszkodowania-za-holocaust-polska-a-nie-niemcy
niemiecki słup zwany premierem Polski konsekwentnie robi swoje
SKANDAL, TO MAŁO POWIEDZIANE...
[cite user="cheftain" date="09.06.2014 11:48"]Tak ma pan rację, ale nie tylko Niemcy fałszują historię. IPN podając nie prawdziwe wiadomości co do Jedwabnego, spowodował, że Tomasz Gross napisał kłamliwą książkę "Sąsiedzi". Sprawę Jedwabnego mógł rozwiązać Lech Kaczyński, ale nie zrobił tego.Nakazał przerwać rozpoczęto ekshumację. Czy ktoś go do tego zmusił?
Wracając do tematu, rozpoczynając go nie chodziło mi o dochodzenie w sprawie fałszowania historii, tylko o zdanie forumowiczów co do tego, czy ta Matka miała inne słuszne wyjście.Pozdrawiam.[/cite]
Twojemu wujkowi ktoś opowiadał kiedyś łzawą historię o jakiejś Matce (przez duże M), on opowiedział ją tobie, ty opisałeś ją nam i twierdzisz, że to właśnie IPN jest niewiarygodny (ale tobie powinniśmy wierzyć i podjąć dyskusję o twoich opowoeściach). Twierdzisz też, że Kaczyński zrobiłby dobrze, dokonując ekshumacji wbrew zakazowi rabinów. IPN wywodzi się z Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich, która opisała okropieństwa wojny od pierwszych lat po jej zakończeniu. Komisja ta opisała zbrodnie niemieckie w miarę dokładnie, ale z przyczyn oczywistych, pomijała zbrodnie sowieckie i polskie (dokonywane na narodzie polskim, różnego wyznania).
Na IPN i fałszowanie historii, temat ten sprowadził pan Kąkol.Ja poprosiłem, o odpowiedź, czy ta Matka miała inne sensowne wyiście. U96 jeżeli uważasz, że masz wyłącz paten na wiedzę to się mylisz, jeśli uważasz, że wszystko możesz zohydzić swoimi interpretacjami, to masz rację.
A teraz,żeby cię trochę "poskręcało"- a jak jednym z tych rabinów był bliski kuzyn Lecha Kaczyńskiego? Jesteśmy wolnym krajem, i Polski Minister Sprawiedliwości nie podlega pod rabina jeśli nawet ten jest jego rodziną.
Dla przypomnienia chodzi mi o przemyślenia na temat, czy można było w opisanej na początku historii postąpić inaczej. Pozdrawiam.
Wodzu, czasami czuję wręcz się zobowiązany, żeby zohydzić wypisywanie bzdur na tym forum. Zwłaszcza, jak bzdury dotyczą Patriotów, którzy nie mogą się już sami bronić, bo oddali życie w służbie Ojczyźnie.
[cite user="cheftain" date="09.06.2014 17:02"]Na IPN i fałszowanie historii, temat ten sprowadził pan Kąkol.Ja poprosiłem, o odpowiedź, czy ta Matka miała inne sensowne wyiście. U96 jeżeli uważasz, że masz wyłącz paten na wiedzę to się mylisz, jeśli uważasz, że wszystko możesz zohydzić swoimi interpretacjami, to masz rację.
A teraz,żeby cię trochę "poskręcało"- [B]a jak jednym z tych rabinów był bliski kuzyn Lecha Kaczyńskiego?[/B] Jesteśmy wolnym krajem, i Polski Minister Sprawiedliwości nie podlega pod rabina jeśli nawet ten jest jego rodziną.
Dla przypomnienia chodzi mi o przemyślenia na temat, czy można było w opisanej na początku historii postąpić inaczej. Pozdrawiam. [/cite]
Fragment oficjalnego życiorysu Lecha Kaczyńskiego:
"...Lech Kaczyński urodził się w Warszawie na Żoliborzu. Ojciec, Rajmund Kaczyński, z zawodu inżynier, był żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem powstania warszawskiego. Matka, Jadwiga z domu Jasiewicz, z wykształcenia była filologiem polskim (zawodowo związana z IBL PAN). Przez matkę był potomkiem rodów szlacheckich z XVI wieku: Olszowskich, Biskupskich i Kurozwęckich[2], ze strony ojca potomkiem Kaczyńskich herbu Pomian[3]. Ojcem chrzestnym został jego wuj, Stanisław Miedza-Tomaszewski..." - dlaczego nic tu niema o rabinach, za to tak wiele o szlachcie?
Dla porównania fragment życiorysu obecnej Pierwszej Damy z tego samego źródła:
Anna Komorowska z domu Dembowska, pierwotnie Dziadzia (ur. 11 maja 1953)... Jest córką Jana Dziadzi (ur. 18 kwietnia 1925, zm. 1980) i Józefy z domu Deptuły (ur. 21 stycznia 1929 r.; pierwotnie Hany Rojer[2]), którzy w 1954 zmienili nazwisko na Dembowscy. Oboje byli pracownikami [B]Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem Spraw Wewnętrznych – w 1968 na fali czystek antysemickich[/B] oboje zostali wysłani na wcześniejszą emeryturę...".
Oficjalne życiorysy Urbana, Michnika, proporcje narodowościowe oficerów UB - sam sobie sprawdź.
[cite user="cheftain" date="08.06.2014 19:29"]Niemcy w czasie wspomnianej wojny bezpośrednio, czy pośrednio uczyniły piekło dla większości krajów i narodów na świecie, ze szczególną determinacją podeszli do narodów Słowiańskich głównie Polaków i Serbów.Ze zwierzęcym okrucieństwem traktowali też naród Żydowski. Dzięki życzliwości sąsiadów wielu Żydów przetrwało, z opowieści nieżyjącego już [B]mojego wujka znam następującą historię: W pewnej Wsi pod Zakroczymiem były przechowywane dwie rodziny Żydowskie z dziećmi w różnym wieku,najmłodsze z dzieci miało trzy miesiące i było bardzo płaczliwe.Pewnego razu Polak, który ich przechowywał ostrzegł, że we wsi będą Niemcy. Pech chciał, że w momencie gdy przyjechali najmłodsze dziecko zaczęło płakać.Zdesperowana matka tak mocno i długo to dziecko przytulała, że dziecko zmarło.[/B]Rzecz okropna, ale czy było inne wyście.Rodziny te przeżyły do końca wojny, dzięki pomocy Polskich sąsiadów i tej wielkiej ofierze jaką złożyła matka ze swego dziecka.Zastanawiam się czasami, co by stało się z tymi ludźmi gdyby nie desperacki krok tej matki? Pozdrawiam.
[/cite]
Jak Michnik jest Twoim wujkiem, to możliwe, że znasz to od niego, tylko trochę pokręciłeś (ale Szechter nie sprawia wrażenia nieżywego).
http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,4520606.html
Nie pod Zakroczymiem koło Mińska Mazowieckiego, tylko w Czekanowie koło Sokołowa Podlaskiego (drobne kilkaset km. różnicy), żadni znajomi twojego wujka, tylko Alfreda i Bolesław Pietraszkowie Odznaczeni Medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata 25 września 2007 r.
"...Wojny nie przeżyło tylko jedno dziecko. Jego matka nieumyślnie udusiła je poduszką, żeby nie płakało, kiedy w pobliżu przejeżdżał niemiecki patrol..."
A na koniec piękna "klamra", która zepnie dwa fragmenty mojego komentarza do twojego bełkotu:
"...Alfreda i Bolesław Pietraszkowie zostali pośmiertnie [B]odznaczeni przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej prof. Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski [/B]za przechowanie siedemnastu Żydów w czasie okupacji niemieckiej w latach 1942-1944.
Odznaczenie z rąk Pani Prezydentowej Marii Kaczyńskiej w dniu 9 lutego 2010 r.w Reszowie odebrali: Maria Snopek i ks. proboszcz Henryk Sączek — inicjatorzy i realizatorzy utrwalania pamięci o bohaterach Czekanowa. Uroczystość została zorganizowana przez Kancelarię Prezydenta RP., IPN Oddział w Rzeszowie oraz Urząd Marszałkowski W Rzeszowie pod hasłem „Ocalić od zapomnienia"...".
Moim zdaniem narodowi polskiemu należy się PRAWDA. Może nie zawsze będzie taka, jak byśmy chcieli, ale i tak będzie tysiąc razy lepsza od prawdy o naszych okupantach. Szkoda, że komuna upadla tak późno, wtedy tej prawdy o latach wojny i okresie bezpośrednio po niej, zachowałoby się więcej. Prawdy opisanej, skatalogowanej, popartej dowodami, dokumentami, imiennymi oświadczeniami świadków. Ale nie twoimi wymysłami i opowieściami wujka wyczytanymi w Gazecie Współczesnej albo opowieściami dziadka z gminy Zawady, który uważa za fakty to, co usłyszał od etatowego instruktora PZPR w 1969r. na prelekcji dotyczącej zwalczania band AK i stonki ziemniaczanej.
Jak wrażenia Wodzu[>~]? ===> "Zohydziłem" ci trochę ten wątek[;-P]?
Zohydzasz siebie nie dopuszczając myśli, że ktoś ma odmienne zdanie i że może być prawdziwe, życiorys Kaczyńskiego podany przez ciebie jest tak prawdziwy,jak życiorys Generała Jaruzelskiego, to po pierwsze, a po drugie żebyś przeczytał historie ocalonych Żydów, spisane przez Instytut Yad Vashem to byś dopiero wydziwiał, jak wiele historii jest prawie identycznych i nigdy nie pisałem, że którykolwiek z bohaterów tej opowieści był znajomym mojego wujka .Dla twojej informacji choć nie wiem czy warto, mój wuj był bratem zakonnym właśnie w Zakroczymiu,(można dokumentnie sprawdzić) i za ocalenie Obywateli Izraela został Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata.Podziwiam twoje uwielbienie dla Kaczyńskich tych z Warszawy, ale sprawdź czy nie jest to już opętanie. Kaczyńscy po kądzieli są Izraelitami, czy ci się to podoba czy nie.I odpuść sobie tego wodza bo mimo, że z podpowiedzi to jednak strzelasz ślepakami, cheftain to nie znaczy wódz.Pozdrawiam.
[cytat]Zohydzasz siebie nie dopuszczając myśli, że ktoś ma odmienne zdanie i że może być prawdziwe, życiorys Kaczyńskiego podany przez ciebie jest tak prawdziwy,jak życiorys Generała Jaruzelskiego, to po pierwsze, a po drugie żebyś przeczytał historie ocalonych Żydów, spisane przez Instytut Yad Vashem to byś dopiero wydziwiał, jak wiele historii jest prawie identycznych i nigdy nie pisałem, że którykolwiek z bohaterów tej opowieści był znajomym mojego wujka .Dla twojej informacji choć nie wiem czy warto, mój wuj był bratem zakonnym właśnie w Zakroczymiu,(można dokumentnie sprawdzić) i za ocalenie Obywateli Izraela został Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata.Podziwiam twoje uwielbienie dla Kaczyńskich tych z Warszawy, ale sprawdź czy nie jest to już opętanie. Kaczyńscy po kądzieli są Izraelitami, czy ci się to podoba czy nie.I odpuść sobie tego wodza bo mimo, że z podpowiedzi to jednak strzelasz ślepakami, cheftain to nie znaczy wódz.Pozdrawiam.[/cytat]
Widzę Wodzu, że jesteś z wujka dumny. I chyba masz rację. Ale czy wujek byłby dumny z ciebie? Zasługi wujka nie są twoimi zasługami. Na swoje dobre imię sam musisz zapracować. I chyba nie w ten sposób:
[cite user="cheftain" date="01.06.2014 19:57"]Czy ktoś może potwierdzić, w Warszawie kończą budowę drugiego meczetu?
Jeśli to prawda to ciekawe, który prezydent wydał pozwolenie, i dlaczego PiS-owscy radni tego nie oprotestowali , nie nagłośnili?Pozdrawiam.[/cite]
[cite user="cheftain" date="01.06.2014 21:47"] Nie dość, że kochacie stalina to jeszcze i terrorystyczny islam.Lepiej być nienormalnym, ale z głową, niż PiS-o normalnym bez głowy jak ten żołnierz w UK.Pozdrawiam miłośników dżihadu.[/cite]
[cite user="cheftain" date="01.06.2014 22:00"]Te dwie pozycje wykluczają się nawzajem.Pismo Święte, jest księgą miłości, Koran zaś księgą nienawiści.Niegodziwością jest takie zestawienie.[/cite]
Teraz w Polsce mieszka około 60 tys muzułmanów - i ty masz z tym problem.
Przed wojną w Polsce mieszkało 3500 tys. Żydów (w niektórych miastach ok 40% ludności) i twój wujek zakonnik chyba nie miał z tym większego problemu.
Był dumny z tego,że razem z moimi rodzicami nauczył mnie, samodzielnego myślenia, oceniania krytycznego sytuacji, która mnie otacza i tego, że uwielbienie należy się Bogu, a nie bałwanom, choćby byli największymi bałwanami.Cieszę się, że choć przez kilka godzin związałem tak liczne zastępy Zambrowskiego PiS-U i dla jasności w przeciwieństwie do adwersaży nie poczytuję swoich partnerów dyskusji za wrogów i nie walczę z nimi, piszę tylko swoje przemyślenia i powtarzając za klasykiem chciałbym trochę szerszemu ogółowi wyjaśnić, że "szambo to nie perfumeria". Tak to są moje przemyślenia, a nie cytaty z Wikipedii, a w Zambrowie było dużo więcej Izraelitów niż myślisz, skąd bierzesz takie dziwne dane, plączesz tematy, śpiący jesteś. Pozdrawiam.
PS
Jarek nie mów, że to ty, z tobą też fajna zabawa, a myślałem, że stać cię na więcej.Trzymaj się wiatru bo drabina leci.
Wg wypowiedzi Polska będzie wypłacać odszkodowania za zbrodnie wykonane przez Niemców i ruskich w czasie II wojny światowej Nikt jednak nie porusza tematu o doświadczeniach na ludziach w obozach koncentracyjnych Np środki wczesnoporonne do dzisiaj firmy niemieckie zarabiają nawet nie zmieniając nazwy tych środków 90% firm na świecie jest w rękach niemców lub pochodzenia niemieckiego o tym należy mówić
[cytat]Był dumny z tego,że razem z moimi rodzicami nauczył mnie, samodzielnego myślenia, oceniania krytycznego sytuacji, która mnie otacza i tego, że uwielbienie należy się Bogu, a nie bałwanom...[/cytat]
Ale ty to mądry i skromny jesteś Wodzu. Imponuje mi, że twój wujek zakonnik już dawno był z ciebie dumny. Pewnie też był zwolennikiem Stanu Wojennego, Jaruzelskiego i Millera.
Zgadzam się i bardzo się cieszę, że to nie Jarek.Pozdrawiam. A cha skromny jak skromny, ale nie obrzucam nikogo epitetami.Dobrej nocy życzę Wodzu.Hej, nie śpisz? Tak bo ludzie realnie myślący uznają te same priorytety: BÓG i Ojczyzna.
[cytat]Zgadzam się i bardzo się cieszę, że to nie Jarek.Pozdrawiam. A cha skromny jak skromny, ale nie obrzucam nikogo epitetami.Dobrej nocy życzę Wodzu.Hej, nie śpisz? Tak bo ludzie realnie myślący uznają te same priorytety: BÓG i Ojczyzna.[/cytat]Twierdzisz więc, źe twój realnie myślący wujek zakonnik był zwolennikiem Stanu Wojennego, Jaruzelskiego i Millera, bo jego priorytetami był Bóg i Ojczyzna. Który to z bogów jest priorytetem Millera i dla dobra mieszkańców jakiej ojczyzny Jaruzelski wyprowadził czołgi na ulice? Większość wojen toczono w imię bogów i ojczyzn różnych stron konfliltów. Może lepiej by było, gdyby było mniej polityków i generałów a więcej przyzwoitych ludzi?
Masz rację.
[cite user="U96" date="10.06.2014 09:22"]T. Może wystarczyłoby nie mieszać do tego religii i ideologii, tylko być dobrym człowiekim?====To sa Twoje słowa,a czym i kim jesteś ? RUSKIM ZAKAPIOREM,macicielem................Chcesz żeby szanować Twoje poglądy i wypowiedzi ? TO SZANUJ INNYCH.... pÓKI CO CHCESZ DLA WIELU NARZUCIĆ SWOJE MYSLENIE. Kim jest Jarosław,poszperaj w innych materiałach jak się uwlaszczali na majątku przy likwidacji komuny,może Ci to rozjaśni w łepetynie.ODPLAĆ SIE ZA MLEKO MATCE I KASZKĘ KTÓRĄ ZJADŁEŚ I DOPIERO ZAJMIJ SIĘ POLITYKĄ,BO PÓKI CO TO W/G WYPOWIEDZI JESTES JESZCZE ŻÓŁTODZIOBEM. Jesteś nawiedzony.
[cytat]T. Może wystarczyłoby nie mieszać do tego religii i ideologii, tylko być dobrym człowiekim?====To sa Twoje słowa,a czym i kim jesteś ? RUSKIM ZAKAPIOREM,macicielem................Chcesz żeby szanować Twoje poglądy i wypowiedzi ? TO SZANUJ INNYCH.... pÓKI CO CHCESZ DLA WIELU NARZUCIĆ SWOJE MYSLENIE. Kim jest Jarosław,poszperaj w innych materiałach jak się uwlaszczali na majątku przy likwidacji komuny,może Ci to rozjaśni w łepetynie.ODPLAĆ SIE ZA MLEKO MATCE I KASZKĘ KTÓRĄ ZJADŁEŚ I DOPIERO ZAJMIJ SIĘ POLITYKĄ,BO PÓKI CO TO W/G WYPOWIEDZI JESTES JESZCZE ŻÓŁTODZIOBEM. Jesteś nawiedzony.[/cytat]
No dobrze, może i jestem mącicielem, zakapiorem i żółtodziobem - ALE DLACZEGO RUSKIM?
Ja nie byłem etatowym pracowniliem PZPR w gminie Zawady nie miałem problemów z lustracją i majątku narodowego za grosze nie kupowałem. No i jaki to ma związek z ll wojną światową?
U96 dlaczego przekreślasz wszystkich, którzy mają inne zdanie niż ty? Obecni działacze partyjni także PiS-u byli w minionej epoce działaczami PZPR, ZSL, SD. Nie wszyscy, ale całkiem sporo, tak na szczeblu powiatowym jak i na wyższym. Pan Kaczyński (ten z Zambrowa) w przeciwieństwie do wielu nie ukrywa swojej przynależności i sympati partyjnych. Tak naprawdę czyny człowieka, który nie jest przestępco z wyboru (komuna nie była z wyboru była narzucona) nie mogą być potępione a priori. U96 jeśli będziesz łaskaw ustosunkować się do tego wpisu, to zrób to spokojnie nie rzucaj mi się do gardła, ja naprawdę z różnego pieca chleb jadłem i słownie mnie nie zastraszysz, a przecież można rozmawiać kulturalnie. Pozdrawiam.
[cytat]U96 dlaczego przekreślasz wszystkich, którzy mają inne zdanie niż ty? Obecni działacze partyjni także PiS-u byli w minionej epoce działaczami PZPR, ZSL, SD. Nie wszyscy, ale całkiem sporo, tak na szczeblu powiatowym jak i na wyższym. Pan Kaczyński (ten z Zambrowa) w przeciwieństwie do wielu nie ukrywa swojej przynależności i sympati partyjnych. Tak naprawdę czyny człowieka, który nie jest przestępco z wyboru (komuna nie była z wyboru była narzucona) nie mogą być potępione a priori. U96 jeśli będziesz łaskaw ustosunkować się do tego wpisu, to zrób to spokojnie nie rzucaj mi się do gardła, ja naprawdę z różnego pieca chleb jadłem i słownie mnie nie zastraszysz, a przecież można rozmawiać kulturalnie. Pozdrawiam. [/cytat]
Komuna była narzucona przyzwoitym ludziom przez komuchów. Nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, Chinach, Kampuczy i innych krajach. Właśnie w tych krajach dobrzy ludzie najwięcej wycierpieli od swoich czerwonych rodaków. W Polsce sytuacja była bardziej klarowna niż w tych krajach, bo nowy ustrój polityczny przyjechał razem z ruskimi czołgami i czołgami był utrwalany. Jeżeli ktoś w tej sytuacji zapisuje się do kolaboracyjnej organizacji znanej jako Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji i bierze pieniądze za utrwalanie nieludzkiej ideologii i dominacji wrogiego mocarstwa, na mój szacunek liczyć nie może. Większość społeczeństwa do Partii mimo pokus i nacisków nie wstępowała i większość dla SB nie kapowała. Ta większość obaliła zbrodniczy system komunistyczny i doprowadziła Polskę do niepodległości (teoretycznie).
[cite user="U96" date="10.06.2014 12:11"]
Komuna była narzucona przyzwoitym ludziom przez komuchów. Nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, Chinach, Kampuczy i innych krajach. Właśnie w tych krajach dobrzy ludzie najbardziej wycierpieli od swoich czerwonych rodaków. W Polsce sytuacja była bardziej klarowna niż w tych krajach, bo nowy ustrój polityczny przyjechał razem z ruskimi czołgami i czołgami był utrwalany. Jeżeli ktoś w tej sytuacji zapisuje się do kolaboracyjnej organizacji znanej jako Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji i bierze pieniądze za utrwalanie nieludzkiej ideologii i dominacji wrogiego mocarstwa, na mój szacunek liczyć nie może. Większość społeczeństwa do Partii mimo pokus i nacisków nie wstępowała i większość dla SB nie kapowała. Ta większość obaliła zbrodniczy system komunistyczny i doprowadziła Polskę do niepodległości (teoretycznie).[/cite]Naprawde masz jeszcze wiele do uzupełnienia swojej wiedzy. Trzeba było żyć i pracować w poprzednim systemie. Wielu z was krzyczy,a czym się 30 lat wstecz zajmowali ?Przyjacielu nie wiezs jeszcze nawet jak komunizm rozlany był na całym świecie i do dziś w wielu krajach funkcjonuje.Można mieć swój pogląd,ale nie taki jaki reprezentujesz. Jesteś niby napakowany wiedzą ,a nie masz pojęcia co to Ruski zakapior..Za komuny dla SB kapowali właśnie tacy ideolodzy jak Ty,i teraz też sa tacy kapusie nawiedzeni. Ty kapujesz,donosisz tylko już komus innemu. Masz teraz ten wolny kraj z którego wysyła się młodych Polaków do zabijania inaczej myslacych afgańczykow i co też powinni powiedzieć,że zbrodniczych czynów odmawiają. Jesteś z chorobą specyficzną i nic więcej.
[cytat]. Jesteś niby napakowany wiedzą ,a nie masz pojęcia co to Ruski zakapior..Za komuny dla SB kapowali właśnie tacy ideolodzy jak Ty,i teraz też sa tacy kapusie nawiedzeni. Ty kapujesz,donosisz tylko już komus innemu. Masz teraz ten wolny kraj z którego wysyła się młodych Polaków do zabijania inaczej myslacych afgańczykow i co też powinni powiedzieć,że zbrodniczych czynów odmawiają. Jesteś z chorobą specyficzną i nic więcej.[/cytat]
Niezmiernie intrygujące twierdzenie:
- "Można mieć swój pogląd,ale nie taki jaki reprezentujesz".
Mnie stać na WŁASNE poglądy. Ja nie muszę dostosowywać swoich poglądów, go poglądów Gienia (jak niektórzy). Mam taki pogląd, jaki mam a jedyną drogą, żebym go zmienił, jest przekonanie mnie do tego przy pomocy logicznych argumentów.
Nie mierz wszystkich swoją miarą. 30 lat temu, większością byli przyzwoici ludzie, nie należący do PZPR. Może żyłem i pracowałem w poprzednim systemie? Może miałem możliwość zeszmacić się wstąpieniem do ZSMP w zamian za wycieczkę do NRD, albo wstąpić do PZPR, żeby robić karierę? Może mogłem zostać kapusiem? Może mogłem odsłużyć wojsko w ZOMO? Prawie wszyscy, którzy wtedy żyli, mieli takie "wspaniałe" możliwości -ale zdecydowana większość z nich nie skorzystała. Gdyby skusili się na moskiewskie srebrniki i talony, nie byłoby komu wywalczyć demokracji i wolnej Polski. Za komuny kapowali różni, ale ideowców wśród kapusiów było niewielu, bo idiotów oderwanych od rzeczywistości SB nie potrzebowała. Zresztą nikt normalny w te komusze brednie nie wierzył, nawet same komuchy. Partyjność była tylko sposobem na lżejsze życie i karierę. Może kapusie wmawiali sobie, że robią to dla idei po to, żeby dorobić do swego skundlenia jakąś lżejszą do zaakceptowania teorię?
Bredzisz coś o Afganistanie? Przypominam ci więc, że za komuny nasz KBW i UB zwalczały AK i NSZ. Nasz rząd i PZPR wysyłały milicję i wojsko do pacyfikowania strajków, wysłały naszych żołnierzy do tłumienia powstania w Czechosłowacji i wprowadzania Stanu Wojennego. W zabijaniu inaczej myślących Afgańczyków długo nikt nie pobije Rosjan. w Polsce, nasze komuchy wraz z ruskimi, zabiły wiele tysięcy inaczej myślących Polaków a setki tysięcy wysłały na Syberię. Teraz, nasi żołnierze zawodowi nie są wysyłani do Afganistanu wbrew swojej woli, nie jadą tam poborowi.
Piszesz:
"...komunizm rozlany był na całym świecie i do dziś w wielu krajach funkcjonuje..."
Kolejne brednie. Spośród 195 państw uznanych na świecie, jako komunistyczne określa się tylko pięć. I na pewno większość z nas nie chciałaby żyć w żadnym z nich.
Na koniec ciekawostka. Aleksander pisze:
"... Ty kapujesz,donosisz tylko już komus innemu..."
Na jakiej podstawie twierdzisz łgarzu, że kapuję, jak nawet nie wiesz kim jestem?
Warto zwrócić na to uwagę, bo to dobry przykład na sprawdzoną taktykę łgarzy, stosowaną przeciwko uczciwym, których się obawiają: "obrzućmy przeciwnika błotem, może coś się przyklei". Taką taktykę zastosowano przeciwko PIS, wypisując brednie o finansowaniu PC z funduszy FOZZ. Nawet GW napisała na ten temat tak:
"... Film "Dramat w trzech aktach", wyemitowany tuż przed kampanią wyborczą do Sejmu i w trakcie urzędowania Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości, został powszechnie skrytykowany, bo zarzuty oparto tylko na wypowiedziach Pineiry i Klemby. Autorzy filmu otrzymali tytuł "Hien Roku". Kaczyńscy pozwali TVP do sądu - sprawa zakończyła się ugodą w 2004 r. i przeproszeniem Lecha i Jarosława Kaczyńskich...".
Pomimo, że od czasu do czasu jakaś publikacja, czy ujęcie Niemieckiego zbrodniarza wojennego przypomina nam okropności Drugiej Wojny Światowej, to jednak pamięć o tamtych wyczynach Niemców słabnie. Niemcy są odpowiedzialni za dwie największe Światowe hekatomby, współodpowiedzialni za nasze rozbiory i tysiące innych Polskich nieszczęść, jak chociażby odbieranie Polakom ziemi, fałszują historię, a teraz przymierzają się do zagranicznych misji wojskowych. Społeczeństwa Europejskie jakby wyparły ze swojej świadomości wiedzę "o Niemieckich możliwościach i ich umiłowaniu pokoju". To może się bardzo źle skończyć. IPN zamiast gloryfikować UPA powinien większy nacisk położyć na przypomnienie np. jak i przez kogo było pacyfikowane Powstanie Warszawskie. Pozdrawiam.
Ruski i Niemiec to byli tylko okupańci wspierani często przez niby polaków ich działania nie wiele różnią się od obecnego zaciskania sznura na polakach przez obecny rząd i to o tym należało by rozprawiać a nie wkoło mielić tematy które każdy normalny polak zna na pamięć Co zaś IPN to tylko patrzeć jak obecny szef rozsadzi go od środka na zlecenie obecnych prominentów
Kaci Warszawy - zbrodniarze odpowiedzialni za rzeź powstańczej stolicy
Erich von dem Bach-Zelewski, Heinz Reinefarth, Oskar Dirlewanger i Bronisław Kamiński - to nazistowscy zbrodniarze, nieosądzeni za swe czyny, odpowiedzialni za rzeź warszawiaków w 1944 r. Łącznie w czasie powstania zginęło ok. 180 tys. cywilów.
Głównodowodzący wojsk tłumiących Powstanie Warszawskie - gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski przed Trybunalem Norymberskim /Reprodukcja: FoKa /Agencja FORUM
Głównodowodzący wojsk tłumiących Powstanie Warszawskie - gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski przed Trybunalem Norymberskim
/Reprodukcja: FoKa /Agencja FORUM
"Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców, Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy" - taki rozkaz wydał 1 sierpnia 1944 r., w reakcji na wybuch powstania w Warszawie, Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler.
Pierwsze walki o stolicę, mimo że oczekiwane przez Niemców, zaskoczyły okupantów ich skalą. W związku z tym komendant garnizonu warszawskiego gen. Rainer Stahel, apelował do dowództwa o przysłanie do Warszawy posiłków. Nowe oddziały niemieckie ściągnięto do miasta 4 sierpnia.
Głównodowodzącym wojsk tłumiących powstanie został gen. SS Erich von dem Bach-Zelewski (1899-1972) - oficer, mający za sobą zbrodniczą przeszłość. Był weteranem I wojny światowej. Jako członek Freikorpsów brał udział w tłumieniu powstań śląskich. Po zajęciu Polski przez Niemcy w 1939 r., będąc Wyższym Dowódcą Policji i SS na Śląsku, von dem Bach-Zelewski odpowiadał m.in. za akcje pacyfikacyjne oraz deportacje tysięcy Polaków do Generalnego Gubernatorstwa. Był również zastępcą Komisarza Rzeszy Do Spraw Umacniania Niemczyzny.
W związku z atakiem Niemiec na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r., von dem Bach-Zelewski został przydzielony do Armii "Środek". Pełnił m.in. funkcję pełnomocnika Reichsfuehrera SS ds. Walki z Bandami; odpowiadał za zwalczanie partyzantki na zajętych terenach ZSRS oraz zbrodnie na ludności żydowskiej.
Kiedy von dem Bach-Zelewski przybył do ogarniętej powstaniem Warszawy, rozpoczynała się właśnie masowa rzeź jej mieszkańców. W powojennych zeznaniach utrzymywał, że dotarł do polskiej stolicy pomiędzy 13 a 15 sierpnia. Próbował w ten sposób uchylić się od odpowiedzialności za zbrodnie na mieszkańcach Woli i Ochoty, których dokonywała nowo utworzona grupa uderzeniowa pod dowództwem SS Gruppenfuehrera Heinza Reinefahrta (podlegał bezpośrednio von dem Bachowi-Zelewskiemu). W skład grupy wchodziły: pułk z brygady SS Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej (RONA), dowodzony przez SS Brigadefuehrera Bronisława Kamińskiego - ok. 2 tys. żołnierzy; pułk SS dowodzony przez SS-Standartenfuehrera Oskara Dirlewangera (dwa bataliony, 3381 ludzi), 2. Azerbejdżański Batalion "Bergmann", dwa bataliony 111. Pułku Azerbejdżańskiego i 3. Pułk Kozaków - razem ok. 2,8 tys. ludzi; 608. Pułk Ochrony z Wrocławia płk. Willy"ego Schmidta - ok. 600 ludzi.
Tylko 5 sierpnia w wyniku masowych egzekucji mieszkańców warszawskiej Woli zginęło ok. 20 tys. ludzi (w kolejnych dniach liczba ofiar wzrosła do 40 tys.). "Rozkazy Himmlera brano dosłownie. Potyczki z obrońcami miasta z Armii Krajowej były działaniem niemal marginesowym, albowiem przez dwa dni Niemcy skupili się na masakrowaniu każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka, którzy się znaleźli w ich polu widzenia. Nie oszczędzano nikogo - nawet sióstr zakonnych, pielęgniarek, leżących w szpitalach pacjentów, lekarzy, kalek i dzieci" - pisze Norman Davies w "Powstaniu "44".
6 sierpnia von dem Bach uchylił rozkaz o mordowaniu wszystkich Polaków bez wyjątku. - Od tamtego czasu zbrodni także było bez liku, nie było jednak dążenia do eksterminacji wszystkich mieszkańców. Masowe mordy na powstańcach i cywilach towarzyszyły atakom niemieckim do końca, ale większość wziętych do niewoli żołnierzy i mieszkańców Warszawy przeżyła - tłumaczy w rozmowie z PAP historyk prof. Włodzimierz Borodziej, autor m.in. niemieckojęzycznej monografii powstania ("Der Warschauer Aufstand 1944").
Jak dodaje, von dem Bach-Zelewski, choć ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za niemieckie zbrodnie w czasie powstania, nie miał pełnej kontroli nad jednostkami pomocniczymi SS, przede wszystkim nad dokonującą rzezi Ochoty Brygadą Kamińskiego oraz pacyfikującym Wolę, składającym się głównie z kryminalistów, oddziałem Dirlewangera.
Pierwszy z wymienionych zbrodniarzy - pochodzący z guberni witebskiej Bronisław Kamiński (1899-1944), kolaborant III Rzeszy, po ataku Niemiec na ZSRS dowodził oddziałem w rejonie Briańska, złożonym głównie z Rosjan, którzy dostali się do niemieckiej niewoli. Odpowiadał on za zwalczanie sowieckiej partyzantki; w 1942 r. przekształcił się w Brygadę RONA.
Jako jej dowódca w czasie powstania warszawskiego Kamiński zyskał złą sławę kata tysięcy mieszkańców Ochoty. - Był awanturnikiem politycznym, wygłaszał do swych ludzi mowy propagandowe o wielkiej, faszystowskiej Rosji, której chciał być przywódcą-fuehrerem. Kobiety i alkohol były treścią jego życia. Dowództwo wojskowe pozostawiał swym dowódcom pułków. Pojęcie własności było mu obce, żadnego narodu nie nienawidził tak, jak Polaków, których wspominał jedynie obelżywymi słowami - charakteryzował Kamińskiego w swych powojennych zeznaniach von dem Bach-Zelewski.
Kamiński został rozstrzelany przez SS na jego rozkaz 4 października 1944 r. - za uchylanie się od wykonywania rozkazów oraz rabunek wartościowego mienia. Prawdopodobnie niemiecki dowódca chciał pozbyć się niesubordynowanego podwładnego w obawie, gdyby ten odważył się po wojnie obciążyć go zeznaniami.
Oskar Dirlewanger /Agencja FORUM
Oskar Dirlewanger
/Agencja FORUM
Podobny stopień fanatyzmu, skłonności sadystycznych oraz demoralizacji do Kamińskiego reprezentował Dirlewanger (1895-1945), doktor politologii. Był weteranem I wojny światowej oraz hiszpańskiej wojny domowej. W latach 30. XX w. został skazany za gwałt na 13-latce.
Od 1940 r. należał do SS; dowodził oddziałem karnym, złożonym głównie z kłusowników i recydywistów. Odpowiadali oni m.in. za nadzór niemieckiego obozu pracy przymusowej dla Żydów w Starym Dzikowie, będącego filią obozu zagłady w Bełżcu. W 1942 r. Dirlewanger i jego oddział zostali przeniesieni na tereny Białorusi z zadaniem zwalczania powstającej tam sowieckiej partyzantki. Żołnierze Dirlewangera dopuścili się tam wielu zbrodni na ludności cywilnej.
W 1944 r. Dirlewanger otrzymał przydział do grupy bojowej tłumiącej powstanie warszawskie. "Żadnemu Polakowi, uzbrojonemu czy nie, nie okazywano litości. Prowadząca atak brygada Dirlewangera i jej azerscy wspólnicy torowali sobie drogę przez Wolę z niespotykanym barbarzyństwem" - pisze Christopher Hale w książce "Kaci Hitlera".
Von dem Bach-Zelewski zapamiętał Dirlewangera jako gorliwie wypełniającego rozkazy podwładnego. "Osobiście nieustraszony i dzielny, podtrzymywał swój autorytet tylko przez największą brutalność. Nałogowy pijak i łgarz, był w stosunku do o wiele prymitywniejszego Kamińskiego bardziej wyrafinowany" - zeznawał po wojnie niemiecki dowódca.
Jak dodawał, Brygada Dirlewangera, mimo że złożona ze zdemoralizowanych żołnierzy, odznaczała się sporą wartością bojową. "Składała się ona wyłącznie z karanych poprzednio kryminalistów i przestępców politycznych, którym była zapewniona amnestia, o ile wykażą się męstwem w walce. Byli więc ludźmi, którzy nie mieli nic do stracenia, a wszystko do zyskania" - relacjonował von dem Bach-Zelewski.
Niemcy przepraszają za Rzeźnika Woli
Niemcy przepraszają za Rzeźnika Woli
Z okazji 70. rocznicy powstania warszawskiego parlamentarzyści w Szlezwiku-Holsztynie przyjęli jednogłośnie uchwałę ws. gen. SS Heinza Reinefartha. W ten sposób przepraszają, że po wojnie nie został on rozliczony ze zbrodni - pisze "Gazeta Wyborcza". czytaj więcej
Oddziały Kamińskiego i Dirlewangera bezpośrednio podlegały rozkazom gen. Reinefahrta (1903-1979), który 5 sierpnia, podczas pacyfikacji Woli, skarżył się do przełożonych tymi słowami: "Co mam robić z cywilami? Mam mniej amunicji niż zatrzymanych".
Ten słynący z okrucieństwa dowódca, z zawodu prawnik, przed powstaniem m.in. uczestnik kampanii polskiej 1939 r. i francuskiej 1940 r. oraz wojny ze Związkiem Sowieckim, miał za sobą błyskotliwą karierę w niemieckim aparacie policyjnym w Protektoracie Czech i Moraw oraz Głównym Urzędzie Policji Porządkowej w Berlinie. Od 1944 r. sprawował funkcję dowódcy SS i Policji w Kraju Warty.
W czasie powstania, oprócz przeprowadzenia rzezi Woli, Reinefahrt dowodził oddziałami niemieckim w walkach o Stare Miasto, Powiśle i Czerniaków. Odpowiadał za masowe zbrodnie na cywilach, likwidację jeńców wojennych oraz chorych przebywających w szpitalach i ich personel medyczny.
"Po wojnie Reinefarth trafił do niewoli brytyjskiej, nie został jednak wydany Polakom, którzy błędnie pisali wnioski ekstradycyjne. Potem zaczęła się Zimna Wojna i szanse na jego ekstradycję zniknęły. Jako lokalny polityk prawicowy już w 1951 r. został burmistrzem Westerland na wyspie Sylt, potem - posłem do Landtagu. Zmarł jako szanowany współobywatel w 1979 r." - przybliża powojenny życiorys zbrodniarza prof. Borodziej.
Reinefahrt, podobnie jak von dem Bach-Zelewski i Dirlewanger, zostali po stłumieniu powstania uhonorowani przez Adolfa Hitlera. Wódz III Rzeszy nadał im wysokie odznaczenia wojskowe: von dem Bach-Zelewski i Dirlenwanger otrzymali Krzyże Rycerskie Żelaznego Krzyża, a Reinefarth - Liście Dębowe do Krzyża Rycerskiego Żelaznego Krzyża.
Odznaczeni zbrodniarze, mimo że bezpośrednio odpowiadali za gehennę mieszkańców Warszawy w czasie powstania, nie zostali po wojnie sprawiedliwie osądzeni.
- Zastanawiam się, czy jakikolwiek niemiecki oficer został skazany przez sąd w Niemczech za zbrodnie popełnione w czasie powstania i mam spory kłopot, aby choć jedną taką osobę znaleźć - podkreśla prof. Borodziej. Jak dodaje, głównodowodzący wojsk tłumiących powstanie gen. von dem Bach-Zelewski był inteligentnym dowódcą, a jednocześnie "jednym z największych zbrodniarzy wojennych nie tylko w Warszawie", w pełni zasługującym na karę śmierci.
- Von dem Bach, świadek koronny aliantów w czasie procesów norymberskich, został skazany w RFN li tylko za przestępstwa przedwojenne. Dirlewanger zginął tuż po wojnie. Najważniejszy warszawski gestapowiec zaginął w lutym 1945 r. i tylko dowódca SS i policji Paul Otto Geibel skazany został przez (polski) sąd na dożywocie.
"Polacy potrafili w tragicznym położeniu znaleźć ducha walki
Polacy potrafili w tragicznym położeniu znaleźć ducha walki i walczyć, nawet jeśli wygrana była niestety wielce nieprawdopodobna - podkreślił Joachim Gauck. Prezydent Niemiec poinformował, że będzie w Polsce podczas obchodów 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej. - Napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku jako początek wojny wryła się głęboko w świadomość Niemców - dodał.
Prezydent Niemiec razem z prezydentem Polski Bronisławem Komorowskim otworzył dziś wystawę z okazji 70. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.
- Chcemy poprzez tę wystawę nie tylko wspominać o jakże strasznych działaniach i wyczynach narodu niemieckiego, ale chcemy również spotkać się z wami, waszym cierpieniem, wytworzyć pewną empatię i zrozumieć cierpienie innych - powiedział Gauck.
Prezydent Niemiec powiedział, że powstanie warszawskie jest dla niego wyjątkowe. Przypomniał, że był w Warszawie w 2004 roku, krótko po tym, jak zostało otwarte Muzeum Powstania Warszawskiego. - Wtedy też myślałem, że będzie to miejsce upamiętnienia, zadumy, miejsce, w którym znajdę tablice z informacjami dotyczącymi osób poległych, Niemców i całej sytuacji. Tym bardziej byłem zdziwiony, gdy doświadczyłem multimedialnej prezentacji i wystawy, i byłem otoczony odgłosami z powstania warszawskiego - świstami kul, wybuchami bomb, budynków (...) i krzykami nazistów - wspominał.
Dodał, że wtedy zrozumiał, iż "dla wielu Polaków zwycięstwo nad Niemcami było o wiele ważniejsze aniżeli porażka tego powstania". - To jest niesamowicie istotna cecha, by w takiej sytuacji, tragicznym wręcz położeniu znaleźć w sobie ducha walki i walczyć, nawet jeśli wygrana jest niestety wielce nieprawdopodobna - powiedział niemiecki prezydent.
"Napaść Niemiec na Polskę wryła się głęboko w świadomość Niemców"
Podkreślił, że to jedna z cech Polaków, że "potrafią przekazać przez wiele kolejnych pokoleń (...) świadomość i wiadomość, że walka jest niesłychanie ważna, że trzeba walczyć o swój naród i walczyć o wolność, nawet jeśli ceną jest własne życie".
Prezydent Niemiec poinformował, że będzie w Polsce podczas obchodów 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej.
- Napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku jako początek II wojny światowej wryła się głęboko w świadomość Niemców. Jestem wdzięczny panu, panie prezydencie, że ten dzień będziemy też wspólnie obchodzić w Polsce - zwrócił się Gauck do prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas berlińskich uroczystości otwarcia wystawy z okazji 70. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.
Komorowski i Gauck objęli honorowy patronat nad berlińską wystawą "Powstanie Warszawskie 1944". Gauck powiedział podczas uroczystości, że rozpoczęta we wrześniu 1939 roku ponad pięcioletnia okupacja Polski w pamięci zbiorowej Niemców nadal znajduje się w cieniu wojny ze Związkiem Radzieckim oraz ludobójstwa Żydów. Zaznaczył, że powstanie w getcie warszawskim 1943 roku jest w Niemczech bardziej znane niż powstanie warszawskie.
Prezydent Niemiec zaznaczył też, że wystawa poświęcona powstaniu warszawskiemu jest ważna również ze względu na ukazywanie "specyficznie polskiej perspektywy". - Pomaga nam zrozumieć, dlaczego dla wielu Polaków kwestie wolności i niepodległości po dziś stanowią tak istotną wartość" - powiedział. - Powstanie warszawskie wpisuje się w szereg zbrojnych zrywów w historii Polski zakończonych klęską. Dla wielu Polaków te porażki nie były w żadnej mierze źródłem defetyzmu i zniechęcenia - podkreślił Gauck. - Większość myślała w 1944 roku raczej tak, jak młody poeta Krzysztof Kamil Baczyński: "Trzeba nam teraz umierać, by Polska umiała znów żyć" - mówił prezydent Niemiec.
Komorowski: W 1944 r. powstała w Warszawie republika wolnych ludzi
W powstańczym zrywie 1944 roku polskie państwo podziemne wyszło z podziemia, powstała w Warszawie republika wolnych ludzi - powiedział prezydent Bronisław Komorowski w trakcie uroczystości. - Podziemne państwo było bezwzględnie zwalczane przez okupantów, lecz było silne legitymacją woli narodu. To naród ujarzmiony, naród okupowany to państwo powołał. W powstańczym zrywie 1944 roku polskie państwo podziemne wyszło z podziemia, powstała w Warszawie swoista republika wolnych ludzi, wolnych pomimo ostrzału artyleryjskiego, ciągłych bombardowań i dramatycznych walk - powiedział Komorowski.
Jak podkreślił, "członkowie tej republiki wolności zapłacili za wolność najwyższą cenę"
Prezydent zaznaczył, że polskie państwo podziemne było świetnie zorganizowane, pracowały m.in. agendy pomocy społecznej, istniała zorganizowana, konspiracyjna oświata, publikowano też czasopisma i książki. "W ramach tajnego nauczania na poziomie szkoły powszechnej objęto działalnością polskiego państwa podziemnego na terenach okupowanych około miliona uczniów" - mówił.
Komorowski przypomniał, że działała także Rada Pomocy Żydom "Żegota", która niosła pomoc "zagrożonym zagładą w gettach i poza nimi". - Było to działanie o bezprecedensowej skali, nie mające odpowiednika w żadnym innym kraju okupowanej Europy, nigdzie nie istniała wyspecjalizowana agenda tajnej administracji, powołana i działająca na rzecz pomocy Żydom w warunkach okupacji, w warunkach konspiracji - podkreślił.
Gauck: Polacy umieli przebaczyć, gdy Niemcy okazali skruchę
- Polacy umieli przebaczyć, gdy Niemcy okazali skruchę, Polacy umieli pokonać nienawiść, gniew i nieufność, gdy Niemcy przyznali się do winy i wstydu - podkreślił Prezydent Niemiec.
Odpowiedzią na te słowa były oklaski zebranych na uroczystości. Prezydent Niemiec mówił wcześniej o niemieckich zbrodniach wobec Polaków w czasie II wojny światowej, a także o tym, że po wojnie w RFN zbrodnie te nie były wystarczająco konsekwentnie ścigane.
- To graniczy z cudem, że Polacy i Niemcy są dziś nie tylko dobrymi sąsiadami, którzy żyją ze sobą w zgodzie, lecz są też przyjaciółmi, który siebie lubią - powiedział Gauck.
Zwracał też uwagę, że podczas powstania warszawskiego hitlerowski terror i przemoc wobec Polaków osiągnął "szczególnie przerażające rozmiary", a Warszawa była niszczona jeszcze po zakończeniu walk. - Miasto legło w gruzach, a ten krajobraz księżycowy został zrekonstruowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego w animacji komputerowej. Film "Miasto ruin", który można oglądać również i tutaj, poruszy każdego, kto go zobaczy - podkreślał.
Gauck mówił o polskich tradycjach wolnościowych, z których wyrastało powstanie warszawskie. Dodał, że także związek zawodowy Solidarność był zainspirowany przez powstanie. "Również on walczył o wolną i niepodległą Polskę, o prawo każdego narodu, by być podmiotem swojej historii" - zaznaczył.
Dodał, że także wschodni Niemcy czerpali z polskiej tradycji wolnościowej. - Dawała nam odwagę, gdy jeszcze nam (jej) brakowało, dawała nam nadzieję, gdy byliśmy zdesperowani. Przykład Polski zapewne pomógł nam podjąć ryzyko jesienią 1989 roku, choć nie dało się przewidzieć, czy nasz ruch, który stał się rewolucją, przyniesie nam pokój i wolność - mówił.
Zwrócił uwagę, że "nie ma lepszego miejsca" na wystawę poświęconą powstaniu warszawskiemu niż część Berlina, w której była centrala Gestapo, SS i Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, i w której Adolf Hitler wydawał rozkaz stłumienia powstania i całkowitego zniszczenia miasta.
