W Kościele Rzymsko-Katolickim w Wielki Piątek na chwilę zatryumfuje śmierć. Chrystus skonał po strasznych katuszach - to najsmutniejszy dzień w roku. W kościołach wierni czuwają przy grobie Pana, patrzą na odsłonięty krzyż. Na wsi polskiej Wielki Piątek był dniem bardziej przejmującym grozą niż w mieście. Starsi nic nie jedli, tylko dzieciom dawano kromkę chleba. One też od rodziców oraz czeladnicy od swoich mistrzów odbierali symboliczną chłostę. Woda w rzekach i strumieniach miała wówczas uzdrawiającą moc. Zwłaszcza ta z "krzyżowych" potoków (przecinających się na kształt krzyża). W Wielki Piątek niegdyś gospodynie wyrzucały post, którego symbolem był popiół. Popiół rozsypywały na polu, a garnek, w którym go niosły-tłukły. Potem wynoszono z kuchni żur, potrawę spożywaną przez cały post i wylewano go na ziemię. Była to symboliczna zemsta za czterdziestodniowy post. Rozstawano się też ze śledziem - kolejną potrawą wielkiego postu. Uwiązywano go na sznurku, a następnie z wielką radością "wieszano" nad drogą na suchej gałęzi. Wielki Piątek to dzień strojenia Bożych Grobów w kościołach. Od godziny 13.00 ludzie odwiedzali groby Chrystusa, by adorować Ukrzyżowanego. Przy grobach straż sprawowały specjalne służby. Podczas nabożeństwa wielkopiątkowego wchodzili do kościoła kapnicy (biczownicy), zwani "procesją jerozolimską". Szli boso, na głowach mieli kaptury, na plecach kapy, w ręku trzymali dyscyplinę zakończoną ostrymi haczykami z drutu. Klęcząc lub stojąc smagali swoje plecy tą dyscypliną aż do krwi.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze