Decyzja Przezydenta jest najprawdopodobniej nieważna. Kontrowersje ws. decyzji prezydenta. "SN orzekł, że ułaskawić można tylko osobę skazaną prawomocnie"
Prezydent stosując prawo łaski nie musi czekać na uprawomocnienie wyroku, ale akt łaski nie może obrażać poczucia sprawiedliwości - uznali w publikacjach naukowych konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski i prof. Tomasz Grzegorczyk, autor komentarza do Kodeksu postępowania karnego. Nie wszyscy prawnicy uważają jednak decyzję prezydenta za zgodną z prawem. Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk powołuje się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2006 roku, który orzekł, że ułaskawić można osobę skazaną prawomocnym orzeczeniem sądowym.
Prezydent Andrzej Duda ułaskawił byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i byłych funkcjonariuszy biura skazanych za działania w tzw. aferze gruntowej, m.in. wiceszefa Macieja Wąsika. "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej postanowieniem z 16 listopada 2015 roku zastosował prawo łaski wobec 4 osób - korzystając z prerogatywy określonej w art. 139 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej" - poinformowano w komunikacie na stronie Kancelarii Prezydenta.
- Zgodnie z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności niewinnym jest każdy, kto nie został skazany prawomocnym wyrokiem; nie można zatem ułaskawić niewinnego - twierdzi konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.
Także rzecznik PG prokurator Mateusz Martyniuk wskazuje, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych osób.
Prof. Chmaj stwierdził, że jeśli prezydent ułaskawił osobę nieskazaną prawomocnym wyrokiem sądu, to naruszył prawo; jeśli zaś apelacja Mariusza Kamińskiego była wcześniej wycofana i wyrok się uprawomocnił, wtedy ułaskawienie byłoby zgodne z prawem.
Chmaj uważa, że w tym pierwszym przypadku "ułaskawienie byłoby bezskuteczne, a postępowanie apelacyjne powinno się dalej toczyć".
Jego zdaniem w drugim przypadku Kamiński musiałby stracić mandat poselski - gdyż byłby prawomocnie skazany. - Wtedy byłby przestępcą, ale ułaskawionym - dodał Chmaj. Zarazem zastrzegł, że zakłada, iż Kamiński raczej nie wycofał apelacji od wyroku sądu I instancji
Art. 42 ust. 3 Konstytucji stanowi: "Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu". To samo głosi Kodeks postępowania karnego: "Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem".
Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk wskazał, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych.
- Przepisy regulujące kwestie ułaskawienia zawarte są w dziale XII Kodeksu postępowania karnego zatytułowanego "Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia". Sam tytuł wskazuje, że ułaskawienie dotyczy osoby skazanej prawomocnym orzeczeniem sądowym - powiedział Martyniuk PAP.
Rzecznik powołał się również na orzeczenie Sądu Najwyższego z 2006 r., w którym orzekł on, że ułaskawić można osobę skazaną właśnie prawomocnym orzeczeniem sądowym. Nie chciał jednak powiedzieć, czy decyzja prezydenta Andrzeja Dudy jest z tego powodu sprzeczna z prawem.
Nie wszyscy prawnicy są jednak takiego zdania. - To pierwszy przypadek, gdy prezydent nie czeka na wyrok sądu drugiej instancji. To jest zgodne z prawem, ale w następnym etapie prezydent może zechcieć ułaskawiać in blanco, na przyszłość - komentuje dla TVN 24 decyzję prezydenta profesor Zbigniew Ćwiąkalski.
Dr Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, w opracowaniu z 2006 r. pt. "Stosowanie prawa łaski w świetle Konstytucji RP" zauważył, że prezydent, stosując prawo łaski, nie jest związany żadnymi przepisami określającymi przesłanki tego aktu, który nie wymaga uzasadnienia.
skazaną prawomocnie"
Prezydent stosując prawo łaski nie musi czekać na uprawomocnienie wyroku, ale akt łaski nie może obrażać poczucia sprawiedliwości - uznali w publikacjach naukowych konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski i prof. Tomasz Grzegorczyk, autor komentarza do Kodeksu postępowania karnego. Nie wszyscy prawnicy uważają jednak decyzję prezydenta za zgodną z prawem. Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk powołuje się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2006 roku, który orzekł, że ułaskawić można osobę skazaną prawomocnym orzeczeniem sądowym.
Andrzej Duda Andrzej Duda (WP / Andrzej Hulimka
)
Prezydent Andrzej Duda ułaskawił byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i byłych funkcjonariuszy biura skazanych za działania w tzw. aferze gruntowej, m.in. wiceszefa Macieja Wąsika. "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej postanowieniem z 16 listopada 2015 roku zastosował prawo łaski wobec 4 osób - korzystając z prerogatywy określonej w art. 139 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej" - poinformowano w komunikacie na stronie Kancelarii Prezydenta.
- Zgodnie z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności niewinnym jest każdy, kto nie został skazany prawomocnym wyrokiem; nie można zatem ułaskawić niewinnego - twierdzi konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.
Także rzecznik PG prokurator Mateusz Martyniuk wskazuje, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych osób.
Prof. Chmaj stwierdził, że jeśli prezydent ułaskawił osobę nieskazaną prawomocnym wyrokiem sądu, to naruszył prawo; jeśli zaś apelacja Mariusza Kamińskiego była wcześniej wycofana i wyrok się uprawomocnił, wtedy ułaskawienie byłoby zgodne z prawem.
Chmaj uważa, że w tym pierwszym przypadku "ułaskawienie byłoby bezskuteczne, a postępowanie apelacyjne powinno się dalej toczyć".
Jego zdaniem w drugim przypadku Kamiński musiałby stracić mandat poselski - gdyż byłby prawomocnie skazany. - Wtedy byłby przestępcą, ale ułaskawionym - dodał Chmaj. Zarazem zastrzegł, że zakłada, iż Kamiński raczej nie wycofał apelacji od wyroku sądu I instancji
Art. 42 ust. 3 Konstytucji stanowi: "Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu". To samo głosi Kodeks postępowania karnego: "Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem".
Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk wskazał, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych.
- Przepisy regulujące kwestie ułaskawienia zawarte są w dziale XII Kodeksu postępowania karnego zatytułowanego "Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia". Sam tytuł wskazuje, że ułaskawienie dotyczy osoby skazanej prawomocnym orzeczeniem sądowym - powiedział Martyniuk PAP.
Rzecznik powołał się również na orzeczenie Sądu Najwyższego z 2006 r., w którym orzekł on, że ułaskawić można osobę skazaną właśnie prawomocnym orzeczeniem sądowym. Nie chciał jednak powiedzieć, czy decyzja prezydenta Andrzeja Dudy jest z tego powodu sprzeczna z prawem.
Nie wszyscy prawnicy są jednak takiego zdania. - To pierwszy przypadek, gdy prezydent nie czeka na wyrok sądu drugiej instancji. To jest zgodne z prawem, ale w następnym etapie prezydent może zechcieć ułaskawiać in blanco, na przyszłość - komentuje dla TVN 24 decyzję prezydenta profesor Zbigniew Ćwiąkalski.
Dr Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, w opracowaniu z 2006 r. pt. "Stosowanie prawa łaski w świetle Konstytucji RP" zauważył, że prezydent, stosując prawo łaski, nie jest związany żadnymi przepisami określającymi przesłanki tego aktu, który nie wymaga uzasadnienia.
"Oznacza to swobodę oceny prezydenta, który podlega w tym względzie jedynie kontroli ze strony opinii publicznej. Jednakże akt łaski nie powinien być arbitralny, społecznie niezrozumiały czy obrażający poczucie sprawiedliwości, gdyż przeczyłoby to konstytucyjnemu powołaniu prezydenta jako najwyższego przedstawiciela państwa, które jest wspólnym dobrem i demokratycznym państwem prawnym" - wskazał.
Dr Piotrowski przywołuje też komentarz do Kodeksu postępowania karnego autorstwa prof. Tomasza Grzegorczyka, w którym pisze on, że Kodeks normuje jedynie procedurę ułaskawieniową przed sądami i Prokuratorem Generalnym, a przepisy w ogóle nie dotyczą postępowania przed organem upoważnionym do stosowania prawa łaski - czyli prezydentem.
Dlatego - napisał prof. Grzegorczyk - prezydent może skorzystać z prawa łaski nie tylko bez wykorzystania tej procedury, ale nie budzi też wątpliwości, że prezydent może zastosować łaskę w ogóle z pominięciem trybu przewidzianego w Kpk, przy czym "żaden przepis ustawy zasadniczej nie wyklucza ułaskawienia przed prawomocnym skazaniem".
Według autora komentarza do Kpk stosując prawo łaski, prezydent - podobnie jak w przypadku wykonywania innych swoich kompetencji - jest związany postanowieniami Konstytucji RP, która czyni go jej najwyższym strażnikiem oraz gwarantem ciągłości władzy państwowej.
"To prezydent nadaje znaczenie tym pojęciom, jednakże jego wybór podlega ocenie opinii publicznej, a stosowanie prawa łaski nie może naruszać pewnego minimalnego progu akceptacji społecznej. Działanie w tej dziedzinie wbrew społecznym odczuciom sprzyjałoby umacnianiu prymatu polityki nad prawem, co stanowi zagrożenie dla zasad demokratycznego państwa prawnego" - napisał prof. Grzegorczyk.
Dr Piotrowski w opracowaniu postuluje wprowadzenie rozwiązań w pewnym stopniu zabezpieczających stosowanie prawa łaski przed możliwymi nadużyciami - np. zwiększeniu jawności procedury ułaskawieniowej. "Mogłoby to w istotny sposób ograniczyć autonomię informacyjną osób, które chciałyby prosić o łaskę, a przecież warunkiem przedłożenia prośby, czy też jej spełnienia, nie powinno być podanie faktu skazania do publicznej wiadomości tylko dlatego, że skazany chce skorzystać z prawa łaski" - napisał, przyznając zarazem, że tego rodzaju rozwiązanie "oznaczałoby ograniczenie praw jednostki podyktowane w istocie słabością władzy prezydenckiej".
"Dążenie do uczynienia postępowania ułaskawieniowego jawnym jest spowodowane kontrowersyjnymi politycznie decyzjami głowy państwa w tej dziedzinie. W trosce o ograniczenie ryzyka podejmowania takich decyzji w przyszłości możemy jednak umieścić skazanych w pułapce wyboru między podaniem własnych danych do publicznej wiadomości i nadzieją na ułaskawienie a rezygnacją ze starań o łaskę" - wskazał konstytucjonalista.
W marcu Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał na kary więzienia b. szefów CBA, w tym Mariusza Kamińskiego (3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk), m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA przy "aferze gruntowej" w 2007 r. Proces dotyczył operacji CBA z lata 2007 r. CBA zakończyło tę operację specjalną wręczeniem Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. tzw. kontrolowanej łapówki za "odrolnienie" gruntu na Mazurach w kierowanym przez Andrzeja Leppera ministerstwie rolnictwa. Finał akcji miał utrudnić przeciek, wskutek czego z rządu odwołano szefa MSWiA Janusza Kaczmarka.
Na początku listopada Mariusz Kamiński złożył apelację od wyroku w sprawie tzw. afery gruntowej, podobnie jak były wiceszef Biura Maciej Wąsik.
[B]No to ciekawie się zaczyna. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?[/B][U][/U][I][/I][;-P]
Skoro był niewinny ,to co można uniewinniać. Prof. Duda swoja decyzja potwierdził ,że Kamiński był winnym,gdyz tylko winnego się obdarowuje łaską prezydenta. masz winnego -dopasujemy mu paragraf, mamy paragraf,dopasujemy winnego. To jest motto obecnego rządu.Od początku krzewi się już qrestwo
[cite user="xyz" date="18.11.2015 17:01"]w tym przypadku wyrok przypominał zbrodnię
sądową [/cite Jaki prezydent,taka decyzja. Taki Kociniak ciekawiej nawijał.
nie mogło być innej decyzji prezydenta,
pisanie uzasadnienia wyroku przez pięć miesięcy to kpina z wymiaru sprawiedliwości taki sędzia nie powinien nawet w sądzie otwierać drzwi
[cite user="xyz" date="18.11.2015 20:00"]nie mogło być innej decyzji prezydenta,
pisanie uzasadnienia wyroku przez pięć miesięcy to kpina z wymiaru sprawiedliwości taki sędzia nie powinien nawet w sądzie otwierać drzwi [/cite]W Zambrowie na oględziny dzikiej budowy wyznacza się termin 2 miesiące/słownie dwa miesiące/ więc nie jest dziwnym,że uzasadnienie wydano po pieciu miesiącach. To jest Polska rzeczywistość, Są w Zambrowie tematy,które się ciągną latami mimo prawomocnych decyzji. Masz kolego xyz przykład ze swojego grona politycznego.
[cytat]W Zambrowie na oględziny dzikiej budowy wyznacza się termin 2 miesiące/słownie dwa miesiące/ więc nie jest dziwnym,że uzasadnienie wydano po pieciu miesiącach. To jest Polska rzeczywistość, Są w Zambrowie tematy,które się ciągną latami mimo prawomocnych decyzji. Masz kolego xyz przykład ze swojego grona politycznego.[/cytat]
[B]Słyszałam, że Starostwo Powiatowe wydaje bardzo długo decyzje-pozwolenia na budowę nawet do 3 miesięcy dla zwykłych obywateli. Ciekawa jestem ile czasu wydawali pozwolenie dla Pana Polakowskiego na tak wielką inwestycję?Może Pan jako radny powiatowy wie i podzieli się ta informacją? Pozdrawiam.[/B][U][/U][I][/I][;-b]
[cytat]W Zambrowie na oględziny dzikiej budowy wyznacza się termin 2 miesiące/słownie dwa miesiące/ więc nie jest dziwnym,że uzasadnienie wydano po pieciu miesiącach. To jest Polska rzeczywistość, Są w Zambrowie tematy,które się ciągną latami mimo prawomocnych decyzji. Masz kolego xyz przykład ze swojego grona politycznego.[/cytat]
i znowu jebłeś genek łysiną o beton bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigy nie należałem do żadnej kotrrii czy partji politycznej jak ty,
a że uzasadnienie wydano po pięciu miesiącach akurat faktycznie nie jest dziwne tylko niezgodne z przepisamy prawa
i znowu jebłeś genek łysiną o beton bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigy nie należałem do żadnej kotrrii czy partji politycznej jak ty,
a że uzasadnienie wydano po pięciu miesiącach akurat faktycznie nie jest dziwne tylko niezgodne z przepisamy prawa [/cite].Mnie na wskazanie właścicieli komputerów z których piszecie prokuratura tez już pół roku odpowiada,a operatorzy odpychają problem,ale już kilka ustaleń mamy z komputerów naszych asów propagandy.Dużo pisania ,ale mogę Ci przesłać ustalenia na wskazany adres.Pijaczyno,pisz na trzeżwo i nie rób takich błędów. Piszemy przepisami- nie przepisamy... partii-nie partji....kołtunerii-nie kotrrii.
i znowu jebłeś genek łysiną o beton bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigy nie należałem do żadnej kotrrii czy partji politycznej jak ty,
a że uzasadnienie wydano po pięciu miesiącach akurat faktycznie nie jest dziwne tylko niezgodne z przepisamy prawa [/cite].Mnie na wskazanie właścicieli komputerów z których piszecie prokuratura tez już pół roku odpowiada,a operatorzy odpychają problem,ale już kilka ustaleń mamy z komputerów naszych asów propagandy.Dużo pisania ,ale mogę Ci przesłać ustalenia na wskazany adres.Pijaczyno,pisz na trzeżwo i nie rób takich błędów. Piszemy przepisami- nie przepisamy...Genek-a nie genek partii-nie partji....kołtunerii-nie kotrrii. nigdy- a nie nigy.Krótka wypowiedż a tyle byków.Wynika z tego ,że nie ukończyłeś nawet OHP,ale karierę zrobiłeś.
Moim zdaniem to nie jest sprawa z gatunku zerojedynkowych. Nie chcialbym walić tutaj straszliwego wall of text, ale jeśli ktoś jest zainteresowany tą sprawą, pozwolilem sobie skrobnąć dość obszerny artykul na ten temat:
http://nieolewajpolityki.pl/ulaskawienie-kaminskiego-poczatek-bezprawia-czy-zwiastun-normalnosci/#more-332
Zapraszam ;)
generalnie jeśli coś nie jest zabronione jest dozwolone prezydent zastosował prawo łaski w stosunku do podejrzanych, czyniąc dalsze postępowanie bezpodmiotowym i bezsensownym bo decyzje prezydenta stosującego prawo łaski są nie zaskarżalne
Czy nie lepiej jest założyć jeden temat np. "Cała prawda o partii PIS i Prezydencie Dudzie", i tam dodawać wszystkie artykuły moim skromnym zdaniem byłoby to bardziej czytelne i komfortowe dla forumowiczów.
Szkoda też, że szanowny forumowicz "prawda polityczna" nie przedstawia wiadomości o innych partiach. Mam wątpliwości czy nie jest to działanie polityczne mające na celu ukazanie partii PIS i Pana Prezydenta Dudy w jak najgorszym świetle bez względu na to czy to prawda czy nie. Taka jest moja opinia.
Pozdrawiam.
Do tych "znawców prawa " którzy nigdy nie zdawali ani jednego egzaminu z jego znajomości, a dziś lekką rączką wydają wyroki. Zapewniam,że jakiś czas temu nie było łatwo.
Za kradzież batonika za 1,40 gr. chorego psychicznie do więzienia. Kamiński skazany i problem z ułaskawieniem.Nowak i Misiek od zegarków z amnezją i nie ma problemu, afera węglowa nareszcie ma sprawiedliwy finał w sądzie a jeszcze niedawno Ziobro był zerem ale przyjaciółka Blidy nareszcie"wyśpiewała " wszystko i jest wolna, pozostali za łapówki i przekręty skazani, baron z podkarpacia i jego koleś szef NIK krystaliczni.
Były poseł PSL Jan Bury został zatrzymany przez CBA na wniosek prokuratury w Katowicach. Sprawa dotyczy korupcji w tzw. aferze podkarpackiej.
Katowicka prokuratura przedstawiła zarzuty byłemu posłowi PSL Janowi Buremu. Jego adwokat Karolina Margulewicz-Fortuna poinformowała, że polityk nie przyznał się do winy. Przesłuchanie przerwano do piątku.
Były szef klubu PSL został zatrzymany w środę przez CBA pod zarzutem korupcji. „Mojemu klientowi przedstawiono zarzuty, nie przyznał się do ich popełnienia” – powiedziała adwokat dziennikarzom, wychodząc z prokuratury. Nie chciała zdradzić, jakie konkretne zarzuty przedstawiono politykowi. Wkrótce ma o nich poinformować rzecznik prokuratury.
– Uważam, że w sprawie o takim charakterze i wobec postawy mojego klienta, którą prezentował – że jest gotów na każde wezwanie organów ścigania – mam nadzieję, że nie ma postaw, żeby stosować środki zapobiegawcze, ale decyzja co do tego jeszcze nie zapadła – oświadczyła Margulewicz-Fortuna.
CBA podsłuchuje Burego
CBA od dawna interesuje się Burym. W zeszłym roku przeszukało jego dom i biuro, jego nazwisko pojawia się w trzech prokuratorskich śledztwach rozsianych po całej Polsce, a od dłuższego czasu telefon Burego był na podsłuchu.
Zatrzymanie Burego stało się możliwe po tym, jak nie zdobył mandatu poselskiego, w związku z czym utracił immunitet. Krótko po wyborach stracił też funkcję przewodniczącego PSL na Podkarpaciu.
Ostatnio o Burym zrobiło się głośno z powodu zarzutów, jakie chce mu postawić katowicka prokuratura. CBA zebrało materiały, które mają świadczyć o tym, że prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski i szef klubu PSL Jan Bury ustawiali konkursy w NIK. Bury miał „podżegać” do awansu wicedyrektora w Rzeszowie. W sumie prokuratura może mu postawić trzy zarzuty.
Jan Bury. Czy „król Podkarpacia” destabilizował pracę CBA?
Dowodami w sprawie są nagrania rozmów - podsłuchanych przez CBA - Krzysztofa Kwiatkowskiego i Jana Burego oraz byłego prezesa NIK i byłego wiceprezesa Izby, do którego kompetencji należała sprawa kontroli w gminie Chmielnik. Katowicka prokuratura, do której trafiły te materiały zdobyła dodatkowe dowody, które mają potwierdzać treść nagrań.
Afera podkarpacka
Sprawa sięga czasów „afery podkarpackiej”, o której wielokrotnie pisaliśmy w „Newsweeku”, i prezesury Jacka Jezierskiego w NIK w 2013 roku. Poseł Bury zabiegał wtedy, by ówczesny wiceprezes Izby wygrał konkurs na dyrektora delegatury w Rzeszowie. Jezierski jednak zignorował prośby i trzymał się procedur.
Dopiero gdy fotel prezesa objął Kwiatkowski, Bury zrealizował swój plan, by w kierownictwie rzeszowskiej delegatury znalazł się jego człowiek. Tym razem chodziło o wicedyrektora, który faktycznie konkurs wygrał.
Bury chciał obsadzić swoimi ludźmi NIK, by chronić swoich ludzi w podkarpackiej gminie Chmielnik i wpłynąć na losy śledztwa w sprawie nieprawidłowości w budowie farmy wiatraków w Woli Rafałowskiej i w Malawie.
Troskliwy Bury
O problemach Jana Burego z prawem i niejasnych powiązaniach biznesowych posła „Newsweek” pisał m.in. w tekście "Jak poseł Bury o znajomych się troszczył".
Sprawdziliśmy wówczas, jakie są źródła „afery podkarpackiej”. Oto, czego się dowiedzieliśmy na temat samego Burego, a także jego współpracowników i znajomych: samorządowców, biznesmenów, prezesa rzeszowskiego sądu i ważnych prokuratorów.
W 2000 roku młody prawnik Paweł Janda był członkiem rady nadzorczej lokalnej giełdy rolnej, obsadzonej ludźmi PSL. Dziesięć lat później zostaje prezesem rzeszowskiego Sądu Rejonowego. Zna się na prawie upadłościowym, podlegają mu wszystkie wydziały – od gospodarczego przez cywilny i karny; wszystko, czym zajmuje się rzeszowska Temida.
W 2011 r. poseł Bury proponuje mu stanowisko w Trybunale Stanu. PSL przegłosowuje w Sejmie tę kandydaturę przy poparciu PO. Za czasów ministra Gowina Janda dostaje propozycję przyjścia na stanowisko wiceministra sprawiedliwości. Odmawia. Woli zostać w Rzeszowie. Kancelaria jego żony dobrze zarabia na zleceniach od samorządu. Ona sama wpłaca pieniądze na rzeszowski PSL.
Bury i Janda dobrze się znają. Janda chętnie odbiera telefony od posła, który dopytuje o sprawy toczące się w sądzie. Sędzia w rozmowie z nami potwierdza, że Bury interweniował w co najmniej kilku sprawach gospodarczych.
Płodzień: Panie sędzio, spotkajmy się na kawie, zaproszę, quadami pojeździmy. Janda: Potem dzwonił do mnie dwa czy trzy razy, ale nie odbierałem. Zerwałem z nim kontakt
Jesień 2012 r. Rodzina S. (Zbigniew S. jest dziś podejrzany o korupcję) próbuje doprowadzić do upadłości jedną z firm, która nie oddaje jej pieniędzy. Kontaktuje się w tej sprawie z Zygmuntem Płodzieniem, bratem Bogusława – asystenta posła Burego, jego kolegi i wspólnika. Ten idzie do Jandy. Sędzia pamięta to tak: – Zygmunt Płodzień był dwa razy u mnie w sądzie. Albo on sam, albo ktoś z jego otoczenia poruszał ten temat.
Odpowiedziałem, że sprawa się musi toczyć tak, jak się toczy. Płodzień na to: „Panie sędzio, spotkajmy się na kawie, zaproszę, quadami pojeździmy”. Potem dzwonił do mnie dwa czy trzy razy, ale nie odbierałem. Zerwałem z nim kontakt.
Janda podkreśla, że S. nic nie wskórali, sprawa skończyła się nie po ich myśli.
Zygmunt Płodzień – sąsiad Jandy na wsi pod Rzeszowem – nie jest w rozmowie z nami wylewny. – Za cienki Bolek jestem na kontakty z tego typu gośćmi – rzuca tylko i wyłącza telefon.
Barbara Kmiecik, główny świadek oskarżenia w procesie mafii węglowej.
Sąd w Rudzie Śląskiej skazał dwóch byłych prezesów spółek węglowych oskarżonych o branie łapówek od Barbary Kmiecik. Wyrok skazujący zapadł także wobec pracownika Kmiecik, który miał przekazywać prezesom pieniądze.
W czwartek w Sądzie Rejonowym w Rudzie Śląskiej zakończył się proces Jerzego H., byłego prezesa Nadwiślańskiej Spółki Węglowej, oraz Wiesława K., byłego wiceprezesa Rudzkiej Spółki Węglowej. Razem z nimi na ławie oskarżonych siedział też Jacek W., pracownik firmy pośredniczącej w handlu węglem. To oni mieli stanowić trzon tropionej przez PiS mafii węglowej. Katowicka prokuratura oskarżyła prezesów o branie łapówek od Barbary Kmiecik.
Nazywana w branży górniczej śląską "Alexis" kobieta poszła w czasie rządów PiS na współpracę z ABW i opowiedziała, kogo miała korumpować. Jednak podczas procesu wycofała się z tego i mówiła tylko, że dawała prowizje.
"Prowizja" za każdą tonę sprzedanego węgla
Sędzia Adam Prochaczek, przewodniczący składu orzekającego, uznał w czwartek, że zgromadzony przez śledczych materiał dowodowy potwierdzał istnienie mechanizmu korupcyjnego. - Prezesi spółek węglowych przyjmowali korzyści majątkowe od Barbary Kmiecik - stwierdził przewodniczący składu orzekającego. Jego zdaniem "Alexis" przekazywała im pieniądze co miesiąc.
Wiesław K. miał dostać 420 tys. zł, a Jerzy H. 140 tys. zł. Wiesław K. oraz Jacek W. zostali skazani na 2,5 roku więzienia. Natomiast Jerzemu H. wymierzono karę 1,5 roku pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata. Wszyscy skazani muszą też zapłacić grzywnę. Wyrok jest nieprawomocny.
Sędzia Prochaczek przypomniał, że po zatrzymaniu i podczas posiedzenia aresztowego Wiesław K. nie przyznał się do winy. - Nie brałem łapówek - zapewniał. Po kilku tygodniach pobytu w areszcie zmienił jednak zeznania i stwierdził, że przyjmował od Kmiecik koperty z pieniędzmi. Zaznaczył jednak, że robił to wyłącznie na polecenie prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej. Z protokołu przesłuchania Jacka W. wynikało, że "Alexis" dawała prezesom od 1 do 1,5 zł "prowizji" za każdą tonę sprzedanego węgla, a lwią część miał przejmować szef RSW. Sam Jacek W. twierdził, że dostał tylko kilka tysięcy złotych, które wydał na "konsumpcję".
Sędzia zaznaczył, że podczas procesu Wiesław K. ponownie zmienił wersję i znowu nie przyznał się do winy. Twierdził, że wcześniejsze zeznania złożył pod wpływem nacisków ze strony oficerów ABW. - Ten zarzut został uznany za gołosłowny. W dokumentach aresztu nie ma bowiem żądnego śladu wizyt funkcjonariuszy ABW - podkreślił sędzia Prochaczek.
Przewodniczący składu orzekającego podkreślił także, że w trakcie śledztwa Jacek W. potwierdził, iż na polecenie Kmiecik przekazywał łapówki Wiesławowi K. W obecności swojego adwokata opowiadał wtedy, że jego szefowa żaliła się mu, iż musi płacić łapówki także Jerzemu H. W trakcie procesu zmienił jednak zeznania i twierdził, że mówił tak, bo nie chciał trafić do aresztu, a potem bał się o swoje życie. - Sąd uznał za wiarygodne zeznania złożone w trakcie śledztwa - wyjaśnił sędzia Prochaczek. Dodał też, że Barbara Kmiecik nie była jedynym źródłem dowodowym w tej sprawie. O korupcji śledczym opowiadał też były poseł SLD Ryszard Z.
Kary w zawieszeniu to za mało
Sąd krytycznie odniósł się do wniosku prokuratury, która domagała się dla wszystkich oskarżonych kar więzienia w zawieszenia. - To byłoby nieadekwatne do popełnionego przestępstwa, gdyż oskarżeni działali czynem ciągłym przez kilka lat. A piastując eksponowane funkcje w spółkach węglowych powinni spełniać najwyższe standardy etyczne - mówił sędzia Prochaczek.
Obrońcy oskarżony zapowiedzieli apelację wyroku. Będą się starali przekonać sąd odwoławczy, że ich klienci nie pełnili funkcji publicznych, więc nie można ich ścigać za korupcję. - Dodatkowo wobec mojego klienta stosowano areszt wydobywczy, tylko dlatego częściowo przyznał się do winy - podkreślił mecenas Damian Tomanek, obrońca Wiesława K.
Zadowolenia z wyroku nie ukrywał prokurator Radosław Wójcik. - Wnioskowałem o kary w zawieszeniu, a sąd był innego zdania. Nie będę jednak składał apelacji od wymiaru kary - stwierdził oskarżyciel. Przypomniał jednak, że nikomu nie przedstawiono zarzutu działania w zorganizowanej grupie przestępczej, więc nie można mówić o istnieniu klasycznej mafii węglowej.
PiS chciał rozbicia lewicowego układu
Rozbicie mafii węglowej miało być wielkim sukcesem prokuratury kierowanej przez Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości w latach 2005-07. Miało doprowadzić do "rozbicia lewicowego układu". Postępy w śledztwie Ziobro omawiał na spotkaniach z premierem Jarosławem Kaczyńskim.
25 kwietnia 2007 roku oficerowie ABW zatrzymali podejrzanych o korupcję i udział w mafii prezesów spółek węglowych. Z tym samym zamiarem przyjechali też do domu Barbary Blidy, która była jednym z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych polityków lewicy na Śląsku. Przez kilka kadencji była posłanką, a w rządzie SLD-PSL ministrem budownictwa. Zdaniem śledczych Blida miała w imieniu swojej przyjaciółki Barbary Kmiecik przekazać łapówkę prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej. Ziobro zamierzał ogłosić to na konferencji prasowej. Akcja skończyła się klęską. Blida wykorzystała nieuwagę funkcjonariuszy i popełniła samobójstwo.
Ziobro nie wycofał jednak oskarżeń, a winą za śmierć byłej posłanki obciążał lewicę. - Środowisko SLD tolerowało relacje pani Blidy z osobami z mafii węglowej - twierdził.
Mafia węglowa trzyosobowa
Prokuratura sugerowała, że przez mafię węglową branża górnicza straciła wiele milionów. Po przegranych przez PiS wyborach o korupcję oskarżono jednak tylko trzy osoby: Jerzego H., który w 1997 roku miał wziąć 140 tys. zł łapówek w zamian za podpisanie kontraktów z "Alexis", Wiesława K., który miał dostać 420 tys. zł, oraz Jacka W., wspólnika Kmiecik, który przyznał się, że wręczył prezesom 570 tys. zł. Wątek dotyczący łapówki rzekomo przekazanej przez Blidę został umorzony z braku dowodów.
W 2010 roku Sąd Rejonowy w Rudzie Śląskiej jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia umorzył sprawę prezesów. Uznał, że prokuratura nie powinna stawiać im zarzutów, bo zgodnie z obowiązującymi w latach 90. przepisami nie popełnili przestępstwa. Za korupcję można bowiem ścigać tylko funkcjonariuszy publicznych lub osoby pełniące funkcje publiczne. Dopiero znowelizowane w 2003 roku przepisy rozszerzyły listę funkcjonariuszy publicznych o szefów spółek z udziałem skarbu państwa.
Sąd Najwyższy stwierdził jednak, że oskarżonych prezesów można traktować jako funkcjonariuszy publicznych, i w 2011 roku sprawa trafiła na wokandę.
Miły Kolego ,własne przemyślenia nie mają wiele wspólnego z obowiązującym prawem.Na podstawie własnych przemyśleń nie można oceniać decyzji prezydenta,premiera i innych urzędników.To jest zwykłe bicie piany uzależnione od poglądów politycznych.Tak jak nie będąc lekarzem nie można stawiać diagnozy choremu.Mimo ,że Wyborcza nie jest moją bajką warto dla równowagi przeczytać ten artykuł. Przepisy prawa mówią jedno,a wykładnia precyzuje i wyjaśnia.Tęgie prawnicze głowy bardzo często zupełnie różnie interpretują ten sam paragraf."
[cite user="Blogerka" date="24.11.2015 00:35"]Miły Kolego ,własne przemyślenia nie mają wiele wspólnego z obowiązującym prawem.Na podstawie własnych przemyśleń nie można oceniać decyzji prezydenta,premiera i innych urzędników.To jest zwykłe bicie piany uzależnione od poglądów politycznych.Tak jak nie będąc lekarzem nie można stawiać diagnozy choremu.Mimo ,że Wyborcza nie jest moją bajką warto dla równowagi przeczytać ten artykuł. Przepisy prawa mówią jedno,a wykładnia precyzuje i wyjaśnia.Tęgie prawnicze głowy bardzo często zupełnie różnie interpretują ten sam paragraf."
[/cite]W 100 % zgadzam się,tylko kto ma wladzęten zawsze sobie tą prawde przypisuje. Poczekajmy rok ,dwa ,zobaczymy czy ludzie nie wyjdą na ulicę.Zobacz jak się zmienia stosunek nowej władzy do emigrantów. Powoli zaczniemy osiedlać nie tylko chrześcian,ale i innych wyznawców.Miejsce widzenia zależne od miejsca siedzenia.
waldzam, nie własne przemyślenia ale pojmowanie prawa zgodnie z "literą " prawa pozwala stwierdzić :
że w tworzeniu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, którą przeforsowano w czerwcu głosami PO-PSL brali udział sami sędziowie Trybunału. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że autorzy treści ustawy będą teraz badać jej zgodność z Konstytucją.
Udział w pisaniu ustawy odbiera im prawo do zajmowania się tą sprawą. Podstawowa sprawa, to że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie . Andrzej Rzepliński już układa skład, który będzie orzekał. I co? Powie, że źle napisali?
Prezydent stosując prawo łaski nie musi czekać na uprawomocnienie wyroku, ale akt łaski nie może obrażać poczucia sprawiedliwości - uznali w publikacjach naukowych konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski i prof. Tomasz Grzegorczyk, autor komentarza do Kodeksu postępowania karnego. Nie wszyscy prawnicy uważają jednak decyzję prezydenta za zgodną z prawem. Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk powołuje się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2006 roku, który orzekł, że ułaskawić można osobę skazaną prawomocnym orzeczeniem sądowym.
Prezydent Andrzej Duda ułaskawił byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i byłych funkcjonariuszy biura skazanych za działania w tzw. aferze gruntowej, m.in. wiceszefa Macieja Wąsika. "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej postanowieniem z 16 listopada 2015 roku zastosował prawo łaski wobec 4 osób - korzystając z prerogatywy określonej w art. 139 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej" - poinformowano w komunikacie na stronie Kancelarii Prezydenta.
- Zgodnie z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności niewinnym jest każdy, kto nie został skazany prawomocnym wyrokiem; nie można zatem ułaskawić niewinnego - twierdzi konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.
Także rzecznik PG prokurator Mateusz Martyniuk wskazuje, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych osób.
Prof. Chmaj stwierdził, że jeśli prezydent ułaskawił osobę nieskazaną prawomocnym wyrokiem sądu, to naruszył prawo; jeśli zaś apelacja Mariusza Kamińskiego była wcześniej wycofana i wyrok się uprawomocnił, wtedy ułaskawienie byłoby zgodne z prawem.
Chmaj uważa, że w tym pierwszym przypadku "ułaskawienie byłoby bezskuteczne, a postępowanie apelacyjne powinno się dalej toczyć".
Jego zdaniem w drugim przypadku Kamiński musiałby stracić mandat poselski - gdyż byłby prawomocnie skazany. - Wtedy byłby przestępcą, ale ułaskawionym - dodał Chmaj. Zarazem zastrzegł, że zakłada, iż Kamiński raczej nie wycofał apelacji od wyroku sądu I instancji
Art. 42 ust. 3 Konstytucji stanowi: "Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu". To samo głosi Kodeks postępowania karnego: "Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem".
Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk wskazał, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych.
- Przepisy regulujące kwestie ułaskawienia zawarte są w dziale XII Kodeksu postępowania karnego zatytułowanego "Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia". Sam tytuł wskazuje, że ułaskawienie dotyczy osoby skazanej prawomocnym orzeczeniem sądowym - powiedział Martyniuk PAP.
Rzecznik powołał się również na orzeczenie Sądu Najwyższego z 2006 r., w którym orzekł on, że ułaskawić można osobę skazaną właśnie prawomocnym orzeczeniem sądowym. Nie chciał jednak powiedzieć, czy decyzja prezydenta Andrzeja Dudy jest z tego powodu sprzeczna z prawem.
Nie wszyscy prawnicy są jednak takiego zdania. - To pierwszy przypadek, gdy prezydent nie czeka na wyrok sądu drugiej instancji. To jest zgodne z prawem, ale w następnym etapie prezydent może zechcieć ułaskawiać in blanco, na przyszłość - komentuje dla TVN 24 decyzję prezydenta profesor Zbigniew Ćwiąkalski.
Dr Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, w opracowaniu z 2006 r. pt. "Stosowanie prawa łaski w świetle Konstytucji RP" zauważył, że prezydent, stosując prawo łaski, nie jest związany żadnymi przepisami określającymi przesłanki tego aktu, który nie wymaga uzasadnienia.
skazaną prawomocnie"
Prezydent stosując prawo łaski nie musi czekać na uprawomocnienie wyroku, ale akt łaski nie może obrażać poczucia sprawiedliwości - uznali w publikacjach naukowych konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski i prof. Tomasz Grzegorczyk, autor komentarza do Kodeksu postępowania karnego. Nie wszyscy prawnicy uważają jednak decyzję prezydenta za zgodną z prawem. Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk powołuje się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego z 9 czerwca 2006 roku, który orzekł, że ułaskawić można osobę skazaną prawomocnym orzeczeniem sądowym.
Andrzej Duda Andrzej Duda (WP / Andrzej Hulimka
)
Prezydent Andrzej Duda ułaskawił byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i byłych funkcjonariuszy biura skazanych za działania w tzw. aferze gruntowej, m.in. wiceszefa Macieja Wąsika. "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej postanowieniem z 16 listopada 2015 roku zastosował prawo łaski wobec 4 osób - korzystając z prerogatywy określonej w art. 139 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej" - poinformowano w komunikacie na stronie Kancelarii Prezydenta.
- Zgodnie z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności niewinnym jest każdy, kto nie został skazany prawomocnym wyrokiem; nie można zatem ułaskawić niewinnego - twierdzi konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.
Także rzecznik PG prokurator Mateusz Martyniuk wskazuje, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych osób.
Prof. Chmaj stwierdził, że jeśli prezydent ułaskawił osobę nieskazaną prawomocnym wyrokiem sądu, to naruszył prawo; jeśli zaś apelacja Mariusza Kamińskiego była wcześniej wycofana i wyrok się uprawomocnił, wtedy ułaskawienie byłoby zgodne z prawem.
Chmaj uważa, że w tym pierwszym przypadku "ułaskawienie byłoby bezskuteczne, a postępowanie apelacyjne powinno się dalej toczyć".
Jego zdaniem w drugim przypadku Kamiński musiałby stracić mandat poselski - gdyż byłby prawomocnie skazany. - Wtedy byłby przestępcą, ale ułaskawionym - dodał Chmaj. Zarazem zastrzegł, że zakłada, iż Kamiński raczej nie wycofał apelacji od wyroku sądu I instancji
Art. 42 ust. 3 Konstytucji stanowi: "Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu". To samo głosi Kodeks postępowania karnego: "Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem".
Rzecznik Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk wskazał, że akt łaski ma zastosowanie do prawomocnie skazanych.
- Przepisy regulujące kwestie ułaskawienia zawarte są w dziale XII Kodeksu postępowania karnego zatytułowanego "Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia". Sam tytuł wskazuje, że ułaskawienie dotyczy osoby skazanej prawomocnym orzeczeniem sądowym - powiedział Martyniuk PAP.
Rzecznik powołał się również na orzeczenie Sądu Najwyższego z 2006 r., w którym orzekł on, że ułaskawić można osobę skazaną właśnie prawomocnym orzeczeniem sądowym. Nie chciał jednak powiedzieć, czy decyzja prezydenta Andrzeja Dudy jest z tego powodu sprzeczna z prawem.
Nie wszyscy prawnicy są jednak takiego zdania. - To pierwszy przypadek, gdy prezydent nie czeka na wyrok sądu drugiej instancji. To jest zgodne z prawem, ale w następnym etapie prezydent może zechcieć ułaskawiać in blanco, na przyszłość - komentuje dla TVN 24 decyzję prezydenta profesor Zbigniew Ćwiąkalski.
Dr Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, w opracowaniu z 2006 r. pt. "Stosowanie prawa łaski w świetle Konstytucji RP" zauważył, że prezydent, stosując prawo łaski, nie jest związany żadnymi przepisami określającymi przesłanki tego aktu, który nie wymaga uzasadnienia.
"Oznacza to swobodę oceny prezydenta, który podlega w tym względzie jedynie kontroli ze strony opinii publicznej. Jednakże akt łaski nie powinien być arbitralny, społecznie niezrozumiały czy obrażający poczucie sprawiedliwości, gdyż przeczyłoby to konstytucyjnemu powołaniu prezydenta jako najwyższego przedstawiciela państwa, które jest wspólnym dobrem i demokratycznym państwem prawnym" - wskazał.
Dr Piotrowski przywołuje też komentarz do Kodeksu postępowania karnego autorstwa prof. Tomasza Grzegorczyka, w którym pisze on, że Kodeks normuje jedynie procedurę ułaskawieniową przed sądami i Prokuratorem Generalnym, a przepisy w ogóle nie dotyczą postępowania przed organem upoważnionym do stosowania prawa łaski - czyli prezydentem.
Dlatego - napisał prof. Grzegorczyk - prezydent może skorzystać z prawa łaski nie tylko bez wykorzystania tej procedury, ale nie budzi też wątpliwości, że prezydent może zastosować łaskę w ogóle z pominięciem trybu przewidzianego w Kpk, przy czym "żaden przepis ustawy zasadniczej nie wyklucza ułaskawienia przed prawomocnym skazaniem".
Według autora komentarza do Kpk stosując prawo łaski, prezydent - podobnie jak w przypadku wykonywania innych swoich kompetencji - jest związany postanowieniami Konstytucji RP, która czyni go jej najwyższym strażnikiem oraz gwarantem ciągłości władzy państwowej.
"To prezydent nadaje znaczenie tym pojęciom, jednakże jego wybór podlega ocenie opinii publicznej, a stosowanie prawa łaski nie może naruszać pewnego minimalnego progu akceptacji społecznej. Działanie w tej dziedzinie wbrew społecznym odczuciom sprzyjałoby umacnianiu prymatu polityki nad prawem, co stanowi zagrożenie dla zasad demokratycznego państwa prawnego" - napisał prof. Grzegorczyk.
Dr Piotrowski w opracowaniu postuluje wprowadzenie rozwiązań w pewnym stopniu zabezpieczających stosowanie prawa łaski przed możliwymi nadużyciami - np. zwiększeniu jawności procedury ułaskawieniowej. "Mogłoby to w istotny sposób ograniczyć autonomię informacyjną osób, które chciałyby prosić o łaskę, a przecież warunkiem przedłożenia prośby, czy też jej spełnienia, nie powinno być podanie faktu skazania do publicznej wiadomości tylko dlatego, że skazany chce skorzystać z prawa łaski" - napisał, przyznając zarazem, że tego rodzaju rozwiązanie "oznaczałoby ograniczenie praw jednostki podyktowane w istocie słabością władzy prezydenckiej".
"Dążenie do uczynienia postępowania ułaskawieniowego jawnym jest spowodowane kontrowersyjnymi politycznie decyzjami głowy państwa w tej dziedzinie. W trosce o ograniczenie ryzyka podejmowania takich decyzji w przyszłości możemy jednak umieścić skazanych w pułapce wyboru między podaniem własnych danych do publicznej wiadomości i nadzieją na ułaskawienie a rezygnacją ze starań o łaskę" - wskazał konstytucjonalista.
W marcu Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście skazał na kary więzienia b. szefów CBA, w tym Mariusza Kamińskiego (3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk), m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA przy "aferze gruntowej" w 2007 r. Proces dotyczył operacji CBA z lata 2007 r. CBA zakończyło tę operację specjalną wręczeniem Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. tzw. kontrolowanej łapówki za "odrolnienie" gruntu na Mazurach w kierowanym przez Andrzeja Leppera ministerstwie rolnictwa. Finał akcji miał utrudnić przeciek, wskutek czego z rządu odwołano szefa MSWiA Janusza Kaczmarka.
Na początku listopada Mariusz Kamiński złożył apelację od wyroku w sprawie tzw. afery gruntowej, podobnie jak były wiceszef Biura Maciej Wąsik.
[B]No to ciekawie się zaczyna. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?[/B][U][/U][I][/I][;-P]
Skoro był niewinny ,to co można uniewinniać. Prof. Duda swoja decyzja potwierdził ,że Kamiński był winnym,gdyz tylko winnego się obdarowuje łaską prezydenta. masz winnego -dopasujemy mu paragraf, mamy paragraf,dopasujemy winnego. To jest motto obecnego rządu.Od początku krzewi się już qrestwo
w tym przypadku wyrok przypominał zbrodnię
sądową
[cite user="xyz" date="18.11.2015 17:01"]w tym przypadku wyrok przypominał zbrodnię
sądową [/cite Jaki prezydent,taka decyzja. Taki Kociniak ciekawiej nawijał.
nie mogło być innej decyzji prezydenta,
pisanie uzasadnienia wyroku przez pięć miesięcy to kpina z wymiaru sprawiedliwości taki sędzia nie powinien nawet w sądzie otwierać drzwi
[cite user="xyz" date="18.11.2015 20:00"]nie mogło być innej decyzji prezydenta,
pisanie uzasadnienia wyroku przez pięć miesięcy to kpina z wymiaru sprawiedliwości taki sędzia nie powinien nawet w sądzie otwierać drzwi [/cite]W Zambrowie na oględziny dzikiej budowy wyznacza się termin 2 miesiące/słownie dwa miesiące/ więc nie jest dziwnym,że uzasadnienie wydano po pieciu miesiącach. To jest Polska rzeczywistość, Są w Zambrowie tematy,które się ciągną latami mimo prawomocnych decyzji. Masz kolego xyz przykład ze swojego grona politycznego.
[cytat]W Zambrowie na oględziny dzikiej budowy wyznacza się termin 2 miesiące/słownie dwa miesiące/ więc nie jest dziwnym,że uzasadnienie wydano po pieciu miesiącach. To jest Polska rzeczywistość, Są w Zambrowie tematy,które się ciągną latami mimo prawomocnych decyzji. Masz kolego xyz przykład ze swojego grona politycznego.[/cytat]
[B]Słyszałam, że Starostwo Powiatowe wydaje bardzo długo decyzje-pozwolenia na budowę nawet do 3 miesięcy dla zwykłych obywateli. Ciekawa jestem ile czasu wydawali pozwolenie dla Pana Polakowskiego na tak wielką inwestycję?Może Pan jako radny powiatowy wie i podzieli się ta informacją? Pozdrawiam.[/B][U][/U][I][/I][;-b]
[cytat]W Zambrowie na oględziny dzikiej budowy wyznacza się termin 2 miesiące/słownie dwa miesiące/ więc nie jest dziwnym,że uzasadnienie wydano po pieciu miesiącach. To jest Polska rzeczywistość, Są w Zambrowie tematy,które się ciągną latami mimo prawomocnych decyzji. Masz kolego xyz przykład ze swojego grona politycznego.[/cytat]
i znowu jebłeś genek łysiną o beton bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigy nie należałem do żadnej kotrrii czy partji politycznej jak ty,
a że uzasadnienie wydano po pięciu miesiącach akurat faktycznie nie jest dziwne tylko niezgodne z przepisamy prawa
[cite user="xyz" date="19.11.2015 18:32"]
i znowu jebłeś genek łysiną o beton bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigy nie należałem do żadnej kotrrii czy partji politycznej jak ty,
a że uzasadnienie wydano po pięciu miesiącach akurat faktycznie nie jest dziwne tylko niezgodne z przepisamy prawa [/cite].Mnie na wskazanie właścicieli komputerów z których piszecie prokuratura tez już pół roku odpowiada,a operatorzy odpychają problem,ale już kilka ustaleń mamy z komputerów naszych asów propagandy.Dużo pisania ,ale mogę Ci przesłać ustalenia na wskazany adres.Pijaczyno,pisz na trzeżwo i nie rób takich błędów. Piszemy przepisami- nie przepisamy... partii-nie partji....kołtunerii-nie kotrrii.
[cite user="xyz" date="19.11.2015 18:32"]
i znowu jebłeś genek łysiną o beton bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigy nie należałem do żadnej kotrrii czy partji politycznej jak ty,
a że uzasadnienie wydano po pięciu miesiącach akurat faktycznie nie jest dziwne tylko niezgodne z przepisamy prawa [/cite].Mnie na wskazanie właścicieli komputerów z których piszecie prokuratura tez już pół roku odpowiada,a operatorzy odpychają problem,ale już kilka ustaleń mamy z komputerów naszych asów propagandy.Dużo pisania ,ale mogę Ci przesłać ustalenia na wskazany adres.Pijaczyno,pisz na trzeżwo i nie rób takich błędów. Piszemy przepisami- nie przepisamy...Genek-a nie genek partii-nie partji....kołtunerii-nie kotrrii. nigdy- a nie nigy.Krótka wypowiedż a tyle byków.Wynika z tego ,że nie ukończyłeś nawet OHP,ale karierę zrobiłeś.
Moim zdaniem to nie jest sprawa z gatunku zerojedynkowych. Nie chcialbym walić tutaj straszliwego wall of text, ale jeśli ktoś jest zainteresowany tą sprawą, pozwolilem sobie skrobnąć dość obszerny artykul na ten temat:
http://nieolewajpolityki.pl/ulaskawienie-kaminskiego-poczatek-bezprawia-czy-zwiastun-normalnosci/#more-332
Zapraszam ;)
generalnie jeśli coś nie jest zabronione jest dozwolone prezydent zastosował prawo łaski w stosunku do podejrzanych, czyniąc dalsze postępowanie bezpodmiotowym i bezsensownym bo decyzje prezydenta stosującego prawo łaski są nie zaskarżalne
Czy nie lepiej jest założyć jeden temat np. "Cała prawda o partii PIS i Prezydencie Dudzie", i tam dodawać wszystkie artykuły moim skromnym zdaniem byłoby to bardziej czytelne i komfortowe dla forumowiczów.
Szkoda też, że szanowny forumowicz "prawda polityczna" nie przedstawia wiadomości o innych partiach. Mam wątpliwości czy nie jest to działanie polityczne mające na celu ukazanie partii PIS i Pana Prezydenta Dudy w jak najgorszym świetle bez względu na to czy to prawda czy nie. Taka jest moja opinia.
Pozdrawiam.
Do tych "znawców prawa " którzy nigdy nie zdawali ani jednego egzaminu z jego znajomości, a dziś lekką rączką wydają wyroki. Zapewniam,że jakiś czas temu nie było łatwo.
Za kradzież batonika za 1,40 gr. chorego psychicznie do więzienia. Kamiński skazany i problem z ułaskawieniem.Nowak i Misiek od zegarków z amnezją i nie ma problemu, afera węglowa nareszcie ma sprawiedliwy finał w sądzie a jeszcze niedawno Ziobro był zerem ale przyjaciółka Blidy nareszcie"wyśpiewała " wszystko i jest wolna, pozostali za łapówki i przekręty skazani, baron z podkarpacia i jego koleś szef NIK krystaliczni.
Były poseł PSL Jan Bury został zatrzymany przez CBA na wniosek prokuratury w Katowicach. Sprawa dotyczy korupcji w tzw. aferze podkarpackiej.
Katowicka prokuratura przedstawiła zarzuty byłemu posłowi PSL Janowi Buremu. Jego adwokat Karolina Margulewicz-Fortuna poinformowała, że polityk nie przyznał się do winy. Przesłuchanie przerwano do piątku.
Były szef klubu PSL został zatrzymany w środę przez CBA pod zarzutem korupcji. „Mojemu klientowi przedstawiono zarzuty, nie przyznał się do ich popełnienia” – powiedziała adwokat dziennikarzom, wychodząc z prokuratury. Nie chciała zdradzić, jakie konkretne zarzuty przedstawiono politykowi. Wkrótce ma o nich poinformować rzecznik prokuratury.
– Uważam, że w sprawie o takim charakterze i wobec postawy mojego klienta, którą prezentował – że jest gotów na każde wezwanie organów ścigania – mam nadzieję, że nie ma postaw, żeby stosować środki zapobiegawcze, ale decyzja co do tego jeszcze nie zapadła – oświadczyła Margulewicz-Fortuna.
CBA podsłuchuje Burego
CBA od dawna interesuje się Burym. W zeszłym roku przeszukało jego dom i biuro, jego nazwisko pojawia się w trzech prokuratorskich śledztwach rozsianych po całej Polsce, a od dłuższego czasu telefon Burego był na podsłuchu.
Zatrzymanie Burego stało się możliwe po tym, jak nie zdobył mandatu poselskiego, w związku z czym utracił immunitet. Krótko po wyborach stracił też funkcję przewodniczącego PSL na Podkarpaciu.
Ostatnio o Burym zrobiło się głośno z powodu zarzutów, jakie chce mu postawić katowicka prokuratura. CBA zebrało materiały, które mają świadczyć o tym, że prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski i szef klubu PSL Jan Bury ustawiali konkursy w NIK. Bury miał „podżegać” do awansu wicedyrektora w Rzeszowie. W sumie prokuratura może mu postawić trzy zarzuty.
Jan Bury. Czy „król Podkarpacia” destabilizował pracę CBA?
Dowodami w sprawie są nagrania rozmów - podsłuchanych przez CBA - Krzysztofa Kwiatkowskiego i Jana Burego oraz byłego prezesa NIK i byłego wiceprezesa Izby, do którego kompetencji należała sprawa kontroli w gminie Chmielnik. Katowicka prokuratura, do której trafiły te materiały zdobyła dodatkowe dowody, które mają potwierdzać treść nagrań.
Afera podkarpacka
Sprawa sięga czasów „afery podkarpackiej”, o której wielokrotnie pisaliśmy w „Newsweeku”, i prezesury Jacka Jezierskiego w NIK w 2013 roku. Poseł Bury zabiegał wtedy, by ówczesny wiceprezes Izby wygrał konkurs na dyrektora delegatury w Rzeszowie. Jezierski jednak zignorował prośby i trzymał się procedur.
Dopiero gdy fotel prezesa objął Kwiatkowski, Bury zrealizował swój plan, by w kierownictwie rzeszowskiej delegatury znalazł się jego człowiek. Tym razem chodziło o wicedyrektora, który faktycznie konkurs wygrał.
Bury chciał obsadzić swoimi ludźmi NIK, by chronić swoich ludzi w podkarpackiej gminie Chmielnik i wpłynąć na losy śledztwa w sprawie nieprawidłowości w budowie farmy wiatraków w Woli Rafałowskiej i w Malawie.
Troskliwy Bury
O problemach Jana Burego z prawem i niejasnych powiązaniach biznesowych posła „Newsweek” pisał m.in. w tekście "Jak poseł Bury o znajomych się troszczył".
Sprawdziliśmy wówczas, jakie są źródła „afery podkarpackiej”. Oto, czego się dowiedzieliśmy na temat samego Burego, a także jego współpracowników i znajomych: samorządowców, biznesmenów, prezesa rzeszowskiego sądu i ważnych prokuratorów.
W 2000 roku młody prawnik Paweł Janda był członkiem rady nadzorczej lokalnej giełdy rolnej, obsadzonej ludźmi PSL. Dziesięć lat później zostaje prezesem rzeszowskiego Sądu Rejonowego. Zna się na prawie upadłościowym, podlegają mu wszystkie wydziały – od gospodarczego przez cywilny i karny; wszystko, czym zajmuje się rzeszowska Temida.
W 2011 r. poseł Bury proponuje mu stanowisko w Trybunale Stanu. PSL przegłosowuje w Sejmie tę kandydaturę przy poparciu PO. Za czasów ministra Gowina Janda dostaje propozycję przyjścia na stanowisko wiceministra sprawiedliwości. Odmawia. Woli zostać w Rzeszowie. Kancelaria jego żony dobrze zarabia na zleceniach od samorządu. Ona sama wpłaca pieniądze na rzeszowski PSL.
Bury i Janda dobrze się znają. Janda chętnie odbiera telefony od posła, który dopytuje o sprawy toczące się w sądzie. Sędzia w rozmowie z nami potwierdza, że Bury interweniował w co najmniej kilku sprawach gospodarczych.
Płodzień: Panie sędzio, spotkajmy się na kawie, zaproszę, quadami pojeździmy. Janda: Potem dzwonił do mnie dwa czy trzy razy, ale nie odbierałem. Zerwałem z nim kontakt
Jesień 2012 r. Rodzina S. (Zbigniew S. jest dziś podejrzany o korupcję) próbuje doprowadzić do upadłości jedną z firm, która nie oddaje jej pieniędzy. Kontaktuje się w tej sprawie z Zygmuntem Płodzieniem, bratem Bogusława – asystenta posła Burego, jego kolegi i wspólnika. Ten idzie do Jandy. Sędzia pamięta to tak: – Zygmunt Płodzień był dwa razy u mnie w sądzie. Albo on sam, albo ktoś z jego otoczenia poruszał ten temat.
Odpowiedziałem, że sprawa się musi toczyć tak, jak się toczy. Płodzień na to: „Panie sędzio, spotkajmy się na kawie, zaproszę, quadami pojeździmy”. Potem dzwonił do mnie dwa czy trzy razy, ale nie odbierałem. Zerwałem z nim kontakt.
Janda podkreśla, że S. nic nie wskórali, sprawa skończyła się nie po ich myśli.
Zygmunt Płodzień – sąsiad Jandy na wsi pod Rzeszowem – nie jest w rozmowie z nami wylewny. – Za cienki Bolek jestem na kontakty z tego typu gośćmi – rzuca tylko i wyłącza telefon.
Jeśli Wyborcza tak wypisuje ,to ........
Sąd: Istniała tropiona przez PiS "mafia węglowa"
Barbara Kmiecik, główny świadek oskarżenia w procesie mafii węglowej.
Sąd w Rudzie Śląskiej skazał dwóch byłych prezesów spółek węglowych oskarżonych o branie łapówek od Barbary Kmiecik. Wyrok skazujący zapadł także wobec pracownika Kmiecik, który miał przekazywać prezesom pieniądze.
W czwartek w Sądzie Rejonowym w Rudzie Śląskiej zakończył się proces Jerzego H., byłego prezesa Nadwiślańskiej Spółki Węglowej, oraz Wiesława K., byłego wiceprezesa Rudzkiej Spółki Węglowej. Razem z nimi na ławie oskarżonych siedział też Jacek W., pracownik firmy pośredniczącej w handlu węglem. To oni mieli stanowić trzon tropionej przez PiS mafii węglowej. Katowicka prokuratura oskarżyła prezesów o branie łapówek od Barbary Kmiecik.
Nazywana w branży górniczej śląską "Alexis" kobieta poszła w czasie rządów PiS na współpracę z ABW i opowiedziała, kogo miała korumpować. Jednak podczas procesu wycofała się z tego i mówiła tylko, że dawała prowizje.
"Prowizja" za każdą tonę sprzedanego węgla
Sędzia Adam Prochaczek, przewodniczący składu orzekającego, uznał w czwartek, że zgromadzony przez śledczych materiał dowodowy potwierdzał istnienie mechanizmu korupcyjnego. - Prezesi spółek węglowych przyjmowali korzyści majątkowe od Barbary Kmiecik - stwierdził przewodniczący składu orzekającego. Jego zdaniem "Alexis" przekazywała im pieniądze co miesiąc.
Wiesław K. miał dostać 420 tys. zł, a Jerzy H. 140 tys. zł. Wiesław K. oraz Jacek W. zostali skazani na 2,5 roku więzienia. Natomiast Jerzemu H. wymierzono karę 1,5 roku pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata. Wszyscy skazani muszą też zapłacić grzywnę. Wyrok jest nieprawomocny.
Sędzia Prochaczek przypomniał, że po zatrzymaniu i podczas posiedzenia aresztowego Wiesław K. nie przyznał się do winy. - Nie brałem łapówek - zapewniał. Po kilku tygodniach pobytu w areszcie zmienił jednak zeznania i stwierdził, że przyjmował od Kmiecik koperty z pieniędzmi. Zaznaczył jednak, że robił to wyłącznie na polecenie prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej. Z protokołu przesłuchania Jacka W. wynikało, że "Alexis" dawała prezesom od 1 do 1,5 zł "prowizji" za każdą tonę sprzedanego węgla, a lwią część miał przejmować szef RSW. Sam Jacek W. twierdził, że dostał tylko kilka tysięcy złotych, które wydał na "konsumpcję".
Sędzia zaznaczył, że podczas procesu Wiesław K. ponownie zmienił wersję i znowu nie przyznał się do winy. Twierdził, że wcześniejsze zeznania złożył pod wpływem nacisków ze strony oficerów ABW. - Ten zarzut został uznany za gołosłowny. W dokumentach aresztu nie ma bowiem żądnego śladu wizyt funkcjonariuszy ABW - podkreślił sędzia Prochaczek.
Przewodniczący składu orzekającego podkreślił także, że w trakcie śledztwa Jacek W. potwierdził, iż na polecenie Kmiecik przekazywał łapówki Wiesławowi K. W obecności swojego adwokata opowiadał wtedy, że jego szefowa żaliła się mu, iż musi płacić łapówki także Jerzemu H. W trakcie procesu zmienił jednak zeznania i twierdził, że mówił tak, bo nie chciał trafić do aresztu, a potem bał się o swoje życie. - Sąd uznał za wiarygodne zeznania złożone w trakcie śledztwa - wyjaśnił sędzia Prochaczek. Dodał też, że Barbara Kmiecik nie była jedynym źródłem dowodowym w tej sprawie. O korupcji śledczym opowiadał też były poseł SLD Ryszard Z.
Kary w zawieszeniu to za mało
Sąd krytycznie odniósł się do wniosku prokuratury, która domagała się dla wszystkich oskarżonych kar więzienia w zawieszenia. - To byłoby nieadekwatne do popełnionego przestępstwa, gdyż oskarżeni działali czynem ciągłym przez kilka lat. A piastując eksponowane funkcje w spółkach węglowych powinni spełniać najwyższe standardy etyczne - mówił sędzia Prochaczek.
Obrońcy oskarżony zapowiedzieli apelację wyroku. Będą się starali przekonać sąd odwoławczy, że ich klienci nie pełnili funkcji publicznych, więc nie można ich ścigać za korupcję. - Dodatkowo wobec mojego klienta stosowano areszt wydobywczy, tylko dlatego częściowo przyznał się do winy - podkreślił mecenas Damian Tomanek, obrońca Wiesława K.
Zadowolenia z wyroku nie ukrywał prokurator Radosław Wójcik. - Wnioskowałem o kary w zawieszeniu, a sąd był innego zdania. Nie będę jednak składał apelacji od wymiaru kary - stwierdził oskarżyciel. Przypomniał jednak, że nikomu nie przedstawiono zarzutu działania w zorganizowanej grupie przestępczej, więc nie można mówić o istnieniu klasycznej mafii węglowej.
PiS chciał rozbicia lewicowego układu
Rozbicie mafii węglowej miało być wielkim sukcesem prokuratury kierowanej przez Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości w latach 2005-07. Miało doprowadzić do "rozbicia lewicowego układu". Postępy w śledztwie Ziobro omawiał na spotkaniach z premierem Jarosławem Kaczyńskim.
25 kwietnia 2007 roku oficerowie ABW zatrzymali podejrzanych o korupcję i udział w mafii prezesów spółek węglowych. Z tym samym zamiarem przyjechali też do domu Barbary Blidy, która była jednym z najpopularniejszych i najbardziej wpływowych polityków lewicy na Śląsku. Przez kilka kadencji była posłanką, a w rządzie SLD-PSL ministrem budownictwa. Zdaniem śledczych Blida miała w imieniu swojej przyjaciółki Barbary Kmiecik przekazać łapówkę prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej. Ziobro zamierzał ogłosić to na konferencji prasowej. Akcja skończyła się klęską. Blida wykorzystała nieuwagę funkcjonariuszy i popełniła samobójstwo.
Ziobro nie wycofał jednak oskarżeń, a winą za śmierć byłej posłanki obciążał lewicę. - Środowisko SLD tolerowało relacje pani Blidy z osobami z mafii węglowej - twierdził.
Mafia węglowa trzyosobowa
Prokuratura sugerowała, że przez mafię węglową branża górnicza straciła wiele milionów. Po przegranych przez PiS wyborach o korupcję oskarżono jednak tylko trzy osoby: Jerzego H., który w 1997 roku miał wziąć 140 tys. zł łapówek w zamian za podpisanie kontraktów z "Alexis", Wiesława K., który miał dostać 420 tys. zł, oraz Jacka W., wspólnika Kmiecik, który przyznał się, że wręczył prezesom 570 tys. zł. Wątek dotyczący łapówki rzekomo przekazanej przez Blidę został umorzony z braku dowodów.
W 2010 roku Sąd Rejonowy w Rudzie Śląskiej jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia umorzył sprawę prezesów. Uznał, że prokuratura nie powinna stawiać im zarzutów, bo zgodnie z obowiązującymi w latach 90. przepisami nie popełnili przestępstwa. Za korupcję można bowiem ścigać tylko funkcjonariuszy publicznych lub osoby pełniące funkcje publiczne. Dopiero znowelizowane w 2003 roku przepisy rozszerzyły listę funkcjonariuszy publicznych o szefów spółek z udziałem skarbu państwa.
Sąd Najwyższy stwierdził jednak, że oskarżonych prezesów można traktować jako funkcjonariuszy publicznych, i w 2011 roku sprawa trafiła na wokandę.
Koleżanko, pisz jak masz jakieś swoje opinie czy przemyślenia.Jak będe chciał poczytać Wyborczą to sobie kupię w kiosku.Po co to mordować klawiaturę.
Miły Kolego ,własne przemyślenia nie mają wiele wspólnego z obowiązującym prawem.Na podstawie własnych przemyśleń nie można oceniać decyzji prezydenta,premiera i innych urzędników.To jest zwykłe bicie piany uzależnione od poglądów politycznych.Tak jak nie będąc lekarzem nie można stawiać diagnozy choremu.Mimo ,że Wyborcza nie jest moją bajką warto dla równowagi przeczytać ten artykuł. Przepisy prawa mówią jedno,a wykładnia precyzuje i wyjaśnia.Tęgie prawnicze głowy bardzo często zupełnie różnie interpretują ten sam paragraf."
[cite user="Blogerka" date="24.11.2015 00:35"]Miły Kolego ,własne przemyślenia nie mają wiele wspólnego z obowiązującym prawem.Na podstawie własnych przemyśleń nie można oceniać decyzji prezydenta,premiera i innych urzędników.To jest zwykłe bicie piany uzależnione od poglądów politycznych.Tak jak nie będąc lekarzem nie można stawiać diagnozy choremu.Mimo ,że Wyborcza nie jest moją bajką warto dla równowagi przeczytać ten artykuł. Przepisy prawa mówią jedno,a wykładnia precyzuje i wyjaśnia.Tęgie prawnicze głowy bardzo często zupełnie różnie interpretują ten sam paragraf."
[/cite]W 100 % zgadzam się,tylko kto ma wladzęten zawsze sobie tą prawde przypisuje. Poczekajmy rok ,dwa ,zobaczymy czy ludzie nie wyjdą na ulicę.Zobacz jak się zmienia stosunek nowej władzy do emigrantów. Powoli zaczniemy osiedlać nie tylko chrześcian,ale i innych wyznawców.Miejsce widzenia zależne od miejsca siedzenia.
waldzam, nie własne przemyślenia ale pojmowanie prawa zgodnie z "literą " prawa pozwala stwierdzić :
że w tworzeniu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, którą przeforsowano w czerwcu głosami PO-PSL brali udział sami sędziowie Trybunału. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że autorzy treści ustawy będą teraz badać jej zgodność z Konstytucją.
Udział w pisaniu ustawy odbiera im prawo do zajmowania się tą sprawą. Podstawowa sprawa, to że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie . Andrzej Rzepliński już układa skład, który będzie orzekał. I co? Powie, że źle napisali?