„Mój syn nie wymagał takiej opieki jak on. Uczyłem go, jak się ubierać, jak się zachowywać. Przecież on nie umiał nic” – mówi Roman Lis, wuj prezesa Orlenu. Opowiada, że uważał go za zaangażowanego w pracę, dlatego mu doradzał we wszystkim. Dziś czuje się pokrzywdzony. „To był młody, zagubiony chłopak. Nie miał co robić, więc zatrudniłem go do pracy”. Tymczasem Obajtek miał już problemy w szkole. Jak pisała w 1994 r. Rzeczpospolita, dyrektor szkoły zarzucał mu „destabilizację samorządu, szkalowanie dobrego imienia wychowawcy, szantażowanie rady pedagogicznej… notoryczne kłamstwa i arogancję w stosunku do nauczycieli”. Nic dodać, nic ująć, obraz typowego PISDZIELCA.
Teraz, rzecznik prezydenta próbuje tłumaczyć, że Lisowie to nie była bliska rodzina Obajtka. Tymczasem relacje z jego rodziną były dla Romana Lisa silniejsze niż z własnymi braćmi: „Odwiedzaliśmy się wzajemnie, pomagałem im. Jego ojciec, jako malarz, malował nasze domy. Żyliśmy w bardzo przyjaznych stosunkach”. Te stosunki były jeszcze dobre, gdy Obajtek został wójtem Pcimia. Ochłodziły się, gdy wójt oferował wujowi zlecenia bez przetargu i namawiał na zmianę specjalizacji firmy. Dopiero, gdy opuścił ich firmę, pracownicy przestali się go bać i zaczęli przynosić na jego temat złe wiadomości. „Kiedy dowiedziałem się, co on robił, próbowałem ostrzec innych ludzi, że jest to człowiek nieuczciwy. Bo ja uczestniczyłem wcześniej w jego kampanii wyborczej, cały swój autorytet postawiłem na jego osobę”.
„Mój syn nie wymagał takiej opieki jak on. Uczyłem go, jak się ubierać, jak się zachowywać. Przecież on nie umiał nic” – mówi Roman Lis, wuj prezesa Orlenu. Opowiada, że uważał go za zaangażowanego w pracę, dlatego mu doradzał we wszystkim. Dziś czuje się pokrzywdzony. „To był młody, zagubiony chłopak. Nie miał co robić, więc zatrudniłem go do pracy”. Tymczasem Obajtek miał już problemy w szkole. Jak pisała w 1994 r. Rzeczpospolita, dyrektor szkoły zarzucał mu „destabilizację samorządu, szkalowanie dobrego imienia wychowawcy, szantażowanie rady pedagogicznej… notoryczne kłamstwa i arogancję w stosunku do nauczycieli”. Nic dodać, nic ująć, obraz typowego PISDZIELCA.
Teraz, rzecznik prezydenta próbuje tłumaczyć, że Lisowie to nie była bliska rodzina Obajtka. Tymczasem relacje z jego rodziną były dla Romana Lisa silniejsze niż z własnymi braćmi: „Odwiedzaliśmy się wzajemnie, pomagałem im. Jego ojciec, jako malarz, malował nasze domy. Żyliśmy w bardzo przyjaznych stosunkach”. Te stosunki były jeszcze dobre, gdy Obajtek został wójtem Pcimia. Ochłodziły się, gdy wójt oferował wujowi zlecenia bez przetargu i namawiał na zmianę specjalizacji firmy. Dopiero, gdy opuścił ich firmę, pracownicy przestali się go bać i zaczęli przynosić na jego temat złe wiadomości. „Kiedy dowiedziałem się, co on robił, próbowałem ostrzec innych ludzi, że jest to człowiek nieuczciwy. Bo ja uczestniczyłem wcześniej w jego kampanii wyborczej, cały swój autorytet postawiłem na jego osobę”.
No i Omajtek teraz wujowi sie odpłacił,chciał zlikwidować wuja firmę,bo była jego konkurencją.
Nic nadzwyczajnego,działacze PIS tak już mają na dodatek mają mściwość w genach.