"Powstanie warszawskie było straszną tragedią. Wymowa cyfr jest wstrząsająca"
W ocenie profesora Jana Ciechanowskiego, powstanie warszawskie było straszną tragedią, przykładową lekcją, jak wojny się nie prowadzi, a Polska zapłaciła cenę, na którą jej nie było stać. - Niesłuszną decyzję podjęto też w złym czasie. Tego dzieła zniszczenia Niemcy dokonali kosztem 1570 zabitych - dodaje.
Powstanie Warszawskie /East New
"Powstanie warszawskie wydłużyło wojnę"
"Gdyby powstanie warszawskie nie wybuchło, wojna być może trwałaby krócej, krócej też dymiłyby kominy Oświęcimia" - mówi pisarz i publicysta Tomasz Łubieński. Jego zdaniem popkultura spłyca i fałszuje prawdę o powstaniu. czytaj więcej
Profesor zwraca uwagę "druzgocącą wymowę cyfr": ok. 16 tys. powstańców zginęło, 6. tys. odniosło rany, 17 tys. dostało się do niewoli, z czego większość do Polski nie wróciła. 200 tys. cywilnych mieszkańców miasta wymordowano, 70 tys. wywieziono do obozów koncentracyjnych, 165 tys. na roboty do Rzeszy, 350 tys. wypędzono, a stolicę Polski obrócono w perzynę.
Tego dzieła zniszczenia Niemcy dokonali kosztem 1570 zabitych, w tym 73 oficerów i 8374 rannych, w tym 242 oficerów, co daje ogólne niemieckie straty na 9940 osób (dane Heinricha Himmlera). W przeliczeniu na każdego zabitego Niemca przypada 130 zabitych Polaków.
"Wymowa tych cyfr jest wstrząsająca"
- Wymowa tych cyfr jest wstrząsająca. Polskie i niemieckie straty są niewspółmierne. Powstanie to przykład jak wojny się nie prowadzi - mówi Ciechanowski, w powstaniu dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, autor wydanej w Londynie w 1971 r. głośnej książki "Powstanie Warszawskie", która w PRL ukazała się dopiero w 1984 r.
Przytacza też inne dane: 1 sierpnia 1944 ok. 20 tys. powstańców, przeważnie poniżej lat 20., z których zaledwie nie więcej niż 3,5 tys. posiadało jakąkolwiek broń palną, uderzyło na świetnie uzbrojoną armię przygotowaną na atak.
Powstańcy posiadali siedem CKM (ciężkich karabinów maszynowych), 60 RKM (ręcznych), 1 tys. KB (karabinów), 20 KB ppanc (karabinów przeciwpancernych), 300 PM-w (pistoletów maszynowych), 1700 pistoletów (Parabellum, Vis, Walter itp.), mało przydatnych w szturmowaniu ufortyfikowanych budynków, 25 tys. granatów i 15 PIAT-ów (rusznic przeciwpancernych).
"Dał tylko swój osobisty pistolet i powiedział "Szczęść Boże"..."
- 28 lipca płk Antoni Chruściel ps. Monter bez porozumienia z dowódcą AK gen. Tadeuszem Borem Komorowskim na własną rękę zarządził alarm. Pokazano nam broń, jaką miał nasz oddział: 7 pistoletów, 3 karabiny, 40 granatów. Wówczas jakiś chłopak z Czerniakowa spytał: "Panie komendancie, z czym do gościa? - wspomina emerytowany profesor University College (części Uniwersytetu Londyńskiego), w czasie powstania w zgrupowaniu "Siekiera".
Ciechanowski pamięta też, jak po pierwszym alarmie dowódca wysłał go po broń do współpracującego z AK XIII Komisariatu (granatowej) Policji na Hożej 30. Komendant komisariatu wytłumaczył mu, że nie może dać broni, ponieważ w razie kontroli Gestapo nie będzie mógł się z niej rozliczyć. Dał tylko swój osobisty pistolet kalibru 7 mm i na odchodne powiedział "Szczęść Boże".
"Gdy zaczęło się powstanie dowódca powiedział "Będziemy nacierać plutonem, ale ponieważ nie wszyscy mieli broń wyłoniono grupę szturmową - 23 ludzi. Ja też byłem w niej, ale miałem tylko opaskę, opatrunek osobisty i 1 granat. Gdy go rzuciłem byłem bezbronny. Potem byłem uzbrojony w pistolet i karabin zdobyty 1 września w ataku na YMCĘ na Placu Trzech Krzyży" - mówi.
1 sierpnia 1944 r. grupa szturmowa bezskutecznie nacierała na Sejm uzbrojona w 3 karabiny, 7 pistoletów i 40 granatów. Zginęło 10 powstańców, w tym dowódca kompanii.
"Już w pierwszych godzinach okazało się, że byliśmy za słabi, by pobić Niemców, bo niby, czym mielibyśmy ich pobić? Tylko natychmiastowe wejście Armii Czerwonej mogło uratować Warszawę i jej mieszkańców od nieuchronnej zagłady. Nam udało się opanować słabo obsadzone, czy w ogóle przez Niemców niebronione dzielnice, w sumie 1/3 miasta, ale ani jednego obiektu o strategicznym znaczeniu: mostu, lotniska, dworca kolejowego, koszar itp.".
"Sami giniecie, a jeszcze nam zabieracie mężczyzn"
"Powstanie było wielką tragedią, choć dla mnie osobiście było też przygodą połączoną ze strzelaniem ostrą amunicją. Na powstańczych kwaterach było wesoło. Ktoś na czymś grał - instrumencie lub patefonie. Śpiewano. Ale stosunek ludności cywilnej z czasem stawał się jawnie wrogi. "Sami giniecie, a jeszcze nam zabieracie mężczyzn"- powiedziała mi kobieta, gdy szukałem ochotników do kopania rowów dobiegowych. Widziałem białe flagi na Powiślu 8 września. Wtedy zrozumiałem, że nic z tego nie będzie".
- Rząd w Londynie stale łudził się, że Polska otrzyma pomoc od zachodnich aliantów podczas gdy oni opuścili nas już w Teheranie (koniec 1943 r.). Postanowiono tam, że inwazja z zachodu nastąpi na płn. Francję, a Polska będzie "oswobadzana" od wschodu przez Armię Czerwoną. Od tego czasu było jasne, że współpraca polityczna i militarna Wielkiej Trójki podporządkowana jest nadrzędnemu dla wszystkich celowi - rozgromieniu Rzeszy" - wyjaśnia.
Ciechanowski nie podziela opinii, że to młodzież parła do walki. - Decyzję podjęło trzech generałów: Tadeusz Bór Komorowski, Tadeusz Pełczyński i Leopold Okulicki za namową płk. Chruściela ostrzegającego, że trzeba zacząć teraz, bo może być za późno, w obecności delegata rządu, który nie był wojskowym, bez wysłuchania opinii innych członków KG AK: płk. Pluty-Czchowskiego i płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego - tłumaczy.
"Bór Komorowski i Okulicki nie znali się na polityce wielkich mocarstw"
"Bór Komorowski i Okulicki nie znali się na polityce wielkich mocarstw, czego właściwie trudno było od nich oczekiwać. Na polityce znał się Pełczyński, jako długoletni szef wywiadu przed wojną. Bór Komorowski wspaniale nadawał się, ale na komendanta Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, a Okulicki był znany w wojsku, jako zabijaka. Bór mówił o nim, że był człowiekiem do wypitki i wybitki. To był +chojrak+" - ocenia Ciechanowski.
Ciechanowski argumentuje, że gen. Bór zdecydował się na powstanie, gdy wiedział już, że niemieckie kontrnatarcie przeciwko Armii Czerwonej w okolicach Modlina nie tylko zaczęło się, ale odniosło sukces. Wiedział o tym od płk. Pluty-Czachowskiego, ale twierdził, że już za późno, by się wycofać, a wiadomości nie uznał za pewną.
Emerytowany profesor sądzi, że nie bez znaczenia były też nieporozumienia na linii Warszawa - Londyn. Naczelny Wódz PSZ gen. Kazimierz Sosnkowski w depeszy do gen. Bora z 7 lipca 1944 roku nie wykluczał przejściowego zajęcia w ramach operacji Burza Wilna i Lwowa oraz "innego większego centrum", jeśli okoliczności będą temu sprzyjać.
- Borowi zdawało się, że gdy była mowa o "centrum", to chodzi o Warszawę. On stale mówił, że robi "Burzę" w Warszawie, ale Sosnkowski wyraźnie zaznaczał, żeby nie robić powstania. Było nieporozumienie - ocenia prof. Ciechanowski.
PAP
Brylanty poezji w powstańczej krwi zanurzone
gajcy 3.jpg
Kilka lat temu w jednym z moich esejów pt. „Przeczytać wiersze nienapisane” wyraziłem żal i tęsknotę za słowami wierszy bezpowrotnie utraconymi, zabranymi przez przedwczesną, okrutną śmierć wybitnej poetki, która z bólem wykrzyczała:
"Dla człowieka siedzącego pod szklanym kloszem, znieczulonego na wszystko, zatrzymanego w rozwoju jak embrion w spirytusie, całe życie jest jednym wielkim, złym snem” (Sylvia Plath, „Szklany klosz”). Poetka „zaprosiła” śmierć na własne życzenie, z powodu swojej wewnętrznej walki z ponurym mrokiem bezkresnej depresji.
W 70. rocznicę Powstania Warszawskiego pochylam się nad „rozerwanymi kartkami” z poezją gwałtownie, brutalnie przerwaną wybitnym poetom tamtych czasów, co jest ogromną stratą dla polskiej kultury: Tadeuszowi Gajcemu oraz Krzysztofowi Kamilowi Baczyńskiemu i pytam: czemuż tak wcześnie nas opuściliście, czemu, na Boga?!
Cenną cząstkę odpowiedzi odnajduję w jednym z pozostawionych nam wierszy przez K.K. Baczyńskiego, napisanym tuż przed wybuchem powstania: „Dniem czy nocą idziemy wytrwali, / w bitwach ogień hartuje nam pierś, / myśmy dawno już drogę wybrali, / jeśli nawet powiedzie – przez śmierć. / Więc naprzód, niech broń rozdziera, / niech kula szyje jak nić, / trzeba nam teraz umierać, / by Polska umiała znów żyć [...]” („Pocałunek”, napisany po 16.V.1944 r.).
Poeci urodzeni w latach dwudziestych ubiegłego wieku, w Ojczyźnie, która po 123 latach odzyskała wymarzoną niepodległość, mieli szczęśliwe dzieciństwo, wizję spełnienia i realizacji swoich planów. Widzieli przed sobą jasną, twórczą przyszłość, w której mieli przekazać nam setki, a może i tysiące zapisanych stron poezji. Oni nie „wybrali śmierci”, choć wyczuwali ją w codziennej walce podczas okupacji: „by Polska umiała znów żyć”; to ona wybrała ich, pozostawiając w naszych sercach wiersze nienapisane... Ogromna strata, gdy umiera człowiek, jeszcze większa, gdy wraz z nim – Słowo.
Po wybuchu II wojny światowej Tadeusz Gajcy w jednym ze swoich wierszy napisał o dramatycznej, wymuszonej codzienną walką przemianie: „[...] Nazbyt duszno jest słowom na wargach / ciosanym z łun i żalu o wadze kamienia – / Myślałeś: będzie prościej. / A tu słowa, śpiewne słowa trzeba zamieniać, / by godziły jak oszczep” („Wczorajszemu” z t. „Widma”, 1943). Obydwaj, służąc w strukturach Państwa Podziemnego, nie odkładali pióra niemal do samego końca swoich dróg życia. Cofnijmy się w czasie i prześledźmy je, można powiedzieć, równoległe, które w końcowej fazie złączyły się w jeden, powstańczy szlak. Warto zwrócić uwagę na różnice ideowe struktur społeczno-politycznych, w których działali przed wojną i po jej wybuchu, i co ich połączyło w jej końcowej fazie.
Z Krzysztofa urodzinami jest mały „zawijas”, najpierw była to data 3.III.1921 r., jak wynikało z wpisu do ksiąg urzędowych. Ale w księdze parafialnej, odnalezionej przez Wiesława Budzyńskiego, wybitnego znawcy jego życia i twórczości, autora książek m.in.: „Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila”, „Testament Krzysztofa Kamila”, „Dom Baczyńskiego”, wynika, że urodził się 22.I.1921 r. Drugie imię, Kamil, zostało mu nadane ze względu na jego siostrzyczkę, Kamilę, która urodziła się przed nim i wkrótce zmarła. Krzysztof miał ją w swoim sercu i związanym z nią, drugim imieniem.
Jego ojciec, Stanisław Baczyński, był działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej, oficerem WP, żołnierzem Legionów Polskich, pisarzem i krytykiem literackim; jego matka, Stefania z domu Zieleńczyk, była nauczycielką, autorką podręczników szkolnych.
Tadeusz urodził się rok później, 8 lutego 1922 roku, w robotniczej rodzinie warszawskiej. Ojciec pracował jako ślusarz w praskim Taborze Kolejowym, a matka była położną. Przodkowie ze strony ojca sprowadzili się kilka pokoleń wcześniej z Węgier do Polski.
Od 1935 roku uczęszczał do Gimnazjum oo. Marianów na Bielanach w Warszawie. Po wybuchu wojny kontynuował naukę na tajnych kompletach licealnych, zorganizowanych przez tychże zakonników. W 1941 roku zdał maturę i rozpoczął studia polonistyczne na tajnych kompletach Uniwersytetu Warszawskiego.
Krzysztof Kamil uczył się w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego, w 1939 otrzymał świadectwo dojrzałości. Jego kolegami ze szkoły byli członkowie Szarych Szeregów: Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Jan Bytnar „Rudy” i Maciej Aleksy Dawidowski „Alek”. Był harcerzem w drużynie „Pomarańczarnia”; będąc w gimnazjum należał do Organizacji Młodzieży Socjalistycznej „Spartakus”, zrzeszającej uczniów szkół średnich pod patronatem PPS. Był współredaktorem pisma „Strzały”, wydawanego od lutego 1938; zadebiutował na jego łamach jako poeta wierszem „Wypadek przy pracy”.
Tadeusz bardzo mocno związał się z narodowcami. Podczas studiów, Leon Zdzisław Stroiński, również poeta (autor zbioru m.in. wierszy „Ród Anhellich”), student prawa, zaproponował mu wejście do Konfederacji Narodu, utworzonej w środowisku działaczy Obozu Narodowo-Radykalnego „Falanga”, konspiracyjnej organizacji o charakterze polityczno-wojskowym, działającej w latach 1940-1943. Połączyła ich także przyjaźń oraz dramat, o którym wspomnę w końcowej części niniejszego tekstu.
Wstępując do Konfederacji Narodu współtworzył wydawany w podziemiu miesięcznik literacki Sztuka i Naród, w którym od listopada 1943 został ostatnim redaktorem naczelnym (wcześniej byli nimi, kolejno: Bronisław Onufry Kopczyński, Wacław Bojarski, Andrzej Trzebiński). W miesięczniku publikowane były jego wiersze, artykuły, recenzje pod pseudonimami: Karol Topornicki, Roman Oścień, a część z nich anonimowo. Z poetami okresu międzywojennego, w tym z grupy Skamander i Awangardy Krakowskiej, toczył polemiki zarzucając im bezideowość oraz „ekwilibrystykę intelektualną”.
Zgodnie z linią pisma, był za tzw. poezją tyrtejską, wzywającą naród do boju, patriotyzmu, spartańskiej niezłomności. Przytaczam w tym miejscu fragment elegii Tyrteusza (Tyrtajosa), greckiego poety (VII w. p.n.e.), wzywającej Spartan podczas II wojny meseńskiej do walki w obronie ojczyzny: „Rzecz to piękna zaprawdę, gdy krocząc w pierwszym szeregu / Ginie człowiek odważny, walcząc w obronie ojczyzny... / Walczmy mężnie w obronie naszej ziemi i dzieci, choć byśmy zginąć musieli...” Słowa Tyrteusza poruszają serca od wieków...
Co do sporów i bitew na arenie literackiej, w tym przede wszystkim – poetyckiej, dotyczących naszej Ojczyzny, to odsyłam zawsze do wspaniałej polemiki Juliusza Słowackiego z Adamem Mickiewiczem dotyczącej, często mesjanistycznej, wizji Polski i narodu polskiego. Efekt? Kordian w replice z III częścią Dziadów. Wielkie skarby naszej kultury. Myślę, że Baczyński i Gajcy mogliby stoczyć podobnie wzniosły, poetycki pojedynek. Ale zabrakło czasu, nieodżałowana strata.
„Lewicowy” Krzysztof Kamil po ślubie z Barbarą Drapczyńską w 1942 roku, podjął studia na polonistyce na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Uczył się także w Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa. Rok później porzucił studia poświęcając się całkowicie, podobnie jak Tadeusz, konspiracji i poezji. Był w komitecie redakcyjnym wydawanego między grudniem 1943, a kwietniem 1944 miesięcznika literacko-społecznego „Droga”. Działał w socjalistycznej organizacji „Płomienie”. W lecie 1943 wstąpił do Harcerskich Grup Szturmowych AK. Ukończył turnus Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola”, ze stopniem starszego strzelca podchorążego rezerwy piechoty. Od 1943 był sekcyjnym w 2 plutonie „Alek” 2 kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”, od lipca 1943 został zastępcą dowódcy 3 plutonu 3 kompanii batalionu „Parasol”.
Tadeusz i Krzysztof Kamil pracowali dla utrzymania siebie i rodziny (pierwszy m.in. jako magazynier, drugi dorywczo szklił okna, malował szyldy, pracował u węglarza na Czerniakowie); studiowali, służyli w konspiracji. A jak było z twórczością poetycką? Pochylmy się teraz nad tym tematem, warto.
Tadeusz zaczął pisać wcześnie, w wieku 16. lat, ale tamte „młodzieńcze wiersze” (podobnie jak wielu innych poetów) usunął w cień zapomnienia. Zadebiutował w 1942 roku wierszem „Wczorajszemu”, którego fragment zacytowałem wcześniej, na łamach miesięcznika Sztuka i Naród. Szybko został doceniony, w 1942 roku uzyskał II nagrodę w konkursie „Biuletynu Informacyjnego” na marsz żołnierski, za wiersz „Uderzenie”, w 1943 roku nagrodę „Kultury Jutra” za wiersze: „Śpiew murów” i „Rapsod o Warszawie”. W podziemiu wydane zostały dwa tomy jego wierszy pod pseudonimem Karol Topornicki: „Widma” (Warszawa 1943) oraz „Grom powszedni” (Warszawa 1944).
Rozpoczął tworzyć w duchu liryki tyrtejskiej, jednak dosyć szybko ukształtował własną formę, oryginalną, rozpoznawalną jako „jego i tylko jego”. To świadczyło o wielkim darze talentu.
Jego poezja nie jest łatwa w odbiorze, ale on przyjął żelazną zasadę: „nie piszę pod publiczkę”. Głęboka refleksja nad życiem, jego przemijaniem, katastroficzne wizje opisywane często na pograniczu jawy i snu, gęstniejąca, mroczna atmosfera grozy, apokalipsy, okraszone czasami elementami groteski. Pisał także ballady, bajki, kolędy, piosenki. Pojedynek nienawiści z miłością, Tadeusz sprowadza ostatecznie do zwycięstwa miłości.
Napisał kilka erotyków poświęconych jego dziewczynie, Wandzie Sucheckiej. „Miłość bez jutra”, uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w liryce polskiej. Warto przeczytać tę i wiele innych pereł pozostawionych nam, naszej kulturze.
