Ernest i Marek pozdrawiają czytelników Zambrow.org ze stolicy Mali – Bamako. Przed nimi już tylko Burkina Faso – cel podróży.
Szesnasty dzień podróży motocyklowej z Polski do Wagadugu – stolicy Burkina Faso w Afyce Zachodniej trwa. Ernest Jóźwik z Zambrowa ze swoim kolegą Markiem, są już w Mali. Wczoraj rano Ernest Jóźwik przesłał nam garść wrażeń z przejazdu przez Mauretanię, która leży pomiędzy Saharą Zachodnią, a Mali.
„Mauretania ... znacie zapewne widok naszych polskich ogródków działkowych? Kojarzycie te domki? Sporo osób na pewno spędza tam wolne popołudnia, weekendy, być może nawet urlopy. Co to ma wspólnego z Mauretanią? Tylko tyle, że 99%, jak nie więcej, mieszkańców tego ogromnego kraju marzy o takim metrażu, o takim standardzie. Żyją w szałasach lub lepiankach, które aż ciężko opisać. Serce się kraje jak człowiek na to patrzy i wspomina swoje rozterki czy lepiej kupić telewizor 47-calowy, czy może szarpnąć się na 56, kupić dwa piwa do filmu czy czteropak ...
Pomimo takich warunków życiowych, pomimo ubóstwa, obecnego nadal analfabetyzmu czy problemów z liczeniem, ludzie wydają się być szczęśliwi. Chciałbym widzieć wokół siebie, w Polsce, w Europie tyle życzliwości ile zaznałem tam. Zupełnie bezinteresownej. Zawsze miłe przywitanie, miły gest, ciepłe słowo. Ci co nie znali francuskiego witali nas w swoim ojczystym języku. Nikt nie uciekał przed obiektywem, nie rzucał kamieniami, nie wyciągał ręki po pieniądze, ani tym bardziej, po to co nasze. Oczywiście, zdarzyły się przypadki, gdy w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu, może nawet dwie łyżki, ale czy to tak dużo jak na 4 dni, ponad 1500 km i setki spotkanych osób? Chyba nie wiele...
Skoro wspomniałem o tych kilometrach to czas napisać jak wygląda ten kraj z perspektywy kogoś, kto podróżuje, czyli z perspektywy drogi. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wjechaniu na teren Mauretanii to przejazd kolejowy. Zapewniam - u nas takiego nie znajdziecie. Motocyklem z takim prześwitem nie było problemu, ale auta ... jakoś dawały radę. Musiały. Innej drogi tu nie ma. Jest tylko jedna z zachodu na wschód kraju i odchodzące od niej drogi piaskowe, czasem coś jak nasze szutry, twarde tylko bardziej czerwone, coś jakby pokruszyć cegłę na drobny pył i rozsypać. Jest więc droga, na niej samochody – głównie stare Mercedesy (następcy tzw. beczek), Renault Nevada i o dziwo sporo aut spod znaku Toyoty. Tymi ostatnimi co jasne poruszają się bardziej zamożni ludzie. O Mercedesach – kto, jak i dlaczego nimi jeździ będzie okazja jeszcze napisać.
Kolejna rzecz na omawianej drodze to check pointy. Czasem drewniana budka, czasem o zgrozo z blachy, co przy ponad 40-stopniowych upałach grozi … sam nie wiem czym i wolę nie myśleć. Są też i namioty, a czasem po prostu biurko pod drzewem i fruwające dokumenty na wietrze. Jest też szlaban. Jak nie ma szlabanu to beczki, pachołki – cokolwiek byle by dawało jasny sygnał, że JA tu pilnuję porządku i trzeba się zatrzymać. No więc stawaliśmy. Padało kilka słów po francusku po czym mundurowy otrzymywał xero paszportu i większość z policjantów była już w tym momencie usatysfakcjonowana. Co bardziej nadgorliwi spisywali jeszcze skąd i dokąd, numery motocykla i dopiero po czymś takim można było ruszać dalej. A wszystko to w ponad 40-stopniowym upale. Zero wiatru, tylko słonko i słonko. Takie punkty rozstawione były co kilkadziesiąt kilometrów.
Stolica ponad 3-mln państwa, blisko 1 mln mieszkańców, a nikogo nie dziwi tu spacerujący środkiem głównej drogi wyjazdowej z miasta osiołek, tym bardziej nie dziwią setki jak nie tysiące oślich zaprzęgów. Auta jeżdżą tak jak wyglądają – byle jak. Parkują podobnie. Policji brak. Totalny chaos, a mimo to bardzo mi się tu podoba. Jedzie się płynnie, nie ma korków. To co, że co chwila ktoś na kogoś trąbi. Takie życie. I co z tego, że z tego auta cieknie olej, tamtemu z bagażnika wystaje pół motocykla, w kolejnym jedzie 8 osób, a w tym co nie daje ruszyć spod świateł spaliło się sprzęgło. Tak właśnie wygląda Mauretania. Dodajmy do tego sterty worków na dachu jadące bez jakiegokolwiek przymocowania bo i po co, skoro dach już dawno się zapadł stając się dla nich naturalnym uchwytem. Dwa pasy powiecie ... ale droga mieści 4-5 rzędów aut. A i na te parkujące się jeszcze miejsce znajduje. I nie ma korków!
Na obrzeżach hipermarket z prawdziwego afrykańskiego zdarzenia. Nie taki byle jaki! Jest podział na kategorie. Największe, ze względu na rozmiary oferowanych produktów są działy z inwentarzem. Wielbłądy, krowy, kozy, worki, materiały budowlane ...wszystko pięknie posegregowane, tylko wózków marketowych jakoś tak nie widać. Może to te osiołki z zaprzęgiem?
Mamy więc za sobą i check pointy, tory, i stolicę. Dalsza droga to smaki i zapachy. Smaki pominę skupiając się nad zapachami. Była to mieszanina smrodu z rozkładających się stert śmieci, spalin z wyeksploatowanych aut i co najbardziej dziwi w tak biednym kraju - z setek rozkładających się ciał bydła wszelkiego rodzaju. Poczynając od kóz czy osłów na wielbłądach kończąc.
Pobocza drogi usiane były i są nadal, bo nikt tego nie sprząta, trupami porozbijanych aut. Widać od razu, że na tej drodze dzieje się dużo, oj dużo. Co można spotkać na takiej drodze ... praktycznie wszystko – dziury sporej wielkości, brak asfaltu na długości kilkunastu kilometrów, pikapy wypełnione ludźmi po brzegi i nie piszę tu o wnętrzu pojazdu. To samo tyczy się aut dostawczych - kto nie zmieścił się do środka jedzie na dachu bądź stoi w otwartych drzwiach. Spotkać można, ba, bez tego nie da się przejechać – zaprzęg złożony z jednego, dwóch lub trzech osiołków poganianych do pracy przez najczęściej dzieci. Wożą nimi od worków wypełnionych zapewne ziarnem (Mauretania to głównie kraj rybołówczy na wybrzeżu, a w głębi kraju raczej typowo pasterski), po wodę w kanistrach czy paliwo w beczkach. Ani dzieci, ani osły nie mają tam łatwego życia.
Kolejna rzecz na naszej drodze to kawałeczki gumy, najpierw niewielkie w dużych ilościach, po chwili, duży płat, czasem dwa lub trzy i kilka metrów dalej stojąca ciężarówka, a przy niej dwie, trzy, czasem więcej osób uwijających się by wymienić koło. Opona strzela wskutek przegrzania spowodowanego wysoką temperaturą i przeładowaniem ciężarówek, które ledwie wjeżdżają pod wyższe wzniesienia. Na szczęście dbają o bezpieczeństwo swoje i innych podróżnych – nie posiadając trójkąta ostrzegawczego, rozkładają przed i za autem gromadki chrustu, gałęzi w sporych, doskonale widocznych gromadek, widocznych z dala, czy to zza nielicznych tu zakrętów czy wzniesień.
Zwierzęta drogi – w zasadzie śmiało można tak o nich napisać bo nie udało mi się zaobserwować, by ktokolwiek je wyprowadzał na pole czy wieczorem po nie wychodził. Bydło chodzi sobie jak chce, kiedy chce i gdzie chce. A jak nie chce mu się chodzić to po prostu staje na drodze i robi to na co ma ochotę – krowa muczy, osioł rży czy co tam robią osły ... Dziwne, ale pewnie jest to jedna z przyczyn, że droga jest usiana szkieletami tych zwierząt.
Widoki – niesamowite, nie będę tu udawał, że potrafię je opisać. Postaram się je niedługo pokazać na fotografii, a być może i na filmie. W każdym razie niezapomniane, nietuzinkowe, niepowtarzalne. Jedyne. Mauretańskie!
Ludzie drogi – jak już pisałem – uśmiechnięci, życzliwi, pozdrawiający nas na każdym kroku czy na każdym kilometrze drogi - to podniesieniem ręki, czy machając, aż na dziecinnych oklaskach kończąc. Strasznie miłe zjawisko!
Jest droga, jest motocykl, jest kierowca ... musi być woda i paliwo. Woda dla spragnionego kierowcy, paliwo do zbiornika jego motocykla. O ile z wodą problemów nie było, to z dostępnością paliwa problem był, oj był.
I tym akcentem pożegnam dziś, a następnym razem zabiorę w podróż stopem po Mauretanii. 150km, 3 różne auta, dwa różne kierunki, ponad 4 godziny obcowania z prawdziwymi ludźmi drogi, bo wokół niej skupia większość życia mieszkańców tego kraju. Właśnie ... ludźmi, tak dużo osób o nich pyta, a ja tak mało o nich napisałem. Bo cóż można napisać jadąc i jadąc, i tylko co jakiś czas odpowiadając na grzecznościowy zwrot czy machnięcie ręki. Dokładnie tyle ile napisałem i ani zdania więcej. Bez sensu teoretyzować.
Tym razem los chciał, że dane mi było zobaczyć to i owo. A co widziałem, jak to odebrałem i przede wszystkim co los takiego mi (w zasadzie to nam, bo jadę w końcu z kolegą) zgotował, że znalazłem się w takiej, a nie innej sytuacji ... dowiecie się za kilka(naście) dni.
Na razie ruszam dalej, po nowe doznania, po nowe przygody. I jeśli to los ma decydować bym w taki sposób poznawał Afrykę – to niech mnie nie oszczędza. Bo uczucia poznawania ludzi od tej drugiej strony nie da się opisać. Choć będę próbował!”
Tak swoje wrażenia z podróży po Mauretanii opisał nam w poniedziałek rano Ernest Jóźwik, który obiecał, że kolejną relację prześle za kilka dni. Trzymamy kciuki i czekamy z niecierpliwością na kolejną porcję wrażeń i zdjęć.
Postęp ekspedycji można podglądać 24h/dobę na mapach google, odświeżanych co kilka minut (http://share.findmespot.com/shared/faces/viewspots.jsp?glId=0TCiWSidXhPY0gIkzqPbgDO2EGEuvkWBG).
Przybliżony plan podróży:
Wyświetl większą mapę
Wyprawa nie mogłaby się odbyć, gdyby nie pomoc sponsorów:
Polecamy: :: Wagadugu 2012: Ernest i Marek w Mauretanii :: Wagadugu 2012: pozdrowienia z Sahary Zachodniej :: Wagadugu 2012: Przed nimi „już tylko” Afryka :: Wagadugu 2012. Pozdrowienia z Francji. Plan zagrożony... :: Motocyklem do Afryki :: Wyprawa Wagadugu_2012, czyli co w trawie piszczy :: Pływalnia „Delfin” ma już 10 lat. Skorzystaj w weekend z tańszego pobytu i darmowych porad instruktorów [audio] :: Wspinaczka ma szansę zaistnieć w Zambrowie :: W Zambrowie prowadzone będą kursy wspinaczkowe dla mieszkańców i nauczycieli :: Ruszyła „sprzedaż” pocztówek z Wagadugu 2012 :: Studniówka Wagadugu 2012 :: Samochód Google Street View w Zambrowie :: Rowerzyści wrócili z pielgrzymki do Przemyśla [foto] :: Z Zambrowa do Afryki na motocyklach, czyli 200% przygody
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze