O tym, że zambrowski Zamtex od lat ma kłopoty finansowe, wie chyba każdy. Wpłynęło na nie wiele czynników, m.in. przemiany polityczno-gospodarcze po 1989 roku, ogólne załamanie rynku bawełnianego w Polsce oraz tani towar z Azji zalewający całą Europę. Zamtex z olbrzymich zakładów zatrudniających w czasach świetności ponad 3 tys. osób, zaczął się kurczyć. Rozpoczęły się zwolnienia pracowników, ograniczenia produkcji i przenoszenie parku maszynowego na coraz mniejsze powierzchnie. Jak powiedział nam prezes zarządu Zamtex S.A. Krzysztof Zaręba, spółka zadłużona jest w stosunku do ZUS, Urzędu Skarbowego, Urzędu Miasta i byłych pracowników. Wszystkie długi szacowane są na około 25 mln zł.
Obecnie firma zatrudnia 220 osób, a więc nadal jest największym pracodawcą w mieście. Jednak przez obecne żądania wypłat zaległych odpraw i odszkodowań za utratę pracy, wystosowane przez około 50 byłych pracowników, zakład może zbankrutować. Żądania byłych pracowników (mowa o kwocie około 190 tys. zł) spowodowały obecnie zajęcie przez komornika kont bankowych oraz większości należności innych firm w stosunku do Zamteksu. Oznacza to, że spółka nie ma dostępu do swoich pieniędzy na kontach bankowych, a kontrahenci nie mogą Zamtexowi wpłacić należności za zakupione towary. Zakład nie ma więc odpowiedniej płynności do zakupu surowców i energii, na płace dla obecnych pracowników, a nawet nie może sprzedawać towaru, który również został zajęty przez komornika. Jeśli stan ten się utrzyma Zamtex jak na równi pochyłej, może stoczyć się w dół, co może w niedalekiej przyszłości oznaczać zamknięcie zakładu.
Jak powiedział nam prezes Zaręba, gdyby grupa około 50 byłych pracowników wstrzymała się na jakiś czas z żądaniami wypłaty zaległych odpraw i odszkodowań, a komornik dałby spółce bawełnianej około 1 roku czasu „karencji” od spłaty tych długów, wówczas zakład będzie miał szansę na przetrwanie, a więc w dalszym ciągu będzie stanowił miejsce pracy i utrzymania dla 220 obecnych pracownikom. Byłoby to możliwe tym bardziej, że z bieżącej produkcji Zakład wychodzi na „plusie”. Jak ocenia prezes Zaręba, po około roku czasu zakład będzie mógł zacząć spłacać zaległe długi. Prezes dla porównania podaje przykład zadłużenia Zamtexu w stosunku do ZUS-u, które jest nieporównanie większe od zadłużeń w stosunku do byłych pracowników, a mimo to komornik do tej pory na rzecz zadłużeń w ZUS nie wypłacił z konta Zamtexu nawet 1 złotówki. Miasto Zambrów również odroczyło termin spłaty długu z tytułu nie płaconego podatku gruntowego.
Szanse na powolne wychodzenie spółki na prostą prezes Zaręba widzi w obecnej koniunkturze na rynku, która jest sprzyjająca dla polskiego sektora bawełnianego. Po pierwsze wysoki kurs dolara i euro spowodował, że import tkanin z Azji stał się mniej opłacalny. Po drugie odbiorcy zaczęli żądać polskich certyfikatów wyrobów. To spowodowało, że obecnie Zamtex może liczyć na dużo zamówień, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Wszystko, co zakład jest w stanie wyprodukować, jest również w stanie w chwili obecnej sprzedać.
Sytuację zakładu rozumieją obecni pracownicy, i mimo że sami nie otrzymali wypłaty za styczeń oraz części poborów za luty, nie zamierzają protestować.
Gdyby tylko byli pracownicy powstrzymali się z egzekucją wypłaty długów, a komornik uwolnił konta firmy i należności kontrahentów, prezes Zaręba szacuje, że zamiast pracujących obecnie 150-u krosien, można byłoby uruchomić wszystkie 350, którymi zakład obecnie dysponuje. A więc przy niewielkim wzroście kosztów, można byłoby kilkakrotnie zwiększyć produkcję.
Jeśli tak się stanie zakład mógłby za wszystko zacząć płacić na bieżąco, a po jakimś czasie mógłby zacząć powoli spłacać zaległości. Na to jednak potrzeba około 1 roku. Przy obecnych egzekucjach komorniczych na rzecz byłych pracowników jest to jednak niemożliwe.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze