W minioną niedzielę, 14 czerwca przypadł w Polsce tzw. dzień wolności podatkowej. Oznacza to, że od 1 stycznia przez 164 dni pracowaliśmy, aby zarobić na wszystkie wydatki państwa. Od poniedziałku, to co zarobimy - teoretycznie jest dla każdego z nas.
To oczywiście tylko symboliczna data, wyznaczana co roku przez ekonomistów na podstawie obliczeń makroekonomicznych. Dzień Wolności Podatkowej to dzień, w którym łączny dochód od początku roku zrównuje się z przewidywanymi zobowiązaniami podatkowymi na ten rok. Innymi słowy: jeśli od początku roku każdą złotówkę, którą zarobiliśmy przeznaczylibyśmy w 100% na rzecz Państwa, wówczas wszystkie zarobione złotówki po dniu wolności podatkowej byłyby dla nas.
164 dni w roku pracy na rzecz państwa nie jest dobrym rezultatem. To dłużej niż podatnicy większości krajów. Np. w Wielkiej Brytanii dzień ten wypada na przełomie maja i czerwca, w USA - na drugą połowę kwietnia, w Indiach - 14 marca, a na Węgrzech - 20 maja. Mimo, że w Polsce mamy niższy niż w innych krajach podatek dochodowy, mamy jeden z najwyższych w Europie 22-procentowy podatek VAT oraz cały wachlarz tzw. podatków ukrytych, jakimi są składki ZUS, czy obowiązkowa akcyza. Ekonomiści podkreślają, że w Polsce są bardzo duże koszty zatrudnienia pracownika.
Pocieszeniem dla Polaków może być jedynie porównanie z takimi krajami jak Niemcy, Izrael i Francja, gdzie dzień wolności podatkowej w ostatnich latach przypadał w okresie od 9 do 16 lipca, czy Norwegia i Szwecja, gdzie dzień wolności podatkowej przypada w ostatnich dniach lipca.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze