Przedstawiamy cztery najnowsze wiersze oraz opowiadanie o Henryku Sienkiewiczu zambrowskiego poety Janusza Kuleszy, które autor dostarczył do naszej redakcji.
Boże Narodzenie Po dniu pełnym wrażeń zasypia Betlejem Noc je otacza ciemna i głucha Gdzieś na uboczu mała stajenka W niej płacze dziecię, pasterzy grupa Idzie z daleka, blask się rozchodzi Dzisiaj w Betlejem Bóg się narodził
Dżihad Podnieś powieki śpiąca Europo Do drzwi twych puka nasz brat Izmael Syn Abrachama niewolnicy Hagar Jest bezlitosny dziki jak onager Dla pobratyńców swych jest utrapieniem Wciąż krwią niewinnych ślad własny znaczy A ty śpisz pewna dnia jutrzejszego Tego, że znowu wschód słońca zobaczysz Dedykuję ofiarom zamachów terrorystycznych we Francji
***
Zegarek już jemu nie był potrzebny Obok różaniec leżał rozluźniony Zrobił już wszystko co w jego mocy W drzwiach stanął anioł śmierci zwabiony Jego odejściem, za oknem drzewom Zieleń zdobiła majowe kolory
***
Powrócę tam jeszcze gdzie łan zboża złoty Kołyszą wiatru powiewu odwieczne Gdzie gwiazdy czasem spadają na ziemię Wszystko jest takie niezwykłe, bajeczne Gdzie żuraw drewniany ma studnię za żonę Krzyżem przy drodze ślad wiary lud znaczy Żaby kumkają mi mową znajomą Tam ujrzę strzechę znajomej chaty
***
O tym, jak milicja pobiła Henryka Sienkiewicza
Były to czasy Polski Ludowej, kiedy to nasza milicja polowała na ludzi nazywanych „niebieskimi ptakami”. Osobnicy ci uchylali się notorycznie od pracy, co kuło w oko władzę ludową. Najczęstszymi punktami nagonek była pijalnia piwa „Nad Wołgą”.
Pewnego dnia z kolejnej popijawy wracał Henio Sienkiewicz, zwany przez kolegów Kapluchem. W okolicach ul. Olkowskiej (obecnie Świętokrzyskiej), gdzie mieszkał, wyrósł nagle spod ziemi patrol milicyjny. Jeden z milicjantów zapytał zatrzymanego Henia: „Jak się nazywasz?”. Usłyszał odpowiedź „Henryk Sienkiewicz”. Zapytał drugi raz: „Jak się nazywasz?”. Usłyszał tę samą odpowiedź. Zdenerwowany warknął „Ja ci tu zaraz dam, będzie ubliżał sławnemu Polakowi”, po czym wyjął pałkę i zdzielił Henia po plecach. Ten odskoczywszy, pomimo swojego stanu, zaczął krzyczeć: „Za co, za co?”. Kolejne podobne pytanie zadał drugi policjant. I znów padła odpowiedź „Henryk Sienkiewicz”. I tu zaczęła się młócka na całego. Obaj milicjanci sięgnęli po swoje pałki. Wreszcie jeden z nich odrzekł „Pokaż dowód osobisty”. Henio obdarzony pieszczotą milicyjnych pałek nagle wytrzeźwiał. Wyjął z kieszeni dowód osobisty i dał do okazania. Jeden z milicjantów spojrzał i odrzekł: „Zobacz, ta łajza faktycznie nazywa się Henryk Sienkiewicz”. Po czym dodał: „Niech idzie, mieszka blisko, nie będzie z nim kłopotu”. Henia natomiast zapytał: „Wiesz za co oberwałeś?”. Henio ogłupiały odrzekł: „Nie wiem”. Usłyszał odpowiedź: „Za nazwisko durniu”.
Tę historię, jak wiele jej podobnych, można usłyszeć czasem przy kielichu od starego zambrowianina. Komuna upadła, Henio nie żyje, a historia jest wciąż żywa.
Komentarze