Amerykanie zaczynają znowu pytać, ilu polskich ministrów jest potrzebnych, żeby wrzucić list do skrzynki. Niesławne „Polish jokes” już dawno temu wyszły w Ameryce z mody. Bo „Solidarność”, bo sukces transformacji, bo wreszcie „My Naród” z porywającego przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie. Ale z modą jest trochę tak, jak z historią. Lubi się powtarzać. Z tym, że zazwyczaj jako farsa. Tak jest i tym razem. Amerykanie zaczynają znowu pytać, ilu polskich ministrów jest potrzebnych, żeby wrzucić list do skrzynki.
Co prawda, to prawada, ale u nich póki co wyborów nie przeprowadzają ministrowie z prezydentem. Dlatego ten dowcip ilu ministrów trzeba, by w Polsce przeprowadzili wybory jest dla nich śmieszny, a dla nas tragiczny. Notabene do wkrecenia żarówki podobno potrzeba dwóch policjantów. Jeden trzyma żarówkę, drugi kręci stołem. Zatem przeprowadzenie wyborów, jako czynność wg. pisdzielców, prostsza wymagała tylko Sasina.
Amerykanie zaczynają znowu pytać, ilu polskich ministrów jest potrzebnych, żeby wrzucić list do skrzynki. Niesławne „Polish jokes” już dawno temu wyszły w Ameryce z mody. Bo „Solidarność”, bo sukces transformacji, bo wreszcie „My Naród” z porywającego przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie. Ale z modą jest trochę tak, jak z historią. Lubi się powtarzać. Z tym, że zazwyczaj jako farsa. Tak jest i tym razem. Amerykanie zaczynają znowu pytać, ilu polskich ministrów jest potrzebnych, żeby wrzucić list do skrzynki.
A co ich to obchodzi ? to żydki i złodzieje ot cała hameryka kombinatorów.
Co prawda, to prawada, ale u nich póki co wyborów nie przeprowadzają ministrowie z prezydentem. Dlatego ten dowcip ilu ministrów trzeba, by w Polsce przeprowadzili wybory jest dla nich śmieszny, a dla nas tragiczny. Notabene do wkrecenia żarówki podobno potrzeba dwóch policjantów. Jeden trzyma żarówkę, drugi kręci stołem. Zatem przeprowadzenie wyborów, jako czynność wg. pisdzielców, prostsza wymagała tylko Sasina.