Krzysztof Kamil ogłosił wydanie, kolejno: „Zamknięty echem” (lato 1940), „Dwie miłości” (jesień 1940), „Wiersze wybrane” (maj 1942), „Arkusz poetycki” Nr 1 (1944) i składkę „Śpiew z pożogi” (1944); wiele jego utworów ukazało się w prasie konspiracyjnej, pojawiły się także w antologiach poezji wydawanych w podziemiu: w Pieśni niepodległej (1942) i Słowie prawdziwym (1942).
Podobnie jak u Tadeusza, jego poezja naznaczona jest katastrofizmem, tragedią pokolenia wywodzącego się z czasów wolności i brutalnie wprowadzonego na wojenny szlak; dychotomiczne zestawienie całkiem odmiennych światów, bogactwo metaforyki, refleksja nad losem człowieka w historycznych zakrętach, romantyczny klimat wzorowany na poezji Słowackiego, styl oniryczny – tu też zbieżność z twórczością Gajcego – zanurzenie w senne wizje na pograniczu z jawą. I ten poruszający tragizm, rozpaczliwe wołanie młodego pokolenia w aurze nieuchronnie zbliżającej się śmierci. Dramat pokoleniowy, okrutnie przerwane życie syna i bezgraniczny żal jego matki, w poruszającym wierszu „Elegia… (o chłopcu polskim)” porusza do głębi kolejne pokolenia: „[…] I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc, / i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło. / Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. / Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?”
Wiersz brzmi teraz także jak liryczna, żałobna przepowiednia dla niego i jego matki, dla pokolenia Kolumbów i Matki-Polki. Zginął czwartego dnia Powstania Warszawskiego na posterunku reduty „Ratusz-Pałac Blanka”, dowodzonym przez ppor. „Leszka” (Lesław Kossowski). W oddziale tym znalazł się przypadkowo, na ochotnika, nie mogąc dostać się po wykonaniu zleconego zadania, do macierzystej jednostki na Woli przy ul. Karolkowej.
Tadeusz walczył na Starym Mieście w grupie szturmowo-wypadowej porucznika Jerzego Bondorowskiego (ps. „Ryszard”). Zginął 16 sierpnia jako żołnierz AK w kamienicy przy ul. Przejazd nr 1/3 (dziś ul. gen. Andersa); wraz z nim wspomniany wcześniej, jego przyjaciel, poeta, Leon Zdzisław Stroiński.
Pochowani na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, a wraz z nimi ich słowa wierszy nienapisanych... To, co pozostawili po sobie, to szacunek dla ich niezłomności, bohaterstwa i pięknych słów poezji spisanych czasem w pośpiechu, w codziennej walce o wolność.
W tytule nazwałem ich – Brylanty poezji... Oparłem to na wypowiedzi Stanisława Pigonia, znanego krytyka literackiego, po uzyskaniu informacji o wstąpieniu Baczyńskiego do oddziału dywersyjnego AK: Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami...
Piotr Stanisław Król
Myśl Literacka, nr 75, sierpień
Na zdjęciu: Tadeusz Gajcy
Śpiew murów
Nocą, gdy miasto odpłynie w sen trzeci,
a niebo czarną przewiąże się chmurą,
wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci,
i konchę ucha tak przyłóż do murów.
Zaledwie westchniesz, a już cię doleci
z samego dołu pięter klawiaturą
w szumach i szmerach skłębionej
zamieci minionych istnień bolesny głos chóru.
„Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą na dachy i sen,
tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren.” -
Biegłam rankiem po chleb do piekarni
(a chleba dotąd czekają tam w domu),
a ja leżę z koszykiem bezradnie,
tuż za rogiem, nie znana nikomu… -
Właśnie ręką chwytałem za granat,
żeby czołgi przywitać nim celnie,
ziemia była spękana, zorana -
nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie… -
Myśmy obie wyniosły na noszach,
jeszcze kocem okryły mu nogi,
bo krzyczeli dokoła, że pożar…
Ja na świstku pisałam: „Mój drogi…”
„Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz
pniemy się nocą na dachy i sen,
tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren.”
Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie,
nim brzask poranny uciszy je w niebie
i nowe miasto w napiętej cięciwie
dni tryumfalnych na nowo pogrzebie.
Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych i za siebie lepiej.
*
Jak nie kochać strzaskanych tych murów,
tego miasta, co nocą odpływa,
kiedy obie z greckiego marmuru -
i umarła Warszawa, i żywa.
Tadeusz Gajcy
"Niemiecki Katyń" Ireneusza Lisiaka
niemiecki-katyn-1939-ireneusz-t-lisiak.jpg
Nakładem Wydawnictwa Capital ukaże się książka „Niemiecki Katyń 1939” Ireneusza T. Lisiaka (publicysty "Myśli Polskiej"). Książka opowiada o tym, co działo się w zachodniej Polsce – na Pomorzu, północnym Mazowszu, w Wielkopolsce i na Śląsku – po wkroczeniu na te tereny wojsk niemieckich we wrześniu 1939 roku.
Skala popełnionych przez Niemców zbrodni oraz ich nieprawdopodobne okrucieństwo skłoniło autora do nazwania tych wydarzeń „niemieckim Katyniem”. Książka Ireneusza T. Lisiaka to niezwykle ciekawe, bogato udokumentowane opracowanie, ukazujące mało znane fakty z początku II wojny światowej. Polecamyszczególnie tym, którzy cenią literaturę historyczną opartą o rzetelne źródła i odważnie mówiącą o prawdzie.
Oficjalna promocja książki odbędzie się podczas Targów Książki Historycznej, w sobotę 29 listopada o godzinie 10.00 w sali kinowej Zamku Królewskiego w Warszawie. Podpisywanie książki od godziny 11.00 przy stoisku nr 94 (Capital-3SMedia) - Arkady Kubickiego (wejście od strony Wisłostrady).
O książce powiedzieli:
Leszek Żebrowski:
„Należy docenić wielki wysiłek Ireneusza T. Lisiaka, autora wnikliwego studium Niemiecki Katyń 1939. Autor nie ograniczył się tylko do rejestru zbrodni niemieckich popełnionych w okresie IX–XII 1939 – co i tak byłoby bardzo cenne – ale rzetelnie przedstawił genezę zbrodni niemieckich, plany Niemców wobec Polaków, staranne, biurokratyczne wręcz przygotowania, działania dywersyjne i prowokacyjne, konieczny jakoby i całkiem uzasadniony „odwet na Polakach”, co było imperatywem zajadłej propagandy niemieckiej. Każde opisane wydarzenie – ludobójcze działania Wehrmachtu (tak, nie była to formacja rycerska i bez winy), Einsatzgruppen, Selbstschutzu, tzw. V kolumny (wcześniej wyszkolonych i uzbrojonych dywersantów), ale także Luftwaffe – jest udokumentowane. Do tego często już dziś zapomniane lub mało znane fotografie”
Piotr Zychowicz:
„Książkę Ireneusza T. Lisiaka czyta się z rosnącym przerażeniem. Nikt do tej pory nie sporządził tak sugestywnego i wstrząsającego opisu barbarzyństwa, jakiego dopuścili się Niemcy w zachodniej Polsce w roku 1939. Dziesiątkom tysięcy ofiar tego rozpasanego brunatnego terroru należy się nasza wieczna pamięć. A jego sprawcom – wieczne potępienie”
Fragment książki:
„To, co wydarzyło się w zachodniej Polsce we wrześniu 1939 roku, nie posiada literatury tak bogatej jak zbrodnia katyńska, dokonana przez Sowietów na Kresach Wschodnich. Sowiecka zbrodnia na polskich oficerach w Katyniu, Miednoje i Charkowie żyje w świadomości Polaków od wielu lat. Jednak pod względem ilości polskich ofiar i bestialstwa niemieckiego agresora w pamięci mieszkańców Pomorza, północnego Mazowsza, Wielkopolski i Śląska istnieje zbrodnia tak samo okrutna. Zarówno na terenach zachodniej Polski, jak i na Kresach Wschodnich dokonano zbrodni na najbardziej patriotycznej i wiodącej części społeczeństwa. Różnica polegała na tym, że Niemcy dokonywali swoich zbrodni natychmiast po zajęciu tych terenów, a jeśli niektórych ludzi kierowali do obozów, to były to zawsze obozy przejściowe i po kilku lub najwyżej kilkunastu dniach więźniów mordowali”.
O autorze:
Ireneusz T. Lisiak – ur. 1948 we Wrocławiu. Inżynier, absolwent Politechniki Krakowskiej. Relegowany ze studiów polonistycznych za udział w protestach studenckich w 1968 roku. W ramach represji został objęty 3-letnim zakazem studiów. W 2011 roku odznaczony przez Prezydenta RP „Krzyżem Wolności i Solidarności” za całokształt działań w opozycji. Członek Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego. Publicysta „Myśli Polskiej”.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Capital specjalizuje się w publikacji książek o tematyce prawicowej. Dotychczas wydało m.in. takie pozycje jak: „Oprawcy” Tadeusza M. Płużańskiego, „Mity przeciwko Polsce” Leszka Żebrowskiego, „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego, „Potępić UPA” Wiktora Poliszczuka. Wydawnictwo po roku działalności doczekało się pierwszego wyróżnienia. Książka „Mity przeciwko Polsce” Leszka Żebrowskiego została nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza 2013.
Tytuł: Niemiecki Katyń 1939
Autor: Ireneusz T. Lisiak
Wydawca: Wydawnictwo Capital
Miejsce i rok: Warszawa 2014
Premiera: 27 listopada 2014 (podczas Targów Książki Historycznej)
W dystrybucji: od 2 grudnia 2014
Wydanie: I
Objętość: 300
Format: A5
Oprawa: miękka
ISBN: 9788364037597
Cena katalogowa:39,90zł
Książkę można zamówić już teraz w sklepie www.CapitalBook.pl
Dodatkowych informacji:
Tel. 533 496 436
e-mail: [email protected]